Sposoby na rozpacz. Po angielsku.

Dwie kobiety siedza w biurze. Jedna z nich nagle zaczyna szlochac.

Co sie stalo? zaniepokoila sie druga kobieta.

Moj syn wyjezdza do Australii, wlasnie mnie poinformowal przez facebook, ze wyjezdza i juz nie wraca – zanosi sie placzem zrozpaczona matka.

Co robi druga kobieta?

Obejmuje ja? Pociesza? Probuje uspokoic?

Nic z tego.

Nastawia czajnik, robi kubek goracej herbaty z mlekiem, i podaje placzacej kolezance, razem z chusteczka.

To takie angielskie…. Nie ma takiej tragedii, na ktora nie pomoze filizanka herbaty.

Pierwsze plony

Oto i pierwsze (a zarazem jedyne, ha ha ha) plony z mojej dzialki. Marchewki i rzodkiewki zasialam osobiscie, rzordkiewki obrodzily, i dobrze, bo polowe zezarly slimaki, marchewka jakos tak przez kilka miesiecy malo urosla, ale niech jej bedzie.

Cebule technicznie nie moje, tylko poprzedniego wlasciciela, ja je tylko znalazlam jak kopalam zeby chwasty powyrywac.

Za rok to dopiero beda plony! Juz mam plany co bedzie roslo – agrest, truskawki, buraki, pomidory, cebula…. moze nawet i szparagi! 🙂

Marchewka ma niezle wciecie w pasie, nie? 😀

Krotka kariera maklera

Nie powinnam ogladac telewizji. W ogole nie powinnam. Powinna byc zakazana w naszym domu. Bo daje mi glupie pomysly. Bardzo glupie nawet.

Jak na przyklad wtedy, kiedy obejrzalam program kulinarny, i postanowilam chleb piec. Tak sie latwo wydawalo, jak w telewizji rzucili make na stol, zagnietli ciasto, podrzucili do gory kilka razy, i z piekarnika wyjeli piekny, rumiany bochen… ja zaczelam ‘pieczenie’ o 19, do pierwszej nad ranem nad tym chlebem siedzialam…. jak juz skonczylam, to go mialam serdecznie dosyc.

Albo jak postanowilam dzialka sie zajmowac, bo to takie zdrowe, czas rodzinny, swieze powietrze, wizje cudnych kalarepek i porow z ziemi wyrastajacych mialam… a tymczasem mam psa, ktory ujada, bo nie znosi byc przywiazany do palika na grzadce u sasiada, mam dzieci, ktore co weekend placza: ale mamusiuuuu, naprawde musimy???? i mam mase chwastow, marne rzodkiewki nadzarte przez slimaki i marchewki wielkosci olowka z IKEA.

 Moj ostatni genialny pomysl narodzil sie po obejrzeniu programu o inwestowaniu na gieldzie. Dzisiaj, w dobie internetu, to takie latwe, otwiera sie konto, i mozna kupowac i sprzedawac.

Wiec otworzylam konto, i zaczela sie moja kariera maklerska.

Najpierw spojrzalam na euro, jakos tak w gore szlo pieknie i szybko, wiec postanowilam kupic tanio, sprzedac drogo, wiadomo, gielda tak sie wlasnie kreci. Klikam, a tu nic sie nie dzieje. Wiec znow klikam na cos tam, i znow, nic sie nie dzieje… Nie wiem, jakim cudem, okazalo sie, ze mam w swoim portfolio cala mase euro, ktore po kilku godzinach warte bylo £-4000 (tak, minus 4 tysiace).

Kolejna rzecza, ktora przyciagnela moja uwage byl jen japonski, bo lecial bardzo w gore, albo bardzo w dol. Wydedukowalam sobie, ze jak duzo na niego wydam, a potem sprzedam, to moge duzo zarobic w krotkim czasie.

Ale teraz juz bylam madra, i sie dowiedzialam, ze jak jest napisane ‘long’ przy moich euro, to nie dlatego, ze na dlugo je kupilam, ale dlatego, ze je po prostu kupilam (i w przyszlosci moge/musze sprzedac). A jak jest napisane ‘short’, to oznacza to, ze je sprzedalam. Chodzi o to, ze mozna sprzedac akcje czy walute, ktorej sie jeszcze nie ma, ale potem trzeba ja ‘odkupic’, majac nadzieje, ze stanieje (czyli najpierw sprzedaje sie drogo, a pozniej tanio kupuje).

Jako ze jen drozal, to go kupilam BARDZO duzo. Ile, to nie jestem pewna, bo nie rozumialam tych numerkow. Po pol godzinie zarobilam £200. Swietnie, pomyslalam! Sprzedalam tego jena zanim zaczal taniec.

