Weselnie

Ludzie biora slub z roznych powodow. Czasami z milosci. Tak tez sie zdarza. Czasami z rozsadku – bo moze juz wypada? Czasami po pijanemu, zwlaszcza w Vegas. Albo pod presja rodziny.

Jeden moj znajomy powiedzial, ze mysli, iz sluby i wesela to smutne okazje. Dlaczego? Bo ludzie zazwyczaj placza na slubie. Taki zartownis.

Uwielbiam wesela. Moglabym co tydzien chodzic. Niestety w moim wieku tych wesel juz coraz mniej. W ciagu najblizszych kilku tygodni mam az dwa. Obydwa nieco niezwykle.

W srode ide na wesele, ktore bedzie nieco slodko gorzkie. On i ona. Jeden pies, jedno dziecko, roczek wlasnie dzisiaj swietuje. I jeden rak. Dwa tygodnie temu oglosili zareczyny. Na drugi dzien zaprosili gosci na slub. Wlasnie dowiedzieli sie, ze jego szanse na to, ze dozyje do Bozego Narodzenia sa zerowe. Wiec biora slub. I tylko prosza, zeby nikt nie ubral sie w kolor purpurowy, bo oddzial szpitalny, gdzie on walczy z rakiem, jest w kolorze purpurowym.

A za kilka tygodni ide na slub kolezanki. Jako swiadkowa. Kolezanka ma meza, od dwudziestu lat ma tego meza. Ale wlasnie przypadkowo, przy zalatwianiu roznych formalnosci w Polsce, okazalo sie, ze moja zamezna kolezanka jest wciaz……………. panienka! Ktos kiedys przy slubie konkordatowym, ktory brali, popelnil jakis blad, i tyle! Wiec kolezanka musi teraz szybko slub brac, zeby mogla formalnosci zalatwiac, bo wszystkie dokumenty ma na nazwisko meza, a w Polsce figuruje jako panna z nazwiskiem swojego ojca 🙂

Taki bigos.

 

Pan od historii

– Mamusiu! Nie moge sie doczekac az bedzie wywiadowka! – wykrzyknelo z nienacka moje 13 letnie dziecko przy obiedzie.

– Serio? A to dlaczego? zapytalam zdziwiona. Ok, dostaja lody po wywiadowce zazwyczaj, ale bez przesady.

– Bo spotkasz mojego pana od historii. I jestem pewna, ze Ci sie spodoba. A jak zaczniesz z nim wychodzic (okreslenie moich dzieci na ‘chodzenie z chlopakiem’) to wtedy bede miala same dobre oceny z historii!!

Oczywiscie, dziecko. A teraz siadaj do ksiazki i sie ucz 🙂

Jak sie na spacer z psem wybralam

Ludziom rozne glupie pomysly przychodza do glowy. Zwlaszcza o 4:30 rano.

Obudzilam sie o 4:30 i nie moglam usnac. Lezalam, i myslalam, i wymyslilam, ze wezme psa na spacer. Zazwyczaj robi to Zuzia, godzinka przed szkola. Bo nasz pies bardzo energetyczny jest, i musi sie wybiegac porzadnie. Pomyslalam sobie, skoro i tak nie spie, to wyjde z nim, dziecko sobie dluzej pospi.

W dodatku wykorzystam ta okazje dla zdrowia – pobiegam!

Zalozylam dres i trampki, psu obroze, i poszlismy na spacer. O 5:30 rano….

Wspomnialam, ze biegac nie lubie, i to bardzo?

Truchcikiem pobieglam moze ze 30 sekund. Zmeczylam sie. Siedzacy tryb zycia mi wyszedl. Kolka wyszedl.

Doszlismy do parku. Park wielki, wspanialy do jazdy rowerem, biegania, do zabaw z pilka.

