Witamy w Indonezji!

W Indonezji wyladowalismy 31/8, w Jakarcie. Zatrzymalismy sie w hotelu tuz przy lotnisku, poniewaz na drugi dzien rano mielismy lot do naszego miejsca docelowego – Labuan Bajo. –

Labuan Bajo jest malym miasteczkiem na wyspie Flores, w ktorym nie za wiele sie dzieje. Na kazdym kroku za to znajduja sie budki oferujace jednodniowe, dwu lub trzydniowe wycieczki do Parku Narodowego Komodo, z obowiazkowa wizyta na wyspie Komodo lub Rinca aby zobaczyc slynne warany z Komodo.

Widok z naszego pokoju hotelowego.

Zatrzymalismy sie na lunch, zjadlam tumis bunga pepaya, czyli gotowane liscie manioka z kwiatami papai oraz suszonymi krewetkami.

O godzinie trzeciej Labuan Baja byl spiacym miasteczkiem, z pustymi ulicami. Dopiero po zmierzchu zrobilo sie nieco zwawiej. Ludzie wyszli na ulice, sklepy sie pootwieraly, ulice zapelnily sie motocyklami.

Wybralismy sie obejrzec zachod slonca nad morzem, a po spacerze zrobilismy sobie przerwe na zimne piwo. Komary prawie nas zjadly!

Po piwie poszlismy na spacer glowna ulica, az do nocnego rynku rybnego. Stragany ze swiezo dzisiaj zlowionymi rybami ustawione wzdluz ulicy, a sprzedawcy przyrzadzaja rybe w taki sposob, w jaki sobie klient zazyczy. Nie tylko ryby byly dostepne, rowiez krewetki, raki, homary, osmiornice… wszystko, co zostalo z morza tego dnia wylowione.

My zamowilismy sobie rybe, ktora sprzedawca nazwal: ‚jak napoleon’, oraz olbrzymia krewetke – krewetki te trzymane sa w plastikowych butelkach, gdy zapytalam, dlaczego, powiedziano mi, ze dlatego, bo maja szczypce i szczypia. Sprzedawca obrobil rybe na drewnianym klocu, polozonym na podlodze, i upiekla ja na grillu z jakims slodkawym sosem. Krewetka byla usmazona w panierce. Do tego podano nam salatke, i ryz. Moim zdaniem bylo wysmienite!

A rano nastepnego dnia stawiamy sie w centrum nurkowym, i zaczyna sie nasza przygoda na lodzi!

No to znow jedziemy!

Dzisiaj jade na lotnisko, a z lotniska lece na wakacje! Hura!

Planowalam je przez wiele godzin, poniewaz logistycznie sa skomplikowane. Lecimy do Indonezji!

Ladujemy w Jakarcie, gdzie spedzimy noc, po czym na drugi dzien lecimy na Komodo. Slyszeliscie o waranach z Komodo? Ja o nich przeczytalam jako dziecko, w jedynej ksiazce podroziczej, ktora mialam. Czytalam w niej o roslinach kakaowca, drzewa chlebowego, i waranow z Komodo. Takie to wszystko bylo egzotyczne, ale pochodzac z niezamoznej rodziny, gdzie mama sama sie nami opiekowala i pracowala na zmiany jako pielegniarka, nigdy mi przez mysl nie przeszlo, ze kiedykolwiek w zyciu bedzie mi dane to zobaczyc na wlasne oczy. To byly basnie, przygody wielkich podroznikow, a nie cos, co taka dziewczynka z malego miasteczka kiedykolwiek zobaczy… jak sie czasy zmienily… chlebowca, mango, kakaowca, duriana, i wiele wiecej z tej ksiazki juz widzialam, waranow jeszcze nie.

Dygresuje. Wiec ladujemy w Komodo, a pozniej mamy czterodniowy rejs dookola archipelagu, gdzie bedziemy nurkowac po kilka razy dziennie. Nurkowanie podobno jest cudowne, mozna zobaczyc ogromne rekiny, lawice tunczykow, manty, i piekne rafy, ktore sa dobrze zachowane, poniewaz podlegaja ochronie – znajduja sie w Parku Narodowym.

Podczas rejsu odbedzie sie przynajmniej jedna wycieczka na lad, wlasnie aby zobaczyc slynne warany z komodo. Mam nadzieje, ze uda mi sie zrobic swietne zdjecie, aby Wam pokazac!

