Zycie klubowe

Roznica pomiedzy hotelami w Katarze, a tymi w Polsce jest nastepujaca:
Te w Polsce sa dla gosci, glownie dla tych, ktorzy w danym hotelu wynajmuja pokoj.
Te w Katarze sa dla wszystkich (ktorzy maja pieniadze, sie znaczy).

Hotele w Katarze tylko czesc swoich zyskow czerpia z wynajmowania pokoi.
Sporo zarabiaja tez na restauracjach. Kazdy liczacy sie hotel ma przynajmniej dwie, a czesto nawet i do pieciu restauracji – kazda z nich serwuje inny rodzaj kuchni. Restauracje hotelowe sa jedynymi, w ktorych serwowany jest alkohol.

Oczywiscie nie uswiadczy sie tutaj hotelu bez basenu (mowie o tych znanych hotelach). Basen, a najczesciej plaza i dostep do morza sa koniecznoscia. Wszystko to dostepne dla gosci hotelowych za darmo (ok, wliczone w cene niezwykle drogiego pokoju).

Jesli nie jest sie gosciem, mozna sie zapisac do tzw. klubu. Kluby tutaj sa niezwykle powszechne, bo w panstwie, gdzie jest goraco i nie ma innych rozrywek taki klub daje przynajmniej cokolwiek do robienia.

Klub moze byc hotelowy (np. w Sheraton, Intercontinental, Ramada), albo sam klub, bez hotelu (jak np. Doha Club).

Na czym to polega? Ano, placi sie za rok z gory. Cena zalezy od klubu/hotelu, i zaczyna sie od 5000 QR/ rok w gore. Taki klub zapewnia najczesciej:
– basen
– plaze z piaskiem i morzem
– silownie
– korty tenisowe/ do squash’a / badmingtona, ewentualnie inne jakies
– salon pieknosci z masazami (platne dodatkowo, ale zazwyczaj znizka dla klientow klubu).

Klub wiadomo, latem jest pustawy – kobity wyjechaly, chlopy w robocie.
Zimowa pora rankami pelno w takim klubie bab: znudzone zyciem, przychodza psiapsiolki na kawe przy basenie, na ploteczki w wodzie, na wyczyny w silowni…
Zimowa pora w weekend (piatek i sobota) pelno w takim klubie rodzin z wrzeszczacymi dzieciakami (ostatnio widzialam rodzine z czworka dzieci, piate w drodze. Mamusia wziela najmlodsze dziecko do basenu. Dziecko mialo biszkopcik w lapce. Super miejsce na przekaske, nie ma co).

Krytyka krytyka, jednak kluby  takie sa potrzebne, i ciesza sie tutaj powodzeniem. Bo, w odroznieniu od Polski, w Katarze nie mozna sobie urzadzic weekendowego wypadu poza miasto 🙂
Po poludniu zamieszcze kilka zdjec z jednego z klubow.


The difference between hotels in Qatar and these in Poland is as follows:
Hotels in Poland are for hotel guests, these, who rent a room

Hotels in Qatar are for everybody (who has money, I mean).

Hotels in Qatar only a part of their revenues get from renting rooms. They get significant amount of money from restaurants. Each hotel has at least two restaurants, very often they have up to five restaurants. Hotel restaurants are the only ones that serve alcohol.

Of course you won’t find a hotel without a swimming pool (I’m talking about the bigger hotels). Swimming pool, and most often a beach with access to the sea and sandy beach, are necessity. Everything is for free for hotel guests (ok, it’s included in the price of a very expensive hotel room).

If you’re not a guest, you can buy membership in so called club.  Clubs are very popular here, a country where it’s very hot and there are no other entertainments.

A club can belong to a hotel (such as in Sheraton, Intercontinental, Ramada), or it can be just a club (like Doha Club).

What is a club? Well, you pay your membership a year in advance, price depends on which club we’re talking about, and it starts from 5000 QR/ year up. In a club you most often get access to:
– swimming pool
– beach with sand and see
– gym
– tennis courts, squash corts and other types of courts
– beauty salon with masage (you pay extra for this, but normally members have discounts)

Club of course in the summer is not very crowded as all the women are gone, and men are at work.
In winter in the morning there are a lot of bored expat women, who come to the club with their friends to drink coffee, gossip, or excercise…
In winter in weekends (Friday and Saturday) in a club there is a lot of families with screaming children (recently I saw a family with four kids, fifth on a way, mummy took the youngest one to the swimming pool. The baby was eating a biscuit. Great place for a snack, indeed).

