Thulsdhoo, druga wyspa na Malediwach, ktora odwiedzilam

Nurkowanie sie skonczylo, wrzuce zdjecia jak wroce do domu, i troche wiecej napisze.

Ostatnie dwa dni swoje podrozy spedzilam na wyspie Thulsdhoo, pol godziny lodzia od Male w atolu Kaafu.

W porownaniu z Ukhulas Thulsdhoo jest duza wyspa. Powiedziawszy to, obejscie calej wyspy zajelo mi godzine.

Ukulhas po lewej, Thulsdhoo po prawej.

Na tej wyspie domy i turystyczne ‘przybytki’ znajduja sie na jednej polowie wyspy. Druga polowa to niezagospodarowane polacie ziemi.

Znajduje sie tutaj fabryka coca coli, jedyna na swiecie, ktora uzywa do produkcji odsolnionej wody morskiej.

Musze przyznac, ze ta wysepka jeszcze bardziej mi sie podoba od poprzedniej. Nie wiem, dlaczego, ale takie ma dobre vibes…. (Jak to mozna po polsku powiedziec poprawnie?)

Ludzie tutaj lubia kwiatki! Wszedzie sa sadzonki i rosliny w doniczkach, cos, czego na Ukulhas nie bylo. Plaza tez jest troche inna, tam bylo duzo muszelek i koralowcow, tutaj na plazy nie ma prawie w ogole. I woda ma kilkadziesiat odcieni niebieskiego i turkusowego… przecudowne.

Moj hotel nie byl tani jak na lokalna wyspe, bo kosztowal okolo £160 na dobe, ale jest cudowny! Na dachu ma basen, ktory zlewa sie z morzem, prywatna plaze tuz obok plazy dla turystow (Jesli nie napisalam wczesniej, na wyspach malediwskich sa tzw. Bikini plaze, dla turystow, gdzie mozna sie opalac i kapac w kostiumach kapielowych. Poza tymi plazami trzeba byc ubranym. Moja partnerka z nurkowania w Male poszla sie wykapac w kostiumie jednoczesciowym na plazy lokalnej, i ktos zadzwonil po policje i policja przyjechala. I zainterweniowala…)

Jest tez tutaj taka mini wysepka, nazywa sie Furaagandu. Jest oddzielona od glownej wyspy mostem, i jest w wiekszosci pokryta drzewami i buszem, ale udalo mi sie znalezc na niej dzika, odludna plaze, na ktorej nikogo nie bylo!

Jednego wieczoru, z polecenia recepcjonistki, wybralam sie do Byyoni Cafe, aby sprobowac maldiwskich ‘tapas’, czyli hedhikaa. Hedhikaa to mini przekaski, ktore je sie okolo 16-17 (czyli po modlitwie, pamietacie, ze Malediwy sa glownie muzulmanskim krajem)

Zamowilam sobie tylko 3, bo nie bylam glodna. Bajiyya, troche do samosy podobne, z farszem z tunczyka. Ta kulka to Gulha, kulka wypelniona tunczykiem i kokosem, z przyprawami. Oraz to najciemniejsze, nie wiem, jak sie nazywa, ale w srodku bylo jajko na twardo, oraz farsz z ziemnikakow.

Zauwazyliscie cos wspolnego? Tutaj prawie w kazdym posilku jest tunczyk. I kokos. Tunczyk jest bardzo tani, dlatego je sie tunczyka non stop. Do tego stopnia, ze tunczyk to tunczyk, a kazda inna ryba to ryba. Wiec mozna zamowic smazonego tunczyka, lub smazona rybe 😀


Musze przyznac, ze naprawde bardzo mi sie podobalo na tej wyspie, I bardzo milo spedzilam tutaj dwa dni… Ponizej kilka zdjec z mojego spaceru.

Nurkowanie – pierwsze dwa dni

Korzystam ze sie internet pojawil, bo jak do tej pory byl bardzo kiepski.

Dzien trzeci na lodce sie konczy, drugi dzien nurkowania. Wszyscy tutaj sa O WIELE bardziej doswiadczeni ode mnie w nurkowaniu. Maja kilkaset nurkow zaliczonych, ja mam tylko 40… Wiec troche sie balam.

Jest tutaj wielka roznica z nurkowaniem, do ktorego jestem przyzwyczajona. Do tej pory zawsze byl ‘trener’ na 3, 4 osoby, pomagal ci jak ci cos nie szlo, sprawdzal, czy masz wystarczajaco powietrza, i czlowiek sie czul bezpiecznie.

Tutaj, jestes za siebie sam odpowiedzialny. Jeden ‘trener’ na grupe 10 osob, mozesz z nim nurkowac lub nie, mozesz wynurzyc sie kiedy chcesz, sam musisz pilnowac ile masz powietrza, nikt sie z toba nie cycka. Porownalabym to do bycia w podstawowce do wkroczenia w dorosle zycie.

Pierwszy dzien byl latwizna, mysle sobie jak tak ma byc, to super, dam rade, idzie mi swietnie!

Drugi dzien (czyli dzisiaj). Pierwszy nurek, i musielismy od razu zejsc na glebokosc 25 metrow. Probowalam, probowalam, i nie moglam! Pyrkalam sobie na powierzchni… a moja grupa coraz dalej… kiedy mi sie w koncu udalo zejsc, grupy nigdzie nie bylo, babelkow nigdzie nie bylo… musialam wrocic na lodz. Stracilam nurka… .

Drugie nurkowanie dzisiaj, troche sie balam, ale dolozylam sobie 1kg ciezaru, aby nie miec problemu ze zejsciem pod wode. Pod wode zeszlam, a jakze, ale prad byl barzdzo silny! W miejscu, gdzie mielismy obserwowac rekiny, wszyscy juz tam doplyneli, przypieli sie haczykami do kamieni (zeby ich prad nie znosil), i obserwuja sobie rekiny. A ja z pradem walcze, i probuje do nich doplynac (pod prad) i nie moge… w koncu zeszlam na dno, i kamien po kamieniu, lapiac sie co chwila (wyobraz sobie wspinaczke po scianie, tylko ze w poziomie, a nie pionie), udalo mi sie do nich dotrzec. Ale stracilam na to bardzo duzo powietrza…

Przy 70-50 barach w butli juz powinnismy sie zaczac wynurzac, absolutne minimum powietrza w butli w momencie, gdy stajemy po nurkowaniu na lodzi, powinno byc 30 bar (a to i tak jest bardzo malo, bo w Egipcie zazwyczaj 60 bar to minimum). Wszyscy sobie nurkuja, wiec nie chcialam osobie, ktora ze mna nurkowala psuc ‘nurka’. Ale jak spojrzalam, i juz mialam 30 bar, to mowie ze musimy sie wynurzac. Doplynelysmy na glebokosc 5 metrow – na 5 metrow nalezy zrobic tzw. Safety stop, czyli 3 minuty sie wisi w wodzie, zanim mozna sie wynurzyc.

