Chleb na zakwasie i syndrom wicia gniazda po tym, jak dzieci pojechaly na wakacje

Dzieci wyjechaly na wakacje, wiec mi wlaczyl sie syndrom wicia gniazda! Ha ha ha.

Najpierw zrobilam syrop z rabarbaru (z dzialki). Gotuje sie rabarbar z cukrem i woda, po czym odcedza. Powstaje cudowny syrop, ktory mozna dodac do wody, wody gazowanej, lub do ginu z tonikiem. Mniam!

Pozniej zrobilam olej czosnkowo-paprykowy. Sieka sie czosnek, papryczki czilli, wrzuca do butelki, zalewa olejem z oliwek, i po kilku dniach ma sie bardzo aromatyczny, pelen smaku olej.

Nastepnie zerwalam ziola z ogrodka. Drobno posiekalam. Z rozmarynu zrobilam olej rozmarynowy (sposob produkcji jak powyzej), reszte ususzylam. To samo z oregano. Trzeba bylo przyciac, bo sie nieco rozbujalo, wiec poobcinalam, i nie chcac wyrzucac, zasuszylam.

2019-07-22 06.36.02.jpg

Mozna rowniez ziola swieze w tacce do robienia kostek lodowych upchac, zalac olejem, i bedzie jak znalazl do gotowania, tylko sie taka kostke wrzuca do garnka, i ma sie swieze ziola do obiadu. Ja w zamrazalniku nie mam miejsca, bo zamrazalnik jest pelen miesa i chleba. Tak, wiem… kto zamraza chleb… ale tutaj dobry chleb jest drogi, a ja takiego tostowego nie znosze. Wiec wieczorem ide do Waitrose, gdzie tuz przed zamknieciem sklepu maja chleb za pol ceny. Kupuje, i zamrazam.

A skoro juz o chlebie i o syndromie wicia gniazda, to od czasu do czasu mam takie porywy, ze sama pieke chleb. Zazwyczaj nie trwa to zbyt dlugo, moze ze dwa pieczenia, bo to jednak calodzienny proces, takie pieczenie chleba…. ale mam. Teraz naszlo mnie na cos zupelnie innego, i szalonego!

Postanowilam, ze bede piekla chleb na zakwasie.

Tutaj taki chleb na zakwasie to po prostu szal cial, wyzsze sfery, i w ogole najnowszy trend zdrowotny, bo taki chleb latwiej sie trawi i ma dobre bakterie.

A przeciez chleb na zakwasie to jest najstarszy sposob, w jaki nasze praprababki chleb piekly! Maka, woda i sol, i nic wiecej! Podobno taki zakwas podchwytuje wszystkie bakterie z powietrza, te, ktore nas otaczaja, i sa wszedzie.

Postanowilam zatem zrobic swoj wlasny zakwas, a pozniej upiec chleb. Bede sie dzielila po drodze jak mi idzie. Na razie jestem na poczatku podrozy.

Poczatkowo zajmuje okolo 7-9 dni aby zrobic zakwas. Ale jesli zrobi sie raz, wystarczy go po prostu regularnie ‘karmic’, i bedziemy go miec na cale zycie. A im starszy, tym lepszy chleb – smak sie z wiekiem wyrabia!

Jesli nie pieczemy czesto, na przyklad raz na tydzien, to wkladamy zakwas do lodowki, wtedy spowalnia sie prace bakterii, i nie trzeba go karmic codziennie. Wyciagamy na dzien przed planowanym pieczeniem, karmimy, i juz.

Jak to sie robi?

Wzielam 50g maki, i 50ml wody, lyzeczke soli. Wlasnie teraz zdalam sobie sprawe z tego, ze zapomnialam soli. Moze powinnam teraz dodac?

Wymieszalam, w sloiku, przykrylam recznikiem kuchennym, i zostawilam.

Dzien 2 – dodalam 50g maki, i 50g wody. Znow wymieszalam, i zostawilam do jutra. W tej chwili ma to konsystencje kleistej papki, nieco jak gluty (sorry!).

2019-07-22 06.32.31.jpg

Jutro odejme 100g zakwasu, po czym nakarmie go 100g maki, i 100ml wody.

Bede pisala, jak idzie!

6 faktow o whiskey

Bedac w Szkocji poszlismy do destylarni whiskey, a jakze! Dowiedzialam sie kilku ciekawych rzeczy o whiskey.

