Wyspa Wasini – jedyna w swoim rodzaju

W piatek wybralismy sie na zdecydowanie zbyt droga wycieczke na wyspe Wasini ($135 za osobe). Wyspa Wasini (ktora pochodzi od slowa Swahili na Chinczykow, czy cos w tym stylu – obilo mi sie tylko o uszy) lezy 3km od wybrzeza oceanu Indyjskiego, 75km od Mombasy.

 Najpierw samochodem jechalismy dosyc dlugo do portu Shimoni. Po drodze minelismy plantacje trzciny cukrowej, oraz fabryke cukru.

Tam przesiedlismy sie na lodz, i po godzinie byl czas na snorkling (plywanie z maska). Uwielbiam snorkling,  zwlaszcza w takich miejscach jak to, gdzie mozna z latwoscia zobaczyc cudowne ryby – wyobrazcie sobie ‘Gdzie jest Nemo’, tylko na zywo. No wlasnie, dokladnie tak. I Dora, i Nemo, i wszystkie te inne kolorowe rybki, plastugi, zielone, zolte, i niebieskie, pomaranczowe – cudo!

Po snorkling znow na lodke, i doplynelismy do wyspy, na lunch.

Lunch byl przepyszny. Do wyboru byl kurczak, lub owoce morza. Ja wybralam owoce morza, i dostalam na przystawke wedzone kokosy (wygladaly i smakowaly jak suszone grzyby troszke), oraz kawaleczki ryby podwojnie smazonej. Pozniej kraby, ktorych skorupki rozwalalismy specjalnym kolkiem, przygotowanym na stole. Danie glowne – rabbit fish (ryba krolicza????), w przepysznym sosie. Wszystko bylo naprawde wysmienite, wlaczajac napoj z ananasa z woda gazowana.

Pozniej byla wycieczka do wioski. Na wyspie Wasini nie ma zadnych samochodow, sa tylko kamieniste sciezki. Ba, nie ma nawet rowerow! Nie ma elektrycznosci, ale ludzie ogladaja telewizje dzieki panelom slonecznym. Zbieraja deszczowke do picia, a jesli panuje susza, rzad dostarcza wode pitna. Znakomita wiekszosc ludnosci na wyspie (okolo 3000 ludzi) to Muzulmanie (99%).  

Oprocz ludzi, i biednych chat, zobaczylismy koralowce. Sa tam od wielu setek lat, morze sie cofnelo, pozostaly koralowce.

I mangrowce (znane rowniez jako zarosla namorzynowe) – to drzewa, ktore rosna w slonej wodzie. Podobno mangrowce gina szybciej niz tradycyjne lasy ladowe.

Poniewaz internet tutaj jest dosyc temperamentny, i dodawanie plikow do bloga jest bardzo wolne, zdjecia wrzucialam na Facebook na grupe Olzusowa.  

Po powrocie do domu postaram sie ten wpis uzupelnic zdjeciami. Jesli jednak nie mozecie sie doczekac, aby je zobaczyc, zapraszam tutaj: https://www.facebook.com/olzusy/posts/455563598108733

P.s. dajcie mi prosze znac, czy facebook sie sprawdza. Probowalam obejrzec zdjecia po wylogowaniu sie z facebook’a, i nie moge, bo mi ciagle jakies okna wyskakuja. 

Malpy skacza niedoscigle

Dzis mialam gosci. Zostawilam drzwi na werande otwarte. Wrocilam po pieciu minutach, a w drzwiach siedzi stadko 7 malp!

Zaczelam je obserwowac. Jedna sie rozlozyla brzuchem do gory, totalnie rozciagnieta – czas na sjeste! Dwie bawily sie w chowanego – na krzesle wisial recznik, jedna malpa chowala sie za niego, a druga jej szukala.

Jedna z malp, z malym malpiatkiem przyczepionym do brzucha, przegonila w pewnym momencie pozostale, i bez zadnego strachu weszla do pokoju.

20170330_13.45.44_HDR1 

Po stolikach przeleciala na drugi koniec pokoju….