I can criticize a bit, but clubs like this are needed, and they are very popular. Because, unlike in Poland, in Qatar one cannot just take a weekend trip outside the city.

Podazajac tropem wieku

Po przeczytaniu Waszych komentarzy pod poprzednim postem wyglada na to,
ze wiekszosc z Was nie chcialaby miec 16 lat, z roznych powodow. Pomyslcie, jakie biedne sa te szesnastolatki, jakie maja problemy 🙂

Zatem zadam inne pytanie: ile lat chcielibyscie miec w tej chwili? Bo ja
chyba chcialabym miec 25. Nie napisze dlaczego tyle akruat, bo bym
sie sama przestraszyla, jaka okropna jestem. Ale 25 byloby ok. A wy? Ile? I dlaczego?

A tak z innej beczki. Czlowiek sie chyba przyzwyczaja do upalow. Gdy przyjechalam do Polski w maju, to na poczatku caly czas bylo mi zimno. Pozniej sie przyzwyczailam, i bylo ok.

Wczoraj podlewalam ogrodek, i bylo dosyc wietrznie. Wciaz okolo 35 stopni. I tak sobie pomyslalam: zimno sie robi…

W tym samym momencie Zuzia mowi: zimno jest…

Szalenstwo, prawda?


People get used to heat. When I went to Poland in May all the time I was cold. Latar on I got used to it, and I was ok.

Yesterday I was watering the garden, and it was quite windy. Still around 35 degrees. I thought: it’s getting chilly…

At the same moment Zuzia says: it’s cold….

Crazy, isn’t it?

Gdyby Was odmlodzili o iles tam lat

A co byscie zrobili, gdyby Was nagle jakas sila wyzsza zamienila Was w 16latka/ latke?

Teraz tak. Pamietacie wszystko, co sie wydarzylo wczesniej: czyli wiecie, ze powinniscie miec iles tam lat, macie swoj umysl, pelna swiadomosc tego, co sie dzieje, ale jestescie w ciele 16latki/latka. Chodzicie do szkoly, i musicie oczywiscie robic wszystkie te rzeczy, ktore nastolatkowie robia.

Wasi rodzice zostali przeniesieni z Wami: wygladaja, zachowuja sie tak, jak to bylo, gdy Wy mieliscie 16 lat. Nie maja pojecia co sie dzieje – dla nich to normalne zycie. Nie wiedza, ze ich dziecko zostalo przeniesione w przeszlosc.

Wasi znajomi Was nie rozpoznaja. Oni po prostu zyja swoje zycie.

Czyli nie zostaliscie przeniesieni w czasie w przeszlosc. Czas jest ten sam, rok 2005, nic sie nie zmienilo. Tylko Wy nagle macie 16 lat.

Co byscie zrobili? Czy zmienilibyscie diametralnie cos w swoim zyciu?

Czytam teraz taka ksiazke, Jenny Colgan, Do you remember the first time? czyli Czy pamietasz ten pierwszy raz?. No i wlasnie glownej bohaterce sie przydarzylo.

Jezykowe eksperymenty

To, ze Matt mowi do Zuzi po angielsku, ja po polsku byc moze juz wiecie. Byc moze wiecie rowniez, ze Zuzia mowi obydwoma jezykami, w zaleznosci od  tego, do kogo mowi.

Byc moze nie wiecie, iz Matt’owi zdarza sie wtracac polskie slowa do Zuzki. Ja mowie do niej WYLACZNIE po polsku.

Kilka dni temu czytalam materialy na egzamin, po angielsku. Zuzka wychodzi z pokoju, a ja sila rozpedu zapytalam ja po angielsku gdzie idzie:

Where are you going?

Mloda sie odwrocila, i patrzy na mnie ze zdumieniem. Oczy jak spodki. Wtedy to zdalam sobie sprawe, ze zadalam pytanie po angielsku. Ale postanowilam zobaczyc, co z tego wyniknie, wiec powtorzylam pytanie. Po angielsku.

W tym momencie Zuzia byla juz w takim szoku, ze upuscila kartonik z koktajlem mlecznym, ktory akurat w raczce trzymala.

