Ibiza!

Hola! vamos a Ibiza!!
Poczatek nieco burzliwy byl, bo Zuzia ostatnio nie w humorze i sie na mnie wyżywa i jest malo kulturalna… w pewnym momencie powiedziala, ze nie leci i koniec. Dolaczyla do mnie i Oli dopiero w pociagu, w ostatniej minucie.

Pozniej pociagi (metro) mialy wielkie opoznienia bo zepsul sie gdzies jakis wagon. A tu czasu coraz mniej, zaraz sie spoznimy!!

Zdecydowałam, ze przesiadamy sie na kolejke naziemna. Ktora okazala sie odwolana. I sugerowali metro (ktore mialo opoznienia i tak w ogole to nie jezdzilo na stacje, ktora potrzebowalysmy.

nie bylo wyscia, Uber przyszedl z odsiecza.

Na lotnisku moje dzieci ze wszystkim sie grzebaly, zupelnie jakby nigdy przez odprawe nie przechodzily.

Ale w koncu jesteśmy, czekamy.

  • Glodna jestem…. (Zuzia)
  • Ja tez… (Ola)
  • kup nam kanapki…

A przeciez powiedzialam im w domu, zeby sie najadly!!!

Ciepla posadka

Dzisiaj musialam zwolnic pracownice. Pierwszy raz w zyciu (no, ale tez od wielu lat nie mialam ‘powaznej’ pracy, tylko bardziej takie, ktore wpasowywaly sie w styl zycia samotnej matki).

S, gdy wykonywala swoje obowiazki, byla swietna. Ale problem polegal na tym, ze czesto ich nie wykonywala. Zanim ja przejelam zarzadzanie dzialem, kazdy robil, co chcial, pracowal, kiedy chcial (latwo jak sie pracuje z domu), w rezultacie ludzie czekali na pomoc miesiacami. Ba, na odpowiesz mailem czekali tygodniami!

Gdy ja przejelam dzial, mi zalezalo. Chcialam dzial polepszyc, wiec wyznaczylam jasne granice, i rowniez nie potrafie tolerowac, gdy komus sie placi, a on sobie zarty urzadza. A to widac, jak ktos nie pracuje. Bo S na przyklad nigdy nie odbierala telefonu. I nie odzwaniala. Nigdy nie odpisywala na maile, moze po kilku dniach…

A pozniej po prostu przestala sie pojawiac w pracy.

Za pierwszym razem, gdy nie bylo od niej odzewu przez kilka dni, powiedziala, ze czuje sie zbyt ‘przytloczona’. No to jej powiedzielismy, ze jak tak sie czuje, to moze przyjsc do swojej managerki, albo do mnie, ale nie moze po prostu zniknac z pracy na kilka dni.

Za drugim razem (zero odzewu przez 3 lub 4 dni, nie pojawiala sie na spotkania, nie wykonywala swojej pracy, liczne proby kontaktu, maile, telefony, smsy, nic od S) S w koncu napisala, ze zatrula sie chemikaliami przy sprzataniu.

Nasza firma HR poradzila spotkanie aby ‘zgromadzic informacje’ i ‘wysluchac punktu widzenia pracownicy’. Tak tez zrobilismy, plus powtorzylismy, ze jak nie moze byc w pracy, musi nam dac znac, i jesli potrzebuje pomocy, to tez niech nam da znac.

Za drugim razem S zniknela na kilka dni, bo nie miala internetu (bo pracowala z domu od chlopaka, chociaz oficjalnie musi dac nam znac, jesli nie pracuje z domu).

Nasza firma HR poradzila spotkanie aby ‘zgromadzic informacje’ i ‘wysluchac punktu widzenia pracownicy’. Tak tez zrobilismy, plus powtorzylismy, ze jak nie moze byc w pracy, musi nam dac znac, i jesli potrzebuje pomocy, to tez niech nam da znac.

Za trzecim razem S zniknela z pracy powiedziala, ze byla chora, i pojechala do lekarza, ale nie wziela telefonu, bo byla u chlopaka, i nie pomyslala o tym, zeby wziac telefon.

Nasza firma HR poradzila wreszcie, aby zrobic spotkanie dyscyplinarne, aby ‘zgromadzic informacje’ i ‘wysluchac punktu widzenia pracownicy’. Tak tez zrobilismy, wyslalismy jej list polecony zapraszajacy ja na spotkanie dyscyplinarne w srode.