20170330_13.46.08

rozejrzala sie, zlapala torebki z herbata w lape, ale niestety je upuscila…

20170330_13.46.18

Nie marnujac wiele czasu, zlapala nowa garsc herbatek, blyskawicznie wsadzila je do buzi, znow sie rozejrzala, i zwiala! Pozniej widzialam torebki herbaty rozrzucone dookola trawnika 🙂 

 Filmik z malpa mozna obejrzec tutaj: https://www.facebook.com/olzusy . Tutaj chcialam dodac, ze Olzusy doczekaly sie swojej strony facebookowej (dzieki sugestii Neela). Zapraszam do polubienia, jesli tam latwiej bedzie Wam sledzic moje posty.

 20170330_13.48.06_copy

Malpy nie sa jedynymi zwierzetami obecnymi na terenie osrodka. Wczoraj czarny kruk ukradl mi ciasteczko z talerza, a wieczorem przy moim lezaku towarzystwa dotrzymywal mi krab taki:

20170330_20.34.53

A kolo basenu ta pieknotka sie wygrzewala:

20170330_11.56.28_copy

Dzien pierwszy w Mombasie. Nie bez przygod….

Karibu Kenia! Czyli witamy w Kenii! I rzeczywiscie. Kenijczycy bardzo serdecznie witaja turystow. Welcome, welcome! Slyszy sie dookola.

W Mombasie wyladowalysmy o 1:30, gdzie zostalysmy przywitane przez kierowce wyslanego z hotelu. Dojechalysmy do hotelu, i pani mowi: tak, macie rezerwacje, ale dopiero od jutra! Rzeczywiscie. Rezerwacja byla od czwartku. I owszem, byl czwartek, ale godzina 2 rano, a doba hotelowa zaczyna sie o 13 po poludniu! Nie wiem, jak firma turystyczna mogla tak to skopac, bo oni rowniez loty zamawiali… W dodatku hotel nie mial zadnych wolnych pokoi! Po bardzo nerwowej godzinie (z mojej strony, kenijczycy bardzo spokojni) udalo im sie znalezc i wysprzatac pokoj. Ale musialam za niego doplacic, i to nie malo – £300!! Bylam bardzo zla, bo kupilam wycieczke, wszystko bylo oplacone, a tutaj takie kwiatki!

Ale z dwojka zmeczonych dzieci nie chcialo juz mi sie upierac, zaplacilam, i padlysmy na pysk. Nawet nie zauwazylysmy, jaki piekny pokoj dostalysmy! A pokoj na plazy, z weranda, 20 metrow od morza… Cudownie. Sam osrodek jest wspanialy, wyglada uroczo, ma trzy baseny, bar przy basenie, bar na plazy, spa… 

20170330_02.34.06

Oto nasz pokoj. A ponizej – widok z werandy… 

20170330_11.32.26

Rano poszlysmy na sniadanie, gdzie oprocz zwyklych platkow, szynki i tak dalej mozna bylo zjesc lokalne kotleciki z kurczaka, albo danie z ziemniakow (zapomnialam nazwe, sprawdze jutro), lub napic sie soku z burakow z pomaranczy lub z melona z mieta.

 20170330_14.34.0611

Po sniadaniu poszlysmy na basen, usiadlysmy w barze i pilysmy sok z kokosa – prosto z lupiny!

 20170330_12.36.19_HDR3

Po poludniu mialam spotkanie z lokalnym przedstawicielem firmy turystycznej. Bardzo mnie przeprosil za zaistniale nieporozumienie, i obiecal, ze pieniadze zostana mi zwrocone. Poradzil mi rowniez, ze moj plan, aby wybrac sie do miasta Mombasy autobusem i bez przewodnika jest totalnie chybiony, bo jest niebezpiecznie, i w zamian polecil mi wycieczke poldniowa za $88. Powiedzialam mu, ze to za drogo dla mnie, i niestety, nie skorzystam. Wiec zaproponowal, ze jego kolega mnie prywatnie zawiezie, i ile gotowa jestem zaplacic. $50 wydawalo mi sie bardzo dobra cena. Kolega powiedzial (przez telefon), ze nie, ze $60. Ja na to, ze $50, lub szukam dalej… kolega sie zgodzil.

Wykupilam rowniez wycieczke na wyspe Wasini, jedziemy jutro, wszystko opisze!

