W tramwaju

Jezdzac sobie warszawskimi tramwajami i autobusami zauwazylam pewna
prawidlowosc. Otoz nosi sie teraz plaskie buty – sportowe, jednak nie typowe ‘adidasy’.
Buty musza byc, okreslilabym to, ‘funky’. I do tego za dlugie spodnie
wywinitete tuz nad butami. Gdzie te czasy, gdy sie szpilki nosilo…. a moze
teraz te panie, ktore nosza szpilki, nie jezdza autobusami, tylko rozbijaja sie
wlasnymi wypasionymi autami?

Nawet ja sie poddalam, i szpilki zamienilam na espadryle – wiadomo, z
dwojka dzieci i wozkiem szpilki nie wydaja sie najbezpieczniejszym wyborem do
autobusu.

Kolejna obserwacja, ktora poczynilam to umuzykalnienie polskiej mlodziezy. Co
druga osoba slucha iPoda albo innego przenosnego grajka, wlaczajac w to radio z
telefonow komorkowych.

I tak jade sobie, jade, i z prawej slysze rytmiczne bum, bum, bum, z
lewej slysze taneczne oj da dana, a z przodu upierdliwe łaaaa, łaaaa,
łaaaa
(to moje dziecko).

Chcialoby sie zaspiewac: Wesole jest zycie mateczki….

Uspakajam

Spiesze szybko wszystkich uspokoic, ze wszystko w porzadku, tylko czasu nie ma!!! Do komputera juz prawie w ogole nie zagladam, bo Ola siodmym zmyslem wyczuwa, i jak tylko dotkne laptopa to sie budzi!!!

Ola zaczela tyc, je tez ladnie, i nawet mniej placze ostatnio. Zatem wszystko na dobrej drodze, i o operacji przypomina nam blizna biegnaca przez caly brzuszek malej, oraz dziurka w boku (tzw. przetoka, z ktorej wychodzila rurka, przez ktora kupe robila). Przetoka bedzie tam przez rok, jako ‘wentyl bezpieczenstwa’ – leci przez nia kupa, gdy jelita nie potrafia sobie poradzic. Po roku przetoke zamkna. Blizna pewnie zostanie do konca zycia.

Novaque’owi dziekuje za komentarz, upowaznienie wciaz wazne! 🙂

I tak sie tylko zastanawiam, Mazusy mialy byc o Katarze, teraz jestesmy w Polsce, jeszcze przez jakis czas, wiec moze zawiesic dzialalnosc blogowa, przynajmniej do czasu powrotu do Kataru? Bo o czym mam pisac, o dzieciach???? Chyba nie bardzo….

Wielkie calusy i usciski dla wszystkich, ktorzy sa z nami, i ktorzy sie troszcza o nasz los. To naprawde pomaga przetrwac trudne chwile.

Juz w domu!

Od czwartku siedzialam w szpitalu  – 24 godziny na dobe z moim maluszkiem. Ach, to ci dopiero bylo!
A od wczoraj jestesmy w domu – wprawdzie na razie tylko na przepustke do nastepnej srody, ale juz w domu!!!!
W telegraficznym skrocie:
Ola jak kupy nie robila, to nie robila. Teraz nadrabia – leje sie z niej jak z szambowozu. Zmienie pieluche a kupa w niej juz po pieciu minutach. I oczywiscie kupa zawsze do czystej pieluchy, ale to juz standard.
Poza tym jest to najbardziej rozwrzeszczone dziecko swiata – nie przesadzam, placze caly czas – od rana do nocy. Widac dochodzi do siebie. Dobrze, ze chociaz w nocy spi. Ale wyje bez przerwy, i nic jej nie pomaga – ani cycek, ani noszenie, ani bujanie… boje sie, ze cos ja boli w brzuszku, ale pani doktor mowi, ze nie, ze wszystko w porzadku z jelitkami….
Teraz sie martwimy, czy bedzie przybywala na wadze – jesli tak, to znaczy ze wszystko w porzadku. Jesli nie, to mamy problem!
Zuzia dzielna, pomaga w opiece, i jest bardzo wyrozumiala.
A Ola przyniosla Zuzi prezent ze szpitala – zestaw malego doktora (!) i zestaw do makijazu, o ktorym Zuzia marzyla.
Komentarze przeczytam jak bede miala chwilke, bo oczywiscie dziecko mi wyje, i musze leciec.

