Jak probowalam z technologii korzystac

Kiedys byla gotowka. Wiadomo, monety, banknoty, i tak dalej. Wczesniej oczywiscie byly inne metody placenia, w naturze, na przyklad, ale to nie jest cos, co ja pamietam.

Dzisiaj gotowke malo kto nosi, ja na przyklad nigdy nie mam w portfelu pieniedzy.

Pozniej byly karty, debetowe, kredytowe.

Pozniej jeszcze karty zrobily sie bezkontaktowe – chociaz wlasnie powinny sie nazywac ‘kontaktowe’, bo karte przyklada sie do maszyny, nie trzeba nawet jej wsadzac w dziurke w maszynie, ,  bip, i juz, zaplacone.

Jeszcze pozniej wyszlo placenie telefonem – nawet karty przy sobie juz nie trzeba nosic, doklada sie telefon do terminala, bip, zaplacone. A jesli ktos ma Apple Watch, to i zegarkiem moze placic. Wygodnie jest, placilam, ale usunelam, bo troche o bezpieczenstwo sie balam, co jesli zegarek zgubie? Albo jesli ktos mnie napadnie, i mi zabierze?

Wczoraj w restauracji na stoliku zobaczylam ulotke, ktora promowala placenie za pomoca kodu QR. Postanowilam, ze sprobuje.

Wlaczylam aparat w telefonie, ktory automatycznie rozpoznal, ze jest kod QR – tez nie wiedzialam, ze tak mozna 😉

Pokazal mi komunikat, zeby kliknac i otworzyc Safari. Ok. Wyskoczyla mi restauracja, w ktorej bylismy.

Teraz musialam wpisac numer stolika, przy ktorym siedzimy. Ok.

I voila! Rachunek sie pojawia na moim telefonie! Kazde zamowione danie, cena, calkowity koszt posilku!

Jak na razie super, zajelo mi to pare sekund, i zupelnie wykluczylo koniecznosc jakiejkolwiek interakcji z kelnerem – znakomite, jesli ktos nie lubi ludzi.

Kolejny krok – wpisac addres email, aby mogli mi rachunek wyslac. Ok. Zrobione.

Przechodzimy do placenia. Mialam 3 opcje.

  1. Apple Pay.
  2. Karta kredytowa
  3. PayPal

Zaczelam od karty kredytowej. Problem – musze wpisac numer. Nie znam. Moge karte zeskanowac, ale do kazdej opcji musze wyciagnac portfel i karte z portfela. Wiec nieco bezsensowne to jest, bo skoro karte i tak i tak musze wyciagnac, to moge zaplacic rachunek kelnerowi.

Ok, sprobuje apple pay. Ale sie okazalo, ze karta moja nie jest zatwierdzona, i jakos nie chciala mi sie zatwierdzic w zaden sposob. Ok, tez odpada.

Pozostaje PayPal. Niestety, haslo mi sie nie zgadzalo – chyba zapomnialam – cena, jaka place za wygode, bo na komputerze i w aplikacji na telefonie hasla mi sie same wpisuja, wiec nie ma potrzeby, aby je w glowie nosic.

Po kazdej probie zaplacenia musialam wpisac adres email, i powtorzyc wszystkie kroki.

Zajelo mi to okolo 10 minut. W tym samym czasie pozostali goscie przy stole rozmawiaja, lub patrza na mnie jak siedze na telefonie – cos, czego nienawidze (telefon przy stole).

Po 10 minutach sie poddalam, i poprosilam kelnera o tradycyjny rachunek. Ktory zaplacilam w ciagu minuty.

Gdybym pamietala haslo lub miala karte w Apple Pay ustawiona porzadnie, podejrzewam ze proces bylby szybki, latwy i bezpolesny. Niestety, nie wyszlo. Kontakt ludzki okazal sie jednak bardziej niezawodny.

