Po powrocie

Zaczelam przedzierac sie przez ponad 700 zdjec z Bali, i jak tylko sie przedre, to napisze, jak bylo. Na razie tylko na szybko:

Kolezanka sie poprawila po dwoch dniach, widocznie zmeczenie i inne takie jej zeszly, i odzyla troche. Porozmawialysmy, powiedzialam jej, ze byla niemozliwa, i ze z innymi sie nie liczyla, i musze przyznac, ze zaczela sie starac. Nawet codziennie rano siedziala na tarasie na pufie, i jak ja sie budzilam i wychodzilam, to czekala na mnie goraca herbata, przygotowana tak, jak lubie. Mialysmy jeszcze kilka ciekawych momentow, ale generalnie sie poprawilo.

Zrobilam sobie certyfikat PADI open water diver, i juz z niecierpliwoscia za chwile zaczne szukac kolejnej wycieczki, podczas ktorej bede mogla nurkowac!!

Anglia przywitala mnie zimna pogoda i deszczem, przybudowka z kopyta sie posuwa, sciany juz mam do sufitu 🙂 Niestety, skopali cos z ogrzewaniem, i od dwoch dni zimno w domu jak nie wiem co. I brudno, bo kurzu wszedzie pelno (od burzenia scian, podejrzewam, i mieszania betonu), a nie mam czasu posprzatac… Moze w weekend…

I to tyle. Do uslyszenia wkrotce! xx

 

Ziemia Bogow

Ok, wlasnie jade na kolejna wycieczke, na wyspe zwana Ziemia Bogow. Albo cos w tym stylu – the Land of Gods. Niebieskie wody, cudowne piaskowe plaze, i nurkowanie – robie kurs nurkowania PADI. Caly pomysl wzial sie stad, ze jakis czas temu pomyslalam sobie: co jest na moim tzw. bucket list – czyli liscie rzeczy, ktore chcialabym zrobic, zanim umre.

I z przerazeniem zdalam sobie sprawe z tego, ze nie mam takiej listy. Mialam na tyle szczescia, ze duzo rzeczy w zyciu widzialam, duzo doswiadczylam. I w zwiazku z tym nie mam listy marzen. Smutne.

Ale myslac sobie dalej, doszlam do wniosku, ze na przyklad zawsze lubilam nurkowanie, ale nigdy nie zrobilam kursu. Nurkowalam kilka razy, zawsze przypadkowo, pierwszy raz w Malezji, z Matthew. Potem na Kajmanach. A zawsze chcialam nurkowac. I co mnie powstrzymywalo? Brak planow! Wiec zrobilam plany, zrobilam ‘badanie rynku’, i kupilam bilety, i kurs nurkowania, i wszystko! I lece na Bali! Na cudowna malenka wyspeke tuz obok.

Ale wiecie, z czego najbardziej sie ciesze? Ze wracajac do Londynu bede miala jedno popoludnie i jedna noc w Doha!!! Jestem tym najbardziej podekscytowana z calych wakacji, bo spotkam sie z moja przyjaciolka, ktora kocham, i zobacze miasto, w ktorym spedzilam wiele pieknych lat (ok, wiele przykrego mnie tez tam spotkalo, kto mnie czyta, to wie, ale nie mysle o Katarze w takich kategoriach), a nie bylam w Katarze odkad wyjechalam, 9 lat?

Odezwe sie po powrocie. Hello Bali, Do widzenia deszczowa Anglio, codzienne problemy, i generalnie gowno codziennego zycia. Cala naprzod, ku nowej przygodzie. Taka gratka nie zdarza sie co dzien.

Bedzie nowa kuchnia.

No to znowu sie zaczyna! Dwa czy trzy lata temu skonczymam strych na sypialnie przerabiac, teraz zaczela sie budowa na dole – rozbudowuje kuchnie! Jesli wszystko dobrze pojdzie, to pod koniec stycznia bede miala przepiekna, nowa, wieksza kuchnie!

