Thulsdhoo, druga wyspa na Malediwach, ktora odwiedzilam

Nurkowanie sie skonczylo, wrzuce zdjecia jak wroce do domu, i troche wiecej napisze.

Ostatnie dwa dni swoje podrozy spedzilam na wyspie Thulsdhoo, pol godziny lodzia od Male w atolu Kaafu.

W porownaniu z Ukhulas Thulsdhoo jest duza wyspa. Powiedziawszy to, obejscie calej wyspy zajelo mi godzine.

Ukulhas po lewej, Thulsdhoo po prawej.

Na tej wyspie domy i turystyczne ‘przybytki’ znajduja sie na jednej polowie wyspy. Druga polowa to niezagospodarowane polacie ziemi.

Znajduje sie tutaj fabryka coca coli, jedyna na swiecie, ktora uzywa do produkcji odsolnionej wody morskiej.

Musze przyznac, ze ta wysepka jeszcze bardziej mi sie podoba od poprzedniej. Nie wiem, dlaczego, ale takie ma dobre vibes…. (Jak to mozna po polsku powiedziec poprawnie?)

Ludzie tutaj lubia kwiatki! Wszedzie sa sadzonki i rosliny w doniczkach, cos, czego na Ukulhas nie bylo. Plaza tez jest troche inna, tam bylo duzo muszelek i koralowcow, tutaj na plazy nie ma prawie w ogole. I woda ma kilkadziesiat odcieni niebieskiego i turkusowego… przecudowne.

Moj hotel nie byl tani jak na lokalna wyspe, bo kosztowal okolo £160 na dobe, ale jest cudowny! Na dachu ma basen, ktory zlewa sie z morzem, prywatna plaze tuz obok plazy dla turystow (Jesli nie napisalam wczesniej, na wyspach malediwskich sa tzw. Bikini plaze, dla turystow, gdzie mozna sie opalac i kapac w kostiumach kapielowych. Poza tymi plazami trzeba byc ubranym. Moja partnerka z nurkowania w Male poszla sie wykapac w kostiumie jednoczesciowym na plazy lokalnej, i ktos zadzwonil po policje i policja przyjechala. I zainterweniowala…)

Jest tez tutaj taka mini wysepka, nazywa sie Furaagandu. Jest oddzielona od glownej wyspy mostem, i jest w wiekszosci pokryta drzewami i buszem, ale udalo mi sie znalezc na niej dzika, odludna plaze, na ktorej nikogo nie bylo!

Jednego wieczoru, z polecenia recepcjonistki, wybralam sie do Byyoni Cafe, aby sprobowac maldiwskich ‘tapas’, czyli hedhikaa. Hedhikaa to mini przekaski, ktore je sie okolo 16-17 (czyli po modlitwie, pamietacie, ze Malediwy sa glownie muzulmanskim krajem)

Zamowilam sobie tylko 3, bo nie bylam glodna. Bajiyya, troche do samosy podobne, z farszem z tunczyka. Ta kulka to Gulha, kulka wypelniona tunczykiem i kokosem, z przyprawami. Oraz to najciemniejsze, nie wiem, jak sie nazywa, ale w srodku bylo jajko na twardo, oraz farsz z ziemnikakow.

Zauwazyliscie cos wspolnego? Tutaj prawie w kazdym posilku jest tunczyk. I kokos. Tunczyk jest bardzo tani, dlatego je sie tunczyka non stop. Do tego stopnia, ze tunczyk to tunczyk, a kazda inna ryba to ryba. Wiec mozna zamowic smazonego tunczyka, lub smazona rybe 😀


Musze przyznac, ze naprawde bardzo mi sie podobalo na tej wyspie, I bardzo milo spedzilam tutaj dwa dni… Ponizej kilka zdjec z mojego spaceru.

Nurkowanie – pierwsze dwa dni

Korzystam ze sie internet pojawil, bo jak do tej pory byl bardzo kiepski.

Dzien trzeci na lodce sie konczy, drugi dzien nurkowania. Wszyscy tutaj sa O WIELE bardziej doswiadczeni ode mnie w nurkowaniu. Maja kilkaset nurkow zaliczonych, ja mam tylko 40… Wiec troche sie balam.

Jest tutaj wielka roznica z nurkowaniem, do ktorego jestem przyzwyczajona. Do tej pory zawsze byl ‘trener’ na 3, 4 osoby, pomagal ci jak ci cos nie szlo, sprawdzal, czy masz wystarczajaco powietrza, i czlowiek sie czul bezpiecznie.