Na ulicach sa latarnie. W parku nie ma. Niesmialo wkroczylam w ciemnosc, oswietlona tylko marnym ksiezycem. Otoczyla mnie mgla. Scena jak z Wichrowych Wzgorz normalnie. Stanelam niepewnie. Oczami wyobrazni juz widzialam tych mordercow wyskakujacych zza krzakow. Widzialam gwalcicieli wychylajacych sie z mgly. Pies z nadzieja patrzy na pilke. Ale jak mu pilke rzucic, jak jest ciemno, a on glupi jest, i w zyciu by pilki po ciemku nie znalazl… W ciagu dnia ma problemy… Ok. Zamiast sciezka przejde przez trawe, srodkiem, wtedy trudniej bedzie mnie zaskoczyc (a moze jakis bezdomny zaraz sie na mnie rzuci?). Po kilku krokach rosa zaczela przesiakac przez moje trampki.

Przerazona, zmarznieta, z mokrymi stopami odwrocilam sie po minucie i wybieglam (truchtem) z parku.

Pies zdziwiony juz na maksa – nie tak zazwyczaj wygladaja moje spacery! zdawaly sie mowic jego spanielowe oczy.

Ulicami przeszlam do innego parku – taki maly, niedaleko domu. Ten tez ciemny. Znalazlam maly skrawek trawy oswietlony latarnia z ulicy. Stanelam z boku i przez pol godziny smentie psu pilke rzucalam – nie za daleko, bo jak wpadnie w ‘czarna mase’ to juz jej nie znajdziemy….

Po pol godzinie wrocilam do domu. Nastepnym razem jak obudze sie o 4:30 rano to poczytam ksiazke. Albo napije sie herbaty. Ale przede wszystkim nie bede wpadac na genialne pomysly.

Czym leczyc przeziebienie?

Czasmi zdarza sie, ze dzieci musza brac lekarstwa. Jesli musza w ciagu dnia szkolnego, nalezy lekarstwa zapakowac w koperte, z jasnymi instrukcjami dla kogo one sa, w jakiej dawce i o ktorej godzinie je podac, nastepnie koperte nalezy zlozyc w sekretariacie szkolnym. Zostanie ona przekazana pielegniarce, ktora bedzie pamietala o tym, by dziecku lekarstwo podac.

Ostatnio Ola nieco chora sie zrobila, wiec bierze antybiotyk. Trzy razy dziennie. Srodkowa dawka wypada akurat w godzinach szkolnych. Po powrocie z apteki wrzucilam antybiotyki do szuflady z medykamentami i Olinym sprzetem do inhalacji. Wieczorem napisalam jasne instrukcje, raz dziennie, o 14, jedna tabletka. Wyciagnelam tabletki z szuflady, odliczylam ich 15 (bo przez tyle szkolnych dni Ola bedzie je brala), wlozylam do koperty, i dziecku przykazalam, ze jutro ma zaniesc do sekretariatu.

Na drugi dzien dostaje telefon ze szkoly, czy moge przyjsc, bo chca ze mna rozmawiac.

To poszlam.

Pani (pielegniarka?) pyta:

– Te leki to oczywiscie lekarz Oli przepisal?

– No oczywiscie – odpowiadam zdziwiona. Przeciez to nie pierwszy raz, kiedy Ola lekarstwa w szkole bierze.

– Bo wiesz – mowi niepewnie pielegniarka – ja nie jestem pewna, czy one sa odpowiednie dla dziecka…

– Jak to nieodpowiednie? dziwie sie. Ona je czesto bierze. Przynajmniej kilka razy w roku ma kuracje – nalegam.

– No tak. No tak. A czy myslalas o alternatywnym leczeniu? Poza tym Ola wydaje sie takim zywiolowym, radosnym dzieckiem…

– Choroba nie przeszkadza jej w byciu zywiolowym i radosnym – przekonuje.

– A ja myslalam, ze depresja tak sie wlasnie objawia? pilegniarka wydaje sie byc nieco totalnie pogubiona.

– A co ma do tego depresja? (zwariowala! mysle sobie).

– No przeciez Ola przyniosla antydepresanty, a ty powiedzialas, ze lekarz jej je przepisal???