Po zakonczeniu safari lecimy na slynne Bali na dwa dni – tam sie nauczylam nurowac i zrobilam certyfikat. Pozniej lodzia na Lombok – kolejna wyspa Indonezyjska. W trakcie pobytu na Lombok odwiedzimy wysepki Gilli, wynajmiemy skuter, aby zwiedzic wyspe, pojezdzimy konno przy oceanie… no takie sa plany, a co wyjdzie, to jak zwykle, okaze sie w trakcie.

Lece z kolega. Z kolega juz na wakacjach bylismy kilka razy, znamy sie od 12 lat chyba. Poznalismy sie przypadkiem, gdy robilam sobie lazienke budowlaniec, ktorego zatrudnilam, przyprowadzil elektryka. Zaczelam sobie z elektrykiem rozmawiac, i sie okazalo, ze pochodzi z tego samego malego miasteczka co i ja! I tak jakos sie zaprzyjaznilismy, i do dzisiaj ta przyjazn trwa.

Na wakacjach juz bylismy dwa razy razem, raz w Egipcie i raz w Tobago (nie napisalam o Tobago, jakos tak czasu nie bylo, a potem to juz bylo dawno temu…) – podrozowanie samemu kosztuje prawie tyle samo, co w dwie osoby, wiec warto z kims, bo wychodzi po prostu taniej.

Z kolega podrozuje sie nam swietnie, swietnie sie dogadujemy, aczkolwiek jakos tak wychodzi, ze przynajmniej raz podczas wycieczki porzadnie sie klocimy. Z Tobago jak wracalismy, to siedzielismy obok siebie w samolocie i nie odezwalismy sie ani slowem. Mozecie sobie wyobrazic 😂 Ale pozniej zawsze sie jakos godzimy.

Wiec zobaczymy jak bedzie tym razem, poniewaz po pierwsze, przez 4 dni bedziemy w ciasnej kajucie na lodzi, non stop razem, po drugie wycieczka ponad dwa tygodnie – do tej pory jezdzilismy tylko na tydzien. Wiec jak widzicie, mozliwosci na to, ze jedno z nas zostanie pozarte przez rekiny, wrzucone do morza lub zjedzone przez warana z Komodo i nie wroci do domu, sa calkiem spore.

Odezwe sie po powrocie, buziaki dla moich wiernych (i przypadkowych lub nowych) czytelnikow! xxx

Sharm el Sheikh

Z jednej strony duzo sie dzieje, z drugiej niezbyt wiele. Ale czasu brakuje! Nie podzielilam sie z Wami swoja podroza do Tobago (to juz wiele miesiecy temu), potem bylam w Egipcie z kolega, i teraz ostatnio polecialam znow do Egiptu z Mamusia i z siostra.

Ja sobie troche ponurkowalam, ponizej kilka zdjec. Zrobilam tez uprawnienia dla zaawansowanego nurka. I mialam duzo szczescia, bo widzialam zolwia, olbrzymi, wiekszy ode mnie… i plynal sobie tuz obok mnie, w pewnym momencie wrecz prawie mi w twarz wplynal, musialam sie odsunac! 😍

Mamusia odpoczela, powygrzewala sie na sloncu, nawet do basenu weszla i troche probowala plywac (nie lubi wody). Mamusia teraz jezdzi na wozku inwalidzkim, musze przyznac ze kazdy w hotelu byl super mily i pomocny gdy zobaczyli ze Mamcia na wozku.

Siostra tez odpoczela, nawet zrobila jednego nurka – do dzis sie zachwyca, ze instruktor przystojny i ze pod woda z nim tanczyla (bo trzymal ja w ramionach podczas calego nurkowania).

Bulgarskie wesele

Bulgaria zdecydowanie powinna byc o wiele bardziej popularnym miejscem na mapie turystycznej Europy. Nie widzialam duzo, ale z tego co widzialam, jest tam przepiekie.

Z lotniska para mloda zamowila transfer dla gosci. Wyladowalismy na lotnisku Varna, a wesele bylo w poblizu miasteczka Balchik. Moj resort, Lighthouse resort and golf course podobno jest jednym z trzech najlepszych pol golfowych w Europie. Moze i tak, ale resort znajdowal sie na totalnym odludziu, najblizsze miasteczko byl Balchik wlasnie, taksowka £20 (nie ma Ubera, autobus najblizszy w Balchik wlasnie). Zatem wiekszosc czasu spedzilam w hotelu, ale z takimi widokami, i w takim pieknym osrodku, co tu narzekac!

