Weekend w Kornwalii

Gdyby ktos wybieral sie na zachod Angii, koniecznie nalezy wybrac sie do Kornwalii. Jest to przecudowny zakatek Anglii, z widokami zapierajacymi dech w piersi.

Podczas tego weekendu udalo mi sie ‘zaliczyc’ kilka atrakcji. 

Land’s End jest najbardziej wysunietym na zachod kawalkiem ladu w Anglii. Jest rowniez niezwykle ‘uturystyczniona’ atrakcja, z drogim parkingiem, turystycznymi jadlodajniami i innymi “atrakcjami”. Proponowalabym sobie darowac. W zamian wybierzcie sie do Cape Cornwall, ktore znajduje sie okolo 10 kilometrow od Land’s End. Cape Cornwall podejrzewam wyglada teraz tak, jak Land’s End wygladal 40 lat temu. Przyroda, piekne morze, malo ludzi. I z daleka widac Land’s End.

20180623_13.31.3920180623_13.42.01_copy

 

Lizard Point jest kawalkiem Anglii najbardziej wysunietym na poludnie, i zdecydowanie polecam. Zakochalam sie. Nie mam zdjec gdyz podczas tej wizyty nie udalo mi sie pojechac na Lizard Point.

Kolejna atrakcja jest St Michael’s Mount w miasteczku Marazion. Gora z zamkiem znajduje sie na ‘wyspie’. Poczas odplywu mozna przejsc na gore na pieszo, gdy jest przyplyw kursuje lodka.

Atrakcja, ktora mnie niesamowicie zauroczyla jest Minack Theatre. Jest to teatr na swiezym powietrzu, wybudowany na zboczach gory, z widokami na morze. Aktorzy graja na scenie, widownia siedzi na skalach na stoku i oglada sztuke. Ale nie tylko. Mozna sobie przyniesc piknik, wino, albo cos cieplego.. Jest tez kawiarnia, w ktorej mozna kupic proste posilki czy gorace napoje. Najwazniejsza porada, jaka moge Wam dac – ubierzcie sie bardzo, bardzo cieplo. I wezcie sobie koc. Albo dwa. Chociaz dzien byl goracy, wytrzaslam sie porzadnie, zwlaszcza po zachodzie skonca, bo wiatr od morza niestety jest zimny.

20180622_21.51.44_copy

Wizyta w Kornwalii nie moze obyc sie bez tzw. cream tea, czyli podwieczorku skladajacego sie ze slodkich buleczek, tzw. scones, dzemu, gestej smietany zwanej ‘clotted cream’, i herbatki. Clotted cream robi sie podgrzewajac tluste krowie mleko w kapieli wodnej, ktore pozniej zostawia sie w plytkim naczyniu do wystygniecia. Kornwalia slynie ze swojej smietanki i jest z niej bardzo dumna.

Jako ciekawostke dodam, ze w sasiadujacym z Kornwalia Devon rowniez podaje sie ‘cream tea’. Obydwa ksiestwa nalegaja, ze ‘cream tea’ pochodzi wlasnie od nich, ze to oni zaczeli ten zwyczaj. 

Jak jest naprawde, nie wiem. Ale wiem, ze ‘cream tea’ jada sie inaczej w obydwu ksiestwach. W Kornwalii na buleczke naklada sie najpierw dzem, a pozniej smietanke – ‘bo my sie jej nie wstydzimy’ – twierdza Kornwalijczycy. W Devon z kolei najpierw idzie smietanka, a dzem na wierzchu. Bo smietanka jest jak maslo, a przeciez nie naklada sie masla na dzem, przekonuja Devonczycy. Sprobowalam i tak, i tak. Z dzemem na wierzchu smakuje bardziej slodko. Ale i tak wole ze smietanka na wierzchu. Moze dlatego, bo tak zjadlam swoja pierwsza ‘cream tea’, kilka lat temu po przyjezdzie do Anglii.