No tak! Zamiast antybiotyku Oli wyciagnelam pudelko ze starymi antydepresantami, ktore tez byly w szufladzie, i zapakowalam do koperty…. Dobrze, ze udalo sie uniknac leczenia pluc antydepresantami. Zwlaszcza u nadto az radosnej i zywiolowej dziewieciolatki.

Jak Anglik polski bank rabowal

Zazwyczaj gazety angielskie zemieszczaja artykuly o tym, jak to Polacy w Anglii:

  • kradna prace Anglikom
  • mieszkaja po 10 w jednym pokoju
  • kradna mieso i piwo w supermarketach
  • zabijaja labedzie zeby je jesc (tak, byly takie wiadomosci tez).

Ale tym razem, dla odmiany, mozna sobie poczytac o tym, jak to Anglik narozrabial w Polsce.

W Warszawie, dokladnie.

Bank rabowal.

Niestety, poniewaz po polsku nie mowil, to wyciagnal kartke, na ktorej bylo napisane:

To jest napad. Mam pistolet. Dawaj pieniadze

Kasjerka zbytnio sie nie przejela grozba, i z zimna krwia nakazala Anglikowi wrocic do kolejki.

Co tez uczynil.

Kasjerka zadzwonila na policje.

To ci dopiero napad! 😀

Randka z bylym tesciem i palaczem marihuany

Randkowanie nie jest zadaniem latwym. Jest jak pelnoetatowa robota! Czlowiek musi sie umalowac, ubrac, przywdziac te szpileczki, do baru/restauracji sie wybrac, po to tylko, aby znow sie rozczarowac. W tym tygodniu widze jednego pana kazdego dnia.

W poniedzialek spotkalam sie z bardzo inteligentym panem. Bardzo duzo wiedzial o historii Europy, wlaczajac w to historie Polski. Mowi po rosyjsku. Podrozowal po calym swiecie. Studiowaj polityke Azji. Jako jedyny przed spotkaniem zainteresowal sie, czy nie bede miala problemu z opiekunka dla dzieci. Stuprocentowy gentleman. No generalnie na papierze – ideal.

No ale jak go zobaczylam, to od razu wiedzialam, ze nic z tego nie bedzie. Bo wygladal jak nieco mlodsza kopia mojego bylego tescia. Wyobrazacie sobie calowanie sie z bylym tesciem?

No wlasnie. Ja tez nie.

Wtorkowego pana nazwijmy Aktywista. Bo go sobie wyszukalam w google przed randka. Pelno go w wiadomosciach bylo kilka lat temu, bo mial afere z Tonym Blaire. Dziennikarz, filmy dokumentalne robi, zaangazowany w polityke. Wydawalo sie, ze bedzie bardzo interesujaco. W ciagu krotkiej rozmowy telefonicznej wydawalo  mi sie, ze Aktywista ma ADHD. Podczas randi to sie raczej sprawdzilo.

Mowil duzo, caly czas. Zadawal mi pytania, ale odpowiedzi go nie interesowaly. Bo zadawal to samo pytanie kilka razy. Po czym zapominal co odpowiedzialam. I znow pytal o to samo. W tym wieku problemy z pamiecia, prosze pana?

Poszedl do toalety. Po 15 minutach wrocil, smierdzial dymem i mietowkami.

– Palisz? zapytalam

– Tak, ale nie papierosy. Marihuane pale. Bo mnie rozluznia.

– Taki spiety dzisiaj jestes? zapytalam.

Nie byl. Ale i tak sobie popalil. W polowie randki wydawal sie byc totalnie pijany, ale dzielnie sie trzymal. Po ziolach chce sie jesc, wiec poszlismy do tajskiej restauracji. Tania, ale dobra. Lubie tam chodzic. Znam kelnerki.

Aktywista pod wrazeniem chyba nie byl, ale byl glodny, bylo pozno, wiec usiedlismy.

Zdaniem Aktywisty curry bylo zbyt malo ostre, a warzywa byly zbyt surowe.