O godzinie 16 hotel serwuje – jak to przystalo na hotel w kraju, ktory kiedys byl kolonia angielska – popoludniowa herbatke z ciasteczkami. Bardzo mlodzi ludzie zatrudnieni przez hotel oferuja turystom rozrywke – zabawiaja rozmowa, sztuczkami, grami, zajmuja sie dziecmi.  Dzieci moga sie napic czekolady, dorosli koktaj z baru.

Czas na spacer po plazy. Byloby calkiem przyjemnie, gdyby nie to, ze turysci sa co krok nagabywani przez roznorakich sprzedawcow, probujacych wcisnac bransoletki z koralikow, drewniane zebry i slonie, chusty, przejazdzki na wielbladach lub na skuterach wodnych.

20170330_16.19.59_copy2

Ale musze przyznac, ze lubie Kenijczykow. Sa ludzmi niesamowitymi – wiekszosc z nich mowi w swahili i po angielsku, wielu mowi dodatkowo innym jezykiem – francuskim lub niemieckim, a co jest najbardziej niesamowite – wielu z tych, z ktorymi rozmawialam (a to dopiero pierwszy dzien!) rozpoznaje polski, i potrafi powiedziec calkiem sporo slow po polsku – czesc, kobieta, mezczyzna, pieniadze, spoko spoko… 🙂 Kenijczycy sa rowniez bardzo przyjacielscy i probuja pomoc jak tylko moga. Tylko nie nalezy zapominac, ze w Kenii czas plynie po kenijsku, nie po europejsku, i nalezy sie uzbroic w cierpliwosc…. ale przeciez HAKUNA MATATA – czyli nic sie nie martw!

 

Zbliza sie kolejna wycieczka. Ale najpierw – konkurs.

Zbliza sie kolejna wycieczka!! 🙂 Tym razem z maluchami, rodzinna. Jak co roku na urodziny Zuzi (3 kwietnia) zawsze gdzies jedziemy. Jesli finanse pozwalaja, to na cudowne wycieczki po swiecie (Meksyk, Japonia). Jesli nie pozwalaja, to na cudowne wycieczki po kraju (Lake District, Walia..).

W tym roku jedziemy, jedziemy, juz za kilkadziesiat godzin! Zatem konkurs: gdzie jedziemy? Oto kilka punktow, ktore pomoga Wam zgadnac:

  1. W kraju tym nie pija sie generalnie kawy, tylko herbate (i piwo), pomimo, ze kawa jest glownym zrodlem dochodu
  2. Prawie nie ma tam klasy sredniej. Biedni sa bardzo biedni, bogaci sa super bogaci. Malo jest ludzi ‘posrodku’
  3. Kraj ma tylko dwie pory roku
  4. Pan mlody musi dac rodzinie panny mlodej wiano. Cos tak okolo 10 krow.
  5. Jesli umawiasz sie na 10, to oczekuj goscia o 12… lub o 14…. lub moze o 17….

Uda sie komus zgadnac? W nagrode – satysfakcja 😛

Wyspa Coronado

Zapomnialam napisac przed wielorybami. W Loreto wybralismy sie na dzienna wycieczke na wyspe Coronado. Przepiekne widoki, zero ludzi. Najpierw lodzia doplynelismy do wyspy. Pozniej poplywalismy kajakami. Odplynelismy dosyc daleko od brzegu. Niestety, morze zaczelo robic sie coraz bardziej burzliwe, fale coraz wieksze. Wypadlismy z kajaka. Potem znow, i znow. Zgubilismy kamere Go Pro (taka wodoodporna, ktora nagrywa sie zdjecia i filmy glownie podczas roznych akcji, poniewaz mozna ja zalozyc sobie na ramie, lub na glowe. Niestety, nasza lezala sobie w kajaku…). I okulary sloneczne. W koncu poddalismy sie, i doplynelismy do najblizszego brzegu, ciagnac kajak za soba. I czekalismy na ludzi, ktorzy nas na wycieczke zabrali, aby przyszli i nas ocalili. 

IMG_8483IMG_8470IMG_8423

Przepiekne, cudowne niebieskie wody…

W miedzyczasie ogladalismy sobie martwego wieloryba – cos go zabilo, fale wyrzucily jego cielsko na brzeg. Byl jeszcze cieply, musial zginac niedawno.