 20180623_16.14.12

Kilka dodatkowych zdjec znajduje sie tutaj

Brazylia na zdjeciach

Aby juz Was wiecej nie zanudzac, zapraszam na Olzusowego fejsbuka, gdzie znajdziecie kilka zdjec, ktorych nie wrzucilam na bloga: https://www.facebook.com/pg/olzusy/photos/?tab=album&album_id=657243944607363 , oraz sporo zdjec z graffitti z Rio i z Sao Paulo (bo do Sao Paulo tez sie wybralam): https://www.facebook.com/pg/olzusy/photos/?tab=album&album_id=657251077939983 . Zapraszam do ogladania, lajkowania, i komentowania! 

Czy w Brazylii jest bezpiecznie?

Na pewno slyszelisie o tym, ze Brazylia jest bardzo niebezpiecznym krajem. Kradzieze, morderstwa, nie wiadomo co jeszcze. Czy tak jest naprawde?

0115Dzwonek przymocowany do sciany w taki sposob, aby trudno bylo go ukrasc.

W Brazylii panuje wielka bieda. Turysci – bogaci, w porownaniu z lokalsami, sa latwym lupem. Powiedziano mi, ze w Brazylii jak ktos Cie napadnie, to sie nie bronisz i nie dyskutujesz, tylko wszystko oddajesz, bo inaczej mozesz stracic zycie.

W hotelu nastraszyli nas, powiedzieli, zeby absolutnie nie zabierac ze soba niczego ‘na miasto’, torebke zostawic w hotelu, aparat bron Boze, jak juz cos musimy zabrac, to najlepiej w plastikowej torbie z supermarketu, zeby nie kusic zlodziei.

Troche sie wystraszylam, i przyznaje, torebke w hotelu zostawialam, a moj porzadny aparat fotograficzny lezal bezuzyteczny w sejfie (zdjecia robione telefonem). Ale poza tym musze powiedziec, ze nie dajmy sie zwariowac!

Ja wyznaje zasade, ze ze zdrowym rozsadkiem i otwartymi oczami mozemy bezpiecznie podrozowac do wiekszosci krajow.  Oczywiscie, jesli bedziecie paradowac z iPhonem na wierzchu, jesli po nocy wybierzecie sie do nieciekawej dzielnicy, jesli obwiesicie sie zlotem, lub jesli pieniadze macie w otwartej torebce/plecaku, to stajecie sie latwym lupem i kusicie ‘licho’. Ale odrobina ostroznosci, i mozna miec naprawde swietne wakacje!

Musze dodac, aby bylo sprawiedliwie, ze probowano zawyzyc mi rachunek – ale jak zwrocilam uwage, od razu przyniesli poprawny, oraz sklonowali mi karte platnicza – na szczescie bank zablokowal, i zwrocil mi pieniadze. 

Wspomne w tym wpisie o brazylijskich slumsach, zwanych ‘favela’. Sa to osiedla budowane na stoczach gor. Podobno nikt nie chcial tam mieszkac, bo ciezko jest osiedlic sie na stoczu gory (budowa domow, elektrycznosc, woda). Zatem najbiedniejsi zaczeli sie tam osiedlac. Poczatkowo nie bylo ani wody, ani elektrycznosci, teraz juz jest. Ale favele z daleka mozna odroznic, domy sa bardzo blisko siebie. Nie bylam, bo favele slyna z bardzo wysokiej przestepczosci. Ale ogladalam zdjecia, biedota jest straszna. Na zdjeciu ponizej favela (oznaczona pieknymi strzalkami). Trzeba przyznac, ze mieszkancy favel widoki maja piekne 🙂 

0111

 

Brazylijskie przysmaki

 W podrozach najbardziej fascynuja mnie zawsze ludzie, to, jak zyja, i to co jedza. Jedzenie jest wielka czescia moich podrozy. Z Tajlandii przywiozlam wielka milosc do tom yum (zupa slodko kwasnia z krewetkami, lub kurczakiem), a tajskie curry regularnie gosci na moim stole (sama gotuje). W Japoni zakochalam sie w wegorzu. Tak dobrego nigdzie juz nie udalo mi sie sprobowac. Po wizycie w Meksyku jem ceviche kiedy tylko moge (jest to surowa ryba, marynowana w soku z cytryny. Jest to danie serwowane w wielu krajach Ameryki Poldniowej, i w kazdym kraju jest nieco inna wersja – w Peru sa to cienkie plasterki ryby, w Meksyku jest to ryba, czasem krewetki, posiekane drobniutko, podawane z drobno posiekanymi pomidorami, ogorkiem, i pietruszka).