Jak to jest w Polsce (lub w kraju, w ktorym mieszkacie)? Jakie sa dostepne metody placenia? Domyslam sie, ze nie wszedzie mozna placic zegarkiem… 🙂

Jak Ola urodziny organizowala

Ola ma dzisiaj urodziny. 13. Oficjalnie po angielsku jest juz ‘nastolatka’ (13 jest pierwsza liczba konczaca sie na ‘teen‘, nascie)

Kilka dni przed urodzinami (doslownie) zapytala mnie, czy moze kolezanki do kina zaprosic. Ok, zapraszaj.

Zaprosila swoja najlepsza przyjaciolke, Oliwie.

Pojdziemy do restauracji, potem Ola i Oliwia do kina, pozniej do nas na noc na sleepover – pizama party!

Na drugi dzien pyta: A moze Silke zaprosze?

No, nie wiem, czy to jest taki dobry pomysl, mowie, zawsze jak jestescie we trzy, to sie klocicie. Pomysl o tym, sugeruje.

Ola pomyslala (cale 5 minut), i mowi: tak, zaprosze Silke.

Ok, nie bede sie wtracala, zapraszaj, ale wiem, jak to sie skonczy. Lzami i klotniami, zawsze tak jest. Zuzia powiedziala jej to samo.

Na nastepny dzien okazalo sie, ze Ola zaprosila Savannah na urodziny do siebie, ale ze Silke i Savannah sie za bardzo nie lubia, wiec Ola odwolala Silke, powiedziala jej, ze mama (niby ja) pozwolila jej tylko jedna osobe zaprosic.

Pozniej zmienila zdanie, i postanowila, ze jednak tylko Oliwia bedzie zaproszona na jej urodziny.

Wczoraj wieczorem, jeden dzien przed urodzinami Zuzia sie pyta: czy Savannah wie, ze nie jest zaproszona? Bo rozmawialam z jej siostra, i ona mysli, ze przychodzi do kina i na noc…. Ola sie wkurzyla i rozmawiac z nami nie chciala. Savannah nie wiedziala, rano do szkoly z plecakiem z pizama i szczoteczka do zebow pojechala.

Wzielam Ole do siebie i probuje rozwiazanie znalezc. Niech wszystkie trzy przyjda, pojdziemy do tanszej restauracji, i juz. Ale nie mozesz tak ludzi zapraszac i ‘odpraszac’, to nie jest fajne w stosunku do nich.

Ola sie rozkrzyczala, ze my sie na nia uwzielysmy, i ze ja przesladujemy, i ze przesadzamy, a tak w ogole to zostawcie ja w spokoju.

Dzis rano siostra Savannah pisze do Zuzi, czy Savanna jest zaproszona, czy nie, bo nie wie, czy ma torbe z pizama do szkoly brac, i jesli jest problem, to jej mama da pieniadze na kino…

Ola nie odpisala.

Ja sie wkurzylam, wzielam numer telefonu do mamy Savannah, bo nie chcialam, aby myslala, ze na kino dla dzieci mnie nie stac, i napisalam jej co i jak. Napisalam tez, ze Ola zaprasza w piatek po szkole Savannah i Silke na lody do miasta…

Mama Savannah odpisala, w bardzo angielski, grzeczny sposob, ze Savannah jest bardzo przykro, ale jej rodzice postaraja sie jakos to naprawic i cos wymysla, zeby Savannah nie czula sie tak zle, oraz wsadzcie sobie swoje zaproszenie na lody w dupe i zostawcie nas w spokoju ze Savannah bardzo dziekuje za zaproszenie na lody, ale nie bedzie mogla pojsc.

I bardzo dobrze, mam nadzieje, ze Oli bedzie przykro.

Mi jest wstyd. I otrzymalam nauczke – jesli masz nieodpowiedzialne dziecko, nie pozwalaj mu byc odpowiedzialnym za urzadzanie swojego przyjecia urodzinowego.

iPhone XR

iPhone 7 szlag trafil, lub gowno dobilo, jakby nie patrzec, po tygodniowym pobycie w telefonicznym szpitalu panowie od naprawy przyslali mi maila, ze niestety, naprawa bedzie w ogole nieoplacalna, i moge sobie odebrac swoj zlom telefon.

