Po dlugim i meczacym locie (z przesiadka w Monachium, bo bylo taniej) o polnocy wyladowalysmy w Atenach! Do hotelu mialysmy jechac taksowka (stala oplata z lotniska do centrum 35 euro), ale i tak juz przekroczylam budzet na wakacje, zanim jeszcze wakacje sie zaczely, wiec znalazlam tansza opcje – autobus. 5 euro, i dowozi nas do centrum, skad juz tylko 5 minut spacerkiem do hotelu. A ze juz po polnocy? No trudno, jak sie nie ma, to sie chodzi, a mi nigdy odwagi nie brakowalo.
Zatem wyladowalysmy, kupilam bilet na autobus, dojechalysmy do centrum (godzina), i dziarsko zaczelysmy maszerowac. Godzina 1 rano. Zero dzieci na ulicach. Ja, jak zawsze inna, ciagne walizke i dwojke maluchow za soba. Ale ulice za to pelne ludzi, ulice zakorkowane, zupelnie jak w Warszawie w poludnie! Pozniej zauwazylam, ze Ateny ida spac dopiero nad ranem. Grecy obiad jedza o 22, potem drinki i tance. Zdziwienie moje wielkie spowodowal fakt, ze facet z wozka przenosnego sprzedaje rogale z sezamem o 1 w nocy!
Bez wiekszych problemow (google maps!) dotarlysmy do hoteliku naszego. Po drodze ktos zapytal, czy potrzebujemy pomocy, i wskazal nam wlasciwa droge do hotelu. Ola stwierdzila: Ale oni tutaj sa mili! Hotel nazywa sie Acropolis House hotel. W recepcji siedzial staruszek, ktory na nasz widok wyciagnal olbrzymia, staroswiecka ksiege, do ktorej wpisal nasze nazwiska i numery paszportow. Nie umknela mojej uwadze kartka z napisem, ze wszelkie platnosci prosimy w gotowce, bo kart nie przyjmujemy. Jak sie pozniej okazalo, w calym hotelu czlowiek czul sie jakby przyjechal odwiedzic swojego dziadka. Staruszek wskazal nam schody, i powiedzial, ze nasz pokoj jest na 3 pietrze. Windy nie bylo (czy ktos widzial kiedykolwiek winde w domu u dziadka?), wiec zaciagnelysmy nasze walizki, po waskich, kretych schodach, na to trzecie pietro. A w pokoju staroswieckie przelaczniki do swiatla, masywne, rzezbione szafy z poprzedniej epoki, koronkowe serwetki i dywanik.
Ola poszla do toalety. Po chwili mnie wola: Mamooooo! Ale jak sie tutaj splukuje? Dziecko w zyciu gornopluka nie widzialo, a ten dodatkowo mial lancuszek schowany za zaslonka prysznica. Stylowa, w niebieskie delfiny. Pod kolor niebieskich kafelkow, a jakze.
Klimatyzacja nie dziala, nie ma cieplej wody, slychac kazde trzasniecie drzwiami, kazdy krok (a pamietacie? spac tutaj chodzi sie pozno), ale za to widok z okna – powalajacy! Akropol oswietlony, cudowny, zapierajacy dech w piersiach! A z drugiej strony balkon z widokiem na atenskie dachy, na ktorych suszy sie pranie oraz rosna drzewa cytrynowe i pomaranczowe. Westchnelam sobie z ulga, zakrylam uszy poduszka, i poszlam spac.
P.s. Jesli wybieracie sie do Aten, to jednak goraco polecam Acropolis house. Moze i staroswiecki, moze i bez luksusow, ale za to 5 minut od Akropolu, w samym centrum Aten (my wszedzie chodzilysmy na pieszo, i nigdzie nie bylo dalej niz 30 minut), czysty, ma przystepne ceny, i niesamowita, rodzinna atmosfere. Staruszek z recepcji, Jasmine, ktora jest w recepcji w ciagu dnia, kucharki – bardzo mili i pomocni. A panie, ktore sprzataja, sa w tym swietne – codziennie byl pokoj wydmuchany.