W Brazylii smakowalo mi wiele rzeczy. Jedna z nich jest feijoada, danie z miesa i czarnej fasoli. Podawane z jakims zielonym warzywem, nie jestem pewna co to, i posypane kaszka z manioku – tapioka (czytaj ponizej).

20180407_15.46.40

Maniok to warzywo, jak ziemniak niejako, i z niego wyrabia sie tapioke – maczke z manioku.

Tapioka jest wykorzystywana powszechnie i wszedzie, do roznorakich dan, a maczka posypuje sie wiele dan. Z tapioki rowniez robi sie nalesniki, do srodka ktorych wklada sie szynke, pomidory, i inne ‘wkladki’. Zdjecie ponizej. Nalesniki z tapioki robione z jajkiem (nieco przypominajace nasze nalesniki) nazywaja sie krepioka.

0130

 Kolejna rzecza, ktora odkrylam w Brazylii jest owoc persymony, po portugalsku CAQUI. Po dlugim spacerze w upale usiadlam sobie w barze – bary tutaj wygladaja nieco inaczej niz w Polsce. Sam bar przewaznie jest maly, przed barem jest kilka wysokich stolikow, stolikow z krzeselkami, i ludzie siedza sobie na zewnatrz, rozmawiaja, pija caipirinia, i dobrze sie bawia. Zatem usiadlam przy stoliku na zewnatrz, a na stoliku stalo pudelko z owocami na sprzedaz, min. z mango i z czyms, co wygladalo jak pomidor. Bylam bardzo ciekawa, wiec kupilam jednego, i sprobowalam. Okazalo sie, ze to nie pomidor, tylko persymona. Smakuje bardzo slodko, jest soczysta, ale nie potrafie porownac jej do niczego innego, co jadlam w przeszlosci.

0037

A skoro juz o barach mowa, oto zdjecie ‘lokalnego’ baru (przy moim hoteliku). W barze tym sprzedaja (o ile dobrze pamietam) prawie 200 roznych rodzajow cachaca (narodowy akohol, jak wodka dla Polakow). Dwiescie!!!

 00631

0065

Skoro juz o alkoholach i o wodce, znalazlam w supermarkecie wodke zwana…. POLAK. Made in Brazil 😀 

0129

 Musze dodac, ze o ile piwo i cachaca sa bardzo tanie, wino jest o dziwo niesamowicie drogie, nawet w porownaniu z Anglia, ktora ma drogi alkohol.

Brazylia slynie, oczywiscie, z wolowiny. I musze Wam opisac restauracje, ktora jest wyjatkowa. Jest to tzw. ‘all you can eat’, czyli placi sie jedna cene, i mozna jesc do bolu. Jest bar salatkowy, w ktorym sa wszelakie rodzaje warzyw, serow, wielki blok parmezanu (metrowe kolo, nie przesadzam!), pomidory suszone, losos, i cala masa innych rzeczy. Sam bar salatkowy to uczta dla zmyslow. Ale glownym gwozdziem programu jest mieso. Kelnerzy nosza rozne rodzaje miesa nadziane na metalowe bolce – troche wieprzowiny, kielbaski, serduszka kurze, i wszelakie mozliwe rodzaje wolowiny – udziec, antrykot, roztbef, kark, poledwiczka, podchodza do stolikow i oferuja gosciom. Goscie na stole maja karteczke, po jednej stronie zielona (tak, poprosze wiecej miesa), po drugiej czerwona (na razie mam dosyc, potrzebuje przerwy. Wtedy kelnerzy do stolika nie podchodza, i nie oferuja jedzenia). Tak bardzo to dawno sie nie obzarlam. Nauczylam sie dwoch rzeczy po tej uczcie – po pierwsze znalazlam czesci wolowiny, ktore mi smakuja – nie jestem wielka fanka wolowiny, uwazam to mieso za suche i twarde. Do smaku przypadl mi rostbef i antrykot jako najbardziej miekkie. Po drugie nauczylam sie, ze bez wzgledu na to, jak wielkim fanem miesa sie jest, mieso moze sie przejesc po kilku godzinach 🙂 