Po poludniu poszlismy na posterunek policji w Loreto. W celu uzyskania odszkodowania potrzebny byl nam raport od policji o zgubieniu cennych rzeczy. Poczulam sie jak ksiezniczka na tym posterunku. Moze dlatego, bo nieczesto widza pare bialych ludzi gadajacych cos o kamerze i okularach i raporcie 🙂 Natychmiast przyszedl do nas glowny ‘wodzu’, zabral nas do swojego pokoju (siedzialo tam kilku policjantow, wykopal ich natychmiast), posluchal o co nam chodzi – poczatkowo myslal, ze nas okradli, i jego twarz byla przerazona – ale jak sie dowiedzial, ze zgubilismy, i ze tylko chcemy raport, ze to zglosilismy, to sie zrelaksowal, i napisal nam piekny raport. Mam nadzieje, ze firma ubezpieczeniowa zwroci nam czesc pieniedzy chociaz… 

Na wieloryby

Baja California jest najlepszym miejscem na obserwowanie wielorybow. Od stycznia do konca marca wieloryby przebywaja tysiace mil z zimnych wod (gdzies kolo Alaski) do zatok Baja California, gdzie rodza sie ‘male’ wielorybki. Dwa lata temu pojechalam z dziewczynkami pod koniec marca, i juz niestety bylo za pozno, nie udalo nam sie zobaczyc wielu wielorybow. Tym razem bylam w Guerrero Negro – male industralne miasteczko, gdzie wydobywa sie sol, i ktore jest baza do wielorybich wycieczek.

 Gora soli na ladowana na barke, i na barce.

IMG_8728

Dowiedzialam sie kilku ciekawych faktow na temat wielorybow.IMG_8550_copy

Najpierw seks. Wieloryby raczek nie maja, wiec trudno im sie obejmowac, a pod woda bez obejmowania raczej lekko nie bedzie sie poseksic. Wieloryby znalazly na to sposob. Jeden samiec podtrzymuje samice od dolu, a drugi samiec od gory robi co ma robic. Zajmuje mu to 10 sekund. Wieloryb z dolu nie jest zazdrosny, bo wie, ze za chwile nastapi jego kolej. Wielorybica seksi sie z wieloma samcami pod rzad.

Ciaza wielorybia trwa rok. Gdy rodzi sie maly, matka musi go wypchnac na powierzchnie wody, zeby zaczerpnal oddech (wieloryby to ssaki). Dlatego tez min. Baja California jest idealnym miejscem – wody sa plytkie. Mlody rosnie bardzo szybko. Dziennie pozera 500 litrow mleka. Mleko wielorybie ma 50% tluszczu. Matka ma sutki, ale mlody nie ma sie jak przyssac, wiec wyglada to tak, ze  podplywa jak najblizej do mamy, a mama wytryskuje mleko prosto do paszczy dziecka. 
IMG_8687_copy

Do konca marca wszystkie wieloryby opuszczaja cieple wody morza Kortezyjskiego i Pacyfiku, i udaja sie z powrotem na polnoc. Aby po roku ponownie wrocic. Wciaz z malymi – dzieci wielorybie zostaja z matka przez 2 lata. W tym roku tez wielorybica (mama rocznego malucha) znow sie bedzie seksic (rozpusta, tak przy dzieciach z wieloma partnerami!), zajdzie w ciaze, i po kolejnym roku urodzi malego – w wodach zatoki w Meksyku.

Wieloryby przyplywajace do Baja California sa bardzo przyjacielskie, i nie boja sie ludzi. Podplywaja do lodzi, i daja sie glaskac. Do naszej lodzi podplynely trzy wieloryby, bawily sie ze soba – robily ‘koziolki’ w wodzie, podplywaly do lodzi i wypuszczaly fontanne wody na nas, przeplywaly pod lodzia, i z drugiej strony wyplywaly, i wystawialy pyski, aby je poglaskac. Przezycie niesamowite zaiste!

Loreto

IMG_8328

Loreto jest malym, cichym miasteczkiem. Niewiele sie tu dzieje. Jest kilka sklepow z pamiatkami, kilka restauracji, hoteli.

 

IMG_8342

Jest to rodzaj miejsca, gdzie przyjezdza sie odpoczac od gwaru i predkosci codziennego zycia.