W dzien wesela ubralam sie pieknie, umalowalam, i pojechalam. Sceneria przepiekna!! Ceremonia odbywala sie nad samym morzem, para mloda wygladala przepieknie, maja dwojke malych dzieci, i maluszki szly/byly niesione do ‘oltarza’.

Dziadek pana mlodego (pan mlody jest Bulgarem) mowi po polsku, mieszkal w Polsce dawno temu, i przyjaznil sie z Lechem Walesa. Bylam bardzo pod wrazeniem, bo dziadek jest w slusznym wieku, mieszkal w Polsce dekady temu, a jednak wciaz mowi po polsku (lamana to polszczyzna, i czasami ciezko zrozumiec, ale jednak mimo wszystko).

A skoro o jezykach mowa – bulgarski dosyc do rosyjskiego podobny.

Po ceremonii busiki zabraly nas do restauracji – znow, na plazy, nad samym morzem.

Wesele bulgarskie nieco podobne do polskiego. Mama panny mlodej (Angielka) przywitala mloda pare chlebem i sola – pozniej przyznala sie, ze zielonego pojecia nie miala, o co chodzi, robila po prostu to, co jej kazala osoba prowadzaca cale wesele. Byl zespol, bylo krojenie torta, byly przemowy. I duzo rakia – to taka ichniejsza wodka. Tata mlodego sam robill, z winogron – bo mozna z roznych owocow robic. Tata troche sie na mnie napalil, i chcial moj numer telefonu, i na drugi dzien chcial mi zapewnic zwiedzanie okolic i podziwianie przyrody 😂

Do hotelu wrocilam o 4 rano, i to tylko dlatego, ze kobieta mieszkajaca w moim hotelu zaproponowala mi transport – gdyby nie to, to bym dalej sie bawila. Ramiaczko od sukienki mi sie urwalo, wiec pod koniec imprezy tanczylam w swetrze, zeby piersiami golymi nie machac 😛

A na przeciwko mnie siedziala mama, i jej corka, i sie okazalo, ze corka jest w tej samej szkole, co Ola, ba, w tym samym roczniku nawet! Swiat rzeczywiscie jest maly!

W dzien po weselu z lozka zwloklam sie o 1 po poludnu, tylko dlatego, bo glupio mi bylo caly dzien w lozku spedzic. Poszlam na basen.

Nastepnego dnia poszlam do spa – ech, ktoz nie kocha spa…

A pozniej sie okazalo, ze kupujac loty totalnie wszytko skopalam, bo wylatywalam z Luton – gdzie zaparkowalam samochod, a lot powrotny byl na Gatwick!! Wiec po wyladowaniu na Gatwic (30 minut ode mnie z domu) musialam zlapac pociag (1.5h) na Luton, i z Luton jechac samochodem do domu (kolejne 1.5h). Wiec zamiast byc w domu okolo 21:30 bylam w domu o 1 rano…

Na zakonczenie dodam jeszcze jedno – duzo podrozowalam, i duzo widzialam, i myslalam, ze niewiele rzeczy mnie zaskoczyc moze. Ale pol slonecznikowych takich jak w Bulgarii nie widzialam nigdzie! Pierwszy raz w zyciu! Hektary za hektarami za hektarami zoltych pol! Przecudowny widok! Zdjecie raczej kiepskie, ale trudno bylo o lepsze (i tak poprosilam taksowkarza, aby sie zatrzymal posrodku autostrady, abym mogla zrobic zdjecie).

Zdecydowanie chcialabym powrocic do Bulgarii, i troche pozwiedzac, mysle, ze zdeycodowanie warto!

Ibiza!

Hola! vamos a Ibiza!!
Poczatek nieco burzliwy byl, bo Zuzia ostatnio nie w humorze i sie na mnie wyżywa i jest malo kulturalna… w pewnym momencie powiedziala, ze nie leci i koniec. Dolaczyla do mnie i Oli dopiero w pociagu, w ostatniej minucie.

Pozniej pociagi (metro) mialy wielkie opoznienia bo zepsul sie gdzies jakis wagon. A tu czasu coraz mniej, zaraz sie spoznimy!!

Zdecydowałam, ze przesiadamy sie na kolejke naziemna. Ktora okazala sie odwolana. I sugerowali metro (ktore mialo opoznienia i tak w ogole to nie jezdzilo na stacje, ktora potrzebowalysmy.

nie bylo wyscia, Uber przyszedl z odsiecza.