Absolutnie nie wiedziala, co robic, jak sie zachowac. Pokazala mi tylko paluszkiem swoj pokoj, i poszla. Ja za nia, zadajac kolejne pytania po angielsku.

Wiecie, ze nie odpowiadala? Jakby mowe stracila. Kiwala glowa na tak i nie, ale nie odpowiadala. Nie wiedziala, jakiego jezyka uzyc. W koncu do mamy mowi sie po polsku.

Pozniej, gdy juz przerzucilam sie na polski, wyznala mi, ze sie przestraszyla, bo tata tak mowi, a mama mowi po polsku.

Niesamowite, jak wiedza o jezyku jest zorganizowana w naszych umyslach.


Perhaps you know, that Matt uses English whilst speaking to Zuzia, and I use Polish. Perhaps you also know, that Zuzia speaks both languages, depending on whom she’s speaking to.

Perhaps you don’t know that Matt sometimes uses Polish words. I speak ONLY Polish.

Few days ago I was reading materials for my exams. In English. Zuzia was leaving the room, and I asked her, in English, without realizing it, wher she’s going.

She turned around, and was looking at me surprised. Eyes wide like plates. Then I realized I used English, not Polish. But I decided to see where this will go, so I repeated the question. In English.

Zuzia was so shocked, that she dropped her milkshake, which she hold in her hand.

She completely didn’t know what to do, how to behave. She just pointed to her room, and left. I followed her, asking her other questions in English.

Would you believe, she wouldn’t answer? As if she lost her speech. She was nodding her head, but she wouldn’t say a word. She didn’t know what language to use. After all you speak Polish to mummy.

Then, when I started speaking Polish again, she admitted that she was scared, because daddy speaks like this, mummy speaks Polish.

It’s incredible, how knowledge about and of languages is organized in our minds.

Amerykanie podobno sa grubasami

Ale widac nie tylko oni. Poszlismy na suk, weszlismy do sklepu sportowego. I zobaczylismy to, co jest na zdjeciu ponizej.

– He he he, to tak dla jaj, tak? – upewniamy sie u sprzedawcy. Nikt tego nie nosi tak naprawde?

– Oj, nosza, nosza! – sprzedawca na to. Przychodza tutaj Arabowie, taaaacy wielcy, mowi, ten podkoszulek bylby na niektorych za maly!

Fakt, czasami widzi sie tutaj facetow, ktorzy swoimi rozmiarami po prostu powalaja. Kobiety tez. Wezmy chociazby kilku szejkow z rodziny krolewskiej (bez nazwisk, nie chce isc do wiezienia ;)). Nie ma co sie dziwic, Arabowie lubia jesc, wszystkie zgromadzenia odbywaja sie przy zarciu, a do tego jedza tlusto i bardzo slodko. Ale zeby rozmiar 8 razy XXL byl za maly????

Spoleczenstwo tyje. Nie tylko amerykanskie.


It’s widely known Americans are fat. But apparently not only them. We went to souq, we entered a sports shop. And we saw something that is on the photo below.

– He he he, this is just a joke, yes? we asked the salesperson. Nobody really wears is, right?

– Oh, they do, of course they do! assured us the salesman. Some Arabs come here, soooooo big, and this t-shirt would be too small for them!

That’s true, sometimes you see men, who are so big that is incredible. Women as well. Let’s take some sheiks from the king’s family (no names, I don’t want to go to jail). No wonder, Arabs love to eat, all gatherings are around food, plus they eat fatty and extremely sweet foods. But I can’t believe size 8 times XXL could be too small!!!!!

Society is getting fatter. Not only American society.


T-shirt, rozmiar 8 XXL / T-shirt, size 8 XXL

I spodnie do pary / And pants to match

p.s. maz sie zbuntowal. Nie chce, aby jego buzia byla utozsamiana z ubraniami tego rozmiaru. Czyzby kompleksy? 🙂


To ci dopiero ekstrawagancja!

Prosze panstwa, przedstawiamy Audi A 8, srebrne, wykonane specjalnie na zyczenie szejka Dubaju. Chcialabym zaznaczyc, Audi nie jest koloru srebrnego. Jest wykonane ze srebra.


Ladies and Genlemen, have a look at Audi A8, silver, made for sheikh of Dubai. I’d like to point out that Audi is not silver colour. It’s made of silver.