Przyszedl rachunek. £24. Aktywista poprosil, abym mu zwrocila £10. Napiwku tez nie zostawil.

Zaprosil mnie na randke w weekend.

Bede zajeta.

Kawaler z Hadesu

W piatkowe deszczowe popoludnie spotkalam sie z mlodym (o dwa lata mlodszym ode mnie) Greckim polbogiem. Tudziez taki wydawal sie na zdjeciach – umiesnione cialo, przystojna twarz, swietna praca!

Umowilismy sie przed sklepem o 18. Wyskoczyl jakos tak z nienacka o 18:05, i totalnie mnie wzial przez zaskoczenie. Musialam w doj spojrzec, aby zobaczyc jego umiesnione cialo siegajace mi do ramienia. Obrazek dokonczyly brzydkie zeby i wada wymowy – troche mu sie seplenilo.

Zabral mnie do bardzo eleganckiego martini baru, gdzie swiatla byly bardzo przyciemnione, muzyka bardzo glosna, i serwowano bardzo eleganckie – oczywiscie – martini.

Rozmowa toczyla sie swietnie, glownie mowil on, i glownie na temat podrozy tu i owdzie, oraz silowni, na ktorej spedza okolo 16 godzin tygodniowo.

Watek stracil tylko na chwilke, gdy mu powiedzialam, ze mam dwoje dzieci. Zapytal tylko:

– Jak dlugo je masz?

– No, sa ze mna caly czas, tak naprawde – odpowiedzialam, myslac, ze chodzi mu o to, ile godzin dziennie sie opiekuje swoimi dziecmi.

– Nie, od jak dawna je posiadasz – poprawil swoje pytanie.

Jestem posiadaczka wlasnych dzieci od wielu lat juz, jedno posiadam od 13, a drugie od 9 lat posiadam!!

Biedny nie bardzo wiedzial, jak to ugryzc, wiec szybko powrocil do swojego ulubionego tematu – silowni i podrozy.

Jego male oczka pracowaly rownie wytrwale jak i jego usta – zataczaly kregi dookola, zawieszajac sie na piersiach i posladkach innych kobiet obecnych w tym bardzo eleganckim martini barze.

Grecki polbog uznal za bardzo wazne poinformowanie mnie o tym, ze wybral Anglie na swoja rezydencje bo Angielki sa latwe; ze jego hobby, poza silownia i podrozami, to podrywanie kobiet; oraz ze on absolutnie nie chce sie zenic, bo slub to bierze sie tylko po to, zeby miec dzieci, bo i po co innego? On sam lubi mieszkac, tak, i owszem, potrzebuje seksu, ale to mozna latwo zdobyc wszedzie, nie trzeba brac do tego slubu.

Skonczylam martini i powiedzialam mu, ze musze isc, spotykam sie z przyjaciolmi na obiad (rzeczywiscie mialam umowiony obiad, z kolejnym potencjalnym kandydatem). Poszlam przodem, on za mna. Z telefonem. Moze na nastepna randke sie umawial? Juz sie nie dowiem, bo po bardzo niezrecznym pozegnaniu kontakt nam sie urwal. Miejmy nadzieje, ze na zawsze 🙂

Malzenstwo z rozsadku przybralo nowy wymiar

Czy wzielibyscie slub z kims, kto jest stuprocentowym nieznajomym? Czy zgodzilibyscie sie, aby naukowcy wybrali Wam kogos, kto – ich zdaniem – jest idealnym partnerem dla Ciebie?

Obejrzalam ostatnio program pod tytulem “Marriage at first sight“, czyli malzenstwo od pierwszego spojrzenia.

Ochotnicy, ktorzy zlosili sie do programu zostali doglebnie zbadani pod wieloma wzgledami – styl zycia, genetyka, upodobania, przeszle zycie erotyczne, oczekiwania, waga, wzrost, ba, nawet i ksztalt twarzy mieli przeegzaminowany.