Na lotnisku moje dzieci ze wszystkim sie grzebaly, zupelnie jakby nigdy przez odprawe nie przechodzily.

Ale w koncu jesteśmy, czekamy.

  • Glodna jestem…. (Zuzia)
  • Ja tez… (Ola)
  • kup nam kanapki…

A przeciez powiedzialam im w domu, zeby sie najadly!!!

Rosjanie, rybki, i morze czerwone

Wreszcie, po ponad dwoch latach, wybralam sie ponownie na wakacje! Moje ostatnie takie prawdziwe wakacje byly w listopadzie 2019, tuz przed Corona, polecialam wtedy na Bali, i zrobilam kurs nurkowania.

Potem wybuchla Corona, i nie bylo ani wakacji, ani nurkowania.

Dwa tygodnie temu udalo mi sie w koncu Ole wyslac do ojca, wraz z psem, spakowac walizke, i poleciec na nurkowanie do Egiptu. Wszyscy mowili, ze tam jest najlepsze nurkowanie na swiecie!

Lot z Londynu do Sharm el Sheikh jest dlugi, bo ponad 5.5 godziny. Jedynie Easy Jet lata bezposrednio. Ale zaopatrzylam sie w ksiazki, filmy na iPadzie, i audiobooki, wiec nie bylo zle.

Na lotnisku celnik wzial ode mnie paszport, i wstawil mi zla pieczatke. Nie dziwie sie, bo caly czas ogladal jakis serial turecki na telefonie. Wzial dlugopis, zamazal pieczatke, i postawil nowa. Wciaz ogladajac serial turecki na telefonie.

Minibus zabral mnie do hotelu. Hilton, all inclusive. Zazwyczaj nie jezdze na wycieczki all inclusive, bo to nie moj styl, ale te wakacje mialy byc inne. Mial byc basen, i nurkowanie. I tyle. Poza tym all inclusive bylo tansze od pokoju ze sniadaniem tylko….

Wyladowalam wieczorem, 14 lutego. Walenty. Nie dali o tym zapomniec. Hotel caly udekorowany sercami i czerwienia.

Pierwszego dnia w sumie tylko zjadlam obiad, i poszlam spac, zmeczona po podrozy. We wtorek rano mialam kurs przypominajacy nurkowanie. Myslalam, ze sobie po prostu poplywamy, a tu dupa, instruktor kazal mi robic wszystkie te rzeczy, ktorych nie lubie, czyli caly taki porzadny trening – zdejmowanie maski pod woda, zdejmowanie calego sprzetu, unoszenie sie na wodzie, wymiana zrodla powietrza, i tak dalej.

Ale pomimo, ze nie chcialam robic tego, to ciesze sie, ze jednak zdecydowalam sie na kurs, poniewaz zapomnialam prawie wszystko – 2 lata bez nurkowania to bardzo dlugo, zwlaszcza dla poczatkujacej osoby…

Po poludniu za to poszlam sobie na basen. Cisza, spokoj… nikogo nie ma…. (wybaczcie giry na zdjeciu…)

Sielanka trwala kilka minut, bo za chwile po lewej stronie rozlozyla sie para Rosjanskich chlopakow, z glosnikiem, i puszczali rosyjskie techno na maksa. Z tylu rodzina arabska puszczala zawodzace arabskie melodie, rowniez na maksa, jakby sobie zawody z Rosjanami robili. A z prawej strony polozyl sie bardzo kulturalny chlopak, ktory przywital sie, po czym zaczal palic papierosy jak komin.

Pozniej sie okazalo, ze chlopak ten byl z Ukrainy, lub raczej z Republiki Donieckiej, i uwazal sie za Rosjanina. Jego lamana angielszczyzna i moim kiepskim rosyjskim sie dogadalismy, ze ma trzy paszporty – rosyjski, doniecki (?), oraz ukrainski, ze uwaza sie za Rosjanina, i chce niepodleglosci od Ukrainy. Nie wiedzialam, ze dwa tygodnie pozniej bedzie wojna….

Bardzo zdziwil mnie fakt, ze 95% gosci hotelu to byli Rosjanie. Wszystkie napisy byly po rosyjsku, obsluga hotelu nie mowila hello ani marhaba (po arabsku), tylko zdrasti. Rosjanie mowili do obslugi po rosyjsku, a obsluga wiedziala, o co chodzi.

