Sol w platkach

Zdarza sie Wam posolic herbate? Dzisiaj Leigh, siostra Matt’a, szczodrze sypnela sola po platkach z mlekiem.

Ja raz chcialam, aby nalesniki byly smaczniejsze, i wsypalam ‘odrobine’ soli do ciasta. Ach, widocznie odrobina to jest mniej niz lyzeczka, bo nalesniki byly paskudne.

Albo cukier wsypany do zupy… tez mi sie zdarzyl.


Do you happen to put salt in your tea? Today Leigh, Matt’s sister put generous amount of salt on her morning cereal with milk.

Once I wanted pankakes to taste better, so I put ‘a bit’ of salt into the dough. Well, apparently ‘a bit’ is much less than spoonful, because pankakes were gross.

Or sugar put into soup… also happened to me.

Iftar

O namiocie ramadanowym pisalam, dzis bedzie o Iftar, czyli pierwszym posilku przerywajacym calodzienny post. Wybralismy sie na takowy do Doha Club.

Na stolach na talerzykach staly przygotowane daktyle – to nimi wlasnie przerywa sie post. Stal tez w szklankach laban, czyli cos co przypomina w smaku kefir naturalny.

Stoly byly olbrzymie, najmniejszy nakryty na 7 osob. Nie bez powodu. Posilek iftar jest spozywany w bardzo licznym gronie – do Doha Club przyszly cale rodziny, po 15, 20 osob.

Iftar mial forme bufetu. I chociaz przyszlismy nieco wczesniej, i chociaz wszystko bylo przygotowane, nie moglismy zaczac jesc dopoki slonce nie zaszlo.

Zarcia bylo co niemiara. Najpierw podano nam zupe z zielonego groszku, przepyszna byla. Pozniej przystawki, oczywiscie arabskie.

Na zdjeciu ponizej w lewym dolnym rogu widac warzywa marynowane – bardzo kwasne i najczesciej ostre. Lubiane przez Arabow bardzo. A kto mi powie co to jest obok warzyw? Ma to konsystencje i wyglad paprykarzu (takiego z puszki), i jest bardzo ostre w smaku?

Pozniej dania glowne: ryz z kurczakiem, miesa z grilla, curry z kurczaka, hamburgery (z wolowiny, oczywiscie), pierozki smazone z miesem w srodku, ryba zwana hammour, warzywa, i kilka innych rzeczy, ktorych nie znam. Byly nawet ozorki jagniece. Niestety, nie sprobowalam 😦

I desery.

Tradycyjny deser z ryzu Um Ali, slynna juz Mahalabiya, i inne ciastka, musy czekoladowe, nawet galaretka z owocami!

A ze to byl bufet, czyli jedz ile mozesz, po powrocie do domu wazylam o poltora kilograma wiecej!!!! Po jednym posilku! Calosc przebiegla dosyc szybko, zaczelo sie okolo 17, o 18:30 juz prawie wszyscy goscie sobie poszli. Pewnie odpoczac, zanim wybiora sie do namiotu.


Today I’ll tell you about Iftar, that is a first full meal after all day fasting. We went to Doha Club for that.

On the tables there were dates waiting for us – fasting is broken with dates. There was also laban in glasses – some kind of sour milk, I can’t describe it better.

Tables were huge, for at least 7 people. Not without a reason. Iftar meal is eaten in a company of whole family, to Doha Club families of 15, 20 people came to eat.

Iftar was a buffet. Although we came earlier and everything was ready, we couldn’t start eating before sunset.

Food was plentiful. First we were given green peas soup. Wonderful. Then starters, of course arabic. Photos above.

Then main meals: rice with chicken, grilled meats, chicken curry, pepper beef burgers, some kind of fried dumplings with minced meat inside, fish called hammour, vegetables, and few other things which names I don’t know. There were also lamb’s tongues. Unfortunately I haven’t tried these 😦

And desserts. Traditional rice pudding called Um Ali, famous Mahalabiya, other cakes, chocolate mouses, and even jelly with fruit.

And because it was a buffet, read eat all you can, I came back home heavier a kilo and a half!!! After one meal!!
The whole thing ended relatively quickly – started just after 5p.m., and at 6:30p.m. most of the guests were gone. Getting some rest probably before going to Ramadan tent.

Chorowanie

Chorowanie w Katarze nie jest tanie. Wizyta u lekarza 100 riali, antybiotyki 57 riali… wazne, ze juz mi lepiej.

Rodzina angielska przyjechala w odwiedziny, a ze jest Ramadan to zbytnio nie ma gdzie ich zabierac w ciagu dnia (wszystko pozamykane). Wiec siedza w domu, ksiazki czytaja, i niezmiernie sie nudza.

Lece szukac rozrywek, jutro napisze wiecej.