Trzeba bylo kupic nowy. Zdecydowalam sie na iPhone XR. Jak raz czlowiek kupi iPhona, to sie potem juz przyzwyczaja, i ciezko zmienic na cos innego. Ja jestem totalnie zjablkowana, mam Mac laptop, iPhone, iPad, iWatch, i Apple TV.

Jak juz oswoilam sie z szalona cena telefonu (£800) i lzy otarlam, zaczelam ustawiac swoja nowa zabawke.

Najpierw sie okazalo, ze moj laptop jest zbyt stary w zwiazku z tym nie jest kompatybilny z nowym telefonem. Musialam zainstalowac nowe oprogramowanie na moim ‘staruszku’ (z 2013 roku jest!). Musze przyznac, wyglada o wiele lepiej, nowoczesniej… fajnie.

Pozniej zaczelam sie bawic nowa zabawka (telefonem), i normalnie w szoku jestem! Jesli sie nie wymienia telefonu co rok, to wszystkie zmiany sa takie duze!

Pierwsza i najwieksza, telefon kazal mi zeskanowac swoja twarz. Musialam trzymac go przed buzia, i krecic szyja w prawo, w lewo, w gore, w dol, w lewo-gora, w prawo-gora. Dwa razy. Ale teraz za kazdym razem, jak zlape telefon, to sam sie odblokowuje! Hasla do aplikacji tez pamieta, patrzac na moja twarz tylko!

Laptop mi sie sam odhaslowuje, za pomoca mojego iWatch. Otwieram, i bam! nie musze hasla wpisywac! Przez chwile sie zawahalam, jesli bede niedaleko, i dzieci otworza laptopa, to wszystko zobacza. Ale nie, takie to wszystko jest madre, ze musze fizycznie byc tuz obok laptopa, aby sie odblokowal automatycznie, 2 metry dalej, i juz nie dziala!

Kamera ma fajne opcje do robienia zdjec, nowe sa np. portrety, gdzie mozna rozne oswietlenie sobie wybrac, zrobic tlo niewyrazne, lub w ogle czarne – dobre, jak nie chce sie pokazac calego balaganu w sypialni gdy sie robi selfie 😉

 

 

Takie gowno.

Takie gowno!

Wpadl mi telefon do toalety. iPhone 7, ktory rzekomo jest odporny na wode do 30 minut. Nie zwazajac na to, co w toalecie plywalo, zanurzylam reke i wyciagnelam sprzet. Elektroniczny, sie znaczy, telefon.

Wylaczylam od razu, i do ryzu wlozylam. Nie do calego pojemnika z ryzem, odsypalam do torebki. Po 24 godzinach probowalam telefon wlaczyc, niestety, zdechl. Nic. Zero. Nada.

Zabralam do naprawy, po wstepnych ogledzinach dowiedzialam sie, ze minimum £100, a jesli ekran nie dziala rowniez, co sie okaze pozniej, to po kosztach bedzie £170. Telefon warty moze £400. A juz wlozylam w naprawe okolo £300 (ekran, i inne takie pierdoly). No i co tu czlowieku zrobic, naprawic trzeba… a back up tez nie byl zrobiony od kilku miesiecy…

Takie  gowno.

Czy jest roznica? Makijazowo

A  skoro juz o makijazu mowa, to napisze o eksperymencie, ktory dzisiaj zrobilam.

Otoz wybor tuszu do powiek jest ogromny, tanie i drogie, z dziesiatkami roznych szczoteczek do wyboru,  grubych, chudych, zakreconych i prostych, ‘szczotkowatych’ i plastikowych…. i zawsze sie slyszy, ze to szczoteczka sprawia roznice, nie tusz.

Wiec zrobilam eksperyment z dwoma maskarami, ktore obecnie mam, Monsieru Big Lancome, ktora ma wlosiata szczoteczke, i Volume Million Lashes L’Oreal, ktora ma plastikowa szczoteczke.