Musze przyznac, ze obsluga w hotelu byla znakomita. Pierwszego wieczoru, podczas obiadu, poprosilam o gin z tonikiem. Z lodem i cytryna. Drugiego wieczoru mialam poprosic o wino, ale zanim zdazylam usiasc do stolika, ‘moj’ kelner juz dostarczyl gin z tonikiem. Z lodem i cytryna. Nie mialam serca mu powiedziec, ze chce wino, wiec do konca wakacji juz pilam gin z tonikiem. Z lodem i cytryna, oczywiscie. Ale zawsze mnie wypatrzyl, zanim sie zdazylam przywitac, i zawsze widzial, kiedy mi sie drink konczy. Podobnie obsluga w barze.

Albo chlopak, ktory moj pokoj sprzatal. Jednego dnia zostawil mi napoje w lodowce, napisalam mu karteczke, ze dziekuje.

Na drugi dzien zrobil mi ‘rzezbe’ z recznikow! I pozniej codziennie zostawial na lozku piekne kreacje. Wcale nie musial tego robic, nie musial marnowac czasu, a jednak mu sie chcialo!

Jedzenie bylo jak to w all inclusive, taka troche masowka, i koktajle pozostawialy wiele do zyczenia (na gin z tonikiem nie bede mogla chyba spojrzec przez rok), ale widoki z baru przy plazy byly cudowne, basen tez piekny, no i centrum nurkowania bylo tuz przy hotelu.

Kilka razy nurkowalam tuz obok hotelu, i dwa razy wybralismy sie lodza do morskich parkow narodowych. Dostalam chorobe morska – o dziwo, bo zazwyczaj nie mam. Gdy przechylona przez burte w spazmach wypluwalam wode z zoladka (dobrze, ze sniadania nie zjadlam!), jeden z instruktorow bardzo troskliwie podal mi kubek z woda. Okazalo sie, ze to woda morska. Kazal sie napic malego lyka, i przemyc sobie twarz ta woda, oraz za uszami i szyje. Wiecie, ze pomoglo? Nie wiem, na jakiej zasadzie, ale pomoglo.

Pozniej wdalismy sie w rozmowe, okazalo sie, ze od dziecka pracowal jako rybak. Lowil ryby harpunem. Nurkowal albo ze sprzetem, albo bez niczego, tylko z harpunem, i lowil olbrzymie tunczyki i inne ryby. Mial dyplom inzyniera, ale nurkowanie to jest jego pasja, wiec zaczal pracowac jako instruktor. Dowiedzialam sie, ze ryby nie boja sie naszego ciala. Boja sie naszych oczu. I ze jesli zdarzy sie nam bliskie spotkanie pierwszego stopnia z rekinem, to za zadna cene nie mozna z niego spuscic wzroku. Trzeba mu sie patrzec gleboko w oczy. I miec nadzieje, ze juz zjadl obiad wczesniej.

Niestety, nie mam zadnych zdjec ‘nemo’ i innych stowrzen zyjacych w morzu czerwonym, poniewaz nie dorobilam sie jeszcze kamery podwodnej, ale uwierzcie mi, nurkowanie w Morzu Czerwonym jest cudowne. Cala masa kolorowych ryb, pieknych, malych i duzych, nawet zolwia raz widzielismy, i dwa razy olbrzymie, olbrzymie wargacze napoleona.

I jeszcze jedno miejsce, ktore w Sharm el Sheikh odwiedzilam, to Soho Square. Dziwne pomieszanie Bozego Narodzenia z Las Vegas, mnostwo swiatel, muzyczne fontanny, restauracje i sklepy, i glowny deptak udekorowany rzezbami. Ciezko mi zdecydowac, czy uwazam Soho Square za szczyt kiczu, czy mi sie podoba… moze odrobine jednego i drugiego.

Czy moge powiedziec, ze bylam w Egipcie? Oczywiscie, ze nie, bo nie widzialam nic oprocz hotelu i rybek. Ale bylam na wakacjach, wrocilam ze opalenizna i bialymi sladami bikini na ciele, oraz ponurkowalam – i o to mi wlasnie chodzilo!

Do nastepnego razu!

Wizyta w Polsce

Wybralam sie na krotki weekend do Polski, spotkac sie z moim kochanym siostrzencem. On i jego dziewczyna beda mieli dzidziusia, i pomyslalam sobie ze fajnie bedzie spedzic z nimi kilka dni.