Sprostowanie. Wczoraj wieczorem okazalo sie, iz auto nie jest srebrne, a jedynie zdjeto z niego farbe, i wyszlifowano go tak, aby wygladalo jak srebrne. Po tym zabiegu nikt nie mogl go nawet dotknac dopoki szejk go nie odebral. Bo paluchy bylo widac.
A tak swoja droga toche szkoda, nie? Fajnie byloby wiedziec, ze jezdzi sobie auto wykonane ze srebra.
A skoro juz o Dubaju mowa, podobno M. Jackson ma zamiar sie przeprowadzic do tego miasta. Szkoda, ze nie do Doha, moze bylibysmy sasiadami? ;P

Mrozona pasztetowa

To jeszcze pare slow do kuchni. Dziekuje wszystkim za wyjasnienia odnosnie kuminu i kminku, jak to zawsze mozna sie czegos nauczyc!

  1. Kostki rosolowe tutaj mamy, chociaz nie Knorr, raczej Kogutek (pamietacie kogutki?), i uzywam do absolutnie wszystkiego. Zamiast boczku 😉 Zycie bez boczku, ajsch, to nudne zycie. Dlatego jak jade do Polski, to przez pierwsze dni jem doslownie co godzine. Szynki, kielbasy, pasztetowe, kaszanki…..

  2. Aecg, no jak to pieknie ujete jest: kapusniak z niemieckiej kapusty i egipskiej kielbasy! Usmialam sie jak nie wiem!

  3. Za kiszenie osobiste nie biore sie, bo nie potrafie. Ale mamy tutaj korniszony w sloikach, i inne warzywa kiszone. Arabowie to lubia. Maja np. takie zielone cos, bardzo ostre, tez kiszone. Nie wiem, czy to jakas papryka ostra, ale 1cm tego wystarczy, aby gebe wypalic. Uzywaja tego do wszystkiego – kanapek, przystawek, obiadow.. Poza tym maja mnostwo oliwek – zielonych i czarnych, przygotowanych na rozne sposoby. Stoi toto w takich pojemnikach, i mozna sobie dobrac czego sie chce. A oliwki z roznych czesci swiata maja.

  4. I maja sery, moze nie kiszone, ale w takich zalewach. Sa to rozne sery, egipskie, arabskie, i maja rozne smaki. Jak sie to je, czy z chlebem, czy inaczej, to nie wiem. Raz kupilam takie kulki: ziolowe, i paprykowe. Byl to bardzo suchy bialy ser, z papryka byl ostry, z ziolami ziolowy, nawet dobre toto bylo, ale jak na moj gust za suche. Sa tez sery plecione w warkocze, jak nasza chalka. Jeden ser, ktory przypadl mi do gustu szczegolnie to ser ktory zwie sie halumni (chyba, za nazwe nie recze). Dosyc slony, a jak sie go upiecze na grilu, to mozna jesc, i jesc, az sie utyje kolejne 3 kilogramy.

  5. A skoro juz zapuscilam sie w sery, to w Katarze nie uswiadczy sie niesolonego twarozku. Ser bialy jest, i to duzo roznych rodzajow, ale wszystkie solone. Zatem mozna zapomniec o serniku. Albo o twarozku na slodko.

  6. Bob mamy, mrozony w torebkach. Karotki niestety nie 😦 Nie moge tez nigdzie znalezc papryki konserwowej, wiem, ze maja, bo w hotelu jadlam salatke z papryka konserwowa, ale w zadnym sklepie juz od kilku miesiecy nie widzialam.

  7. Przypraw rzeczywiscie maja tutaj oooooogrom. To jedna z najpiekniejszych rzeczy tutaj. Sprzedaja przyprawy w takich olbrzymich worach, i jest z czego wybierac, oj jest. W tych worach, oprocz przypraw, maja rowniez orzechy, kawe niemielona, rodzynki… i pozwalaja probowac. 🙂 Jak to wyglada, mozna zobaczyc klikajac tutaj (wtedy jeszcze stara dobra Holly goli istniala… ;))

  8. Swieze ziola sa sprzedawane w olbrzymich peczkach, po 1 rialu za peczek. Maja koperek, pietruszke, corriander (kolendra, czy koleander? Nie umiem gotowac, wiec sie nie znam! Chyba kolendra?). Zdjecie stojaka z przyprawami bylo na mazusach, kliknijcie tutaj.