Ja czuje ze coraz mniej mi powietrza leci, coraz mniej, wiec zanim jescze moj ‘safety stop’ sie skonczyl, wynurzylam sie. Ale juz nie mialam zadnego powietrza aby nadmuchac ‘kamizelke’. Nic. Zero. Fale olbrzymie, nosza mnie w prawo i w lewo, a ja tylko probuje z calych sil utrzymac sie na powierzchni, nie opic sie za duzo slonej wody, nie utonac…

Moja partnerka na szczescie nadmuchala mi kamizelke (zapomnialam, ze mozna to zrobic ustami, a nie regulatorem i powietrzem z butli), i ostatkami sil doplynelysmy do lodzi.

Nigdy w zyciu jeszcze mi sie nie zdarzylo, aby powietrze skonczylo mi sie calkowicie. Nigdy w zyciu nie powinno sie to wydarzyc. Ten nurek to na pewno byla ciezka, ale wartosciowa lekcja!

Za to trzeci nurek byl fantastyczny! Latwy, malutki prad tylko byl, i widzielismy duuuuuzo rekinow! Minimum 5 z nich plywalo sobie obok nas, jeden to sie prezentowal tuz tuz obok nas, w ta i z powrotem… To byl piekny nurek.

Jutro o 6 rano znow pobudka, i zaczynamy od nowa!

Kilka ostatnich zdjec z Ukulhas

Ostatniego dnia w Ukulhas wlasciciel hoteliku zapytal mnie, czy nie zmienilabym swojego pokoju. Bo para w innym pokoju chciala zmienic. Pytam dlaczego? Zaczal cos motac, ze deluxe, ze superior, ze troche wiekszy… dobra, mowie, mi nie zalezy, ostatnia to noc, moge sie zamienic.

Poszlam na plaze na godzinke, wracam do swojego nowego pokoju…. Bozesz. Farba ze scian zlazi – nie odrobine, nie, na calych scianach. I SMROD! Musialam wyjsc, bo myslalam, ze zwymiotuje. Pozniej zajarzylam, ze jak rozmawialismy pierwszej nocy, to mi powiedzial, ze para narzekala na komary, i musial im zapewnic pokoj w innym hotelu. Dziwne, ale ok, ludzie sa rozni. Drugiego dnia para chciala ‚wiekszy pokoj’. Oczywiscie, obydwie pary mialy , ten smrod, ktory wlasiciel chcial mi wcisnac. Powiedzialam, ze bardzo mi przykro, ale nie, nie dam rady, nie jestem wymagajaca, ale w tym nie da sie nocowac.

Nie robil problemu, zawiozl mnie do innego hotelu (ktory tak naprawde jest chyba nawet troche lepszy, ale dalej od plazy – mi nie zalezalo, bo jutro rano wyjezdzam). W nowym hotelu musialam wode na herbate gotowac na lozku, bo to bylo jedyne gniazdko, ktore dzialalo 😀

Ale powiedzialam mu, aby przestal ludziom ten pokoj wciskac, niech go odremontuje albo zamknie, bo bedzie dostawal negatywne opinie – a szkoda, bo hotelik calkiem fajny, i doslownie trzy kroki od pieknej plazy, i w dobrej cenie (Sea View Hotel, jakby ktos sie pytal. Prosze unikac pokoju numer 8).

Wpis ten pisze w srode wieczorem, korzystajac, ze mam internet, i zaplanuje go na piatek. Bo jutro lodz z powrotem na Hullhumale, i stamtad lodka kolejna zabierze mnie na ‚okret’, na ktorym spedze 10 dni, codziennie nurkujac!

Oh, gdy zamawialam safari, ze wszystkich lodzi, ktore mialam do wyboru wybralam Blue Voyager. Na kilka tygodni przed podroza statek splonal!! Na szczescie udalo im sie zapewnic ‚zastepstwo’, wiec nie musialam odwolywac wakacji, ale przez tydzien naprawde sie balam, ze strace tyle kasy (hotele, loty) i nie ponurkuje na Malediwach….

Wiec na zakonczenie jeszcze kilka zdjec z Ukulhas.

Oh, i jeszcze dwa slowa o krabach – pelno ich jest na plazy, rozne rodzaje, wychodza rano i wieczorem, i czlapia po piasku, do przodu lub do tylu, a jak sie przestrasza, to sie chowaja do skorupki. Jeden z nich nawet fikolka zrobil!

Zbieralam muszelki, i trzymalam ich kilka w dloni, gdy nagle czuje, cos mnie laskocze! Ja patrze, a to ten krab w bialej, szpiczastej muszelce probuje sie wydostac! Od razu zajrzalam do swojej sakiewki, do ktorej wczesniej wlozylam taka sama ‚muszelke’, o oczywiscie, biedne zwierzatko nie mialo pojecia, gdzie jest i skad taka ciemnosc! 😀

Zdjecie czerwone – jest bez zadnego filtra, zrobione jest przez okulary sloneczne.

A zjecie z krabem zostawiajacym za soba slad zatytulowalam: Isc w strone slonca.

Rzeczy na ostatnim zdjeciu wygladaja jak smieci, ale wydaje mi sie, ze to jest w celu budowania zatory wodnej (to bylo przy fazie 2 Ukulhas, o ktorej wczesniej pisalam).

Troche o jedzeniu.

Nie bardzo wiedzialam, czego sie spodziewac po jedzeniu, ale musze przyznac, ze milo mnie zaskoczylo. Z mojego bardzo ograniczonego doswiadczenia, popularne tutaj sa curry (wplywy hinduskie), no i bardzo duzo ryb – oczywiscie! Nie bede sie wymadrzac, pokaze Wam tylko co ja jadlam.

Pierwszego wieczoru osmiornica grillowana, podana z salatka i sosem pieprzowym. Przepyszna (chociaz twarda, jadlam juz kilka razy osmiornice, ale nie pamietam, czy tez byla taka ‚zujaca’. Do tego swiezo wycisniety sok z mango. $20.