Niestety J (jego dziewczyna) spedzila 2 dni w szpitalu. Bylam w szoku. Piaty miesiac ciazy, miala straszliwe bole plecow (plakala z bolu), do tego krew w moczu. Pojechali na izbe przyjec o 22:00, do domu wrocili o 2 rano, ale tylko dlatego, bo nikt sie nimi nie zainteresowal, J byla wdzieczna, ze jej krzeslo w ogole dali! Postanowili, ze wroca do domu, jak sie dowiedzieli, ze staruszek na izbie przyjec przyjechal o 12 w poludnie, o 2 nad ranem nastepnego dnia wciaz siedzial na izbie przyjec, i nie widzial ani lekarza, ani nawet pielegniarki!

Na drugi dzien Cz. zawiozl J znow do szpitala, zostawil ja, i wrocil, aby sie mna zajac. Biedny chlopak, rozerwany, bo z jednej strony dziewczyna w szpitalu, z drugiej ciocia wpadla na trzy dni tylko…

J pojechala do szpitala o 10 rano, o 21 ja odebralismy. Miala zrobione badania, dostala antybiotyk, ma piasek w nerkach, i krotka szyjke macicy… W miedzyczasie ja z Cz pojechalismy na plaze, spedzilismy troche czasu razem, szczere rozmowy i tak dalej…

Moja fotograficzna opowiesc z Gdanska i Gdyni ponizej.

Wyfrunal ptaszek z gniazdka…

I pojechala, w swiat daleki, w swiat szeroki…

W piatek rano spakowalysmy wszystkie te bambetle, kilka toreb z garnkami, talerzami, ubraniami i jedzeniem, kilka poduszek i kocyk, ulubiona maskotke z dziecinstwa, caly dorobek jej osiemnastoletniego zycia….

Zebralysmy te manele do kupy, wpakowalysmy do samochodu… pozniej wcisnelysmy do samochodu Ole, i Freksia… na koncu ja, za kierownica, oraz Zuzia, obok.

I wyruszylysmy w pieciogodzinna podroz na polnoc.

Do Liverpool…

Bo tam wlasnie bedzie mi dziecko zylo, szalalo, i studiowalo przez kolejnych kilka lat.

Po drodze zahaczylysmy o Manczester, tam studiuje chlopak Zuzi, nie widzieli sie od tygodnia, wiec trzeba bylo podjechac, aby golabki mogly sobie pogruchac…

Do Liverpool dojechalysmy poznym popoludniem, i wybralysmy sie na spacer po miescie. Jest to cudowne miejsce, i musze przyznac, zaskoczylo mnie bardzo pozytywnie. Piekne, duzo cudnych budynkow, glownie cegla, miejscami industrialne, miejscami nastrojowe… Mnostwo sklepow, pubow, barow, muzeum, kino, teatr…

Zuzia zachwycona spiewala sobie piosenke z musical Annie, “I think I’m gonna like it, I think I’m gonna like it, I think I’m gonna like it here…”

Rano w sobote wstalysmy wczesnie, i pojechalysmy do akademika. Nowym studentom zostal wyznaczony dokladny termin, data i godzinne okienko, kiedy mogli sie stawic w akademiku. W Anglii dziala to w taki sposob, ze na pierwszym roku mieszka sie w akademiku (miejsce chyba jest gwarantowane, chociaz oczywiscie jak cale studia, platne, i to nie malo). W kolejnych latach studenci szukaja juz prywatnego zakwaterowania.

Zawiozlysmy rzeczy Zuzi do pokoju – bardzo fajnie tam maja, jej blok jest akurat nowy, z olbrzymim zielonym terenem dookola, jest rowniez jeziorko.. moga sobie wypozyczyc rower na caly rok. Blok jest podzielony na mniejsze ‘unity’ (podzespoly? Jak to nazwac?), w kazdym ‘unicie’ jest 7 jednoosobowych pokojow, kazdy z oddzielna lazienka. Maja wspolna kuchnie, 2 lodowki, kazdy ma swoja wlasna szafke w kuchni.

Zostawilysmy torby, rozejrzalysmy sie, i poszlysmy na lunch. Po lunchu Zuzia mowi:

– Mamusiu, oni wszyscy przyjezdzali z calymi zgrzewkami piwa, i butelkami wodki, a ja tylko troche wodki mam (fakt, zabrla buteleczke, ktora w domu miala, a w niej na dnie tylko troche… Zuzia nie pije duzo*). Podwieziesz mnie do Tesco, zebym sobie kupila cos?