Pozniej naukowcy usiedli razem, i wybrali kilka par, ktore – zdaniem naukowcow, opartym na przeprowadzonych badaniach – najlepiej do siebie byly dopasowane.

Uczestnicy nie wiedzieli o swoim przyszlym malzonku/zonie nic, z wyjatkiem ich imienia. Wiedzieli rowniez, ze pierwszy raz zobacza swojego meza/zone dopiero na slubnym kobiercu. Ze beda musieli mieszkac razem przez piec tygodni. Po tym czasie zdecyduja – pozostaja malzenstwem, czy biora rozwod.

Mieli dwa tygodnie na przygotowanie wesela i zaproszenie rodzin i przyjaciol na slub.

Z trzech par jedna wykruszyla sie od razu – jej rodzina nie akceptowala takiego nowoczesnego ozenku.

Pozostale dwie pary…. spotkaly sie przed oltarzem, i wziely slub.

Pierwsza para od razu ‘zaskoczyla’. Oczy im sie zaswiecily, jak sie zobaczyli, podczas wesela zachowywali sie zupelnie naturalnie, trzymali sie za rece, calowali sie… Byla chemia! Po nocy poslubnej obydwoje pokazali sie przed kamerami jak dwa radosne ptaszki.

Para druga byl o wiele bardziej sztywna, obydwoje byli niepewni co do tego, czy wybor byl sluszny, trzymali sie od siebie na dystans. Nic z tego nie bedzie – przewidywalam.

Uwaga. Tutaj napisze, jak sie zakonczyl eksperyment, wiec jesli masz ochote obejrzec program i nie chcesz wiedziec, przewin do nastepnych gwiazdek.

 

****************************************************************************

 

Para pierwsza, juz po kilku dniach, zaczela miec problemy. On nie czul do niej miety, ladna jest, i owszem, mowil, ale mnie nie pociaga. Dziewczyna probowala jakos to ciagnac, bo w koncu po to przeciez brala udzial w eksperymencie (a sliczna jest dziewczyna, naprawde, nie jakas tam poczwara), ale on do domu nie wracal, w ogole z nia nie rozmawial. Poprosil o przerwe w filmowaniu. Zostali zaproszeni na sesje terapii malzenskiej. On nie przyszedl. Pozniej sie tlumaczyl, ze i tak by nic z tego nie wyszlo.

Mieli sie spotkac zeby przedyskutowac zaistniala sytuacje, on i ona…. On sie nie stawil. Ona za to dostala wiadomosc od swojej przyjaciolki – przyjaciolka widziala swiezego malzonka na Tinderze, aktywny byl minute temu….

Po dwoch tygodniach od slubu para wziela rozwod.

Para druga, ci troche sztywni, wciaz mowili, ze dziwne to wszystko, ze nie wiedza, jak sie czuja, ona go na dystans trzymala, bo troche sie obawia bliskosci z drugim czlowiekiem… jednak razem gotowali, chodzili na spacery, rozmawiali duzo. Widac bylo, jak ich zwiazek sie rozwija, staje sie coraz bogatszy.

Po pieciu tygodniach – czas decyzji. Postanowili, ze nie bedzie rozwodu.

Po trzech miesiacach od zakonczenia programu wciaz byli razem. Szczesliwi.

 

****************************************************************************************

Czy Wy bylibyscie tacy odwazni? Skusilibyscie sie na malzenstwo z osoba wybrana nie przez Wasze serce, ale przez nauke?

Czy takie pary mialby wieksze szanse na powodzenie niz ‘tradycyjne’ zwiazki?

Bardzo jestem ciekawa Waszych opinii.

 

 

Mark, Martin, Ken, Kenneth….. bardzo to mylace!

To cale randkowanie z wieloma facetami jest dosyc niebezpieczna rozrywka. Juz pisze dlaczego.

Wszystkich potencjalnych randkowiczow zapisuje w telefonie z literka D na poczatku – D John, D Maurizio, D Marcelo…. i tak dalej. D jak dating, czyli randkowanie. To po to, zeby wszyscy byli razem obok siebie w kontaktach, i zeby mi sie nie pomylilo ze znajomymi – bo to nie sa znajomi przeciez.