S na spotkaniu dyscyplinarnym sie nie pojawila.

Cala srode nie pracowala.

Firma HR powiedziala, ze musimy przelozyc spotkanie na nastepny dzien. Co tez zrobilam.

S na spotkaniu sie nie pojawila.

Caly czwartek nie pracowala.

Firma HR powiedziala, ze mozemy przelozyc, albo wyslac jej list polecony, ze zlamala kontrakt i akceptujemy jej rezygnacje.

Co tez zrobilam.

Ale patrzac na to, nie jest latwo zwolnic pracownika, ktory nie wykonuje swojej pracy. A im dluzej ktos pracuje, tym trudniej go zwolnic. Mamy jedna pracownice,, ktora juz od 3 lat jest na zwolnieniu….

Zobaczymy, co sie stanie z S. S oczywiscie maila nie przeczytala (bo nie pracowala), teraz nie ma dostepu do maila sluzbowego, ale dostanie list polecony. Bedzie wojna? Bedzie sie odwolywala? Jesli tak, to czeka nas dluga podroz. Bo wiem, ze S bedzie miala cala mase wymowek i bujnych historii, dlaczego nie mogla pracowac. A prawda jest taka, ze ona ze swoim chlopakiem jego bar obslugiwala, a moja ‘zaloga’ musiala nadkladac godziny, aby wykonywac prace S. Ale oficjalnie oczywiscie nikt tego powiedziec nie moze. Bo musimy wysluchac jej argumentow i wziac je pod uwage. Nawet jesli dla kazdego jest oczywiste, ze S ma wszystkich w d.. bo wie, ze nikt jej nie moze naskoczyc… (czy moze wie, ze kazdy jej moze naskoczyc? nie pamietam, ktora wersja jest prawidlowa! :O )

Dam Wam znac. Czas nie jest idealny, bo mam urlop w przyszlym tygodniu (Ibiza!!), ale jak sie pieklo rozpeta, to dam Wam znac.

20 lat….

Pierwszy raz o Zuzi napisalam chyba w 2005 roku, o ile mi wyszukiwarka na Olzusach porzadnie pokazuje. Jak chcecie sobie popatrzec, to jest tutaj (ja jutro poczytam, bo wlasnie przelecialo mi cos o wlosach na cipce, ze cooooo????).

A przedwczoraj moja pierworodna skonczyla 20 lat… 20 lat… Kiedy ten czas minal? Kiedy stalam sie starsza niz zona ‘Czterdziestolatka’? Kiedy moje dziecko stalo sie dorosla kobieta???

20 lat. To polowa do czterdziestki. To 1/4 zycia. To trzecia dekada… jednoczesnie, to dopiero poczatek zycia. To czas, kiedy naprawde mamy najwspanialsze wspomnienia…

Mam ta przyjemnosc ze spedzilam z Zuzia jej urodziny.

Dostala piekne prezenty. Od swojego chlopaka gre Deal or no deal – to stary angielski program telewizyjny, rozrywkowy. Chlopak przygotowal 24 nagrody (prezenty), 12 byly ‘niebieskie’, i to byly o niskiej wartosci, typy ‘uscisk’ czy ‘zmywanie naczyn’. 12 bylo czerwone, czyli wysoka wartosc – lot do europy i hotel, lub kupon do Empiku na ksiazki. Prezenty byly zorganizowane od najmniej kosztownych do najbardziej. Zuzia wybierala numery, i co jakis czas dostawala oferte: ok, masz 7 niebieskich, i 5 czerwonych, oferuje ci…. mielismy swietna zabawe, naprawde!!!

Zuzia zawsze odrzucala wszystkie oferty, w momencie kiedy sie okazalo, ze stracila lot do Europy i pokoj w hostelu, serca nam sie zapadly, ale w koncu i tak sie okazalo, ze wygrala fajna nagrode – brunch (sniadanie i lunch) z nieograniczona iloscia jedzenia i picia.

Poza tym dostala rowniez mape metra w Londynie, ale zamiast stacji byly nazwiska wielkich kobiet, z karteczka: na tej mapie znajdzie sie rowniez kiedys Twoje nazwisko!, ksiazke na temat miast w Europie (bo latem wybiera sie na wycieckze, okulary do pracy przy komputerze (bo na studiach siedzi przed ekranem caly dzien), masaz, i pare innych jeszcze rzeczy.