Tutaj, jestes za siebie sam odpowiedzialny. Jeden ‘trener’ na grupe 10 osob, mozesz z nim nurkowac lub nie, mozesz wynurzyc sie kiedy chcesz, sam musisz pilnowac ile masz powietrza, nikt sie z toba nie cycka. Porownalabym to do bycia w podstawowce do wkroczenia w dorosle zycie.

Pierwszy dzien byl latwizna, mysle sobie jak tak ma byc, to super, dam rade, idzie mi swietnie!

Drugi dzien (czyli dzisiaj). Pierwszy nurek, i musielismy od razu zejsc na glebokosc 25 metrow. Probowalam, probowalam, i nie moglam! Pyrkalam sobie na powierzchni… a moja grupa coraz dalej… kiedy mi sie w koncu udalo zejsc, grupy nigdzie nie bylo, babelkow nigdzie nie bylo… musialam wrocic na lodz. Stracilam nurka… .

Drugie nurkowanie dzisiaj, troche sie balam, ale dolozylam sobie 1kg ciezaru, aby nie miec problemu ze zejsciem pod wode. Pod wode zeszlam, a jakze, ale prad byl barzdzo silny! W miejscu, gdzie mielismy obserwowac rekiny, wszyscy juz tam doplyneli, przypieli sie haczykami do kamieni (zeby ich prad nie znosil), i obserwuja sobie rekiny. A ja z pradem walcze, i probuje do nich doplynac (pod prad) i nie moge… w koncu zeszlam na dno, i kamien po kamieniu, lapiac sie co chwila (wyobraz sobie wspinaczke po scianie, tylko ze w poziomie, a nie pionie), udalo mi sie do nich dotrzec. Ale stracilam na to bardzo duzo powietrza…

Przy 70-50 barach w butli juz powinnismy sie zaczac wynurzac, absolutne minimum powietrza w butli w momencie, gdy stajemy po nurkowaniu na lodzi, powinno byc 30 bar (a to i tak jest bardzo malo, bo w Egipcie zazwyczaj 60 bar to minimum). Wszyscy sobie nurkuja, wiec nie chcialam osobie, ktora ze mna nurkowala psuc ‘nurka’. Ale jak spojrzalam, i juz mialam 30 bar, to mowie ze musimy sie wynurzac. Doplynelysmy na glebokosc 5 metrow – na 5 metrow nalezy zrobic tzw. Safety stop, czyli 3 minuty sie wisi w wodzie, zanim mozna sie wynurzyc.

Ja czuje ze coraz mniej mi powietrza leci, coraz mniej, wiec zanim jescze moj ‘safety stop’ sie skonczyl, wynurzylam sie. Ale juz nie mialam zadnego powietrza aby nadmuchac ‘kamizelke’. Nic. Zero. Fale olbrzymie, nosza mnie w prawo i w lewo, a ja tylko probuje z calych sil utrzymac sie na powierzchni, nie opic sie za duzo slonej wody, nie utonac…

Moja partnerka na szczescie nadmuchala mi kamizelke (zapomnialam, ze mozna to zrobic ustami, a nie regulatorem i powietrzem z butli), i ostatkami sil doplynelysmy do lodzi.

Nigdy w zyciu jeszcze mi sie nie zdarzylo, aby powietrze skonczylo mi sie calkowicie. Nigdy w zyciu nie powinno sie to wydarzyc. Ten nurek to na pewno byla ciezka, ale wartosciowa lekcja!

Za to trzeci nurek byl fantastyczny! Latwy, malutki prad tylko byl, i widzielismy duuuuuzo rekinow! Minimum 5 z nich plywalo sobie obok nas, jeden to sie prezentowal tuz tuz obok nas, w ta i z powrotem… To byl piekny nurek.

Jutro o 6 rano znow pobudka, i zaczynamy od nowa!

Kilka ostatnich zdjec z Ukulhas

Ostatniego dnia w Ukulhas wlasciciel hoteliku zapytal mnie, czy nie zmienilabym swojego pokoju. Bo para w innym pokoju chciala zmienic. Pytam dlaczego? Zaczal cos motac, ze deluxe, ze superior, ze troche wiekszy… dobra, mowie, mi nie zalezy, ostatnia to noc, moge sie zamienic.