  1. Do zrobienia whiskey potrzebne sa tylko 3 skladniki. Woda, jeczmien, i drozdze.
  2. Wiskey jest zrobiona z piwa! No, niezupelnie, ale pierwszym efektem fermentowania jeczmienia i drozdzy jest piwo wlasnie. Podobno.
  3. Na wplyw whiskey ma najwiekszy wplyw beczka, w ktorej whiskey dojrzewa. Sa rozne beczki, robione z roznego drewna, i o roznych rozmiarach. Rozmiar beczki oraz rozprezanie i kurczenie sie drewna, z ktorego jest zrobiona, ma bardzo duzy wplyw na smak koncowy produktu.
  4. Destylarnia wydaje sie swietnym miejscem pracy. Wrecz przeciwnie! Smierdzi tam strasznie, albo sfermentowanym mlekiem, albo (w kolejnych etapach) samymi oparami mozna sie opic!
  5. Do whiskey nalezy dodac 2 krople wody. I rzeeczywiscie zmienia to smak! Dali nam do skosztowania lyka whiskey, a pozniej kazali do tej samej whiskey dodac doslownie 2 krople wody – mierzone pepitka. Gdybym nie sprobowala, to w zyciu nie uwierzylabym, jak bardzo zmieni to smak trunku!
  6. Aby whiskey mogla byc nazwana tzw. ‘single malt’ (Whiskey slodowa, jak mi podpowiada slownik) musze byc spelnione nastepujace warunki:
  • Musi pochodzic z jednej destylarni
  • Musi byc zrobiona ze slodowego jeczmienia
  • W Szkocj
  • Musi dojrzewac w drewnianych beczkach
  • Przez minimum 3 lata i 1 dzien (najczesciej jednak 5 lat).

W destylarni kupilam sobie buteleczke whiskey robionej na miejscu. Nevis Dew, dojrzewala 12 lat. Kosztowala £28.

Po powrocie do domu postanowilam zrobic cos, co bardzo lubie – testowanie w ciemno!

W jednej lampce mialam Nevis Dew za £28, w drugiej tania Famous Grouse, ktora mozna kupic za £15 lub taniej.

Zapewniam Was, czuc roznice, i bez wahania wybralam Nevis Dew. Kilka lat temu rowniez zrobilam test z tania i droga whiskey, i ta droga byla o wiele bardziej delikatna w smaku. W zwiazku z tym wysnulam wniosek – na whiskey nie ma co oszczedzac!

 

 

Tradycyjny szkocki obiad

Dzisiaj na obiad odwazylam sie zjesc tradycyjne szkockie haggis, serwowane z neepstatties.

Troche sie balam, bo popularna opinia jest taka, ze haggis sa obrzydliwe, i nikt, poza Szkotami, tego nie je. Ale sprobowac musialam, w koncu zjadlam swinke morska, to i haggis mi nie straszne.

Wiec jak zobaczylam na menu “haggis, neeps and tatties” musialam zamowic.

Co ta jest haggis? OSTRZEZENIE: jesli macie zamiar kiedys sprobowac haggis, omincie nastepny paragraf, i przeczytajcie go dopiero po tym, jak zjecie to danie. Zeby sie nie zniechecic….


Haggis to tradycyjny szkocki wyrob garmazeryjny, robiony z baranich podrobow – serca, nerek, i watroby, wymieszanych z cebula, owsianka, smalcem, rosolem i przyprawami. Jest to wszystko pozniej wsadzane w zoladek barani, i gotowane.


Czytajac taki opis trudno sie dziwic, ze Anglicy nie moga sie przemoc, aby to jesc – podrobow tutaj prawie nikt nie je. Ale ja z Polski na weselnych flakach wychowana, wiec haggis mi nie straszne, pomyslalam.

Nie wiedzialam co to sa neeps and tatties, ale jak sie okazuje, neeps to brukiew lub rzepa, tluczone, a tatties to po prostu ziemniaki tluczone. Podejrzewam ze slowa pochodza od turnip (rzepa po angielsku) and potatoes, potatties, nie wiem?

Haggis serwuje sie przewaznie z gestym, smietanowym sosem z whiskey, a jakze!

Jak smakuja haggis? Trudno mi opisac smak, ale sa dosyc pikantne, z konsystencja nieco kaszankowata. I musze powiedziec, ze sa przepyszne!!! Goraco polecam, koniecznie musicie sprobowac, jesli bedziecie w Szkocji.

Ponizej moj obiad. Po spojrzeniu na zdjecia w google doszlam do wniosku, ze wersja mi zaserwowana jest nieco mniej hardcorowa, bo haggis czesto sa serwowane jako kielbasa we flaku, co wyglada mniej apetycznie niz to, co ponizej.