A ze zaczal taniec, to go sprzedalam ponownie, tego, ktorego jeszcze nie mialam, (bo jak bedzie dalej tanial, to go kupie za przyslowiowe grosze). Niestety. Z jakiegos powodu moj jen zaczal drozec. Po kilku godzinach mialam juz £10 tysiecy w plecy. Wieczorem dochodzilo juz do £40 tysiecy. Jakim cudem, nie mam pojecia, przeciez nie wydalam az tyle na tego jena!!

Nastepnego dnia dlug moj zmalal do £20 tysiecy. Sprzedalam tego nieszczesnego jena, bo wiecej juz nie chcialam na nim stracic, a ze cena szla w dol troche, to ‘sprzedalam’ mase jenow, ktorych jeszcze nie mialam. Oczywiscie mozecie sie domyslic, ze szczescia nie mialam. To bylo wczoraj. Dzisiaj mam juz £23,000 w plecy.

Pokupowalam jeszcze jakies inne akcje, na kazdej z nich jestem stratna…

A kiedy juz mi platforma, na ktorej mam konto nie pozwolila zadnych akcji kupowac, zadzwonilam do znajomego, ktory sie na tym zna. Uswiadomil mi, ze jade na kredycie, i ze mam 600% kredytu na minusie!!

O Jezu drogi, ale sie wkopalam!

A oto i moje portfolio…. zalosc i rozpacz, a nie portfolio…

Chwala Bogu, ze to tylko wirtualne pieniadze…

Ale mysle sobie, ze na razie jeszcze nie zaryzykuje prawdziwych i milionerka w tym roku jeszcze nie bede….

 

 

 

Szkocka rewolucja

Cala Wielka Brytania przez kilka miesiecy zyla pod kraciastym znakiem pytania: TAK, czy NIE.

Czy Szkocja powinna uzyskac niezaleznosc, czy tez powinna pozostac czescia Wielkiej Brytanii.

Zdania byly rowno podzielone, czasami wygrywalo TAK (niezaleznosc), czasami NIE (zostanmy czescia Krolestwa).

Wczoraj odbylo sie referendum, wyniki zostaly ogloszone, i oficjalnie Szkocja pozostaje z nami (55% glosowalo tak, 45% nie). Ja osobiscie sie ciesze, chociaz nie mam tak naprawde zadnych osobistych powodow.

Gdy powiedzialam dzisiaj Oli o wynikach, Ola rezolutnie stwierdzila:

– To bardzo dobrze, ze Szkocja pozostaje czescia Wielkiej Brytanii, bo flaga, ktora mam na kartach (karty do gry z flagami roznych panstw) nie bedzie musiala zostac przerobiona, i moze zostac taka jaka jest.

To dziecko ma dokladnie ustawione priorytety, prawda?

 

Ulica Cipna

A co powiedzielibyscie, gdybyscie mieszkali w miejscowosci Fiutki, na ulicy Dziura w Dupie? Albo wyprowadzali swojego psiaka na Sucze Pola?

Anglicy czesto maja bardzo dziwne nazwy ulic czy miejscowosci.

Na zdjeciu obok kilka przykladow, tlumaczenie moje i bardzo dowolne!

Sucze Pola, Twatt – ciota, Ulica Odbyt

Ul. Krocze, Ul. Cipna, Aleja Cycki w gore (kiepskie tlumaczenie!)

Zaulek Balonow, Piersiasty Widok, Nadbrzeze Gaszczowe

Hardon Road to ulica Wzwodu, Wesole poldupki, Fiut i Siusiaki

Titty Ho to znow cos z piersiami, a Slutshole Lane to Aleja Kurewskiej dziurki…

Czy Wy znacie jakies ciekawe, polskie, nazwy miejscowosci, ulic itp?

Cos z niczego.

Skoro juz tym domowym tropem jedziemy, to napisze jeszcze o moim oknie.

W czerwcu (wiem, u mnie wszystko dzieje sie powoli) zaczealm prace nad starym wiktorianskim oknem, ktory sasiad wyrzucil na smietnik.

I w koncu wyszlo. Bylo tak:

Wyszlo tak:

 

W rzeczywistosci wyglada nieco lepiej, zdjecie robilam iPhonem na szybko.

Zdjecie w ramce z okna zostalo zrobione przeze mnie w Machu Picchu, i zostalo powiekszone przez firme drukujaca plakaty.

Przed i po, czyli nowe drzwi.