Piec dni minelo, a juz ze starej kuchni zostala tylko jedna sciana, na ktorej wisi bojler. Z ogrodka tez juz nic nie zostalo, zostal zdominowany przez materialy budowlane i smieci… A nasza tymczasowa kuchnia znajduje sie w jadalni. Nie ma sie gdzie ruszyc, ale przynajmniej kuchenka jest, i pralka, i zlew…!

Nowi sasiedzi.

Nowi sasiedzi to zawsze stresujace doswiadczenie. Kto to bedzie? Czy beda to ludzie tolerancyjni? Cisi, czy tez imprezowicze? Ktos mily, czy zlosliwy? Mlody, przystojny i samotny gentleman, czy tez moze przyjazna staruszka piekaca babeczki dla wnukow? A moze rodzina z mlodymi dziecmi, ktore beda biegac po ogrodku w sobotnie przedpoludnie i wydzierac sie w nieboglosy?

Nigdy nie wiadomo. Nowi sasiedzi to zawsze stresujace doswiadczenie.

Blizniak obok mojego domu sprzedal sie kilka tygodni temu. Dzisiaj poznalam nowego sasiada. Szlam do sklepu, przy okazji wyprowadzajac psa na spacer, a on stal przed domem, wraz ze swoimi rodzicami. Mlody chlopak,  25 lat… moze 27. Skad taki mlody ma tyle pieniedzy, aby sobie taki dom kupic, myslalam sobie…

Ale podeszlam, aby sie przedstawic, zagadac.

– Dzien dobry, Olzusowa jestem, przedstawilam sie. Witamy w sasiedztwie!

Sasiad sie na mnie patrzy jakby ducha zobaczyl. Gapi sie i czeka, nic sie nie odzywa. Czeka, az cos wiecej powiem? Nie wiem.

Ojciec widzi, ze sytuacja dziwna, i wtraca sie: – Chris – przedstawia syna.

Ja zaczelam cos tam gadac, bez ladu i skladu, angielskie ‘small talk’. Pozniej dodalam, ze rozbudowuje dom, wiec  moze byc troche halasu, ale ze mam nadzieje, ze nie za bardzo…

Mama i tata glowami kiwaja, ze zrozumieniem. Chris (wciaz patrzac na mnie, jakbym idiotka byla) strzela:

– Czy to sa twoje materialy? wskazujac na plyty ocieplajace zlozone na ulicy przed domem.

– Pewnie tak… mowie.

– To niech oni to sprzatna – mowi, bo ja musze samochod zaparkowac!

Nie bardzo wiedzialam, jak mu grzecznie powiedziec, ze mam licencje na kontener, wiec te rzeczy maja prawo tam lezec, ze parking w naszej okolicy jest na ulicy, kazdy parkuje gdzie moze, i nie ma wyznaczonych miejsc przed domem, kto pierwszy ten lepszy, i ze jesli mysli, ze miejsce pod jego domem bedzie zawsze wolne i na niego czekalo, to sie bardzo rozczaruje…

Nie bardzo wiedzialam, wiec sie tylko usmiechnelam, i powiedzialam, ze jestem pewna, iz zabiora to dzisiaj.

Zadzwonil telefon, i Chris, moj nowy sasiad, odebral. Tak w polowie rozmowy ze mna. Hmmm, no coz. Nie pozostalo mi nic innego jak sie pozegnac (z rodzicami glownie, nice to meet you) i odejsc.

Na odchodnym uslyszalam, jak Chris mowi do telefonu: musisz poznac nowego sasiada… wspanialy pies!

Albo ma swietne poczucie humoru, albo jest po prostu bezczelny i nie zaprzyjaznimy sie mocno…

Czas pokaze.

Nowi sasiedzi to zawsze stresujace doswiadczenie.

Jak Ola dostala nauczke.

Umowilam sie z ‘narzeczonym’, ze pojdziemy na piwo do pubu. Czekalam na niego okolo 20 metrow od domu, bo dzieci jeszcze nie poznal, i nie chcialam, zeby do domu wchodzil. Buzi buzi na powitanie, i idziemy.