Jak wyglada, tak wyglada, smakuje cudownie. Polecam!

Przetwory z domowego ogrodka

Pomidorow i ogorkow byl ci u mnie dostatek, przejesc nie moglam, wiec wymyslilam sobie, ze zrobie latwe przetwory. Z naciskiem na LATWE. Bo przetwory i pieczenie ciast to nie moja dzialka.

Wiec zrobilam suszone pomidory. 

20180825_14.59.03

Male pomidorki przekroilam na pol, i rozlozylam na brytfance ‘ziarnkami’ do gory. Posypalam sola, pieprzem, i polalam oliwa z oliwek. Wsadzialm do piekarnika, i w 110 stopniach ‘pieklam’ przez 4 godziny. Po 2 godzinach nieco je pomieszalam, bo zaczely od dolu byc ‘przypieczone’. Podejrzewam, ze wieksze (normalne) pomidory przekrojone na pol zajelyby po prostu wiecej czasu. 

20180826_08.58.42

Gotowe pomidorki wlozylam w sloik, dodalam rozmarynu, i zalalam oliwa z oliwek. Olej przejdzie zapachem rozmarynu, i bedzie przepyszny do maczania chleba, lub do smazenia. A pomidorki swietnie sie nadaja do salatek, albo na chlebie polozone, albo do kurczaka…. 

20180826_09.02.28

 

Zrobilam rowniez ogorki. Nie robie ‘kwaszonek’, ani innych takich, bo za duzo zachodu. Moj przepis niesamowicie prosty. 

Ogorki na tarce starlam na plasterki. Dodalam cebule (tez z dzialki), i 6 zabkow czosnku. Posypalam 3 lyzkami soli, i porzadnie wymieszalam. 

Zrobilam zalewe: 1 szklanak wody, 1 szklanka octu,  1.5 szklanki cukru. Do tego dodalam nasiona koperku i kminu, oraz platki papryczki. Troche mi sie sypnelo, jak widac na zalaczonym obrazku, ale to nie szkodzi, bo po prostu ogorki beda ostrzejsze. 

Wymieszalam, zagotowalam przez 3 minuty, dopoki sie cukier nie rozpuscil. Wrzucilam ogorki. 

Poczekalam 10 minut, i wszystko przelalam do sloja. Wstawilam do lodowki. Za 10 dni sprobuje, i dam Wam znac jak wyszly! 

 

 

Kurczak w czekoladzie

Dzis bedzie cos dziwnego. Podam Wam przepis na meksykanskie danie, zwane chicken mole. Czyli kurczak z czekolada. Pierwszy raz jadlysmy takiego w Meksyku dwa lata temu. Wiec gdy wpadl mi w rece – zupelnie przypadkowo – przepis, postanowilam sprobowac.

Wyszlo palce lizac. Pomimo, ze brzmi jako dziwaczne polaczenie (kurczak z czekolada??? Naprawde???) – polecam wyprobowac.

20170122_17.02.51

4 udka kurczaka

Drobno posiekana cebula

Lyzeczka pasty chipotle – tak naprawde pasta ta niewiele smak zmienila. Jest to pasta z chilli, wiec podejrzewam, ze posiekana papryczka chilli nada sie rownie dobrze.

Lyzeczka kminku

Pol lyzeczki cynamonu

Dwie puszki pomidorow

Dwie puszki czerwonej fasoli kidney

25g bardzo ciemnej czekolady – minimum 70% kakao. Ja uzylam 85%. Im ciemniejsza czekolada, tym bardziej wyrafinowany posmak

Ryz

 

Kurczaka nalezy obsmazyc, dodac cebule, zeszklic. Dodac paste chilli (lub papryczki), przyprawy, i smazyc przez minute. Dodac pomidory z puszki i fasole. Zagotowac, przykryc, a pozniej na malym ogniu gotowac przez 20 minut.

W tym czasie ugotowac ryz.

Wyjac kurczaka z garnka, polozyc na desce. Sos niech sie gotuje, bez przykrywki, przez kolejne 5 minut, aby odparowal. Kurczaka poskubac na kawalki (dwoma widelcami porozdzierac, nie kroic), dodac do sosu, wraz z czekolada. Dosolic, dopieprzyc, jesli trzeba, ja dodalam lyzeczke cukru, zawsze dodaje jesli gotuje z pomidorami. Podawac z ryzem. Mnaim! 

Dajcie znac co myslicie, jesli sie pokusicie na wyprobowanie przepisu.

 

 

Syrop imbirowy

Dzis zrobilam, i goraco polecam przepyszny syrop imbirowy.