Ten weekend minal mi pod znakiem zlotej raczki. Najpierw wymalowalam balustrady przy schodach, na kolor ciemno szary. Byly w kolorze pomaranczowej sosny. Jak zlapalam wiatru w zagle, postanowilam tez pomalowac drzwi. Drzwi sa piekne, drewiniane, i troche szkoda bylo mi ich farba mazac (dlatego tak dlugo zwlekalam), ale tez byly w kolorze pomaranczowej sosny, ktory mi totalnie gra na nerwach. Idealnym rozwiazaniem byloby starcie lakieru, wypolerowanie drzwi papierem sciernym do golego drewna i uzycie bejcy w kolorze ciemnego orzecha. Ale to za duzo roboty, wiec farba wygrala.

    

Sami ocencie wynik. Ja jeszcze probuje zdecydowac, czy bardziej mi sie podoba nowa wersja, czy nie, ale trzeba przyznac, wyglada elegancko.

A skoro juz taki weekend byl majsterkowiczowy, to postanowilam w koncu George’a powiesic. Pamietacie, jak jakis czas temu tapetowalam kominek? Zanim bedziecie dalej czytac, zobaczcie zdjecia w tamtym wpisie.George to glowa jelenia, ktora kupilam kilka miesiecy temu, i nie moglam sie zebrac do jej powieszenia. Dzisiaj George dumnie pilnuje jadalni.

Ramke dookola Georga kupilam na wyprzedazy, za okolo £2.50, z okropym obrazkiem w srodku. Zuzia mnie przekonywala, zeby tego nie kupowac, bo paskudne, ale ja wiedzialam, ze pewnego dnia moze sie przydac!! 🙂

 

Wyjelam obrzydliwy obrazek, ramke pomalowalam na czarno, i prosze, jak swietnie pasuje!

Ile kosztuje milosc?

W dzisiejszych czasach milosci szuka sie czesto w internecie. Kiedys to byl wstyd i obciach, dzisiaj coraz czesciej sie o tym mowi, i coraz mniej ludzi wstydzi sie szukania partnera na portalach randkowych.

Jednym z najpopularniejszych (mowie tutaj o Anglii) jest match.com. Tysiace ludzi szukajacych partnera/przygody, za darmo mozna poogladac zdjecia, poczytac opisy, i wyslac standardowa wiadomosc. Aby do kogos naprawde napisac, lub aby przeczytac wiadomosci do nas wyslane, nalezy oplacic czlonkostwo. Niedrogie, £12 za miesiac, jesli wykupi sie na 6 miesiecy.

Ok. Ale drazac temat dalej, natchnieta rozmowa z kolezanka i artykulem w gazecie, odkrylam tzw. agencje matrymonialne. Tutaj to juz nie przelewki. Nie ogladamy zadnych zdjec, tylko swatka pokazuje nam opisy potencjalnej randki – ze wysoki, ze zajmuje sie tym, lubi to i tamto, a poszukuje owamtego. W zaleznosci od pakietu, jaki wybierzemy, zostanie nam przedstawionych od 6 do niezliczonej ilosci partnerow. Ale trzeba miec powazne pieniadze – ceny zaczynaja sie od £2000 (tak, dwa tysiace funtow) za rok, za co zostaniemy umowieni na randke z maksymalnie szescioma kandydatami.

Wcale nierzadko zdarzaja sie biura, ktorych ceny zaczynaja sie od 10 tysiecy funtow za rok, az do stu tysiecy funtow!!

Biura maja rozne kryteria. Na przyklad jedno biuro, ktore jest skierowane do panow lubiacych kobiety mlodze od siebie o minimum 8 lat. Przyjmuje ono wylacznie kobiety od 18 do 40 lat, i nie moga miec rozmiaru wiekszego niz 40. Poza tym jesli jest sie po 30, to juz nalezy wykupic najdrozszy pakiet, bo z tanszym to raczej sukcesu taka pani nie odniesie (tak jest napisane na ich stronie), bo konkuruje z mlodszymi od siebie.

Wracajac do portali randkowych, sa takie dla tzw. sugar daddy – gdzie starsi panowie szukaja mlodszych dziewczat, ktorym za towarzystwo i pewnie seks sponsoruja drobne (i wieksze) przyjemnosci.

Albo strona seekingagreement.com, zalozona dla panow z dochodem powyzej £170.000 rocznie, skierowana do mlodych studentek (wiekszosc z uniwersytetu Cambridge!!). Wiadomo, studia sa drogie (do £9000 rocznie, do tego zakwaterowanie, wyzywienie…), przecietny student zaczyna dorosle zycie z kilkunastotysiecznym dlugiem. Studentki, zakladajac konto na seekingagreement.com zgadzaja sie na to, ze za swoje towarzystwo i czulosci beda obsypywane prezentami, wycieczkami, randkami z szampanem, a czasami rowniez regularna gotowka co miesiac. Podobno przecietna studentka korzystajaca z portalu dostaje okolo £5000 miesiecznie za swoje ‘uslugi’. Calkiem niezle.