Najpierw pomalowalam kazde oko inna maskara.

Nie przerazajcie sie smoczym spojrzeniem 😀 Roznicy naprawde nie widac.

Nastepnego dnia zamienilam szczoteczki w obu tuszach.

I wiecie co? Nie ma absolutnie zadnej roznicy!! Zadnej. Zapytalam nawet Zuzie, czy ktores rzesy wygladaja inaczej. Nie, powiedziala.

Wiec czy warto wydawac £20 na maskare, skoro taki sam efekt mozna uzyskac wydajac £5?

Chociaz, zupelnie subiektywnie, uwielbiam ta Monsieur Big, i – zupelnie subiektywnie – wydaje mi sie, ze jednak bardziej pogrubia i wydluza rzesy… szkoda tylko, ze tego w zyciu nie widac gdy sie porownuje z inna maskara 😀

 

50 odcieni czerwieni

Milosc do szminek chyba mam po mamie. Moja mama z domu nie wyjdzie nie pomalowawszy sobie ust. Nawet ze smieciami nie wyjdze bez szminki. Kiedy bylam mlodsza pamietam nieustajace poszukiwania  mojej mamy idealnego odcienia pomadki. Mnie sie wydawalo, ze one wszystkie takie same, ale mama mowila: nie. Ten mi nie pasuje. Ten tez nie.

Teraz juz ja rozumiem. Juz wiem, ze czerwien moze miec 50 i wiecej odcieni.

Na punkcie czerwonych szminek to mam fiola, i mam ich calkiem spora kolekcje. Moje ulubione sa z firmy YSL, bo sie dobrze trzymaja, pieknie nakladaja i ust nie wysuszaja (pierwsze 5 od lewej), Chanel, bo ma swietne kolory, mam jedna Mac, ktora ma cudowne opakowanie, a ktorej czerwien wybiela zeby (tak, tak!), to ta ostatnia po prawej, niestety juz niedostepna, pewnie byla to jakas limitowana kolekcja.

Kilka lat temu moja przyjaciolka Martucha dala mi w prezencie szminke. Firma Gosh, w zyciu bym nie pomyslala, aby ich szminke kupic.

Dopasowala ta szminke tak, ze lepiej nie mogla – idealny kolor, i trzyma sie na ustach caly dzien! Doslownie! Sniadanie, obiad, kolacja, i szminke musze wieczorem zmywac razem z maskara!!

Zuzylam cala, potem kupilam dwie nowe. Gdy juz sie konczyly, chcialam dokupic, ale sie okazalo, ze Gosh wycofal ten model z produkcji. Zaczelam szukac po internecie. Znalazlam 2 na eBay. Kupilam. Ostatnio juz mi malo ich zostalo, wiec znow zaczelam poszukiwania. Znalazlam w jakims hiszpanskim sklepie internetowym. Chcialm 5, ale mieli tylko 3. Obawiam sie, ze wyczerpalam juz zapasy Gosh na moja ulubiona szminke.

I co ja teraz zrobie, jak mi sie skoncza?

A tak swoja droga, dlaczego firmy wycofuja produkty ze sprzedazy? Jakie sa produkty, ktore Wy uwielbialyscie, ale zostaly wycofane?

Moja mama na przyklad uwielbia perfumy Gloria Cacharel, wycofane juz dawno temu ze sprzedazy. Osiagaja szalone ceny na allegro….

Wiesz, jakie sa chlopy

Mam nowych sasiadow, ktorzy w ogole sie do mnie nie odzywaja. Dziwni tacy jacys. On wyglada nieciekawie, ona taka normalna kobieta, mlodsza ode mnie troche, maja dziecko 8 letnie.

Myslalam sobie, ze moze po angielsku nie mowia, i dlatego…? Ale jak wytlumaczyc, ze gdy ja mowie ‘hello’, ona odpowiada, jednym slowem, ale zawsze, a on nigdy nie odpowiedzial. Co wiecej, udaje, ze mnie nie widzi (a nawet plota porzadnego pomiedzy domami nie ma, wiec stoimy od siebie o 2 metry).