Poszlam na plaze na godzinke, wracam do swojego nowego pokoju…. Bozesz. Farba ze scian zlazi – nie odrobine, nie, na calych scianach. I SMROD! Musialam wyjsc, bo myslalam, ze zwymiotuje. Pozniej zajarzylam, ze jak rozmawialismy pierwszej nocy, to mi powiedzial, ze para narzekala na komary, i musial im zapewnic pokoj w innym hotelu. Dziwne, ale ok, ludzie sa rozni. Drugiego dnia para chciala ‚wiekszy pokoj’. Oczywiscie, obydwie pary mialy , ten smrod, ktory wlasiciel chcial mi wcisnac. Powiedzialam, ze bardzo mi przykro, ale nie, nie dam rady, nie jestem wymagajaca, ale w tym nie da sie nocowac.

Nie robil problemu, zawiozl mnie do innego hotelu (ktory tak naprawde jest chyba nawet troche lepszy, ale dalej od plazy – mi nie zalezalo, bo jutro rano wyjezdzam). W nowym hotelu musialam wode na herbate gotowac na lozku, bo to bylo jedyne gniazdko, ktore dzialalo 😀

Ale powiedzialam mu, aby przestal ludziom ten pokoj wciskac, niech go odremontuje albo zamknie, bo bedzie dostawal negatywne opinie – a szkoda, bo hotelik calkiem fajny, i doslownie trzy kroki od pieknej plazy, i w dobrej cenie (Sea View Hotel, jakby ktos sie pytal. Prosze unikac pokoju numer 8).

Wpis ten pisze w srode wieczorem, korzystajac, ze mam internet, i zaplanuje go na piatek. Bo jutro lodz z powrotem na Hullhumale, i stamtad lodka kolejna zabierze mnie na ‚okret’, na ktorym spedze 10 dni, codziennie nurkujac!

Oh, gdy zamawialam safari, ze wszystkich lodzi, ktore mialam do wyboru wybralam Blue Voyager. Na kilka tygodni przed podroza statek splonal!! Na szczescie udalo im sie zapewnic ‚zastepstwo’, wiec nie musialam odwolywac wakacji, ale przez tydzien naprawde sie balam, ze strace tyle kasy (hotele, loty) i nie ponurkuje na Malediwach….

Wiec na zakonczenie jeszcze kilka zdjec z Ukulhas.

Oh, i jeszcze dwa slowa o krabach – pelno ich jest na plazy, rozne rodzaje, wychodza rano i wieczorem, i czlapia po piasku, do przodu lub do tylu, a jak sie przestrasza, to sie chowaja do skorupki. Jeden z nich nawet fikolka zrobil!

Zbieralam muszelki, i trzymalam ich kilka w dloni, gdy nagle czuje, cos mnie laskocze! Ja patrze, a to ten krab w bialej, szpiczastej muszelce probuje sie wydostac! Od razu zajrzalam do swojej sakiewki, do ktorej wczesniej wlozylam taka sama ‚muszelke’, o oczywiscie, biedne zwierzatko nie mialo pojecia, gdzie jest i skad taka ciemnosc! 😀

Zdjecie czerwone – jest bez zadnego filtra, zrobione jest przez okulary sloneczne.

A zjecie z krabem zostawiajacym za soba slad zatytulowalam: Isc w strone slonca.

Rzeczy na ostatnim zdjeciu wygladaja jak smieci, ale wydaje mi sie, ze to jest w celu budowania zatory wodnej (to bylo przy fazie 2 Ukulhas, o ktorej wczesniej pisalam).

Troche o jedzeniu.

Nie bardzo wiedzialam, czego sie spodziewac po jedzeniu, ale musze przyznac, ze milo mnie zaskoczylo. Z mojego bardzo ograniczonego doswiadczenia, popularne tutaj sa curry (wplywy hinduskie), no i bardzo duzo ryb – oczywiscie! Nie bede sie wymadrzac, pokaze Wam tylko co ja jadlam.

Pierwszego wieczoru osmiornica grillowana, podana z salatka i sosem pieprzowym. Przepyszna (chociaz twarda, jadlam juz kilka razy osmiornice, ale nie pamietam, czy tez byla taka ‚zujaca’. Do tego swiezo wycisniety sok z mango. $20.