Kolejna interesujaca strona jest whatsyourprice.com (jaka jest twoja cena). Tutaj mezczyzni licytuja, ile sa gotowi zaplacic za randke z dana pania. Jesli pani sie zgadza na cene, dochodzi do randki. Czyzby nowoczesna forma prostytucji?

No i na koniec aplikacja na iPhone – Tinder. Logujemy sie uzywajac konta facebook, i potem to juz wystarczy patrzec na zdjecia chlopakow (dziewczyn) i palcem ich przeciagac w lewo, jesli nam nie odpowiada wyglad, lub w prawo, jesli sie nam podoba. W ciagu minuty mozna nawet i 60 kandydatow obejrzec 🙂 Jesli dwoje ludzi nawzajem sie ‘przesunie’ w prawo, to moga do siebie napisac wiadomosc. Aplikacja darmowa.

Jakie to wszystko inne od tradycyjnego poznawania ludzi, w pracy, w kawiarni, w bibliotece…..

3 godziny i 1 minuta

Z teczka wypelniona roznorakimi dokumentami, potwierdzajacymi moje przywiazanie do kraju herbaciarzy (wlacznie z aktem wlasnosci domu i wyciagami z konta), porannym pociagiem wybralam sie do Londynu, na spotkanie z konsulem, ktory zdecyduje, czy stanowie zagrozenie dla ziemi amerykanskiej, czy tez mozna mnie tam wpuscic i wize dac.

Spotkanie bylo umowione na godzine 10. Wyobrazilam sobie pokoik, w nim kilka osob, czekajacych na rozmowe… Gdy juz wiedzialam, ze sie spoznie o kilka minut, zaczelam ukladac sobie w glowie jak sie wytlumacze (ze stacje metra mi sie poplataly? Pociag sie opoznil….). Och, ja naiwna! Przyznawanie wizy to hurtownia, a nie kameralne spotkania.

Ambasade widzialam juz z daleka – bo stala przed nia kolejka, okolo 10 metrowa (a moze dluzsza?), ludzi, czekajacych na wejscie na swoje spotkanie.

Wrecz dwie kolejki, nie tylko jedna. Najpierw stoi sie w jednej, gdzie pani (zujaca gume) sprawdza, czy mamy dokumenty, i odhacza nas na liscie. Potem w drugiej kolejce sie stoi, zeby wejsc do ambasady. Ale, jak na Anglie przystalo, parasole byly oferowane 🙂

Po 45 minutach stania, kolejnym sprawdzeniu dokumentow, przeswietleniu torebki i obmacania wykrywaczem metalu, wpuszczono mnie do ambasady.

Tam, w recepcji, odebralam numerek (357), i musialam czekac az nadejdzie moja kolej. Numerki pokazywaly sie na tablicy, i nie byly po kolei, wiec nawet nie mozna sobie bylo ksiazki poczytac, bo trzeba sie bylo gapic na tablice. Gdy pojawilo sie magiczne 357 (po godzinie) podeszlam do okienka, pobrano mi odciski palcow, i znow musialam usiasc i czekac, na rozmowe.

Minela godzina w poczekalni pelnej ludzi (setki, setki, a nie kilka osob) znow pojawil sie moj numerek, i poszlam do konsula.

Bardzo przystojny pan, z usmiechem na ustach zadal mi tylko trzy pytania: po co chce jechac do Stanow? Czy pracuje? Jak dlugo mieszkam w Anglii? Zajelo to minute mniej wiecej, wiec niewiele czasu mialam, zeby ochlonac z podziwiania jego urody, gdy uslyszalam: wiza jest przyznana, paszport zostanie odeslany w ciagu 3 do 5 dni roboczych (za dodatkowe £20)

I to juz? Tyle?

Tak. Tyle.

No to super. Wybralam sie na zakupy, bo nie ma to jak Oxford Street, a skoro juz jestem w Londynie, to trzeba zrobic z tego uzytek, no nie?

Urodzin ciag dalszy

A wieczorem, kolejna niespodzianka!!

Kolejne sto lat, obiad kilka bukietow kwiatow, i trzydaniowy obiad ugotowany przez dziecko moje wlasne – bruschetta z sardynkami i pomidorami, chilli con carne, a na deser ciasto z rabarbarem i bezowa czapeczka. Pychota!!!

A wieczorem relaks z lampka szampana. Na zdrowie!

 

 

No i najlepsza wirtualna kartka urodzinowa. Ciacha, mhmmmmm!