0123

 

 

Copacabana i Ipanema

Slub slubem, a ja wracam do Brazylii. Przynajmniej na wspominki 🙂 

Ktoz nie slyszal o Copacabana! I kto nie zna piosenki ‘Dziewczyna z Ipanema’…. Otoz tak, udalo mi sie zobaczyc obydwie plaze! 

Copacabana jest starsza z dwoch plazy, Ipanema jest nowsza. W zwiazku z tym jest bardziej elegancka, drozsza, bardziej ekskluzywna. 

Pomijajac fakt bezpieczenstwa – podobno zdarzaja sie przypadki, gdzie podchodzi do ludzi zlodziej, i albo mu oddajesz swoje rzeczy, albo cie zastrzeli – i wcale nie watpie, ze to prawda, widzialam wielu uzbrojonych zolnierzy – z wielkimi karabinami – przechadzajacych sie wzdluz plazy – plaza w Rio to sposob zycia po prostu. W niedziele glowna ulice przy plazy zamyka sie dla ruchu samochodowego, po to, aby ludzie mogli jezdzic na rowerach, rolkach, chodzic na spacery, uprawiac sport… duzo ludzi gra w pilke – typowa gra polega na tym, ze w kolku podaje sie pilke, mozna uzywac kazdej czesci ciala, tylko nie rak. 

Ach, i kazdy nosi bardzo wciete bikini!  Tyle pup na raz nigdy nie widzialam! Nikt sie nie stresuje swoja sylwetka, czy cellulitem. Ludzie tutaj kochaja swoje ciala – przynajmniej tak to wyglada na plazy. I nikt nie nosi kostiumow jednoczesciowych – widzialam moze 3 przez caly pobyt w Brazylii. Moje ‘europejskie’ bikini wydawalo sie bardzo, bardzo konserwatywne… 

0119

Na plazy sprzedaja rozmaite przekaski, napoje, wlaczajac w to, oczywiscie, caipirinie, sprzedaja klapki, chusty, oraz kostiumy kapielowe 🙂 

0061

Mozna wynajac sobie za niewielkie pieniadze parasol i lezaczki, i spedzic caly dzien podziwiajac gole pupy i cudownie umiesnione orzechowe ciala mlodych Brazylijczykow….

Ipanema: 

00590060

Copacabana:

01170118Zwroccie uwage na charakterystyczny wzor na chodniku przy plazy. Znak rozpoznawczy. W Brazylii duzo jest burkowanych kamieniami chodnikow. Podobno dlatego, bo dawno temu (nie pamietam kiedy, przyznaje sie!) statki wywozily z Brazylii do Portugalii zloto. Przyplywajac do Brazylii potrzebny byl im balast, w zwiazku z czym przywozili z Portugalii…. kamienie. Wywalali te kamienie w Brazylii, i statki ladowali zlotem. Brazylia musiala cos robic z tymi kamieniami, i stad burkowane chodniki. 

