Dzisiaj rano, tak okolo 5, obudzily mnie smiechy sasiadow. Sasiedzi, ktorzy maja dom na tylach mojego domu (stykamy sie ogrodkami) pewnie impezowali cala noc, a rano wyszli sobie do ogrodka na swieze powietrze. I tak od piatej sobie rozmawiaja, smieja sie, i generalnie swietnie sie bawia. Teraz jest tuz przed 9, a oni wciaz imprezuja.
Jedna z imprezowiczek ma smiech jak indyczka. Zamiast ‘hahahahahaha’ co chwila slysze tylko ‘kakaakakakaka’. Tak irytujacy smiech, ze az chcialam przez okno sie odezwac, ale powstrzymalam sie. Niech sie bawia. Wytrzymam ta indyczke.
A to, ze sie bawia, mi nie przeszkadza. I tak wstaje wczesnie rano. Ale podziwiam ich, ze im sie tak chce. Do tej pory. Jak dlugo jeszcze bedzie im sie chcialo?
Nie przeszkadza mi, bo kiedys sama taka bylam, i tez potrafilam imprezowac cala noc, z przeciagnieciem do poludnia dnia nastepnego 🙂 Teraz szybko sie nudze. Tematy filozoficzne na temat zycia juz przedyskutowalam, a rozwazania teoretyczne mnie nie podniecaja juz wiecej. Plytnie zarty tez sa malo smieszne… Troche to smutne… Ale coz, od tego jest mlodosc, aby sie ekscytowac, i dyskutowac, i zeby sie chcialo.
Kiedys uslyszalam taki dowcip, i bardzo byl trafny, uwazam. Komediant powiedzial: Zazdroszcze wam, dwudziestolatkom. Zazdroszcze wam, bo wam sie ciagle chce, wy ciagle wierzycie, ze cos mozna zmienic, a co najwazniejsze, ciagle wierzycie, ze sie liczycie i jestescie wazni.
I niestety, z wiekiem przychodzi taka swiadomosc, ze na szeroka skale, tak naprawde nie liczymy sie w ogole.
I to jest smutne. Nie to, ze sie nie liczymy. To, ze zyskujemy taka swiadomosc.









































![2019-05-26 09.48.51 copy]](https://olzusy.home.blog/wp-content/uploads/2019/06/2019-05-26-09.48.51-copy.jpg?w=863)