Na sniadanie poprosilam o tradycyjne sniadanie malediwskie. Dostalam mashuni, czyli mas-ryba, huni-kokos, zatem drobniutko posiekanego tunczyka ze swiezym kokosem, czerwona cebula i limonka. Podane z roshi, (Ciapati) i jajkiem sadzonym. Barzo mi to smakowalo. Nastepnego dnia sprobowalam drugiego dania z menu tradycyjnego sniadania, kulhimas – czyli tunczyk z przyprawami, bylo to rowniez bardzo dobre, wieksze kawalki tunczyka w ostrym, pomidorowym sosie (zapomnialam zrobic zdjecia, ale ponizej tak wygladalo mashuni)

Nastepnego dnia na obiad zjadlam tradycyjna zupe malediwska – czysty rosol, ktory smakowal jakby byl robiony na wolowinie, pikantny i kwaskowaty, z kluskami oraz z kawalkami suszonego tunczyka (jak widzicie, tunczyk to tutaj jak w Polse wieprzowina lub ziemniaki…) – tunczyk jest suszony na sloncu przez tydzien, mozna go przechowywac przez kilka miesiecy pozniej. Przed dodaniem do zupy podsmaza sie go troche. Byl ok, troche twardawy, ale zupa, pierwsza klasa, bardzo pyszna!

Do tego devilled prawns, czyli krewetki w pikantnym sosie pomidorowym, rowniez nieco kwaskowatym. I do tego sok z guawy, swiezy, oczywiscie. Koszt: $20. Restauracja wygladala jak takie idz mi stad pinc zlotych, nikogo w niej nie bylo, ale jakosc jedzenia totalnie mnie zaskoczyla, naprawde swietna!

Dwa dni w Ukulhas

Jak napisalam w poprzednim poscie, wyspa jest malutka, i w ciagu jednego dnia mozna ja zala ‘zwiedzic’. Glowna atrakcja jest snorklowanie, ale poniewaz jutro juz bede na lodzi nurkujac przez 10 dni, darowalam to sobie.

Pierwsza rzecza, ktora rzucilac mi sie w oczy, to to, ze wszedzie trzeba zdejmowac buty. W hoteliku to byla zasada numer jeden, buty zostawiamy przed pokojem. Na sniadanie rowniez nie wchodzimy w butach. Ba, nawet aby wejsc do supermarketu trzeba zdjac buty i zostawic je przed sklepem.

Nie ma tutaj ani jednej murowanej drogi. W najlepszym wypadku ubity, kamienisty piach. I nie ma rowniez samochodow. Transport odbywa sie na pieszo, motocyklami, lub takimi moto-tuktukami.

Jest jedna glowna ulica, na ktorej znajduje sie kilka restauracji, jakies male minimarkety, i bardzo duzo domow (hoteli?) ktore sa w trakcie budowy. Podejrzewam, ze za kilka, moze kilkadziesiat lat Ukulhas bedzie zupelnie innym miejscem, juz w tej chwili na jednym koncu wyspy jest cos, co wydaje sie jak budowa, na mapas google jest zaznaczone jako ‘Faza 2 Ukulhas’ – cos tam sie dzieje, jakies tam zwaly przeciwwodne, proba sadzenia roslinnosci…

Mieszkancy wyspy sa niezwykle przyjazni, zagaduja, witaja sie, usmiechaja sie caly czas.

A jesli chodzi o turystow, to chyba w 90% to Rosjanie, gdzie sie czlowiek nie ruszy to slyszy rosyjski.

Pierwsze zderzenie z Malediwami

Po nocnym locie wyladowalam w Male. Lub raczej na wyspie Hulhule, na ktorej znajduje sie lotnisko, i ktora jest o rzut beretem od kolejnej wyspy, Male (stolica Malediwow).

Jesli nie wiecie, Malediwy to panstwo na oceanie Indyjskim, skladajace sie z ponad tysiaca wysp zorganizowanych w 26 atoli. Do niedawna jesli ktos chcial odwiedzic Malediwy, to musial zakupic zakwaterowanie w resorcie – wysepki tutaj sa tak male, ze jedna wyspa to jeden resort. Jesli wyobrazacie sobie Malediwy i chatki ze ‘slomiana’ strzecha na nozkach ustawione w rzadku wypuszczajacym sie wglab oceanu, to wlasnie myslicie o resortach. Noc w takich miejscach kosztuje od kilkuset funtow w gore.

Ale Malediwy to nie tylko resorty, przeciez lokalni ludzie tez gdzies mieszkaja… no mieszkaja, na wyspach ‘zamieszkanych’, lub ‘lokalnych’. Dopiero w latach 70 rzad zezwolil obywatelom na otwieranie przybytkow turystycznych, oferowanie turystom noclegow. Dzieki temu za ulamek ceny mozna poleciec na Malediwy i cieszyc sie przecudnym, niebieskim i turkusowym morzem, oraz niezwykle mialkim, bialym piaskiem. (tak na marginesie, czy wiecie, ze bialutki piasek to odchody ryby-papugi? <parrot fish> Ryby te polykaja koralowce, co sie nie strawi wydalaja w takiej wlasnie formie, i ten bialy ‘piasek’ jest wymywany na brzegi oceanu tworzac biale plaze).

To tyle tytulem wstepu jesli chodzi o Malediwy. Dolecialam, wyladowalam, przechodze przez odprawe, a tu sie okazuje, ze nie mam paszportu! Szukam w panice, no nie ma, nie i koniec. Juz mi lzy zaczynaja leciec (glownie dlatego, ze moga mnie nie wpuscic, i takie wakacji mi kolo nosa przeleca), ale pracownicy graniczni spokojnie, opanowanym glosem, na pewno zostawilas w samolocie (a co jak nie? Panikuje). Wyslali kogos, i oczywiscie, cala torebke z paszportem, kupa kasy i wszystkimi swoimi kartami zostawilam… co za idiotka!

Jak juz mnie wpuscili, udalam sie do okienka D11 – hotelik, w ktorym mam zamowiony pokoj powiedzial, ze tam sie wszystkim zajma. Rzeczywiscie, jest to wszystki swietnie zorganizowane, o 10:30 zabrali nas do odpowiedniej lodzi, pobrali kase ($50 za osobe w jedna strone – to za lodz motorowa. Jest tez opcja publicznej lodzi, za $5, ale jezdzi chyba tylko raz na dzien, i czesto ja odwoluja), i po 90 minutach znalezlismy sie na wysepce Ukulhas.

Nazwy malediwskich wysp sa orkopne do zapamietania i do wypowiedzenia!

Na Ukulhas spedzam 3 dni. Jest to maciupenka wysepka, i pierwsza (z dwoch) ktora odwiedzilam na Malediwach, ale naprawde moge ja polecic. Plaze sniezno biale, jest to podobno jedna z najbardziej czystych wysp malediwskich, mieszkancy dumni sa z tego, ze codziennie ja sprzataja!