Na drugi dzien Ola mi wyznaje, ze widziala, jak sie z chlopakiem caluje. Fuuuj!

Ja: to po co wygladalas? Kto Ci kazal sie gapic?

Ola: ja tylko chcialam zobaczyc, jak wyglada, nie myslalam, ze tak od razu bedziesz sie calowac! Fuuuj!

Ja: nastepnym razem zatem nie szpieguj, i nie patrz!

Ola: Wiem! Nie bede! Juz dostalam nauczke!

😀

Polowki pomaranczy

Czy zdarzylo sie Wam kiedys tak, ze dobre rzeczy zaczely sie dziac w Waszym zyciu, ale nie chcieliscie ich do siebie dopuscic, bo wydawaly sie zbyt dobre?

Jak sobie poradzic z czyms takim, kiedy nagle zdarza sie cos, co sie wydaje idealne, totalnie perfekcyjne, zbyt dobre, aby bylo prawdziwe?

Jak nie dopuscic do siebie paniki?

Jak pozwolic sobie na cieszenie sie chwila, tym, co jest, bez martwienia sie tym, co bedzie?

Dawno, dawno, dawno temu, kiedy bylam mlodsza nastolatka, i ksiazki wypozyczalam w lokalnej bibliotece w moim miescie, przeczytalam jedna taka ksiazke, gdzie bylo o dwoch polowkach pomaranczy. Nie pamietam tytulu tej ksiazki. Nie pamietam o czym byla. Pamietam o tych dwoch polowkach pomaranczy, rozrzuconych po swiecie, ktore czasami sie znajduja.

Co zrobic, kiedy chyba wlasnie sie znalazlo swoja polowke, ale jednoczesnie nie wierzy sie w historie ze szczesliwym zakonczeniem?

O malym chlopcu z Bulgarii.

Pamietacie, jak pisalam o moich sasiadach z Bulgarii, ktorzy nawet dzien dobry nie mowia? Ktos w komentarzach napisal, ze oni ciezko sie do innych ludzi przekonuja i utrzymuja dystans. I tak bylo. Rowniez bariera jezykowa. Ale z czasem, od slowa do slowa, zaczelysmy sobie rozmawiac, zwlaszcza z zona,  bo maz wciaz sie nie odzywa (ale mowi dzien dobry, raz sie nawet usmiechnal). Jej angielski jest srednio kiepski (ale jakos sobie radzi), jego pewnie jeszcze gorszy. Maja synka, ktory bardzo zaprzyjaznil sie z Ola, i duzo czasu razem spedzaja. Olka do nich biega, jak sie do mnie nie odzywa, lub jak mnie nie lubi, co sie zdarza bardzo czesto. Codziennie powiedzmy?

Dzisiaj slysze delikatne pukanie do drzwi. Chlopczyk sasiadki stoi pod drzwiami. I jakajac sie mowi, ze go mama wyrzucila z domu.

Zaprosilam go do srodka, i od slowa do slowa, z placzem (musialam go przytulic) mi powiedzial, ze nie chce wracac do domu, bo sie z mama poklocil, bo mama mu kaze ksiazki czytac, a on nie chce. Bo sa takie, taaaaakie grube!

Zaproponowalam, ze zapytam mame, czy moze u mnie pol godziny zostac, i ze razem ta ksiazke poczytamy. Zgodzil sie.

Mama drzwi otworzyla, i sie pozalila, ze mlody caly dzien siedzi przed telewizorem, nic robic nie chce, a jak sie nie bedzie uczyl, to jak zostanie w Anglii? I ze jej powiedzial, ze jej nie lubi. Bardzo nia to wstrzasnelo, bo jak mozna mamie tak powiedziec..?