Podwioze.

– O kurcze, zapomnialam pieniedzy!

Ach, ta stara sztuczka…

No trudno, kupie Ci juz… podjechalysmy do sklepu, i zrobilysmy typowo studenckie zakupy. Wodka, lemoniada i mleko…

Pozniej zawiozlam Zuzie z powrotem do akademika, i tyle ja widzieli…. od tej pory tylko dostaje wiadomosci, wyszlismy o 17 na impreze, wrocilam do pokoju o 4 rano… ale jestem zmeczona, dopiero sie obudzilam (wiadomosc przyszla o 13:30….).

Podobno tak jest codziennie.

My z Ola zostalysmy jeszcze jeden dzien, aby pozwiedzac sobie miasto.

Ponizej fotostory. Miasto tetni zyciem, i jest piekne, wiec jesli znajdziecie sie kiedys w okolicy, goraco polecam! Zwlaszcza fanom the Beatles. I pilki noznej 🙂

  • Nie pila, chyba powinnam powiedziec, bo kto to wie, co teraz porabia…

Konie, winnice, i odwolane loty

Wracajac do Cape Town z Simon’s Town zaliczylam tzw. Chapman’s Peak (Szczyt Czapmana), ktory wbrew pozorom wcale nie jest zadna gora, tylko bardzo widowiskowa, kreta droga, ktora wiedzie wzdluz klifu. I ponownie, widoki przecudowne!

2020-03-15 16.10.47-1

Wjezdzajac do Cape Town zauwazylam olbrzymi dym, okazalo sie, ze sa wielkie pozary na Table Mountain – jednej z wiekszych atrakcji w Cape Town. Do konca mojego pobytu w miescie Table Mountain nie zostala otworzona dla turystow, wiec nie udalo sie zaliczyc.

2020-03-15 16.50.19
Pozar na Table Mountain

Myslalam, aby sobie ponurkowac w tej czesci miasta, ale niestety, cala afera z wirusem zaczela sie wtedy wlasnie rozwijac… zaplacilam za nurkowanie, ale nastepnego dnia prezydent Afryki Poludniowej oglosil stan szczegolny, zakazali alkoholu sprzedawac po 18, oglosili izolacje spoleczna, i zaczeli zamykac – wprawdzie powolutku jeszcze – granice i loty. W zwiazku z tym musialam nurkowanie odwolac – musialam byc gotowa na lot do Londynu w kazdym momencie, a po nurkowaniu trzeba odczekac okreslona ilosc czasu zanim mozna wzbic sie w powietrze.

Zatem nurkowanie sie nie odbylo. Table Mountain sie nie odbyla. Robben Island, kolejna wielka atrakcja zwiazana z Nelsonem Mandela, tez zostala zamknieta dla turystow, i sie nie odbyla.

Udalo mi sie wybrac na wycieczke po miesce autobusem turystycznym, oraz tak generalnie polazic po miescie, odwiedzic port, rynek z rekodzielem lokalnym…

2020-03-17 15.34.48
Jest tutaj cala masa przepieknych budynkow

2020-03-16 18.07.18-1
Wystepy przy marinie

2020-03-17 17.30.52
Tam na dachu jest bar, z widokiem… niestety, otwarty tylko dla gosci hotelowych

2020-03-16 19.14.59-1
Lampka lokalnego wina, i zachod slonca z widokiem na Table Mountain

2020-03-16 18.05.46-1
Wystepy przy marinie

2020-03-17 15.36.59
Niestety, bieda w Afryce Poludniowej jest olbrzymia….

Bardzo rowniez polecam popoludniowa herbatke w hotelu Mt. Nelson. Wykwintne kanapeczki, z lampka szampana.