  9. Wegety jako takiej nie ma. Kupuje i z Polski przywoze. Ale zanim wiedzialam, ze nie ma, i nie mialam, znalazlam sposob (a jednak, Polak potrafi, potrzeba matka wynalazku, i tak dalej). Maja tutaj taka zupe w proszku w torebce, nazywa sie toto 11 vegetables, czyli 11 warzyw. I wyglada toto, i smakuje zupelnie jak nasze warzywko. Wiec sypalam toto zamiast warzywka, i juz!

  10. Drozdzy takich jak u nas w kostce nie znalazlam. Znalazlam tylko takie w proszku.

  11. Generalnie lubie te moje eksperymenty kuchenne, bo dopiero tutaj, dzieki takiemu ogromowi przypraw i dziwnych (czytaj nie znanych w Polsce) skladnikow zaczelam tak naprawde gotowac – lubie dzialania tworcze, a gotowanie tutaj do takich nalezy, hi hi.

  12. I jeszcze dwie sprawy. Tlumaczenie sprzedawcom czego sie chce rzeczywiscie zazwyczaj mija sie z celem. Raz szukalam korzenia pietruszki, i oczywiscie sprzedawca nie mial pojecia, o co go pytam. Prowadzal mnie od warzywa do warzywa, pytajac, czy to wlasnie to. Zwazywszy, ze bylismy w supermarkecie, to sama moglam sobie pochodzic. Innym razem wyslalam Matta po pesto. Pyta sprzedawcy, czy maja pesto sauce (sos pesto). Aaaaa, pasta sousce (sos do makaronu!) ucieszyl sie sprzedawca. Pewnie, ze mamy.

  13. W zwiazku z brakami wieprzowiny i innych takich, staram sie z Polski przywozic rozne rzeczy. Schabowe zamrazamy, kielbase tez zamrazamy, a pozniej jemy po kawaleczku malenkim, jak kawior niemalze. Ostatnim razem Matt przywiozl pasztetowa, i ja zamrozil. Jak to zobaczylam, mowie: no glupi, glupi, pasztetowa zamrozil, przeciez to do wyrzucenia sie bedzie nadawalo! Osobiscie sie przekonalam, ze pasztetowa mozna zamrazac, i ze po rozmrozeniu smakuje tak jak swieza.

Erotyk? Porno? Film muzyczny?

Obejrzelismy wczoraj film pt. 9 songs (9 piosenek), nie wiem, czy ukazal sie w Polsce.

Historia pary, Amerykanki i Anglika, ktorzy chodza na koncerty i uprawiaja seks. Pokazane sa fragmenty koncertow, i pokazane jest jak on i ona sie kochaja – tak dosyc graficznie, np. zblizenie penisa wchodzacego i wychodzacego z pochwy, albo pokazane w zblizeniu jak on lize jej pochwe. I to w zasadzie caly film – koncerty, i seks.

Jak na porno, to troche za malo tam scen erotycznych, a za duzo wszystkich innych.

Jak na erotyk, to za malo erotyczny – bo jakos podniecajaco nie dzialal.

Jak na zwykly film, za duzo tam erotyki i zblizen.

Mialo byc artystycznie, mialo lamac bariery, a w sumie bylo takie sobie. Jednakze mozna obejrzec, jako ciekawostke. Raczej nie w towarzystwie rodzicow.


We watched 9 songs yesterday.

It’s a story of a couple, American girl and English guy, who go to gigs and have sex. The film shows fragments of concerts, and it shows the couple having sex. Quite grafic – e.g. a close up of his penis going in and out of her vagina. Or him giving her oral sex. And that’s the whole movie – gigs and sex.

Not enough porno scenes and too much of all other scenes if it’s supposed to be a porn.

Not erotic enough, if it’s supposed to be an erotic.

Too much erotic scenes and close ups, if it’s supposed to be a regular film

I think it was supposed to be artistic, was supposed to cross the barriers, but in the end it was so so. One can watch it just out of curiosity. And I wouldn’t reccomend watching it with your parents.

Mieszana kuchnia

Oczywiscie z braku laku dobry jest i kit.