 

Chrystus Zbawiciel i ‘Glowa cukru’

Jednym z najbardziej charakterystycznych symboli Rio de Janeiro jest figura Chrystusa Zbawiciela. Widac ja prawie z kazdego zakatka Rio, w nocy jest pieknie podswietlony, w dzien, gdy niebo nie jest pochmurne, widac jego rozpostarte ramiona na wiele kilometrow. Ma 30 metrow wysokosci, i stoi na 8metrowym cokole. 0105

Do figury Chrystusa mozna dojechac kolejka, lub autobusem. Myslalam sobie, ze w sumie po co, widac go pieknie z daleka… ale pojechalam. Nie zaluje, i goraco polecam. Sama figura robi niesamowite wrazenie z bliska, a widoki na cale Rio zapieraja dech w piersiach. Poniewaz bilety trzeba kupic minimum dzien wczesniej (nie mozna ‘na bramce’), olecam sprawdzic pogode – jesli jest pochmurno, nie ma sensu wjezdzac na gore, poniewaz albo nie zobaczymy panoramy Rio, albo nie zobaczymy glowy Chrystusa – moze byc ukryta w chmurach! Polecam rowniez wycieczke jak najwczesniej rano, zanim zwala sie tlumy turystow. Ja pojechalam okolo 10, i z minuty na minute widzialam, jak gestnieje masa turystow. Wiadomo, im mniej ludzi, tym ladniejsze zdjecia! 🙂 0108

Ponizej Chrystus oswietlony. Pomimo najszczerszych checi nie udalo mi sie zrobic dobrego zdjecia – figura wyglada jak plamka swiatla. Ale zapewniam Was, na zywo widac dokladnie charakterystyczny ksztalt.

0104

Widok na Rio. W tle ‘Glowa cukru’ (o czym za chwile)

0109

 

Drugim charakterystycznym ‘pomnikiem’ Rio jest Gora Cukrowa. Mozna na nia wjechac kolejka. Podobno gora tak sie nazywa, bo wyglada jak ‘sugar loaf’. Ja tam nie wiem. Ale widoki z gory sa cudowne, i warto poczekac na zachod slonca!!

0121

 

Po lewej stronie (rzad bialych swiatel) to slynna plaza Copacabana.01220120

Wycieczka po Rio czesc 1

Jednego dnia wybralam sie na darmowy spacer po Rio – przewodnik oprowadza grupe ludzi po Rio, opowiada o historii, o pomnikach, o widokach…. Wycieczka jest darmowa, na koniec daje sie napiwki. 

Budynek na zdjeciu ponizej  (w tle) jest bodajze 6 najbrzydszym budynkiem na swiecie. Trzeba przyznac, wyglada niepieknie. Jest to kosciol. Wybudowany w latach 60. Konstrukcja scian budynku pozwala na przewiew powietrza w srodku – rzeczywiscie przy 36 stopniowym upale w srodku bylo cudownie chlodno – bez zadnej klimatyzacji.

00270030

 

Obrzydliwy na zewnatrz, w srodku przepiekne mozaiki z kolorowego szkla. 

0029

Na przeciwko katedry sa wiezowce, wybudowane pozniej. Dwa z nich zostaly tak zbudowane, ze z odleglosci tworza krzyz. Taki hold oddany katedrze.

0031a

Kolejnym miejscem, ktore pokazal nam przewodnik, byly schody Selaron’a. Selaron pochodzil z Chile, i schody zrobione z kafelkow sa jego holdem dla Brazylijczykow. Selaron zaczal dekorowac schody przed swoim domem w 1990, obklejajac je kafelkami w kolorze zielonym i zoltym (kolor flagi brazylijskiej). Maly projekt rozrosl sie do rangi dziela sztuki – Selaron dekorowal coraz wiecej schodow, poczatkowo wykorzystujac kafelki znalezione na wysypiskach smieci, odpady z roznorakich projektow budowlanych… pozniej ludzie zaczeli przywozic kafelki z calego swiata. Dzisiaj jest 215 udekorowanych schodow, maja 125 metrow dlugosci, i sa pokryte 2000 kafelkami z ponad 60 krajow. Nie udalo mi sie znalezc kafelka z Polski, niestety.

Selaron utrzymywal, ze projekt skonczy sie w dniu jego smierci. Zmarl w 2013 roku.

0036

Ponizej Selaron we wlasnej osobie.