Nalezy wziac duzy korzen imbiru, obrac, i zetrzec na tarce. Wrzucic do garnka. Dorzucic skorke z jednej cytryny lub limonki, zalac zimna woda, i gotowac przez mniej wiecej pol godziny, az sie zmniejszy nieco ilosc wody.

Przecedzic przez szmatke lub gaze. Dodac szklanke miodu – lub mniej, jesli wolicie mniej slodko, przelac do szklanej, szczelnie zamykanej butelki, i trzymac w lodowce. Podobno wytrzyma kilka tygodni (nie wiem, bo dopiero dzis zrobilam).

Syrop mozna zmieszac z zimna woda gazowana, powstanie wtedy tzw. ginger ale – pychota!

Albo dodac do herbaty, wraz z plasterkiem cytryny. Wlasnie sobie sacze. Przepyszna herbatka!

Zdrowe gotowanie.

Postanowilam, ze bede sie zdrowo odzywiac. Zainspirowana polska kuchnia i tak dalej. Wiem, ze polska kuchnia tlusta, slona, smazona, ale przynajmniej ze swiezych produktow, a nie przetwarzanych, z puszek, i fast foodow.

Wybralam sie do Tesco, i nawkladalam do koszyka same zdrowosci – warzywa, swieze ryby, maselko, zero alkoholu, zero puszek.

Tak jakos wyszlo, ze pierwszego dnia nie udalo mi sie ugotowac obiadu, bylo za pozno. Drugiego cos mi wypadlo. Trzeciego mi sie nie chcialo.

Kiedy juz w koncu ten obiad ugotowalam, skladal sie on z ryby lekko zalatujacej, hmmm, ryba. Z maslem srednio zjelczalym. Kalafiorem mocno okrojonym (bo troche poczernial). A fasolke zielona to w ogole wywalilam, bo sie troche rozmaslila.

Troche mi to zdrowe gotowanie nie wyszlo. Nie szkodzi. Jutro kupie make, i zaczne piec chleb. Maka przynajmniej sie nie zasmierdzi w szafce…

Ile wydajemy na jedzenie?

Weekly food shoppingBardzo interesujace, prosze spojrzec tutaj. Koniecznie. Sa tam zdjecia rodzin, wraz z ich tygodniowymi zakupami spozywczymi. Niektorzy wydaja na jedzenie £300 tygodniowo, inni £3.

Dla mnie ciekawe bylo kilka rzeczy.

Po pierwsze od razu rozpoznalam polska rodzine. Zanim przeczytalam, ze to Polacy. Nie wiem, dlaczego, czy to wyglad ludzi, czy balkon i mebloscianka.

Po drugie uderzylo mnie, jak porzadnie zorganizowane sa zakupy rodziny niemieckiej. Slynny niemiecki ordnung musi byc!

Po trzecie, trudno nie zauwazyc, ze im bardziej rozwiniety kraj, tym wiecej artykulow przetworzonych i gotowych znajduje sie w zakupach. Kraje biedne kupuja warzywa i ryz, prawie w ogole nie ma miesa, kraje bogate kupuja mieso, czipsy, puszki i pizze.

Poza tym polska rodzina wydala £99, angielska wydala £155. Niewiele wiecej, zwlaszcza, jesli uwzglednimy roznice w placach polskich i angielskich.

Ja wydaje na jedzenie okolo £120-£150 tygodniowo, na trzy osoby. Nie kupuje slodyczy, czipsow, i potraw gotowych.

Ile Wy wydajecie?

Co kupujecie?

Co sadzicie o tych zdjeciach?

Milego tygodnia Wam zycze.

Cynamonowe orzechy

Gotowanie na przyjecie sie zaczelo. Wczoraj zrobilam orzechy cynamonowe. Wiem, ze na tym zdjeciu wygladaja jak kupy chomika, ale w rzeczywistosci sa piekne, i smakuja wysmienicie.

Robi sie je bardzo latwo. Nalezy rozbeltac bialko jajka, wrzucic do tego orzechy – ja uzylam pekanow (tak sie nazywaja? pecan nuts), ale mozna na przyklad wloskie tez uzyc. Trzy szklanki tych orzechow wrzucamy do bialka, i mieszamy.

Kiedy robilam te orzechy pierwszy raz Zuzia popatrzyla na nie, i pyta:

– A dlaczego one sa takie obslinione?

– Bo do nich naplulam – zazartowalam.

Zuzia uwierzyla.

Ja nie sprostowalam.