Wyspa jest taka malutka, ze drugiego dnia wybralam sie na spacer wzdluz wybrzeza. Przeszlam cala wyspe. Dookola. Zajelo mi to 59 minut. Zrobilam 3.34 km… A gdybym szla wzdluz przez srodek, to pewnie ze 20 minut by mi zajelo od jednego konca do drugiego (1km)

Co zatem mozna tutaj robic, zapytacie… idealne miejsce dla milosnikow sportow wodnych. Snorkling jest genialny, i to prosto z plazy bo koralowce sa tak blisko. Mozna sie wybrac na wycieczki – plywanie z mantami, bezludna wyspa, skutery wodne…

Malediwy sa panstwem muzulmanskim, dlatego na zamieszkanych wyspach nie kupi sie alkoholu. Nie mozna tez chodzic w bikini po ulicach – sa plaze dla turystow, i tam jest ok, ale w innych miejscach nalezy sie ubraz z poszanowaniem dla lokalnej religii.

Lombok, Indonezja

Troche mi sie zapomnialo napisac, o ostatniej czesci naszej wycieczki do Indonezji.

Ostatnia wyspa, ktora odwiedzilismy, byl Lombok.

Lombok jest czesto nazywany ‚dziewiczym Bali’ – a to dlatego, ze jest tutaj stosunkowo malo turystow, zwlaszcza w porownaniu z Bali. Dwie godziny szybka lodzia na zachod od Bali, i jest sie na tej pieknej wyspie. Lombok znaduje sie w West Nusa Tenggara, najwiekszym miastem na Lombok jest Mataram. Lombok jest otoczony mniejszymi wysepkami, zwanymi Gilli. Mieszkancy Lombok to glownie muzulmanie, z korzeniami balijskimi (chociaz na Bali glowna religia jest buddyzm).

Do hotelu z portu przyjechalismy taksowka, Blue Bird, 30,000 rupii (okolo 2 funty?). Blue bird to taksowki, ktore maja konkurencyjne ceny, w przeciwienstwie do lokalnych kierowcow, ktorzy czesto probuja wyciagnac od turystow jak najwiecej pieniedzy – na przyklad podszedl do nas kierowca, i zaproponowal nam ta sama podroz za 150,000. W ogole w Indonezji trzeba sie bardzo targowac, spodobala mi sie miseczka, ktora jest osadzona na kawalku drewna, zapytalam, ile kosztuje, 750 tysiecy rupii mi powiedzial, (okolo 38 funtow), a kupilam ja od niego za 230 tysiecy (12 funtow). Ceny dla turystow sa straszliwie zawyzane.

Ale z drugiej strony trudno im sie dziwic, rozmawialam dzisiaj z facetem z centrum nurkowego, powiedzial mi, ze elektryk zarabia 5 milionow rupii (250 funtow), a sprzedawczyni w sklepie zarabia 2 miliony (niecale 100 funtow – to 500 czy 600 zlotych).

Nasz hotel jest cudowny, Holiday Resort Lombok, tuz przy samej plazy – z czarnym piaskiem, otoczony zielenia i roslinnoscia zapierajaca dech w piersiach. 

Zostawilismy bagaze w pokoju, i wybralismy sie ‚na miasto’. Zjedlismy obiad w lokalnym ‚warung’, czyli tania jadlodajnia, gdzie gotuja posilki domowe. Za wolowine w smacznym sosie i duze piwo zaplacilam piec funtow. Danie nazywalo sie Gulai Beef (poprosilam kelnera, aby mi wybral cos, co jest najsmaczniejsze), okazalo sie, ze jest to rodzaj aromatycznego curry, z trawa cytrynowa, cynamonem, kurkuma, imbirem, gozdzikami i cala masa innych przypraw! Bardzo dobre, aczkolwiek wolowina byla ‚zujaca’, jak to mowimy u mnie w domu, czyli po polsku to chyba bedzie twarda? 

Ponizej kilka posilkow, ktore jadlam.

9/9/2024

Dzisiaj wynajelismy skuter za 150,000 (£7.50 za dobe) i wybralismy sie na zwiedzanie polnocy. Wycieczka zajela nam 12 godzin, i przejechalismy okolo 200 kilometrow. Na skuterze!!! Wieczorem myslalam, ze nie rusze noga, a tylek tak mnie bolal, ze az pozniej dostalam siniaki!

Wycieczke zaczelismy od bardzo widowiskowej drogi wzdluz moza, od Senggigi do Pemenang. Widoki zapierajace dech w piersiach!

Po godzinie jazdy mniej wiecej krajobraz zaczal sie troche zmieniac, w okolicy Senggigi (tam, gdzie jest nasz hotel) uprawiaja glownie kukurydze. Jadac na polnoc kukurydza powoli zaczela byc zastepowna polami ryzowymi. Przejezdzalismy przez wiele terenow wiejskich, glownie wrecz przez wioski, gdzie ludzie zyja tradycyjnym zyciem. Duzo widzielismy pol uprawnych, na ktorych rosly pomidory (!! Kto by sie spodziewal), troche truskawek, duzo kapusty.

Nastepny przystanek – dwa wodospady, znajdujace sie niedaleko wulkanu. Pierwszy to Sendang Gile, a drugi nazywa sie Kielep. Drugi byl o wiele wiekszy, i naprawde robil wrazenie! Nie bylo lekko do nich dotrzec, poniewaz musielismy is duzo pod gore, kamienistymi drokami, nawet przez dwie rzeki musielismy przejsc (papa suche buty!). 

Kolejnym punktem programu byl pokaz tradycyjnej techniki przedzenia tkanin, zwanej ikat. Jedziemy, jedziemy,  przez wsie, korzystamy z map google. Google przywiozl nas na miejsce. Nad rzeka siedza kobiety, ktore robia pranie w rzece. Dzieciaki kapia sie na golasa tuz obok. Za ‚parking’ trzeba bylo zaplacic. Nie bylismy pewni, co to za miejsce, ale widze, ze pobieraja oplate za wstep, wiec pomyslalam – to musi byc to. Wchodzimy. Zaplacilismy za bilety, i idziemy, nie bardzo wiedzac, czego szukamy. Ludzie kapia sie w rzece, jest basen, stragany ze smakolykami, pikniki, dzieciaki gole w wodzie sie pluskaja.… Kazdy sie na nas patrzy jak na malpki w zoo, a my jako jedyni biali turysci probujemy sie domyslec, co to w ogole jest. Okazalo sie, ze przez przypadek weszlismy do jakiegos lokalnego osrodka rekreacyjnego, gdzie Indonyzejczycy przyjezdzaja wypoczac i sie zrelaksowac. 