Pewnego dnia, gdy sprzatalam ogrodek, sasiadka cos tam zagadala. I od slowa do slowa, rozgadala sie porzadnie! Od tego dnia rozmawiamy sobie od czasu do czasu. Ale nigdy gdy jej maz jest w poblizu. Moze udaje przed nim, ze nie mowi po angielsku? Kto wie.

Dowiedzialam sie, ze sa z Bulgarii. Ze uwaza, iz Anglicy maja dziwne jedzenie (frytki polane octem…) Ona zostawila w Bulgarii starsza corke, ktora nie chciala przyleciec do Anglii. Pracowala kiedys na myjni samochodowej, bylo ciezko. Dostala prace w recepcji silowni w eleganckim hotelu, ale nie podobalo im sie gdy musiala brac dni wolne, gdy jej synek mial na przyklad ferie. Wiec zmienila prace i teraz sprzata owa silownie i hotel nocami. Zaczyna o 20:00, konczy o 4 rano. Nie jest latwo, jest ciagle zmeczona i jej zegar biologiczny jest totalnie rozwalony, ale przynajmniej moze synka ze szkoly odbierac.

– Rano sobie troche odespac mozesz chociaz – mowie.

– Tak, ale nie dlugo, bo mnie stary budzi o 6.

– Co takiego? – mowie z niedowierzaniem. Po co Cie budzi?

– Zebym mu sniadanie przygotowala, i skreta zrobila….

– A sam sobie nie moze zrobic?

– No wiesz jakie chlopy sa….

No nie wiem. Wlasnie nie wiem, bo w glowie mi sie nie miesci, ze ona po nocnej zmianie, a on ja budzi po 2 godzinach po to, aby mu skreta zrobila…

Ale nic sie nie odezwalam. Bo pomyslalam sobie, ze w Polsce pewnie tez jest sporo takich rodzin, gdzie kobieta musi uslugiwac calej rodzinie. Ze taki jest bardziej popularny i tradycyjny model rodziny. Ze rodziny, gdzie obydwoje dziela obowiazki po rowno sa uwazane za ‘nowoczesne’ rodziny, i w wielu srodowiskach sa wciaz rzadkoscia.

Byc moze dlatego wlasnie kobiety z Europy wschodniej ciesza sie powodzeniem u mezczyzn z zachodu, bo maja opinie opiekunek, troskliwych pan domu, uslugujacych, gotujacych, prasujacych, i co tam jeszcze, a nie wyemancypowanych kobiet ktore domagaja sie rownouprawnienia…

I nie ma w tym nic zlego, jesli tak ludziom odpowiada, lub jesli jedna osoba pracuje a druga nie, ale jesli ona pracuje na noc, a on ja budzi po 2 godzinach snu, zeby mu skreta zrobila, to ja bardzo przepraszam,  powinna mu kark skrecic.

6 faktow o whiskey

Bedac w Szkocji poszlismy do destylarni whiskey, a jakze! Dowiedzialam sie kilku ciekawych rzeczy o whiskey.