Boze, pomyslalam sobie. Zeby Olka mi tylko takie rzeczy mowila! (od Oli uslyszalam juz chyba wszystko, swinia, spier…, szkoda, ze sie nie utopilas… ). Ale nic to, pytam, czy moze u mnie zostac, na co dostalam zgode. Wyniosla mi ksiazki. Okazalo sie, ze to wcale nie byla taaaaaaaka gruba ksiazka, 😀 tylko 5 ksiazeczek dla dzieci.

Wrocilam do domu, i zaczelismy sobie czytac. Na koniec wyznal mi, ze mnie lubi (ale nie mow Oli!), i ze bardzo mu sie podoba czytanie ze mna. Ja mu NIE powiedzialam, ze on mi przywrocil wiare w to, ze sa mile dzieci na swiecie, i ze bylo mi bardzo milo spedzic czas z dzieckiem, ktore mnie nie obraza, a w zamian robi to, o co go poprosze, i rozmawia ze mna milo na rozne tematy…

Czytanie chlopczyka bylo kiepskie. Ma 9 lat, w Anglii jest od roku. Zrozumiale, ze czytanie w obcym jezyku nie jest latwe. Wyznal mi rowniez, ze brzydko pisze. Zapytalam go, czy umie czytac i pisac po bulgarsku. Powiedzial mi, ze nie. A do szkoly w Bulgarii chodziles? zapytalam. Nie wiem, jaki tam jest system edukacyjny, i od ktorego roku zycia idzie sie do szkoly. W Anglii dzieci ida w wieku 4 lat. W wieku 5 lat ucza sie pisac i czytac. Ja pamietam do szkoly szlam jak mialam 8 lat chyba. Wiem, ze teraz to sie zmienilo.

Chlopiec do szkoly w Bulgarii chodzil. Ale pewnego dnia nauczyciel mu zgasil papierosa na przedramieniu. O tutaj – i mi pokazuje slad, czerwony, okragly.

Kilka razy go pytalam, czy dobrze zrozumialam.

I nauczyciel Ci to zrobil? pytam.

Tak. To sie zdarza czesto – dodal.

Co na to twoja mama? pytam zszokowana.

Mamy nie bylo, bo mieszkala juz w Anglii. Dziadek zabral mnie ze szkoly, i wiecej juz tam nie wrocilem.

Czy naprawde takie rzeczy dzieja sie wciaz w Europie?? Jestem zszokowana.

 

A takie mialam urodziny :)

No to taki prezent urodzinowy dostalam!! Zakwasowi dalam dwa dni. Powiedzialam, ze jak nie zacznie babelkowac, to wywale do kosza. Drugiego dnia, czyli wczoraj, nie babelkowal. Dosyc. Koniec. Ale nie chcialo mi sie sprzatac, wiec zostawilam go w sloiku, ale go nie karmilam.

Dzisiaj rano wstalam, a on piekne bable ma, i zdal test toniecia! (starter jest gotowy jesli sie wlozy troche do wody, i nie tonie, tylko plywa po powierzchni)!! Moze trzeba go bylo przeglodzic troche? Wez tu czlowieku badz madry. Wiec nakarmilam go dzisiaj rano, a wieczorem pieknie byl wyrosniety.

Taki mi sprawil prezent urodzinowy.

A oprocz tego, dzieci przyjechaly do domu (u ojca sa na wakacje), i daly mi piekne prezenty – od Zuzi piekny pasek do mojego Fitbit – teraz wyglada jak bizuteria, a od Oli, jako ze ona nigdy kasy nie ma, cala mase rekodziela aka prezentow domowej roboty – karte wycinana na przerozne sposoby, wazon z kwiatkami zrobionymi z szyszek, sloik z szyszkami – wezme do biura, bedzie piekny na dlugopisy, oraz wielkie malowidlo – musze teraz znalezc miejsce na scianie, gdzie go powiesze ;-D