Zwinelismy sie bardzo szybko, z podkulonym ogonem, i pojechalismy dalej szukac przedziarki.

Dojechalismy, a jakze, i sie okazalo, ze to byl po prostu sklep, sprzedajacy jakies tam tkaniny! 

No trudno, jedziemy dalej zobaczyc jak sie plecie koszyki. Dojechalismy, po 40 minutach. Ponowie, okazalo sie, ze byly dwa sklepy na krzyz sprzedajace koszyki, i to wszystko! Podejrzewam, ze jezeli wykupuje sie wycieczke z przewodnikiem przewodnik organizuje jakis tam pokaz dla turystow. My jechalismy we wlasnym zakresie…. No trudno.

Atrakcji wiele nie zobaczylismy, ale i tak bylo super zobaczyc, jak ludzie zyja. Nie widzielismy ani jednego turysty, za to musielismy sie usmiechac i wolac ‚hello’ setki razy – kazdy dzieciak na nasz widok machal radosnie i entuzjatycznie krzyczal ‚hello, hello!’. Nie tylko dzieciaki, dorosli tez! A jedna mama z dziewczynka, moze 6 letnia, poprosila, czy moze zrobic zdjecie swojej corki ze mna! Podejrzewam, ze bialych duzo nie widuja, bo jezdzilismy na skuterze przez tereny wiejskie, a zorganizowane wycieczki pewnie sie nie wybieraja po wsiach, tylko prosto do celu…. 

10/9/24, wtorek

Dzisiaj mielismy zwiedzac poludniowa czesc wyspy, ale moj kolega nie mial ochoty, wiec niestety tego nie zrobilismy. Lezalam caly dzien na basenie, patrzac na morze. Wieczorem wyszlam na kolacje, do Coco Beach. Domowe obiady na plazy, z widokiem na morze – szkoda, ze przyszlam troche za pozno na zachod slonca. Nie mieli elektrycznosci, cos sie stalo, na calej wyspie nie bylo pradu, wiec zupe z kurczaka jadlam w calkowitej ciemnosci (ze swieczka tylko, i pomagalam sobie telefonem). Coco Beach jest mniej wiecej 20 – 25 minut na pieszo od hotelu, ale bylo totalnie ciemno, wiec poprosilam, czy nie mogliby mi zamowic skuterka-taksi. Pani zaproponowala, ze pracownik mnie podrzuci – i mnie podrzucil na swoim skuterze! Uwielbiam takie historie, takie klimaty, gdzie cos sie dzieje zupelnie bez planu 🙂 

11/09/24, sroda

Nurkowania nigdy nie za duzo, wiec jak zobaczylismy tuz przy naszym hotelu centrum nurkowe, zamowilismy sobie nurkowanie z lodzi na srode. Zrobilam trzy nurki, kazdy przy jednek z malenkich wysepek tuz obok Lombok – Gili Trawangan (zwane Gili T, pewnie turysci nie moga nazwy zapamietac), Gili Air and Gili Meno. Te wysepki to malenstwa, Gili Meno ma 4 kilometry obwodu, a Gili Air 5. 

Nurkowanie takie sobie, aczkolwiek wizialam kilka rekinow, w pewnym momencie dwa sobie siedzialy w ‘jaskini’, i bylam tak blisko! Jakby rekiny mialy zmarszczki, to bym widziala wszystkie jego zmarszczki.

A najciekawsze, ze okazalo sie, iz centrum Scuba Froggi prowadzi Polka, Alicja, wraz z mezem Tomkiem. Mieszkaja na Lombok juz od 10 lat, i maja trzy centra nurkowe. Opowiadala jak to sie zaczynalo, jakie problemy musieli przelamywac, 10 lat temu Lombok to byl trzeci swiat. Opowiadala nam, jak czesci do lodzi nie mogla kupic, musiala do Australii po nie leciec, albo jak utrzymanie ludzi, gdy nie ma klientow, kosztuje kilka tysiecy dolarow. Opowiadala, jak wszystko bardzo szybko sie psuje, przez pogode, ale rowiez przez jakosc, Indonezyjczycy nie maja pieniedzy, wiec wszystko musi byc robione tanim kosztem. Niby zycie w raju, ale jednak sa rozne problemy, ktore trzeba obejsc.

Wieczorem bylam totalnie klapnieta, ponieaz jestem chora, boli mnie gardlo, nos zatkany, kaszel… 

Ale poszlam jeszcze do warung na plazy, z widokiem na morze, i zjadlam zupe tom yum, oraz grillowana rybe mahi-mahi.

12/9, czwartek

Dzis znow wyjnajelismy skuter, i pojechalismy do tradycyjnej wioski Sasakow. Sasak to rdzenni mieszkancy Lomboku, i stanowia 85% ludzkosci tej wyspy. Pozostaly procent to ludzkosc pochodzenia balijskiego. 

Wioska Sasakow to miejsce, w ktorym ludzie zyja tradycyjnie, tak samo jak kilkaset lat temu. Kobiety zajmuja sie tkaniem materialow, lub przedzeniem bawelny, a mezczyzni uprawiaja role. 

Wioska niestety mnie rozczarowala bardzo, z kilku powodow. Spodziewalam sie, ze bedzie turystycznie, ale nie myslalam, ze az do takiego stopnia! Po pierwsze stworzyli zasade, iz do wioski mozna wejsc wylacznie z ‘przewodnikiem’. Nasz ‘przewodnik’ przez 5 minut oprowadzil nas po kilku straganach, poinformowal nas ze ten dach zrobiony jest z ryzowej trawy, ten z kokosowej palmy, a sciana z gowna krowiego, aby utrzymywac domy w chlodzie i odstraszac komary. Po czym poprosil o napiwek. Nie opowiedzial nam nic na temat tych ludzi, ich stylu zycia, nie powiedzial nic. Musialam sobie wszystko pozniej w internecie wyczytac.

Po drugie wioska oprocz tradycyjnych domow ze strzechami to jeden wielki stragan, gdzie sprzedawane sa tkaniny i inne turystyczne ‘pamiatki’, o cenach niesamowicie turystycznych. 

Pozniej wrocilismy do hotelu, bo zadnemu z nas nie chcialo sie dalej jezdzic na tym motorku. Poza tym poludniowa czesc Lomboku jest o wiele bardziej sucha niz czesc polnocna, jest tutaj o wiele wiecej ruchu motorkowego, a co za tym idzie kurzu wszedzie pelno, i smog zapierajacy dech w piersiach. 