IMG_8343

Niedaleko Loreto jest Misión San Francisco Javier de Viggé-Biaundó – katolicka misja zalozona w 1699 przez Jezuitow (podobno jedna z pierwszych w Meksyku). Celem misji bylo przekonanie tubylcow do wiary chrzescijanskiej.  

45 minut jazdy samochodem od Loreto, ale droga jest przepiekna, wije sie wsrod gor i kaktusow. Czasami mozna spotkac kozy 🙂 

IMG_8358

Oryginalny kosciol wciaz stoi, i jest w codziennym uzyciu.

IMG_8394

W miasteczku mieszka 131 osob (2010).

 

Od strony kulinarnej

W podrozach jedna z rzeczy, ktore mnie bardzo interesuja, jest kuchnia. Lubie jesc lokalne potrawy, poznawac nowe smaki. 

W Meksyku pewnych rzeczy sie nie robi. Na przyklad nie pija sie czarnej herbaty. Rumianek, i owszem, bardzo popularny. Czarna herbata? Absolutnie nie. Dlatego bylam w szoku kiedy uslyszalam ‘Si!’ na moje pytanie, czy hotel ma czarna herbate. Dostalam. Torebka byla zalana chlodna woda…. Zalozylam, ze to mrozona herbata, i kulturalnie wypilam 🙂 

Albo jajka na miekko. 10 minut probowalam im wyjasnic, o co mi chodzi z jajkiem na miekko. Chyba w glowie im sie nie miescilo, ze jajko mozna jesc takie jakies niedogotowane. W koncu kelner i kucharz doszli do wniosku, ze wystarczajaco wiedza, o co mi chodzi. I po kilku minutach przyniesli mi jajko na miekko 🙂 

 20170207_10.50.15

Z drugiej strony, Meksykanie jadaja i pija rzeczy, o ktorych nam sie nie snilo. 

Piwo jest bardzo popularnym napitkiem. Corona jest wszechobecnie dostepna, lokalnym piwem jest Tekate. Ale ja lubie piwo Sol. Bardzo sie ucieszylam, jak w sklepie zobaczylam duze puszki Sol! Od razu kupilam 6. W hotelu, na tarasie, otwieram puszke, zeby cieszyc sie chlodnym piwem i widokiem na morze. Ale co to? Piwo jest…rozowe???? Sprobowalam, smakuje pomidorami! Patrze na puszke, no tak, widze rysunek pomidora i cebuli…. 

Ha. Rzeczywistosc jeszcze gorsza od tego sie okazalo! Piwo nazywalo sie CLAMATO, i, jak nazwa wskazuje, bylo doprawione sokiem z malzy (CLAM) i sokiem z pomidorow (toMATO)! Nie bylo to zle, musze przyznac, ale raczej jako lekarstwo na kaca, a nie jako ozezwiajace piwo! Musze przyznac, ze pozostale 5 puszek odnioslam do supermarketu. Sprzedawczyni bardzo sie usmiala, jak jej wyjasnilam swoja pomylke! 🙂 

20170207_14.36.33

Skoro o Meksyku mowa, nie mozemy zapomniec o wszechobecnych Margaritach! Jest wiele rodzajow tego koktajlu, w roznych kombinacjach smakowych, ale najlepsza jednak jest Margarita klasyczna, skladajaca sie z tequilli, soku z limonki, oraz pomaranczowego likieru (Cointreau lub podobnego). Moze byc podawana ‘on the rocks’, czyli na kostkach lodu, lub ‘liquid’, z lodem drobno pokruszonym. Nieco bardziej wyszukana wersja jest Cadillac – Margarita do ktorej uzywa sie szlachetniejszych trunkow (np. lepszej jakosci tequilli). Na zdjeciu ponizej wersja pomaranczowa.

20170208_20.41.01

 

Po dwoch dniach podrozy – witamy w Loreto!

Nie ma to jak budzic sie do takich widokow. Moglabym sie do tego przyzwyczaic. Jak mozecie sobie wyobrazic, takich widoczkow nie uswiadczy sie w lutowy poranek w Anglii. Jestem na wakacjach! 

WhatsApp_Image_20170207_at_09.39.59

Nie bylo latwo tutaj sie znalezc. 