Na sniadanie poprosilam o tradycyjne sniadanie malediwskie. Dostalam mashuni, czyli mas-ryba, huni-kokos, zatem drobniutko posiekanego tunczyka ze swiezym kokosem, czerwona cebula i limonka. Podane z roshi, (Ciapati) i jajkiem sadzonym. Barzo mi to smakowalo. Nastepnego dnia sprobowalam drugiego dania z menu tradycyjnego sniadania, kulhimas – czyli tunczyk z przyprawami, bylo to rowniez bardzo dobre, wieksze kawalki tunczyka w ostrym, pomidorowym sosie (zapomnialam zrobic zdjecia, ale ponizej tak wygladalo mashuni)

Nastepnego dnia na obiad zjadlam tradycyjna zupe malediwska – czysty rosol, ktory smakowal jakby byl robiony na wolowinie, pikantny i kwaskowaty, z kluskami oraz z kawalkami suszonego tunczyka (jak widzicie, tunczyk to tutaj jak w Polse wieprzowina lub ziemniaki…) – tunczyk jest suszony na sloncu przez tydzien, mozna go przechowywac przez kilka miesiecy pozniej. Przed dodaniem do zupy podsmaza sie go troche. Byl ok, troche twardawy, ale zupa, pierwsza klasa, bardzo pyszna!

Do tego devilled prawns, czyli krewetki w pikantnym sosie pomidorowym, rowniez nieco kwaskowatym. I do tego sok z guawy, swiezy, oczywiscie. Koszt: $20. Restauracja wygladala jak takie idz mi stad pinc zlotych, nikogo w niej nie bylo, ale jakosc jedzenia totalnie mnie zaskoczyla, naprawde swietna!

Dwa dni w Ukulhas

Jak napisalam w poprzednim poscie, wyspa jest malutka, i w ciagu jednego dnia mozna ja zala ‘zwiedzic’. Glowna atrakcja jest snorklowanie, ale poniewaz jutro juz bede na lodzi nurkujac przez 10 dni, darowalam to sobie.

Pierwsza rzecza, ktora rzucilac mi sie w oczy, to to, ze wszedzie trzeba zdejmowac buty. W hoteliku to byla zasada numer jeden, buty zostawiamy przed pokojem. Na sniadanie rowniez nie wchodzimy w butach. Ba, nawet aby wejsc do supermarketu trzeba zdjac buty i zostawic je przed sklepem.

Nie ma tutaj ani jednej murowanej drogi. W najlepszym wypadku ubity, kamienisty piach. I nie ma rowniez samochodow. Transport odbywa sie na pieszo, motocyklami, lub takimi moto-tuktukami.

Jest jedna glowna ulica, na ktorej znajduje sie kilka restauracji, jakies male minimarkety, i bardzo duzo domow (hoteli?) ktore sa w trakcie budowy. Podejrzewam, ze za kilka, moze kilkadziesiat lat Ukulhas bedzie zupelnie innym miejscem, juz w tej chwili na jednym koncu wyspy jest cos, co wydaje sie jak budowa, na mapas google jest zaznaczone jako ‘Faza 2 Ukulhas’ – cos tam sie dzieje, jakies tam zwaly przeciwwodne, proba sadzenia roslinnosci…

Mieszkancy wyspy sa niezwykle przyjazni, zagaduja, witaja sie, usmiechaja sie caly czas.

A jesli chodzi o turystow, to chyba w 90% to Rosjanie, gdzie sie czlowiek nie ruszy to slyszy rosyjski.

Pierwsze zderzenie z Malediwami

Po nocnym locie wyladowalam w Male. Lub raczej na wyspie Hulhule, na ktorej znajduje sie lotnisko, i ktora jest o rzut beretem od kolejnej wyspy, Male (stolica Malediwow).

Jesli nie wiecie, Malediwy to panstwo na oceanie Indyjskim, skladajace sie z ponad tysiaca wysp zorganizowanych w 26 atoli. Do niedawna jesli ktos chcial odwiedzic Malediwy, to musial zakupic zakwaterowanie w resorcie – wysepki tutaj sa tak male, ze jedna wyspa to jeden resort. Jesli wyobrazacie sobie Malediwy i chatki ze ‘slomiana’ strzecha na nozkach ustawione w rzadku wypuszczajacym sie wglab oceanu, to wlasnie myslicie o resortach. Noc w takich miejscach kosztuje od kilkuset funtow w gore.

Ale Malediwy to nie tylko resorty, przeciez lokalni ludzie tez gdzies mieszkaja… no mieszkaja, na wyspach ‘zamieszkanych’, lub ‘lokalnych’. Dopiero w latach 70 rzad zezwolil obywatelom na otwieranie przybytkow turystycznych, oferowanie turystom noclegow. Dzieki temu za ulamek ceny mozna poleciec na Malediwy i cieszyc sie przecudnym, niebieskim i turkusowym morzem, oraz niezwykle mialkim, bialym piaskiem. (tak na marginesie, czy wiecie, ze bialutki piasek to odchody ryby-papugi? <parrot fish> Ryby te polykaja koralowce, co sie nie strawi wydalaja w takiej wlasnie formie, i ten bialy ‘piasek’ jest wymywany na brzegi oceanu tworzac biale plaze).