2019-08-11 19.59.51.jpg

W ramach obchodzenia, wybralysmy sie na dzien w Londynie. Najpierw poszlysmy na brunch – placi sie jedna cene, a pozniej mozna jeszc do woli. Restauracja serwuje sushi i inne dania Asian Pacific, a ze wszystkie trzy lubimy sushi to wybor byl idealny. Restauracja nazywa sie Kaia, jest w niej przepieknie, cudowne, wysokie sufity, okna od podlogi do sufitu, a jakosc jedzenia byla nieziemska! Wielkie kawalki swiezej ryby, krewetki, obsluga bezbledna, nikt sie nie patrzy krzywo, jesli sie duzo je, a my duzo jemy, zwlaszcza moje dzieci. Brunch kosztuje £45 za osobe, ma sie 2 godziny od momentu wejscia. Wydawalo mi sie, ze to nie jest tanio, ale po wizycie goraco Was zapewniam – warte kazdego funta. Jesli bedziecie w Londynie, i lubicie sushi – koniecznie trzeba isc na ten brunch. (Obok byla druga restauracja tej samej spolki, serwowali bardziej tradycyjny brunch, ale na przyklad z homarem).

2019-08-11 11.59.23.jpg

2019-08-11 12.28.39.jpg

Po brunchu wybralysmy sie do teatru. Nie kupilam biletow wczesniej, bo Ola pojechala do Londynu w wozku inwalidzkim i nie wiedzialam, ktore miejsca beda dla niej dostepne. Ola zlamala noge w kostce, i o kulach chodzi, ale nie dalaby rady caly dzien po Londynie smigac, wiec wypozyczylam wozek od Brytyjskiego Czerwonego Krzyza – swoja droga swietny serwis, nie mialam pojecia, ze oferuja wypozyczanie sprzetu typu wozki inwalidzkie, kule, chodziki dla osob starszych, krzesla pod prysznic itp. (rzeczy ulatwiajace zycie – czy umozliwiajace funkcjonowanie ludziom starszym lub niepelnosprawnym).  Usluga jest bezplatna – ale zachecaja do zlozenia datku.

Wiec pojechalysmy do tego teatru, i mowie, potrzebuje trzy bilety, ale jedna osoba jest w wozku inwalidzkim. Najtanszy bilet na przedstawienie kosztuje £32. Ale przez to, ze Ola na wozku byla, dostalysmy 2 bilety po £10 kazdy – nawet nie wiedzialam, ze osobom niepelnosprawnym oraz opiekunowi oferuje sie tansze bilety!! Wiec kupilysmy bilety do teatru na sztuke pod tytulem The Comedy about a bank robbery – Komedia o napadzie na bank. Niesamowicie smieszna, polecam!

2019-08-11 14.39.27.jpg

Po przedstawieniu Ola byla juz bardzo zmeczona, wiec wrocilysmy do domu. Ale mialam przepiekny dzien. Teraz wreszcie moge odpoczac! 😀

 

Porazka zakwasowa

Tym z Was, ktorzy sa zainteresowani postepem mojego chleba na zakwasie.

Po tygodniu mial byc gotowy. Zakwas.  Mial babelkowac, rosnac, tetnic zyciem! Tymczasem juz trzeci tydzien idzie, a chleba jak nie bylo, tak nie ma.

Karmie zakwas, i karmie, juz 2 kilogramy maki na karmienie zuzylam, a on wciaz nie babelkuje i do pieczenia sie nie nadaje.

Raz sprobowalam, ale ciasto sie lepilo, kleilo, nie dalo sie wyrobic. Zostawilam do wyrosniecia, po 24 godzinach ani drgnelo, za to zrobilo sie twarde jak cegla… Polecialo do kosza.

Codziennie wylewam polowe zakwasu (any dodać mąkę i wodę). Troche mi szkoda bylo marnowac, wiec zaczelam wykorzystywac. Nalesniki. Bliny. Znow nalesniki.

Dzisiaj upieklam chleb. Dodajac normalne drozdze.

Chyba sie poddam z tym zakwasem, bo ilez mozna karmic drozdzaki, ktore nie chca sie rozmnazac?

Chleb wyszedł ok. Umówmy się, ze celowo miał być płaski 😂😂