Z powodu o wiele bardziej suchego klimatu w porze suchej roslinnosc jest pozolkla, i nie mozna nic uprawiac oprocz kukurydzy – to by wyjasnilo, dlaczego, o ile pamietacie wczesniej o tym pisalam, pola kukurydzy zaczely sie zamieniac w pola ryzowe czym bardziej na polnoc. Na polnocy ryz mozna uprawiac caly rok, na poludniu tylko raz w roku, w czasie pory deszczowej. 

13/9 piatek

Dzis wzielismy taksowke i przyjechalismy do Kuta, poludnie Lomboku. Glownie dlatego, bo zle zpojrzalam na  daty, i zamowilam hotel o jedna noc za krotko, a jak sie zorientowalam, to juz nie mieli wolnych pokoi. Hotel w Kuta, Novotel, zamawial moj kolega. Jak przyjechalismy to sie okazalo, ze hotel jest na totalnym zadupiu, kilometry od czegokolwiek. I w dodatku reklamujacy sie jako ‘swietne miejsce na romantyczny wypad’. I rzeczywiscie, od razu bagazowy zapytal nas, czy to jest nasz miesiac miodowy, i nie wierzyl, ze jestesmy tylko znajomymi. Uwierzyl dopiero jak zobaczyl ze mamy dwa osobne lozka.

A hotel sam w sobie swietny, z prywatna plaza, widokiem na gory, oferujacy wille z prywatnym basenem (my wzielismy standardowy pokoj) i bungalowy ze slomianymi dachami… 

Towarzysz podrozy odsypial kaca, wiec ja spedzilam troche czasu na basenie na plazy, i porozmawialam sobie z ‚beach boys’, jak sie nazywali, pracownikami, ktorzy wydawali reczniki kapielowe. Padla nawet propozycja malzenstwa od Chilli Boy, oraz od Sammy propozycja najpierw randki (koncze o 20, wezme Cie na skuter i pojedziemy do miasta…) a jak odmowilam, to propozycja wspolpracy i prowadzenia biznesu razem (ja otworze domowy hoteli, i bede sciagala gosci, a on bedzie zapewnial im rozrywke. Tak naprawde wcale to glupi pomysl nie jest, mogloby miec rece i nogi. 

Zarty zartami, ale tez porozmawialismy powaznie, i jak mu powiedzialam, ze za gaz i elektrycznosc place 70 funtow, to on mi powiedzial, ze to jest jego miesieczna wyplata. Ale bardzo mi sie spodobala jego postawa po tym, co powiedzial nastepnie. Ze w Indonezji ludzie zarabiaja bardzo malo, ale tez wszystko jest tanie, bo rzad dofinansowuje. W Europie wy zarabiacie wiecej, ale tez o wiele wiecej wszystko was kosztuje. To sie rownowazy, podsumowal.

Gdy siedzialam na plazy, przylaczyly sie do mnie dwie dziewczynki, Indonezyjki. Po plazy chodza dzieciaki, i sprzedaja bransoletki plecione z nitek, oraz z muszelkami. Wczesniej dalam im po 10 tysiecy rupii. Probowalysmy rozmawiac (uzywajac tlumacza w telefonie), pozniej zaczely czytac na glos ksiazke na moim ipadzie. Pozniej chcialy jakas bajke, wiec wrzucilam youtube i oddalam ipada w ich panowanie. Ale im sie podobalo! Dolaczyla do nas jeszcze jedna mala dziewczynka, z Niemiec, i tez sie smiala z bajek! 

Dziewczynki mialy po 12 i 11 lat, ale wygladaly na 7 gora, malutkie takie, nie chcialam uwierzyc, ze maja 11/12 lat. A dodam jeszcze, ze z domu na plaze sprzedawac te bransoletki przyjechaly na skuterze. SAME!!

Wieczorem szybki wypad do centrum Kuta, miasteczko okazalo sie malo ekscytujace, glownie surferzy, mlodzi ludzie, dwie ulice na krzyz, jedna wypelniona typowymi turystycznymi pamiatkami, a druga jadlodajniami. 

Zjadlam kolacje, wrocilismy do hotelu, i nasza przygoda z Indonezja sie skonczyla…. Potem tylko jeszcze 24 godzinny lot do Londynu, i witajcie burze, i temperatury 3 stopnie (w nocy).

P.s. Ciekawostka.

W hotelu w Kuta pracownik, gdy dowiedzial sie, ze jestesmy z Polski, opowiedzial nam historie o sportowcu,
Muhammad Zohri, atleta indonezyjski. W 2018 roku wygral bieg, ale niestety nie mial flagi indonezyjskiej. Polscy sportowcy pozyczyli mu nasza flage, a Muhammad Zohri wzial ja, zlapal do gory nogami, i dumnie biegl i swietowal swoje zwyciestwo!

Tutaj jest tweet PZLA (Polski Zwiazek Lekkiej Atletyki)

Ubud, Bali

Na pobyt w Bali wybralam Ubud. Z kilku powodow. Na Bali bylam juz, i oblatalam wszystkie turystyczne atrakcje. Ubud pamietalam bardzo dobrze. W Bali bylismy tylko jeden pelny dzien. No i Ubud byl w polowie drogi pomiedzy lotniskiem a portem. Zatem Ubud.

Po wyladowaniu na Bali zaladowalam aplikacje, cos w stylu Uber, sa dwie, Gojek i Grab. Ceny maja bardzo podobne, ale Gojek chyba jest lepszy, bo ma wiecej lokalizacji i szybciej samochod przyjezdza. Wiec zamowilam Gojek do Ubud. Cena: 350,000 , czyli okolo 18 funtow. Pomimo, ze to tylko 36 kilometrow, jechalismy 2 godziny – korki sa okropne. Turyzm w Bali potroil sie podobno po Covid.

Nasz hotel okazal sie przecudowna oaza spokoju, a tereny hotelu wygladaja jak dzungla…. 

Poszlismy na lunch, zjadlam zupe rybna i popilam piwem, oraz napojem Jamu – tradycyjny drink z imbirem, kurkuma oraz cytryna. Chyba zaczne sobie taki w domu robic codziennie rano. Mozna go pic na zimno i na goraco.

 Polazilismy troche bo glownej ulicy Ubud, znajduja sie na niej sklepy, restauracje, oraz salony masazu. Zobaczylismy rowniez palac w Ubud.