To tyle tytulem wstepu jesli chodzi o Malediwy. Dolecialam, wyladowalam, przechodze przez odprawe, a tu sie okazuje, ze nie mam paszportu! Szukam w panice, no nie ma, nie i koniec. Juz mi lzy zaczynaja leciec (glownie dlatego, ze moga mnie nie wpuscic, i takie wakacji mi kolo nosa przeleca), ale pracownicy graniczni spokojnie, opanowanym glosem, na pewno zostawilas w samolocie (a co jak nie? Panikuje). Wyslali kogos, i oczywiscie, cala torebke z paszportem, kupa kasy i wszystkimi swoimi kartami zostawilam… co za idiotka!

Jak juz mnie wpuscili, udalam sie do okienka D11 – hotelik, w ktorym mam zamowiony pokoj powiedzial, ze tam sie wszystkim zajma. Rzeczywiscie, jest to wszystki swietnie zorganizowane, o 10:30 zabrali nas do odpowiedniej lodzi, pobrali kase ($50 za osobe w jedna strone – to za lodz motorowa. Jest tez opcja publicznej lodzi, za $5, ale jezdzi chyba tylko raz na dzien, i czesto ja odwoluja), i po 90 minutach znalezlismy sie na wysepce Ukulhas.

Nazwy malediwskich wysp sa orkopne do zapamietania i do wypowiedzenia!

Na Ukulhas spedzam 3 dni. Jest to maciupenka wysepka, i pierwsza (z dwoch) ktora odwiedzilam na Malediwach, ale naprawde moge ja polecic. Plaze sniezno biale, jest to podobno jedna z najbardziej czystych wysp malediwskich, mieszkancy dumni sa z tego, ze codziennie ja sprzataja!

Wyspa jest taka malutka, ze drugiego dnia wybralam sie na spacer wzdluz wybrzeza. Przeszlam cala wyspe. Dookola. Zajelo mi to 59 minut. Zrobilam 3.34 km… A gdybym szla wzdluz przez srodek, to pewnie ze 20 minut by mi zajelo od jednego konca do drugiego (1km)

Co zatem mozna tutaj robic, zapytacie… idealne miejsce dla milosnikow sportow wodnych. Snorkling jest genialny, i to prosto z plazy bo koralowce sa tak blisko. Mozna sie wybrac na wycieczki – plywanie z mantami, bezludna wyspa, skutery wodne…

Malediwy sa panstwem muzulmanskim, dlatego na zamieszkanych wyspach nie kupi sie alkoholu. Nie mozna tez chodzic w bikini po ulicach – sa plaze dla turystow, i tam jest ok, ale w innych miejscach nalezy sie ubraz z poszanowaniem dla lokalnej religii.

Jutro!

Rany Julek, jutro lece na Malediwy, i jakos tak mi w glowie to jeszcze nie zostalo! Jakos tego nie przerobilam! Jutro! Nawet jeszcze nie jestem spakowana!

Siostra mame okrada juz od dwoch miesiecy, nic sie tutaj nie zmienilo.

Przestalam dzwonic do mamy, bo nie moge sie pogodzic z tym, co sie z nia stalo, jak bardzo jest pod wplywem Dagmary, i stala sie tym, czym kiedys pogardzala i plakala do mnie codziennie. Od 7 tygodni z nia nie rozmawialam. Slysze tylko, ze Dagmara ma karte mamy i kase codziennie wydaje (jak sie dowiedziala, ze wiem o tym, to kazala mamie konto zmienic. Mama zmienila). I nie trzezwieje. Mama tego nie widzi.

Moze jestem zlym czlowiekiem, ze do niej nie dzwonie… nie wiem.

Ale dygresuje (to nawet jest slowo po polsku?).

Jutro lece, a tu jeszcze musze bananowce w ogrodzie pozakrywac, bo bedzie -1 w grudniu, i rybkom musze wode zmienic, i sie spakowac, i wlosy sobie wyflokowac, bo a jakze nie…. a, i malwy przesadzic, bo inaczej nie przezyja.

A tymczasem w Anglii sztormy, drzewa, ktore z sypialni widze prawie do polowy zgiete pod wplywem wiatru… (a na Malediwach 30 stopni! oooo!)