Photo_09042018_10_23_21

 

 

 

 

 

Witamy w Rio!

Zaprosze Was dzisiaj do kraju zielono-zoltej flagi, klapek japonek, futbolu, i Copa Cabana….. Zapraszam Was na wycieczke do Brazylii!!

Trzy tygodnie temu wrocilam, i wciaz jestem zachwycona!

Po dwunastogodzinnym locie wyladowalam w Rio de Janeiro! Zatrzymalam sie w malym hoteliku w dzielnicy artystow – Santa Teresa. Widok z mojego okna hotelowego…. 

0011

A przy sniadaniu towarzystwa dotrzymywal mi malutki koliber. Codziennie przylatywal i wypijal nektar z hibiskusa.

0013

 

Z Santa Teresa do centrum Rio wozil mnie Bonde – zolty tramwaj, ktory kiedys byl publicznym srodkiem transportu, teraz jest raczej atrakcja turystyczna. Podobno jezdzi po najstarszych torach ulicznych na swiecie! 

Na jednej z uliczek Santa Teresa zauwazylam ten przepiekny hold dla Bonde – obrazki tramwaju wykonane z potluczonej ceramiki.

0017

 

Slynnym widoczniem z Rio jest Bonde przejezdzajacy po tzw. Lapa Arch (Luki Lapa).  

0077Lapa jest dzielnica Rio, ktora w ciagu dnia jest piekna, ale za to w weekend wieczorem staje sie jedna wielka impreza!! 

W Lapa wlasnie spedzilam jeden z najbardziej niesamowitych wieczorow w Rio. Najpierw wybralam sie do klubu samby. Muzyka na zywo,  ludzie tancza na parkiecie, jedza i popijaja narodowy koktail – caipirinha (caipirinia). Caipirinha jest zrobiona z lokalnego alkoholu  – Cachaca. Lod, cachaca, cukier i sok z limonki. Voila, Caipirinia gotowa! Przepyszna. 

00550051

Maja bardzo ciekawy sposob wystawiania rachunku. Dostaje sie kartke, na ktorej kelner odhacza co sie zamawialo w ciagu wieczoru, a pozniej placi sie za wszystko w kasie. Dobry system, poniewaz podobno w niektorych miejscach zdarzaja sie sytuacje, gdzie kelnerzy probuja policzyc za drinki nigdy nie zamowione… 

0052

Po wyjsciu z klubu samby (narodowy taniec Brazylii) znalazlam sie na ulicy pelnej zycia nocnego – po obu stronach chodnika ciasno ustawione byly budki serwujace najrozmaitsze rodzaje jedenia, oraz alkohol – picie na ulicach w Brazylii jest legalne. Zatrzymalam sie przy jednej z budek, i zamowilam sobie caipirinha. Wlascicielka budki przygotowala drinka, pozniej wyszla z budki z drinkiem, litrowa butelka cachaca, podeszla do mnie, i kazala mi sprobowac. Po czym dolewala cachaca do drinka, tyle, ile chcialam. Mierzenie? Alez po co! Absolutnie nie. Miarka byl moj apetyt na to, jaki silny koktail ma byc. Powiem tylko tyle – po 3 drinkach nie pamietam, jak wrocilam do hotelu. A najlepsze jest to, ze kazdy koktail kosztowal 5 zlotych! Piec! 

Ulica zatloczona ludzmi, ktorzy jedza, pija, bawia sie i tancza. Nie stac Cie na wstep do klubu samby? Nie szkodzi. Bawmy sie na ulicy! Samba przyjdzie do ciebie! (ponizej na zdjeciu perkusista rozstawil swoj sprzet tuz obok wielkiej gory smieci, i gral. A ludzie tanczyli). O piatej rano tlumy byly tak samo wielkie jak o 22. 