No wlasnie, zeby mi sie nie pomylilo.

Pisze do D Maurizio, z ktorym sie umawialismy na sobotniego drinka: Zatem do zobaczenia jutro.

Na co mi odpowiada zdziwiony D Marcelo: Ale ja przeciez jestem w Portugalii w weekend, mowilem Ci, nie umawialismy sie na randke???

Albo pisze do D Kenneth: Czesc Kevin, jak Ci mija dzien?

D Kenneth odpisuje: A kto to jest Kevin?

Ze juz nie wspomne o tym, jak trudno jest pamietac, co sie komu powiedzialo. Czy D Martin wie, ze mam dzieci? A moze jemu nie mowilam, moze to z D Markiem rozmawialismy na temat rodzicielstwa? 

Albo D Goran, ktorego pytalam, czy zabral juz psa na spacer dzisiaj…. odpisal, ze ma alergie na siersc i nigdy psa nie mial i nie ma… A to Robert psa chyba mial?

Czy to Paul lubil borsuki, czy tez moze Andy?

A ktory to byl w ogole ten William?

Chyba powinnam zaczac notatki prowadzic…..

Pamietaj aby dzien swiety swiecic

Pamietacie, aby dzien swiety swiecic?

Anglicy pamietaja. Niejako. Handel w niedziele jest regulowany prawnie, juz od 21 lat.

Az do 1991 roku handel w niedziele byl zakazany. W calym kraju. Nic. Nada. Ani jeden sklep nie mogl nic sprzedac w niedziele. Widzialam zdjecie miasta, w ktorym mieszkam, glownej ulicy handlowej, High Street, z lat 80. Pustki, pustki, ani zywej duszy. Wszyscy w parku pewnie byli. Dzisiaj na High Street w niedziele trzeba lokcie uruchamiac zeby przedrzec sie przez tlum. Dzisiaj ludziska po robocie w weekend do sklepow wala, odchudzac portfele na wyprzedazach.

W 1991 roku wydano ustawe, ktora zniosla zakaz handlu w dzien swiety. Ustawa wywolala wiele kontrowersji. Ludziska sie burzyli.

Nie wszyscy jednak mogli handlowac do woli. Najwieksze sklepy (powierzhcniowo) mogly handlowac tylko 6 godzin dziennie. Tak jest do dzisiaj. Dlatego duze sklepy wymyslily sobie ‘Przegladanke” – sklep drzwi otwiera, klientow wpuszcza, klienci moga sobie przegladac, ale kasy sa zamkniete. Po pol godzinie (zazwyczaj) sklep sie oficjalnie otwiera, i mozemy juz zaplacic za to, co postanowilismy sobie kupic w czasie ‘przegladanki’. Potrzeba matka wynalazku. I mowi sie, ze Polak potrafi… Anglik widocznie tez. No, chyba ze byl to pomysl polskiego managera 😀

Zaleta ograniczonego handlu w niedziele dla duzych sklepow jest to, ze osiedlowe sklepiki maja przewage – moga byc otwarte caly dzien.

Do dzisiaj sa jednak sklepy, ktore sa zamkniete w niedziele, jednym z nich jest The Ententainer – siec sklepow z zabawkami, ktorego wlascicielem jest mocno wierzacy w Boga czlowiek, ktory wyznaje zasade, ze niedziela nalezy sie Bogu. U mnie w miescie tez byl ten sklep… nie przetrwal. U mnie w miescie ludzie w ciagu tygodnia pracuja, a w niedziele czcza boga handlu.

Jakis czas temu puby tez musialy sie zamykac w niedziele – pomiedzy 15 a 19. Pewnie zeby chlopa walic do domu moglo na tradycyjna niedzielna pieczen…

A Waszym zdaniem, czy sklepy powinny byc otwarte w niedziele? Zamkniete? Dlaczego?