Nowi sasiedzi.

Nowi sasiedzi to zawsze stresujace doswiadczenie. Kto to bedzie? Czy beda to ludzie tolerancyjni? Cisi, czy tez imprezowicze? Ktos mily, czy zlosliwy? Mlody, przystojny i samotny gentleman, czy tez moze przyjazna staruszka piekaca babeczki dla wnukow? A moze rodzina z mlodymi dziecmi, ktore beda biegac po ogrodku w sobotnie przedpoludnie i wydzierac sie w nieboglosy?

Nigdy nie wiadomo. Nowi sasiedzi to zawsze stresujace doswiadczenie.

Blizniak obok mojego domu sprzedal sie kilka tygodni temu. Dzisiaj poznalam nowego sasiada. Szlam do sklepu, przy okazji wyprowadzajac psa na spacer, a on stal przed domem, wraz ze swoimi rodzicami. Mlody chlopak,  25 lat… moze 27. Skad taki mlody ma tyle pieniedzy, aby sobie taki dom kupic, myslalam sobie…

Ale podeszlam, aby sie przedstawic, zagadac.

– Dzien dobry, Olzusowa jestem, przedstawilam sie. Witamy w sasiedztwie!

Sasiad sie na mnie patrzy jakby ducha zobaczyl. Gapi sie i czeka, nic sie nie odzywa. Czeka, az cos wiecej powiem? Nie wiem.

Ojciec widzi, ze sytuacja dziwna, i wtraca sie: – Chris – przedstawia syna.

Ja zaczelam cos tam gadac, bez ladu i skladu, angielskie ‘small talk’. Pozniej dodalam, ze rozbudowuje dom, wiec  moze byc troche halasu, ale ze mam nadzieje, ze nie za bardzo…

Mama i tata glowami kiwaja, ze zrozumieniem. Chris (wciaz patrzac na mnie, jakbym idiotka byla) strzela:

– Czy to sa twoje materialy? wskazujac na plyty ocieplajace zlozone na ulicy przed domem.

– Pewnie tak… mowie.

– To niech oni to sprzatna – mowi, bo ja musze samochod zaparkowac!

Nie bardzo wiedzialam, jak mu grzecznie powiedziec, ze mam licencje na kontener, wiec te rzeczy maja prawo tam lezec, ze parking w naszej okolicy jest na ulicy, kazdy parkuje gdzie moze, i nie ma wyznaczonych miejsc przed domem, kto pierwszy ten lepszy, i ze jesli mysli, ze miejsce pod jego domem bedzie zawsze wolne i na niego czekalo, to sie bardzo rozczaruje…

Nie bardzo wiedzialam, wiec sie tylko usmiechnelam, i powiedzialam, ze jestem pewna, iz zabiora to dzisiaj.

Zadzwonil telefon, i Chris, moj nowy sasiad, odebral. Tak w polowie rozmowy ze mna. Hmmm, no coz. Nie pozostalo mi nic innego jak sie pozegnac (z rodzicami glownie, nice to meet you) i odejsc.

Na odchodnym uslyszalam, jak Chris mowi do telefonu: musisz poznac nowego sasiada… wspanialy pies!

Albo ma swietne poczucie humoru, albo jest po prostu bezczelny i nie zaprzyjaznimy sie mocno…

Czas pokaze.

Nowi sasiedzi to zawsze stresujace doswiadczenie.

Jak Ola dostala nauczke.

Umowilam sie z ‘narzeczonym’, ze pojdziemy na piwo do pubu. Czekalam na niego okolo 20 metrow od domu, bo dzieci jeszcze nie poznal, i nie chcialam, zeby do domu wchodzil. Buzi buzi na powitanie, i idziemy.

Na drugi dzien Ola mi wyznaje, ze widziala, jak sie z chlopakiem caluje. Fuuuj!

Ja: to po co wygladalas? Kto Ci kazal sie gapic?

Ola: ja tylko chcialam zobaczyc, jak wyglada, nie myslalam, ze tak od razu bedziesz sie calowac! Fuuuj!

Ja: nastepnym razem zatem nie szpieguj, i nie patrz!

Ola: Wiem! Nie bede! Juz dostalam nauczke!

😀

Polowki pomaranczy

Czy zdarzylo sie Wam kiedys tak, ze dobre rzeczy zaczely sie dziac w Waszym zyciu, ale nie chcieliscie ich do siebie dopuscic, bo wydawaly sie zbyt dobre?

Jak sobie poradzic z czyms takim, kiedy nagle zdarza sie cos, co sie wydaje idealne, totalnie perfekcyjne, zbyt dobre, aby bylo prawdziwe?

Jak nie dopuscic do siebie paniki?

Jak pozwolic sobie na cieszenie sie chwila, tym, co jest, bez martwienia sie tym, co bedzie?

Dawno, dawno, dawno temu, kiedy bylam mlodsza nastolatka, i ksiazki wypozyczalam w lokalnej bibliotece w moim miescie, przeczytalam jedna taka ksiazke, gdzie bylo o dwoch polowkach pomaranczy. Nie pamietam tytulu tej ksiazki. Nie pamietam o czym byla. Pamietam o tych dwoch polowkach pomaranczy, rozrzuconych po swiecie, ktore czasami sie znajduja.

Co zrobic, kiedy chyba wlasnie sie znalazlo swoja polowke, ale jednoczesnie nie wierzy sie w historie ze szczesliwym zakonczeniem?