Postepy

Ze wzgledow oczywistych rzeczy inne malo mnie teraz interesuja.

Codziennie jezdze do szpitala, i czas swoj dziele pomiedzy Ole (byly
wymioty? Nie chce ssac piersi; byla kupa? Jakies postepy?) a Zuzie (mama, ale
kiedy wrocisz ze szpitala? Mama, pobaw sie ze mna! Mama, nie jedz!).

Wypatrzona kupa byla!! Byla we wtorek. Mala, bo mala, ale byla. Za to teraz
Ola jest jak zywe szambo – wypuszcza kupy z czestotliwoscia kilku na godzine. Az
sie martwie, czy to normalne! No i wyjeli jej ta rurke – miala rurke z jelit,
przez wyrostek i brzuszek, na zewnatrz. Teraz jej nie ma. Jest za to dziurka w
brzuszku, z bardzo czerwonym srodkiem.

Tylko Zuzi mi szkoda – bo biedna pol dnia matki nie oglada. Jak na
czterolatke jest bardzo, ale to bardzo ‘rozumiejaca’ – wie, ze tak trzeba, i
juz. Wie, ze mama musi pojechac, ze nie moze z nia byc caly czas. Chociaz widac,
ze jest jej z tym ciezko.

Ach, i odbylo sie pierwsze spotkanie siostr. Zuzia jest bardzo czula
starsza siostra. Co widac na zdjeciu ponizej.

Sutek w buzi – zrodlo najwiekszej radosci

Zatem bede popisywala troche o postepach w szpitalu…
Dzisiaj pani doktor pozwolila malej cyca dac possac – po raz pierwszy. Do tej pory (od poniedzialku) Ola jadla z butelki.
No w zyciu nie myslalam, ze mozna sie az tak bardzo cieszyc z tego, ze mnie ktos za sutka possie 🙂

A dlaczego nie porod w Katarze jednak? Cos mnie tknelo chyba. Nie zaprzeczam, ze ‘obsluge klienta’ mialabym o niebo lepsza. No i ten nowoczesny, wypasiony sprzet….
Aczkolwiek (pomijajac juz koszty, cesarskie kosztuje 9 tysiecy) sluzba zdrowia, a zwlaszcza lekarze, nie sa zbyt dobrze wyksztalceni – jest to opinia samego dyrektora glownego katarskiego szpitala. Zatem balam sie, ze gdyby cos bylo nie tak, to moga nie wiedziec, co z tym fantem zrobic.
Cos mnie chyba tknelo….

Aha, kupy wciaz nie ma. Uparty byk i tyle.

6. I tak juz na koniec

Aby Was nie zanudzac, bo to przeciez nie blog rodzinny, powiem krotko.
Ola w poniedzialek zaczela dostawac mleko – niestety z butelki. Kupy wciaz nie zrobila, uparta jest jak jej matka.
W poniedzialek zdjeli jej tez szew – teraz obie mamy ‘usmiechy’ na brzuchu!
No i czekamy. Dam Wam znac kiedy pojawi sie to najbardziej upragnione kupsko na swiecie.

Odwiedzilam moj ulubiony pawilon 10 w IMiD (ten, w ktorym mnie lekarz do lasu odsylal).
Poszlam na zdjecie szwow. A ze mieli duzo ludzi, to mnie odeslali do innego pawilonu, sporo oddalonego od numeru 10, na zdjecie tych szwow. Bo przeciez latwiej takiej babie po cesarce zasuwac kilkaset metrow, niz pielegniarce odciac koniec nitki i wyciagnac ta nitke ze skory (bo tak wlasnie wygladalo zdejmowanie szwow. Zajelo 30 sekund. Minute z zalozeniem rekawiczek).
Wypis tez mial byc gotowy, i nie byl.

Pawilon 10 polecam wszystkim masochistom i tym, ktorzy lubia sie czuc zeszmaceni.

5. Szpitalne postepy

Jeszcze dwa odcinki tej mojej szpitalnej blogonoweli.

Chcialam zaznaczyc, ze o ile pawilon 10 w Instytucie Matki i Dziecka to tragedia i naprawde, naprawde kazdemu odradzam wizyte tam (chyba ze juz koniecznie trzeba), poniewaz brak tam jakiegokolwiek ludzkiego traktowania ludzi, o tyle chirurgia, na ktorej lezy Ola jest juz o niebo lepsza – zastrzezen raczej nie mam.