Wieczorem wybralam sie na tradycyjny balijski masaz, ktory kosztowal 143,000 rupii, czyli nieco ponad 7 funtow za godzine! A to  bylo drogo, bo mozna masaz za 100,000 rupii, czyli niecale piec funtow. Najpierw umyly mi stopy w wodzie, w ktorej plywaly rozne kwiaty, a pozniej zaprowadzily mnie do pokoju z przyciemnionym swiatlem i lagodna muzyka, gdzie odbyl sie masaz. 

Nasz hotel znajdowal sie tuz obok Monkey Forrest, parku, w ktorym zyja setki malp. Pani w recepcji ostrzegla nas, aby nie zostawiac zadnych rzeczy wartosciowych na zewnatrz, bo malpy przychodza do pokoju. Niestety, nie posluchalismy jej… rano obudzilam sie, i na tarasie bylo pobojowisko! Stol przewrocony, popielniczka na podlodze, pety dookola, telefon na podlodze, resztki jedzenia (wzielismy na wynos) porozwalane po tarasie a pudelka porozdzierane. Na podlodze lezal jakis staniczek, ktory do mnie nie nalezal, recznik, ktory do suszenia sie lezal na daszku ponizej, moja sukenka oraz bluza, ktore tez sie suszyly, zniknely. Sukienka znalazla sie pozniej na schodach, ale bluza przepadla, nie ma jej nigdzie…. 

Na tarasie malpy urzadzaly sobie uczte, oraz bawily sie w berka. Sa bardzo zuchwale, jedna podchodzila do mnie szczerzac zeby, az musialam uciec do pokoju.

Poszlam pozniej na sniadanie, w pewnym momencie pagoda, pod ktora siedzialam i pilam herbate zaczela sie cala trzasc. Ziemia tez sie trzesla. Myslalam, ze to znowu malpy wariuja na dachu, myslalam sobie ilez toto ma sily, aby takie trzesienie pagody wywolac, ale biegnie do mnie pracownik krzyczac: madame, emergency, emergency! Zlapalam telefon i tableta, i wyszlam spod pagody, myslac, ze moze cos z konstrukcja i sie zaraz zawali. Okazalo sie, ze wlasnie doswiadczylam pierwszego w swoim zyciu trzesienia ziemi! 7 wrzesnia, o godzinie 9:51, w skali 4.9!! 

Drugi dzien w Ubud byl nieco leniwy, rano poszlismy na ‚art market’ – czyli po prostu rynek ze straganami pelnymi pamiatek, koszulek, magnesow i otwieraczy do butelek w ksztalcie penisa. 

Pozniej byl masaz, 90 minut kosztowalo 250 tysiecy rupii, czyli nieco ponad 12 funtow. To byl masaz z goracymi kamieniami. Super!

Wieczorem poszlismy na obiad, w internecie ktos polecal restauracje Laka Leke, wiec tam sie wybralismy. Bardzo sie ciesze, bo pomimo ze musielismy isc do niej 30 minut, to zdecydowanie bylo warto! Restauracja znajduje sie wsrod przecudownych ogrodow, stoliki sa poustawiane wsrod zieleni, mozna siedziec albo przy tradycyjnym stoliku, lub przy niskim, na poduszkach na podlodze. Jedzenie jest znakomite, ceny przystepne, i obsluga bardzo mila. Zamowilismy chrupiaca kaczke, sajgonki, zupe tom yum z krewetkami, oraz przystawke – 2 nadziewane tofu, 2 sajgonki, 2 szaszlyki z kurczaka, oraz butelke wina rose. Obiad kosztowal nas 665,000, czyli 33 funty na dwie osoby. 

Kolega, z ktorym podrozuje, zostawil w restauracji swoj kapelusz, taki, z ktorym podrozuje po swiecie, i na ktorym ma przypinki z flagami krajow, ktore odwiedzil. Tuz przy hotelu zorientowal sie, ze nie ma kapelusza, i juz mielismy wracac (kolejne 30 minut w kazda strone), a tu nagle podjezdza na motocyklu pracownik restauracji, machajac do nas kapeluszem kolegi!!! Jak sie zorientowali, ze zostawilismy kapelusz, wyslali ;pracownika na motocyklu, aby nas znalazl i oddal kapelusz! Niesamowite!

Nastepnego dnia rano mielismy zamowiona taksowke, ktora zabrala nas do portu Penang Bai (350,000, 18 funtow). Pomimo malej odleglosci, podroz zajela 2 godziny – slynne balijskie korki! W porcie odprawilismy sie, i czekalismy na nasza lodz, ktora zawiezie nas do Lombok. Wybralam szybka lodz, pomomo, ze byla drozsza od wolnej lodzi, z dwoch powodow, po pierwsze czas podrozy to 2.5 godziny, a nie 5 lub 6 godzin na wolnej lodzi, po drugie szybka lodz przyplywa do portu Senggigi, w Lombok, a ten port jest lepiej usytuowany w stosunku do moich planow w Lombok. 

Lodz okazala sie dyskoteka na oceanie, siedzialam sobie na dworzu, z glosnika walila letnia muzyczka (Coco Jumbo i Modern Talking), ludzie popijali piwko (ocywiscie cena na lodzi wywindowana na maksa, 300 procent amarzy), jacys mlodociani z Walii wrecz tanczyli sobie! 🙂 

Lodz dojechala do portu, i jestesmy w Lombok!

Liveaboard, czyli podwodne safari

2/9 – pierwszy dzien na lodzi. Rano stawilismy sie w centrum nurkowym, wsadzili nas do minivana, odebralismy jeszcze kilkoro ludzi, i odstawiono nas do portu. Nie bylo kolejek, wiec w ciagu kilku minut doslownie bylismy na naszej lodzi, ktora nazywa sie Cajoma IV. Myslalam, ze kajuta bedzie maciupenka, ale wcale nie byla az taka mala (aczkolwiek powiedzmy przytulna). Na dole na dole byly trzy kajuty (w tym nasza), pozniej na glownym poziomie byla kuchnia, jadalnia oraz miejsce gdzie sie przygotowywalismy do nurkowania. Tutaj staly tez butle z powietrzem i caly sprzet potrzebny do nurkowania. Jeszcze jedno pietro wyzej byl, nazwijmy to, taras, miejsce z lezakami, gdzie mozna sie bylo zrelaksowac pomiedzy nurkami. Mielismy nawet jacuzzi! 

Na lodzi spedzimy kolejne 3 noce i 4 dni. Kazdego dnia mamy trzy nurki.

