Podzial kielbasy

Zuzia wrocila z uniwersytetu do domu. Zanim przyjechala, lodowke zapelnilam polskim jedzeniem, kielbasy, sery, salatki, sledzie, wszystko, co bylo w polskim sklepie.

Bo, jak to mowia dzieci, jak jest swiezo upieczony chleb i lodowka pelna polskiego jedzenia, to znaczy ze jestesmy w domu.

Ty tego nie rozumiesz, mowia do mnie, bo ty tak mialas na codzien, a dla nas lodowka z polska kielbasa oznacza, ze jestesmy w domu.

Wiec na powitanie dziecka zapelnilam ta lodowke.

Zuzia szykuje sobie sniadanie, radosnie spiewajac, podtyka mi pod nos poska musztarde (hmmmm, Polska, wachaj! mowi), wyciaga parowki….

Liczy je skrupulatnie, i pyta:

– Czy ty zjadlas pol parowki?

Ja na to, ze tak, a bo co? Jedz ile chcesz i nie licz.

– Nie moge, bo mnie Ola zabije, mowi Zuzia.

– Wiesz, my juz tak nie wyliczamy wszystkiego w domu – mowie do Zuzi, nawiazujac do tego, jak moje dzieci (jak to kazde rodzenstwo) skrupulatnie wszystko na pol dziela, ciasto z linijka przekrawaja, aby kazdy dostal taki sam kawalek, groszki na sztuki licza….

Na co Zuzia do mnie mowi tak:

– Bo Ty zresz co chcesz, a Ola musi z tym zyc! 😀 😀

Dzien matki

Angielski Dzien Matki nie ma stalej daty, tak jak w Polsce, tylko jest obchodzony w czwarta niedziele Wielkiego Postu. W tym roku wypada dzisiaj wlasnie, 14 marca.

Moje dziewczyny co roku dwa razy mnie rozpieszczaja (z okazji Dnia Matki, bo tak naprawde to o wiele czesciej).

Dzisiaj rano Ola obdarowala mnie kwiatami i upominkami, ktore wraz z Zuzia kupila za swoje pieniadze. Dzwonila do Zuzi, bo umowily sie, ze razem mi dadza te prezenty (Zuzia jest na uniwersytecie, wiec nie mieszka teraz w domu). Ale Zuzia nie odbierala, wiec Ola przyniosla sama te prezenty. Kazala mi zadzwonic.

Dzwonie, Zuzia odbiera… tak wczesnie, pyta sie? Byla godzina 8 rano, ale wiadomo, zycie studenckie… Mowi Zuzia tak: mamusiu, ja dopiero do pokoju wrocilam, na imprezie bylam, jeszcze nie spalam dzisiaj… jeszcze wcieta lekko byla 😀

Pozniej Ola mi urzadzila sesje SPA. Nalozyla mi maske na twarz, oraz plastikowe ‘skarpetki’, ktore sa wypelnione jakims tam kremem, aby stopy byly miekkie. To byla czesc prezentu. Wygladalam jak zbieg z zakladu psychiatrycznego.

Podala mi zielona herbate, i poniewaz musialam nogi w tych butach trzymac przez poltorej godziny, obejrzalysmy sobie film.

Nastepny Dzien Matki juz za 2 miesiace! 😀