 

2020-03-16 12.54.08

Nastepnym punktem programu byla podroz do winnic, i zwiedzanie winnic na koniach. W drodze na konie zepsul sie samochod. Dwie godziny czekana zanim dostarczyli sprawny samochod…. balam sie, ze nie zdaze na te konie, a przeciez ja kocham konie…

2020-03-18 11.50.00

Udalo sie dojechac na czas, i musze przyznac, wycieczka na koniu po winnicach byla super! Daja do sprobowania 5 win, ktore mozna sobie samemu wybrac, pozniej mozna kupic wino prosto z winnicy, jesli jakies nam do smaku przypadlo… a wina maja swietne, i takie tanie…. Jadac na koniu zrywalam sobie winogrona, i jadlam, jakie slodkie, jakie soczyste… pani przewodniczka nadziwic sie nie mogla, powiedziala, ze nigdy w zyciu czegos takiego nie widziala, zeby ktos jadl te winogrona 😀

To juz byl koniec tygodnia, chyba 18 marca… i niestety, presja, czy beda loty, czy nie, poniewaz to byl moment, kiedy linie lotnicze zaczely odwolywac loty, panstwa zamykac granice… wiec stres byl, czy uda mi sie doleciec z Cape Town do Johanesburg, z ktorego mialam leciec do Londynu… w niepewnosci czekalam na lotnisku, udalo sie!

Niestety, w Johanesburgu nie mialam tyle szczescia, lot, ktorym mialam wracac do domu zostal odwolany… na szczescie udalo mi sie zalapac na pozny noc nastepnego dnia…

Wrocilam do domu, i to bylo tyle, nastepnego dnia rozpoczela sie kwarantanna w Anglii…

Bardzo przepraszam, ze tak ogolnikowo opisalam to wyjatkowe miejsce, ale od czasu wycieczki do Cape Town tyle sie wydarzylo, ze Cape Town wydaje sie jak bardzo, bardzo odlegle wspomnienie…

Oh, a tak na zakonczenie, bardzo mi bylo milo, gdy zobaczylam, iz na lotnisku w Cape Town (oczywiscie ze zaplanowanym przez jakiegos znanego architekta) kafelki na scianach sa dokladnie takie same, jakie wlasnie wybralam do swojej nowej kuchni (tylko ze u mnie beda na podlodze)! Yay!! 😀

2020-03-19 14.35.55

 

Cape Town

Jesli mnie czytacie od poczatku, to wiecie, ze moje podroze przewaznie nie odbywaja sie bez przygod. Ciagle mi cos tam wychodzi…

Cape Town pobil wszystko. Nie przesadze, gdy powiem, ze byla to najgorsza wycieczka ze wszystkich, jakie odbylam – wszystko, co mialam zaplanowane, poszlo zle. Wszystko co moglo pojsc zle, poszlo.

Mialam leciec 9 marca… niestety, dzien przed Ola nazarla sie tabletek, i wyladowalysmy w szpitalu… Oli na szczescie nic sie nie stalo, i po 2 dniach wyszla ze szpitala, ale do Cape Town polecialam tydzien pozniej, kiedy Ola byla bezpiecznie u taty.

Glownym punktem programu mialo byc dla mnie nurkowanie. Zwlaszcza z rekinami!

2020-03-14 13.12.16
Na lotnisku w Cape Town powitali mnie te zlote postacie…

Po wyladowaniu w Cape Town pojechalam do Simon’s Town – bo tam sie nurkuje z rekinami. Droga prowadzaca do Simon’s Town jest przecudowna, piekne widoki, i naprawde warto sie przejechac. Po drodze zaliczylam St. James’ beach, male miasteczko Kalk Bay, gdzie sa sklepiki, butiki, mozna zjesc rybe z frytkami.

2020-03-14 15.49.25-1

2020-03-14 15.59.50-1

Ale najfajniejsza byla Boulder’s beach – plaza, na ktorej jest cala masa pingwinow!!! Bardzo polecam!

2020-03-14 16.04.44-1

2020-03-14 16.06.40-1

 

2020-03-14 16.11.28-1
Za pingwinkiem sa domki, ktore tworzy sie dla pingwinow

Zostawilam bagaz w hotelu, ktory mial cudowne widoki, i poszlam dowiadywac sie o nurkowanie.

2020-03-14 17.18.18-1

No i sie zaczelo… Okazalo sie, ze nurkowania z rekinami nie bedzie, bo prady sa zbyt wielkie.

Nurkowania nie bylo, ale pojechalam na Cape Point – najbardziej na poludnie wysuniety punkt Afryki (chyba przeczytalam pozniej, ze to wcale nie prawda, no ale tak sie reklamuja, wiec niech im bedzie….). Odbylam dlugi spacer po wielu, wielu schodach do latarnii, i odwiedzilam Cape of Good Hope Beach. Zdecydowanie polecam, poniewaz widoki zapieraja dech w piersiach!

2020-03-15 12.01.00-1

2020-03-15 12.15.38-1

2020-03-15 12.20.56-1

2020-03-15 13.12.00