  1. Do zrobienia whiskey potrzebne sa tylko 3 skladniki. Woda, jeczmien, i drozdze.
  2. Wiskey jest zrobiona z piwa! No, niezupelnie, ale pierwszym efektem fermentowania jeczmienia i drozdzy jest piwo wlasnie. Podobno.
  3. Na wplyw whiskey ma najwiekszy wplyw beczka, w ktorej whiskey dojrzewa. Sa rozne beczki, robione z roznego drewna, i o roznych rozmiarach. Rozmiar beczki oraz rozprezanie i kurczenie sie drewna, z ktorego jest zrobiona, ma bardzo duzy wplyw na smak koncowy produktu.
  4. Destylarnia wydaje sie swietnym miejscem pracy. Wrecz przeciwnie! Smierdzi tam strasznie, albo sfermentowanym mlekiem, albo (w kolejnych etapach) samymi oparami mozna sie opic!
  5. Do whiskey nalezy dodac 2 krople wody. I rzeeczywiscie zmienia to smak! Dali nam do skosztowania lyka whiskey, a pozniej kazali do tej samej whiskey dodac doslownie 2 krople wody – mierzone pepitka. Gdybym nie sprobowala, to w zyciu nie uwierzylabym, jak bardzo zmieni to smak trunku!
  6. Aby whiskey mogla byc nazwana tzw. ‘single malt’ (Whiskey slodowa, jak mi podpowiada slownik) musze byc spelnione nastepujace warunki:
  • Musi pochodzic z jednej destylarni
  • Musi byc zrobiona ze slodowego jeczmienia
  • W Szkocj
  • Musi dojrzewac w drewnianych beczkach
  • Przez minimum 3 lata i 1 dzien (najczesciej jednak 5 lat).

W destylarni kupilam sobie buteleczke whiskey robionej na miejscu. Nevis Dew, dojrzewala 12 lat. Kosztowala £28.

Po powrocie do domu postanowilam zrobic cos, co bardzo lubie – testowanie w ciemno!

W jednej lampce mialam Nevis Dew za £28, w drugiej tania Famous Grouse, ktora mozna kupic za £15 lub taniej.

Zapewniam Was, czuc roznice, i bez wahania wybralam Nevis Dew. Kilka lat temu rowniez zrobilam test z tania i droga whiskey, i ta droga byla o wiele bardziej delikatna w smaku. W zwiazku z tym wysnulam wniosek – na whiskey nie ma co oszczedzac!

 

 

Pokoje hotelowe

Lubie hotele. Jest cos przyjemnego w tych czystych, bialych recznikach, lozku codziennie poscielonym, miniaturowych szmaponach i mydelkach, tej elegancji, ktorej czesto nie ma w domu. Lubie, kiedy osoba, ktora sprzata, robi male rzeczy, ktore sprawiaja wiele przyjemnosci – gdy na przyklad skladaja moja pizame w kostke, i klada pod poduszka. Maly gest, a bardzo cieszy.

Lubie hotelowe sniadania – zwykly tost z dzemem jest bardziej wyrafinowany niz w domowych warunkach, zielona herbata, chociaz pewnie gorsza od tej, ktora pijam w domu, lepiej smakuje, a jajka, no coz, kiedy jadam jajka na sniadanie w domu, nigdy! Po kazdych wakacjach postanawiam sobie, ze bede robila hotelowe sniadania – tost, marmolada, mleko, maselko, jajka, pomidorki… jakos nie wychodzi. Bo jednak sniadanie w hotelu jest inne od tego w domu. No i w hotelu mamy czas… w domu kazdy sie spieszy, do szkoly, do pracy.

Czy Wy tez bierzecie z hoteli szampony i mydla? Ja zawsze, za kazdym razem! Mam kolekcje kilku wielkich toreb wypelnionych hotelowymi produktami w tej chwili, zupelnie ich nie potrzebuje, i nie mam kiedy ich uzywac, jednak nie moge sie powstrzymac, i codziennie chowam do walizki nowe mydelka i odzywki i szampony i balsamy do ciala…

Spakowalam sie wlasnie, moje szkockie wakacje maja sie ku koncowi, jutro rano wracamy do Anglii…. Pokoje hotelowe sa puste. Puste jak przyjezdzamy, i puste jak wyjezdzamy. Gdy pierwszy raz wchodzimy do pokoju hotelowego, jest on czysty, elegancki, przestrzenny, cudownie ‘ogarniety’. Gdy przed wyjazdem zbieramy swoje rzeczy, zapakowujemy je do walizek, i gdy juz nic naszego w pokoju nie ma, tylko schludne walizki i torebka, pokoj hotelowy znow wydaje sie pusty. Ale jakos tak inaczej. Tak smutno. Tak… golo. Tak troche bezosobowo pusty, a nie elegancko pusty…