Urzad skarbowy

Nie odzywam sie, bo same zle wiesci u mnie, wiec sie zaszywam i lize przyslowiowe rany.

Ale opowiem Wam swoja historie z urzedem skarbowym.

Urzad skarbowy ma 6 lat na zazadanie dokumentow. To wiecie, co zrobili? Dokladnie po 5 latach i 51 tygodniach zazadali, abym przedstawila im dowody na to, ze dochod ze sprzedazy mieszkania w Warszawie przeznaczylam na wlasne cele mieszkaniowe!

5 lat i 51 tygodni! Czy ze zlosliwosci? Czy z opieszalosci? Trudno powiedziec.

Najsmieszniejsze, ze wyslali pismo do mieszkania w Warszawie… tego, ktore sprzedalam 6 lat wczesniej, z czego dochod im wyliczylam. Na szczescie ludzie, ktorzy mieszkanie kupili przeslali mi ten list.

Mam tydzien na dostarczenie dokumentow.

Wiem, ze pieniadze przeznaczylam na przeksztalcenie strychu w sypialnie, wiec tutaj sie nie balam. Ale tydzien??

Kolejnym szczesliwym przypadkiem bylo to, ze wyrobilam sobie ostatnio dowod osobisty, wiec postanowilam wyslac dokumenty na tej platformie zaufanej (ktora jest okropna, ale nie o tym chcialam).

Wiec wyslalam im skany faktur za przebudowe strychu, wraz z listem, w ktorym im wygarnelam, ze nie mieszkam w Polsce juz od lat, zdecydowanie nie mieszkam w mieszkaniu, ktore sprzedalam, i ze nie maja wstydu dac ludziom 1 tydzien na zgromadzenie dokumenow podczas gdy sami tego zadaja po 6 latach. Podalam im swoj email, i numer komorki angielskiej.

Po trzech miesiacach krotki, lakoniczny email:

Zwracam się z prośbą o kontakt telefoniczny pod numerem tel. 22 xxxxxxx, Pozdrawiam,

Imie Nazwisko, Starszy Referent, Dział Podatków Dochodowych i Podatku od Towarów i Usług, Urząd Skarbowy

Email wygladal rzetelnie, wiec mysle zadzwonie.

Pani urzedniczka miala moje akta na biurku, na poczatku przeprosila, za korespondencje do mieszkania, i wytlumaczyla, ze nawet jesli nie mieszkam, to i tak musze druk wypelnic, bo oni w bazie maja, ze mieszkam i tam musza wysylac. Wytlumaczyla, ze moge albo wypelnic dokument ZAP-3, albo dac pelnomocnictwo komus z rodziny.

Pozniej powiedziala, ze przeliczyla funty, ktore wydalam na strych, na zlotowki, po kursie z dnia, i do pelnej kwoty z mieszkania, uwaga, uwaga, brakuje 7 zlotych, wiec musze dostarczyc jeszcze jedna fakture na minimum 7 zlotych.

I ze musze im dostarczyc dowody na to, ze dom, ktory rozbudowywalam, nalezy do mnie…

A na koniec dodala, ze wszystkie dokumenty musza byc przetlumaczone przez tlumacza przysieglego….

Faktur jest 5, plus jakas jeszcze dodatkowa na 7 zlotych, do tego 3 strony aktu wlasnosci domu. Razem 9 stron, tlumaczenie przysiegle okolo £20 za strone, latwo wyliczyc, £180 funtow. I to dobrze, ze mialam jedna firme budowlana, ktora mnie za wszystko kasowala, wyobrazcie sobie, gdybym musiala tlumaczyc faktury za kazdy kran, kaloryfer, gniazdko elektryczne!! :O

Ja nie narzekam na urzedniczke. Wrecz przeciwnie, przywrocila mi ona wiare w ludzka twarz polskiego urzedu skarbowego. Poprosila o telefon, chciala porozmawiac, powiedziec, co mam doslac, bo nie chciala kolejnego wezwania wysylac na adres, gdzie moge go nie dostac. Byla bardzo pomocna na przyklad w wyjasnianiu, jak moge ich poinformowac o tym, ze juz nie mieszkam.. Wiec ona byla naprawde w porzadku. Mialam szczescie, ze trafilam do ludzkiej osoby.

Ale polski system, polska biurokracja… ludzie w Anglii narzekaja na urzad skarbowy. Powinni z polskim sie pozadawac.

Czy Wy mieliscie jakies przygody ciekawe ze skarbowka?

P.s. w ramach ograniczenia kosztow poprosilam firme budowlana aby wystawila mi jedna zbiorcza fakture, na jednej stronie, co tez uczynili, zapytalam pani czy moge to przeslac zamiast tlumaczyc piec osobnych pism, ktore oryginalnie wyslalam. Kazala mi jutro zadzwonic. Juz sie boje. Serio.