Najpierw byl 12 godzinny lot do San Diego. Nie bylo zle – tak wyszlo, ze pierwszy raz w zyciu lecialam w klasie biznes. Nie musze wspominac, ze nie ma porownania do klasy ekonomicznej. Wielkie lozko, na ktorym mozna sie rozlozyc, menu, z ktorego mozna wybrac swobie lunch i obiad (losos? stek w sosie winnym?), szampan podawany na kazde zawolanie…. ciezko bedzie wrocic do podrozowania w klasie ekonomicznej. Na pewno.

W San Diego na lotnisku wsiadlam w autobus, pozniej w tramwaj, ktory zabral mnie do przejscia granicznego w Tijuana – Hola, Mexoco!

Granice do Meksyku przeszlismy na pieszo. Bylismy jedynymi gringos. Pozostali ludzie, przekraczajacy granice w Tijuana byli Meksykaninami, ktorzy – podejrzewam – pracuja w USA.

Pierwsza noc spedzilismy w Tijuana, poniewaz bylo juz bardzo pozno.

Natepnego dnia pobudka wczesnie rano – nie bylo ciezko, bo roznica czasu pomiedzy Tijuana i Londynem wynosi 8 godzin, wiec 6 rano to 5 wieczorem dla mnie. Wsiadamy w samochod i jedziemy – 1200 kilometrow, 15 godzin. Normalnie mozna sie zarypac, przepraszam, za wyrazenie. 15 godzin jazdy non stop! Ale udalo sie! Tuz przed polnoca dojechalismy do LORETO!

Witamy w Baja California! Moi wierni Olzusowi przyjaciele moze pamietaja, ze dwa lata temu bylam na wakacjach w Baja California (pierwszy wpis tutaj) – nigdy nie spodziewalam sie, ze tak szybko powroce do tego przepieknego miejsca!

Po wejsciu do pokoju rzucilam walizki, i padlam na lozko, totalnie wyczerpana. Rano okazalo sie, ze dano mi lepszy pokoj – z widokiem na morze Kortezyjskie. I obudzilam sie do takiego widoku… tak, moglabym budzic sie codziennie do szumu morza i widoku wschodzacego slonca…. 

 

WhatsApp_Image_20170207_at_09.40.04

WhatsApp_Image_20170207_at_09.40.08

Kurczak w czekoladzie

Dzis bedzie cos dziwnego. Podam Wam przepis na meksykanskie danie, zwane chicken mole. Czyli kurczak z czekolada. Pierwszy raz jadlysmy takiego w Meksyku dwa lata temu. Wiec gdy wpadl mi w rece – zupelnie przypadkowo – przepis, postanowilam sprobowac.

Wyszlo palce lizac. Pomimo, ze brzmi jako dziwaczne polaczenie (kurczak z czekolada??? Naprawde???) – polecam wyprobowac.

20170122_17.02.51

4 udka kurczaka

Drobno posiekana cebula

Lyzeczka pasty chipotle – tak naprawde pasta ta niewiele smak zmienila. Jest to pasta z chilli, wiec podejrzewam, ze posiekana papryczka chilli nada sie rownie dobrze.

Lyzeczka kminku

Pol lyzeczki cynamonu

Dwie puszki pomidorow

Dwie puszki czerwonej fasoli kidney

25g bardzo ciemnej czekolady – minimum 70% kakao. Ja uzylam 85%. Im ciemniejsza czekolada, tym bardziej wyrafinowany posmak

Ryz

 

Kurczaka nalezy obsmazyc, dodac cebule, zeszklic. Dodac paste chilli (lub papryczki), przyprawy, i smazyc przez minute. Dodac pomidory z puszki i fasole. Zagotowac, przykryc, a pozniej na malym ogniu gotowac przez 20 minut.

W tym czasie ugotowac ryz.

Wyjac kurczaka z garnka, polozyc na desce. Sos niech sie gotuje, bez przykrywki, przez kolejne 5 minut, aby odparowal. Kurczaka poskubac na kawalki (dwoma widelcami porozdzierac, nie kroic), dodac do sosu, wraz z czekolada. Dosolic, dopieprzyc, jesli trzeba, ja dodalam lyzeczke cukru, zawsze dodaje jesli gotuje z pomidorami. Podawac z ryzem. Mnaim! 

Dajcie znac co myslicie, jesli sie pokusicie na wyprobowanie przepisu.