Potem dodalam mieszanke cukru i cynamonu do orzechow, i dokladnie to wszystko wymieszalam, tak, aby kazdy orzeszek byl obtoczony. Mieszanka cukru i cynamonu sklada sie z 1/3 szklanki cukru, 1 porzadnej lyzki cynamonu, lyzeczki soli i cukru waniliowego. To tak oficjalnie, bo u mnie w kuchni nic nie jest wedlug przepisu, a wszystko jest na oko. W zwiazku z tym zazwyczaj jest przesolone, albo przepieprzone… no, ale jestesmy do tego przyzwyczajone i jakos sobie z tym radzimy. Tym razem mieszanka do orzechow wyszla doskonala, o dziwo.

Potem rozlozylam orzechy na papierze do pieczenia, i upieklam w 150 stopniach, przez 20 minut.

Trzeba poczekac az ostygna, porozdzielac te, ktore sie posklejaly, i przechowywac w szczelnie zamknietym naczyniu.

Albo zjesc od razu.

Zuzia nie chciala ich sprobowac (bo do nich naplulam, pamietacie?). Ola tez nie chciala, ale Ola generalnie jest a). odwazniejsza, i b). ma wszystko w nosie.

Zatem pomyslala sobie mam to w nosie, i niesmialo poczestowala sie orzeszkiem cynamonowym. Zjadla, doszla do wniosku, ze smak jest warty poswiecenia (konsumowania slina matki), i poczestowala sie kolejnym. Zuzia, zachecona pochwalami Oli, rowniez sie poczestowala w koncu.

Od tego czasu orzechy robimy dosyc czesto. Mam nadzieje, ze moim gosciom tez beda tak smakowaly, jak i nam.

To ci dopiero motywator!

Dress too tight!!Juz czas!!! Pomyslalam pewnego dnia, gdy wyciagnelam kiecke, ktora rok temu byla na mnie za duza, i moglam ja zakladac nie odpinajac suwaka, a teraz nie moglam sie w niej dopiac.

Waga to straszliwie zludna rzecz, tak powolutku, powolutku, w koncu pol kilo to nic, nie? Ale wiadomo, grosz do grosza, i bedzie kokosza, gram do grama i bedzie sukienka za ciasna.

Przeczytalam, ze pierwszym krokiem do efektywnego schudniecia jest zapisywanie WSZYSTKIEGO, co sie je. No to zaczelam zpisywac. Ale mnie to wkurzylo, bo ja jem tak naprawde co pol godziny. No to co, ja ten kawalek kielbasy tez mam pisac? Gdzie ten notes sie zapodzial? Co, tego cukierka tez??? Gdzie dlugopis? Moze jak nie wpisze tego pulpeta to sie nie bedzie liczyl?

Zabralam sie do rzeczy nieco bardziej nowoczesnie. Zainstalowalam sobie na iPhone aplikacje, fitness buddy czy jakos tak (jesli sa zainteresowani dodam linka, teraz nie pamietam).

Aplikacja jest super! Wpisuje sie swoje ‘cele’ – ile kalorii dziennie, na przyklad. Wiecie, ze kobieta taka jak ja powinna dziennie jesc tylko 1600 kalorii, aby utrzymac wage??? Co to jest, cholera, ja sie pytam? Przeciez to jeden porzadny obiad. A gdzie sniadanie? Kolacja? Przekaski??

Po kilku dniach naboznego wpisywania kazdej lyzeczki masla okazalo sie, ze zjadam sobie dziennie lekka reka (szeroka buzia?) okolo 3000 kalorii. A ja sie dziwilam, ze nic nie jem, i tyje!

Wpisalam sobie cel 1600 kalorii, i zaczelam jesc mniej. Chodze wiecznie glodna, wina pic nie moge, bo ma kalorie, a i tak ciagle granice 1600 przkraczam (o tak, moja aplikacja bez ceregieli pokazuje mi na czerwono, ze dzisiaj pani limit osiagnela juz po pierwszym lunchu!!).

Ale to nie wszystko! Pod koniec dnia gdy sobie klikam, ze juz skonczylam na dzisiaj jedzenie, to mi moj ‘fitness buddy’ pokazuje, ze jesli codziennie bede jadla tak jak dzisiaj, to za 5 tygodni bede wazyla….

I KUR..A zazwyczaj jest o kilo wiecej (bo, oczywiscie, 1600 to chyba dla niemowlaka limit, a nie dla mnie), albo jak danego dnia wyjatkowo glodowalam to za 5 tygodni mam szanse zgubic 500 gram…

No czy to wszystko jest tego warte? Podobno faceci i tak lubia sadelko.