P.s. pomimo, iz strona po arabsku to tylko literki, to i  tak jest zaskakujaca. I fajnie poszpanowac mozna, nie? 😉

Mazusy po arabsku

Dzieki jednej z moich czytelniczek mozna sobie poczytac Mazusy po arabsku. Nie wiem, jakim cudem, i czy to co tam jest napisane rzeczywiscie ma sens i cos znaczy po arabsku. Jak ktos wie, dajcie znac. Ale i tak fajnie popatrzec, prawda?

Z powodu anginy i wizyty angielskiej rodziny nastapila przerwa w nadawaniu programu. Mniemam iz od niedzieli program powroci na antene.


Thanks to one of my readers here’s a link to Mazusy in Arabic. Not sure how it works and whether what’s written there really means something in Arabic. So if you know, please, let me know as well. But anyway, it’s nice to look at, isn’t it?

Arabskie jedzenie

Menu w namiocie ramadanowym jest krotkie, ale jakze tresciwe!

Byc
moze widzicie, ze wiekszosc dan ma nazwy arabskie. Bardzo to lubie.
Zazwyczaj wybieram dania nie wiedzac co zamawiam. Dopiero gdy jedzenie
wjezdza na stol wiem, co zamowilam. Jesli chodzi o jedzenie nie jestem
wybredna, wiec moge sobie pozwolic na takie eksperymenty.

Tym razem tez tak bylo. Zamowilismy cala mase jedzenia. Kilka przystawek:

  1. Salata Khadra, czyli salatka orientalna. Orientalna to ona nie byla, moim zdaniem, bo byla to po prostu salata, pomidory, ogorki, cebulka.
  2. Salata Tahina (zapomnialam,
    ktore to bylo. Byc moze te zolte fasolki. Dosyc twarde, ale smaczne.
    Albo cos, co w smaku przypomina humus, tyle ze jest bardzo rzadkie).

    3. Salata Zabadi – czyli z jogurtem (zabadi znaczy jogurt). Jest to naturalny jogurt z drobniutko posiekanym ogorkiem. Przepyszne.

    4. Humus – kazdy zna, prawda?
    5. Termas – to znow, albo zolte fasolki (powyzej na zdjeciu), albo masa przypominajaca w smaku humus.

Dania glowne to:
    6. Shish Kebab – grilowane kawalki baraniny
    7. Chicken Schwarma – danie z kurczaka. Jest na drugim zdjeciu powyzej, po lewej stronie, taki kurczak na salacie.
    8. Tamya – pyszne kulki zrobione nie wiem z czego, byc moze z rozgotowanej fasoli? Konsystencje
ma jak kotlety ziemniaczane. Sa one panierowane i smazone w glebokim
tluszczu.

    9. Koshari
tradycyjny ryz arabski. Jest to ryz wymieszany z roznymi rodzajami
makaronu (!!), na wierzchu polany sosem pomidorowym. Bardzo smaczny.

Na deser:

    10. Baklawa – wiadomo.
    11. Balah el Sham – bardzo slodkie, bardzo tluste ciastko, w ksztalcie grubego paluszka. Nasaczone niesamowicie slodkim i tlustym syropem.
    12. Mahalabiya – jak to Matt okresla, ‘zamrozone mleko’. Cos o konsystencji zamrozonego ptasiego mleczka.

Generalnie
arabskie desery maja forme naszych paczkow (tych takich malutkich,
wiecie?), tyle ze nasaczonych tym tlustym, slodkim jak cholera sosem.
Tak bardzo nasaczonych, ze sos az ocieka po palcach jak sie je te
ciastka.

Do picia dwa soki arabskie:

    13. Sous – sok nie wiem z czego. Ale smakuje jak perfumowana, slodzona woda.
    14. Kamar A’din – sok z moreli.

O
ile jedzenie arabskie jest pyszne, o tyle sokow nikomu nie polecam. Dwa
razy probowalam arabskie soki, i dwa razy zostawilam je prawie
nietkniete. Sa po prostu OBLESNE. Smakuja jak slodka woda zaprawiona
perfumami. Nie wiem, z czego oni to robia, ale juz wiecej nie zamowie 🙂

Obzarlismy sie do granic niemozliwosci. To chyba grzech? 🙂

Arabska goscinnosc czyli Ramadan Tent

Wczoraj wieczorem wybralismy sie do tzw. Ramadan tent, czyli namiotu ramadanowego.

W
zasadzie podczas Ramadanu chyba kazdy hotel ma taki namiot. My akurat
poszlismy do hotelu Ramada, to ten zloty budynek ktory widac z tylu na
zdjeciu powyzej.

Namioty
sa uosobieniem arabskiej goscinnosci podczas Ramadanu. Sa one miejscem
gdzie przychodzi sie z rodzina, znajomymi, duza grupa ludzi. Siedzi sie, je,
pije, pali fajki wodne (shisha), i milo spedza czas w towarzystwie.
Namioty, chociaz otwarte od godziny 20:00 zaczynaja sie zapelniac
dopiero okolo 22:00, najwieksze tlumy sa od 22:00 do 2 nad ranem.
Mowilam Wam, Ramadan to czas zycia nocnego.
Na zdjeciu ponizej shishe przygotowane dla gosci.