0056

To byl niesamowity wieczor, nie przezylam czegos takiego jeszcze nigdy. Obserwowanie setek Brazylijczykow, tanczacych, bawiacych sie, spedzajacych cala noc na ulicy z przyjaciolmi, picie super mocnych koktaili siedzac na krawezniku – niesamowite przezycie. A co najciekawsze, Brazylijczycy duzo nie maja, ale sa generalnie ludzmi bardzo szczesliwymi, i – oczywiscie – lubiacymi sie bawic! 

Antypody.

Zaloze sie, ze kazde z Was, kiedys tam, zastanawialo sie, gdzie byscie sie znalezli, jesli przekopalibyscie dziure przez cala ziemie. Tutaj jest bardzo fajniutkie narzedzie, ktore pokaze Wam, gdzie jest dokladnie drugi koniec swiata 🙂 

Milej zabawy 🙂 

Wyspa Wasini – jedyna w swoim rodzaju

W piatek wybralismy sie na zdecydowanie zbyt droga wycieczke na wyspe Wasini ($135 za osobe). Wyspa Wasini (ktora pochodzi od slowa Swahili na Chinczykow, czy cos w tym stylu – obilo mi sie tylko o uszy) lezy 3km od wybrzeza oceanu Indyjskiego, 75km od Mombasy.

 Najpierw samochodem jechalismy dosyc dlugo do portu Shimoni. Po drodze minelismy plantacje trzciny cukrowej, oraz fabryke cukru.

Tam przesiedlismy sie na lodz, i po godzinie byl czas na snorkling (plywanie z maska). Uwielbiam snorkling,  zwlaszcza w takich miejscach jak to, gdzie mozna z latwoscia zobaczyc cudowne ryby – wyobrazcie sobie ‘Gdzie jest Nemo’, tylko na zywo. No wlasnie, dokladnie tak. I Dora, i Nemo, i wszystkie te inne kolorowe rybki, plastugi, zielone, zolte, i niebieskie, pomaranczowe – cudo!

Po snorkling znow na lodke, i doplynelismy do wyspy, na lunch.

Lunch byl przepyszny. Do wyboru byl kurczak, lub owoce morza. Ja wybralam owoce morza, i dostalam na przystawke wedzone kokosy (wygladaly i smakowaly jak suszone grzyby troszke), oraz kawaleczki ryby podwojnie smazonej. Pozniej kraby, ktorych skorupki rozwalalismy specjalnym kolkiem, przygotowanym na stole. Danie glowne – rabbit fish (ryba krolicza????), w przepysznym sosie. Wszystko bylo naprawde wysmienite, wlaczajac napoj z ananasa z woda gazowana.

Pozniej byla wycieczka do wioski. Na wyspie Wasini nie ma zadnych samochodow, sa tylko kamieniste sciezki. Ba, nie ma nawet rowerow! Nie ma elektrycznosci, ale ludzie ogladaja telewizje dzieki panelom slonecznym. Zbieraja deszczowke do picia, a jesli panuje susza, rzad dostarcza wode pitna. Znakomita wiekszosc ludnosci na wyspie (okolo 3000 ludzi) to Muzulmanie (99%).  

Oprocz ludzi, i biednych chat, zobaczylismy koralowce. Sa tam od wielu setek lat, morze sie cofnelo, pozostaly koralowce.

I mangrowce (znane rowniez jako zarosla namorzynowe) – to drzewa, ktore rosna w slonej wodzie. Podobno mangrowce gina szybciej niz tradycyjne lasy ladowe.

Poniewaz internet tutaj jest dosyc temperamentny, i dodawanie plikow do bloga jest bardzo wolne, zdjecia wrzucialam na Facebook na grupe Olzusowa.  

Po powrocie do domu postaram sie ten wpis uzupelnic zdjeciami. Jesli jednak nie mozecie sie doczekac, aby je zobaczyc, zapraszam tutaj: https://www.facebook.com/olzusy/posts/455563598108733

P.s. dajcie mi prosze znac, czy facebook sie sprawdza. Probowalam obejrzec zdjecia po wylogowaniu sie z facebook’a, i nie moge, bo mi ciagle jakies okna wyskakuja.