Nie bede Was zanudzala opowiesciami o swoich nurkowaniach, ale pierwszego dnia nurki mialam okropne! Pierwszy od razu z mety byl z bardzo silnymi pradami…. Zwazywszy, ze ciezar mialam bardzo zle dobrany, caly czas po prostu skupialam sie na tym, aby przezyc (nie doslownie, ale prawie). Nie widzialam nic, i nie mialam z tego zadnej przyjemnosci.

Dopiero pozniej, jak w koncu mialam odpowiednio ciezar dobrany, nurkowanie znow bylo przyjemnoscia.. troche winie za to przewodniczke, nalegala ze mam miec 5kg ciezaru, podczas gdy ja jej mowilam, ze potrzebuje 8. W koncu po kilku nurkach doszlismy do 8… mowilam jej. No ale to byj jej pierwszy rejs, dopiero zdobyla tytul ‚Master diver’, wiec nie bede sie czepiala.

4/09/2024 – Z samego rana mielismy dwa nurki w miejscu, gdzie jest bardzo duzo mant (manta ray, zwane diablami morskimi). Sa to przepiekne stworzenia, olbrzymie, i takie majestatyczne! Wiedzielismy ich bardzo duzo, pierwszy raz widzialam tyle mant, w pewnym momencie 5 z nich plywalo sobie obok nas! Szkoda, ze widocznosc byla kiepska, bo widea, ktore nagralam dupy nie urywaja. Ale w naturze bylo przecudownie. Jesli bede miala jakies zdjecia z go pro, to wstawie tutaj, abyscie mogli zobaczyc.

Pozniej pojechalismy zobaczyc Pink Beach – plaza z rozowym piaskiem. Piasek jest rozowy poniewaz koralowce ‚gubia skore’, kawalki koralowcow sie odrywaja, i zabarwiaja piasek na rozowy kolor.

Nie mielismy duzo czasu, bo w planie byly jeszcze warany z Komodo. Komodo to wyspa, ktora znajduje sie w archipelagu Flores.

Doplynelisy do Komodo, gdzie przywital nas przewodnik. Zabral nas na godzinny spacer – najpierw przez wioske, gdzie ludzie zyja swoim zyciem, widzielismy szkole, w ktorej dzieci uczyly sie Koranu, cmentarz, gdzie na grobach kozy sobie odpoczywaly i chronily sie przed goracym sloncem, szkole podstawowa, ktora byla na przeciwko cmentarza. Kobiety robiace pranie, dzieci bawiace sie z kotami, i kury leniwie drapiace w suchym piasku. Przed wieloma domami wystawione stoly z pamiatkami z komodo, glownie warany rzezbione w drewnie, oraz miseczki, nie jestem pewna z czego. Oraz bransoletki z koralikow. 

Pozniej doszlismy do terenow, gdzie byl sam piach, oraz gdzieniegdzie drzewa. I pod tymi drzewami wlasnie warany z komodo chronia sie przed upalem.

Warany wystepuja tylko na Komodo i na pobliskiej wyspie Rinca. Chyba tez na wyspie Flores. Sa to olbrzymie jaszczury, ktore osiagaja 3 metry i waza do 150 kilogramow. Przewodnik powiedzial nam, ze jest tylko 1500 waranow na wyspach. Jest to gatunek ginacy, niestety. Ciaza u nich trwa 5 miesiecy, samica znosi do 20 jaj. Niestety, potem zjada wiekszosc swoich nowo wyklutych dzieci….

Widzielismy calkiem sporo waranow, siedzialy zupelnie nami nie zainteresowane. Przewodnik porobil nam zdjecia (ktore wyszly beznadziejne, bo warany sie wtapialy w cien rzucany przez drzewa…).

Wieczorem wybralismy sie na spacer aby zobaczyc zachod slonca z wyspy Padar – trzeciej (po Komodo i Rinca) najwiekszej wyspie w parku narodowym Komodo.

Najwieksza chyba atrakcja na tej wyspie jest spacer na szczyt wyspy – 800 ‘schodow’ (kamieni raczej), bardzo stromych. Wspinaczka zajmuje przecietnie 30 minut, 20 jak ktos jest super wysportowany. Na szczyt dotarlam totalnie spocona, zasapana, i z drzacymi nogami, ale bylo warto! Duzo widzialam juz, ale tak przepieknego widoku nie widzialam chyba nigdy! Slowa tego nie opisza, wiec popatrzcie tylko na zdjecia!

To byla nasza ostatnia noc na lodzi, wiec przygotowali nam specjalny posilek na tarasie, grillowana kalamarnica, ryba z rodzin tunczykowatych, szaszlyki z wolowiny, kurczaka, krewetek, zupa z dyni z imbirem, caly stol zastawiony przepysznym jedzeniem. A po kolacji rozlozylismy sie na lezakach, i podczas gdy lodz plynela przez wody morskie (morze Flores, ktore jest polaczone z oceanem Indyjskim) obserwowalismy gwiazdy… Magiczny dzien!

A skoro juz o jedzeniu mowa, to wspomne, jak nas karmili na lodzi. Codziennie byly sniadania, obiad, i kolacja, oraz dwie przekaski pomiedzy posilkami. Do wyboru zawsze byly jakies warzywa, salatka, tofu i tempe w sosie, smazona ryba, kurczak, zawsze byla jakas zupa (kazda przepyszna), makaron, ryz lub ziemniaki (smazone, frytki, gotowane i tluczone z czosnkiem), oraz owoce. Przeslodkie, bardziej znane takie jak arbuz, papaja czy ananas, oraz mniej znane takie jak dragon fruit, snake fruit.

5/9/24, czwartek.

Dzisiaj jest ostatni dzien. Myslalam, ze zrobie tylko dwa nurkowania, bo jutro lecimy na Bali, a trzeba miec okreslona ilosc czasu pomiedzy nurkowaniem a lotem w samolocie, ale ‘dive master’ powiedziala, ze spokojnie mozemy nurkowac trzy razy.

To byly  nurkowania w calym pobycie!! Pierwszy nurek byl latwy i przyjemny, mialy byc prady, ale nie bylo. Drugi i trzeci, o moj Boze! Obydwa byly nieco inne, poniewaz ze wzgledu na prady przypielismy sie do kamieni hakami, i stalismy w jednym miejscu obserwujac zycie podwodne dookola. W pewnym momencie widzielismy SZESC white spot rekinow, ktore plywaly sobe w ta i z powrotem, tuz obok nas! Niesamowite! Widzielismy tez olbrzymie lawice ryb,  morze ryb, ze sie tak wyraze! 

Ale niestety, czas na lodzi sie skonczyl, i trzeba bylo sie zbierac… jedna noc w Labuan Bajo, a rano lot na Bali! Zegnaj, Cajoma IV!