Zatem do rzeczy, zapraszam na odcinek piaty.


9 maja 2006, wtorek

Juz wiecej nie dam sie zamrozic. Wstac z lozka jest niemozliwoscia, a pielegniarki
mi kaza! Szew piecze jakby mi rozgrzane zelazo na brzuch kladli. Po poludniu
sie udalo, ale kazdy krok to meczarnia.

Wieczorem wsiadlam na wozek inwalidzki i Matt zawiozl mnie do Oli.

Bidulka lezala w podgrzewaczu, pod lampa, rurki i welfrony wystawaly jej
wszedzie – z noska, z cipki, dupci, lapki, z boku (przez wyrostek)…

Serce mi sie krajalo gdy tak na nia patrzylam. Taka biedna, bezbronna,
malutka….

I nawet nie moglam jej przytulic. I nawet nie moglam sobie poplakac, bo
mnie szwy bola… kichac i kaslac tez nie moge.

10 maja 2006, sroda

Zaczelam odciagac pokarm. Ola nie dostaje zadnych pokarmow doustnie, jest
karmiona dozylnie – kroplowkami dostaje glukoze i tluszcze, rowniez mnostwo
antybiotykow i innych takich…

Ale pokarm odciagam, mam nadzieje, ze gdy jelitka zaczna funkcjonowac bede
ja karmila piersia.

11 maja 2006, czwartek

Ola dostala infekcji. Nic powaznego, miejmy nadzieje, ale trzeba ja
obserwowac – jesli sie pogorszy, zrobia przeswietlenie aby ustalic przyczyne
infekcji.

Przeniesli juz Ole do normalnego lozeczka. Zawinieta grubo w koce, lezy i
spi sobie… prawie wcale sie nie budzi.

I to czekanie….

12 maja 2006, piatek

Piaty dzien. Po raz pierwszy poszlam do Oli sama, nie na wozku.

Pielegniarka zabierala ja akurat na badania. Gdy ja przyniosla, poprosilam,
czy moge ja potrzymac. Po raz pierwszy trzymalam malutka w ramionach. Taka
krucha, z tymi rurkami wiszacymi dookola…

Ale od razu odwrocila glowe w strone mojej piersi, i zaczela „ssac”… –
oczywiscie tylko ruchy wykonywala takie, bo possac to sobie jeszcze nie possie
przez jakis czas.

Dzisiaj tez wyszlam ze szpitala. Pierwszy dzien w domu. Wszystko mnie
okropnie boli.

14 maja 2006, niedziela

Raz dziennie jezdze do szpitala. Wczoraj Ola nie miala juz zadnych rurek
wystajacych z twarzy. Chyba to dobrze? Ale jelitka wciaz nie pracuja, kupki
wciaz nie ma… ta kupka (zrobiona samodzielnie) ma byc momentem przelomowym.

Czekamy.

A szesciodniowa Ola wyglada tak (akurat sie udalo bez rurek zrobic zdjecie):

4. Operacja czyli narodziny

8 maja 2006, poniedzialek.

Od samego rana bardzo sie stresuje i denerwuje. TO JUZ DZISIAJ.

9:30 – biora mnie na sale operacyjna.

Jest bardzo, bardzo zimno.

Zakladaja mi cewnik. Nawet nie boli.

Robia mi znieczulenie w kregoslup – tzw. podpajeczynowkowe. Anestezjolog
pyta sie ile mam wzrostu i ile waze. Wkluwa mi sie w kregoslup (nie wolno mi
sie poruszyc, ale nie boli). Czuje najpierw rozpieranie w kregoslupie, potem
taki prad w prawej nodze, w lewej nodze, potem oblewa mnie cieplo (tylek, potem
nogi).

Potem od gornej czesci brzucha az do glowy bylo mi bardzo zimno. Caly czas
trzeslam sie jak galaretka.

Czulam jakies ciagniecie, nacisniecia, ale nic poza tym. Ktos to opisal (wyjmowanie dziecka podczas ciecia cesarskiego) jako ‘pranie w brzuchu’. Moze i rzeczywiscie podobnie to sie czulo…

Dotknelam swojego
uda. Tak jakbym dotykala kawalka miesa, zupelnie nie nalezacego do mnie.

Nagle…… uslyszalam dwa krociotkie placze….