W naszym przypadku
pewne skladniki z kuchni polskiej musze zastepowac roznorakimi
substytutami, poniewaz oryginalow do usranej smierci nie znajde.

Zatem wczoraj byl kapusniak. Udalo mi sie kupic torebeczke kapusty kiszonej, germanskiej, za 10 riali.

Otwieram
ksiazke kucharska, i czytam, ze potrzebny boczek, i kielbasa mysliwska.
Ha ha ha, akurat, kielbasy to tutaj w ogole nie ma, boczku tym
bardziej, chyba ze wolowy, ale taki wolowy boczek to tak przypomina
boczek jak sernik z jablkami szarlotke.

Ale od czego inwencja
tworcza. Kapusniak ugotowalam bez boczku, a za to na kielbasie
egipskiej, ktora ma niezwykle charakterystyczny i wyrazisty smak.
Kielbasa egipska wyglada troche jak tatar sprzedawany we flaku, wytapia
sie z niej niezwykle zolty tluszcz, i nie chce wiedziec, z czego jest
robiona.

Kapusniak wyszedl pszedni.

Oczywiscie nie obchodzi sie bez smiesznych pomylek, a jakze.
Chcialam kupic kminek, wiec kupilam cos, co wygladalo jak kminek, i nawet nazywalo sie cumin (sprawdzilam
pozniej w slowniku, tlumaczy sie toto jak kminek). Ale w smaku to nie
przypomina kminku, ktory znamy ani na jote. Nie wiem, co to przypomina,
ale nie kminek. Metoda prob i bledow, smakujac rozne przyprawy prosto z
wora w sklepie okazalo sie, ze kminek (taki, jaki znam z Polski) jest
sprzedawany pod nazwa caraway, co rowniez jest w slowniku przetlumaczone jako kminek. I badz tu czlowieku madry.

Wiecej substytutow w tym momencie sobie nie przypominam, rano jest, ale jak sobie przypomne, to napisze.


The above is about cooking, and as it is about Polish cooking, and I don’t know half of the words, it makes no sense for me to translate it.

All I can say is that we’re trying to find substitutes of foods we know from Poland (or England, actually) as oryginals are not awailable. One example could be bacon, which is not available here. They have beef bacon, but it doesn’t resemble bacon at the slightest.

And another thing, maybe actually English readers could help me here, what is the difference between cumin and caraway? In Polish both these are translated as kminek, no distinction. However cumin tastes differently to caraway, so  they must be  something different, they can’t be the same seed.

To bedzie swietny dzien / It’s going to be a great day

Zapowiada sie niezly dzien.

Zrobilam sobie kawe. Otworzylam lodowke, wyjelam mleko. Mleko w Katarze sprzedawane jest w plastikowych butelkach. Ma korki roznego koloru: niebieski to pelnotluste, czerwony to odtluszczone, a rozowy to mleko inteligentne (tak tak, istnieje tutaj takie).

Wyjelam to z czerwonym korkiem, i hojnie chlupnelam do kawy. Ze cos nie tak, zorientowalam sie gdy kawa sie nie zabielila. Dziwnie pachnie to mleko…

No tak, sok jablkowy tez jest sprzedawany w plastikowych butelkach, i ma korek czerwony. A kawa z sokiem jablkowym… no coz, wole z mlekiem.

Dzwoni telefon.

– Czesc. Jestem juz prawie w pracy – mowi maz.
– Aha. I?
– I Zuzia siedzi na tylnym siedzeniu. Tak cichutko siedziala, ze zapomnialem ja zostawic w zlobku.

Zapowiada sie niezly dzien.


It’s going to be a great day.

I made some coffee. I opened the fridge. I took milk out. Milk in Qatar is sold in plastic bottles. It has tops with different colours: blue for full fat milk, red for skimmed, and pink for intelligent milk (yes, they do intelligent milk here).

I took the one with red top, and I poured a generous amount into my coffee. I realized that something is wrong when coffee didn’t get white. It smells strange, this milk…

Oh, got it. Apple juice is also sold in plastic bottles, and it also has a red top. And coffee with apple juice? Well, I prefer it with milk.

Phone is ringing.

– Hi, I’m almost at work – says my husband.
– Aha. And?
– And Zuzia is still on the back seat of the car. She was so quiet that I forgot to drop her of in the nursery.

It’s going to be a great day!