Okolo godziny 22:00 w namiocie zaczyna sie robic tloczno, zapach jedzenia miesza sie z zapachem dymu tytoniowego z fajek wodnych – jablkowym, truskawkowym, winogronowym… Poprzez gwar wielojezycznych rozmow przebija sie muzyka – tradycyjne piesni arabskie w wykonaniu zespolu na zywo.

A o jedzeniu bedzie w nastepnym wpisie, bo  ten juz sie dlugi zrobil. I przepraszam za kiepska jakosc zdjec, warunki bardzo niesprzyjajace byly (ciemno :)).

Zero seksu, zero alkoholu

Zapomnialam dopisac, iz w czasie Ramadanu nie tylko sie nie je w ciagu dnia, ale rowniez seksu uprawiac nie mozna, i muzyki tez sie nie powinno sluchac. Jest nawet oficjalny zakaz, i np. w centrum handlowym nie leci muzyka, tylko jakies arabskie zawodzenia – nie wiem, modlitwy?

Radek napisal w komentarzu, iz Muzulmanie nie zawsze poszcza w czasie Ramadanu. To uzmyslowilo mi cos. Oni maja niesamowicie dziwne podejscie do pewnych spraw.

Np. nie wolno im pic alkoholu. A w barach widzi sie Katarczykow nad kuflami pelnymi piwa. Tylko wiecie co? Te kufle sa zakryte podstawka od piwa. Ta podstawka lezy na szklance z piwem, i taki Katarczyk jak chce sie napic to ja nieco zsuwa, lapie lyka, i zakrywa piwo ponownie.

Kto zgadnie dlaczego?
———————————————-
Dobrze sie Wam udalo zgadnac. Zakrywaja to piwo, bo wtedy Allah z gory nie widzi, ze oni piwo pija. Super logika, nie?


I forgot to write that during Ramadan not only eating is forbidden, but also sex, and one shouldn’t listen to music. There is an official ban on music during this time, and e.g. in supermarket they can’t play music. Instead we can hear some kind of Arabic singing, probably praying?

Someone in comments wrote that Muslims not always fast during Ramadan. This reminded me that they have very strange attitude to some things.

For example they can’t drink alcohol. But in bars you can see Qataris with glasses full of beer. But you know what? These glasses are covered with a beer mat – it’s on the top of the glass. When a Qatari wants to have a sip, he moves the matt a bit, has a sip, and again covers the glass.

Who knows why?
—————————
They do it so that Allah doesn’t see that they’re drinking beer. Great logic, isn’t it?

Garangaou

Zuzia przyniosla dzis z przedszkola do domu wiaderko pelne slodyczy. Uzmyslowilo mi to, iz 15 dnia Ramadanu odbywa sie swieto garangaou.

Tego dnia dzieciaki, ubrane w tradycyjne stroje, odwiedzaja domy w sasiedztwie i spiewajac tradycyjne piosenki zbieraja slodycze. Rytual bardzo podobny do amerykanskiego Halloween albo naszych rodzimych ostatkow.

Piosenka Garangaou

Przyszlismy tutaj dzieki … (tutaj pada imie jednego z dzieci rodziny, do ktorej drzwi dzieciaki zapukaly)
On (ona) otworzy torbe i nam da
Niech Allah chroni jego (ja) dla jego (jej) matki
Niech Allah chroni go (ja) przed deszczem.

Tlumaczenie moje, z angielskiego, nie z arabskiego bron Boze 🙂


Zuzia brought today from the nursery a bucket full of sweeties. This reminded me that on the 15th day of Ramadan here is a holiday of garangaou.

On this day kids, dressed in traditional outfits, go to neighbouring houses and singing traditional songs they collect sweeties. This ritual reminds a lot about Halloween.

Garangou song


If it were not for (name of one of the kids of the host family), we would not have come
He (she) will open the bag and give us
May Allah keep him (her) safe for his (her) mother
May Allah cover him (her) in the courtyard from the pouring rain

Powitanie w Katarze

O 22:30 Katar powital mnie trzydziestopieciostopniowym (co za slowo!) upalem, wielka wilgotnoscia, stesknionym mezem, zagubionym bagazem, okrutnymi korkami na drogach i Ramadanem.

Tak, tak, jest juz Ramadan. Oznacza to zakaz jedzenia w miejscach publicznych w ciagu dnia, ale rowniez wsciekly ruch na drogach po godzinie 19:00, jak juz Muzulmanie sie najedza i pomodla.

Poza tym jeszcze sie nie rozpakowalam, jakos tak sie zabrac nie moge do  tego.

Maz mi ogrodka calkiem nie usmiercil, drzewa nawet sporo podrosly, rzucaja teraz piekny cien…

O Ramadanie i innych rzeczach napisze wiecej pozniej, generalnie znow wracam do katarskich opowiesci, a teraz biore sie za te torby w koncu, przeciez ilez mozna czekac.