9:55 – URODZILA SIE OLENKA. (Zuzia postawila na swoim, od poczatku upierala sie na Ole… :))

Polecialo mi kilka lez z emocji.

Pokazali mi ja, tak na chwilke.

Potem ja zabrali do mycia, a mnie szyli.

Matt przygladal sie myciu. Robil tez zdjecia.

Gdy juz byla umyta i zawinieta w pieluszke, pokazali mi ja ponownie –
piekna, wlochata glowka, lapka i jedna malenka stopka wystajaca spod
pieluszki… poglaskalam ja po tej bujnej czuprynie, dalam calusa w policzek, i
juz ja zabrali….

10:30 – wywiezli mnie z sali operacyjnej. Przez 2 godziny trzeslam sie z
zimna – reakcja na znieczulenie.

12:00 – zrobili Oli przeswietlenie, aby stwierdzic co jest nie tak. Za duzo
nie stwierdzili, trzeba czekac do operacji.

16:30 – zaczela sie operacja malej. W pierwszej dobie zycia 😦. Matt na gorze, na chirurgii, ja na dole, na
perinatologii. Czekamy.

18:30 – operacja sie skonczyla. Mala miala wielokrotne zwezenie jelita
cienkiego – cos, co sie zdarza b.b. rzadko. Ostatni raz p. doktor widziala cos
takiego 10 lat temu. Jelitko Oli wygladalo tak jak parowki. Wycieli jej caly
ten kawalek pozawezany, w sumie wycieli jej ponad polowe jelita.

Doktorka powiedziala, ze mala jest silna i dzielna, ze dobrze zniosla
operacje.

Teraz trzeba tylko czekac, czekac, dopoki jelitka nie zaczna funkcjonowac.
Nie wiadomo, jak dlugo. Tydzien, moze dwa…

Dobrze, ze Ola nie jest na intensywnej terapii, zabrali ja na chirurgie –
wyglada na to, ze jej stan jest w miare stabilny.

A, i oczywiscie standardowe dane:

Waga: 3510 gram

Mierzy: 54 centymetry

A wyglada tak (szminki nie uzywalismy):

3. Przezycia przed

05 maja 2006, piatek.

Rano przywiezli na sale kobiete po operacji. Jak ona wygladala!!! Blada,
mdlilo ja bez przerwy, wymiotowala, nie mogla sie ruszac…. jesem przerazona
jej stanem – czy ze mna tez tak bedzie?

Lekarz przyszedl na obchod i pyta jak sie czuje. „Boli mnie brzuch” –
mowie. „Aaaa, to normalne” skwitowal, i poszedl.

KTG jest bardzo plaskie, dzidzia rusza sie bardzo malo. Niedobrze.

7 maja 2006, niedziela

Dzisiaj jest okropny dzien, takie czekanie na jutrzejsza operacje. Boje sie
jak nie wiem. Mam pelno czarnych wizji… zjadlam obiad, o 17 jogurcik, i juz
mi wiecej jesc nie wolno.

2. USG

4 maja 2006, czwartek.

Dlugi weekend sie juz skonczyl, szpital nieco ozyl. Pojawilo sie wiecej
pielegniarek, wiecej lekarzy.

Tuz po 9 zabrali mnie na USG.

Okazalo sie ze zarowno cienkie jak i grube jelito dzidzi jest napuchniete,
i ze w zoladku jest cos – albo zalegla tresc pokarmowa albo polip. Obwod
brzuszka dzidzi wybiegal poza skale USG (jesli chodzi o tygodnie).

Dowiedzialam sie, ze mala na pewno bedzie miala operacje – albo
jednorazowa, albo nawet wielokrotna. Ale wszystko sie okaze dopiero po
porodzie.

Przeniesiono mnie na inny oddzial – perinatologie.

Ciecie przeniesione na poniedzialek.

Oczywiscie zrodzila sie obawa (Magda oczywiscie zasiegnela jezyka u
wszystkich znajomych i znajomych znajomych, wlaczajac w to na pierwszym miejscu
lekarzy), i wszyscy sie dziwili, ze w takiej sytuacji ciecie zostalo przelozone
na poniedzialek.

Czy mala jest bezpieczna? Dlaczego trzeba czekac tak dlugo, jesli te jej
jelitka puchna tak szybko? Ona caly czas polyka wody plodowe, i nie ma sie
gdzie ich pozbyc!!!