Takie gowno.

Takie gowno!

Wpadl mi telefon do toalety. iPhone 7, ktory rzekomo jest odporny na wode do 30 minut. Nie zwazajac na to, co w toalecie plywalo, zanurzylam reke i wyciagnelam sprzet. Elektroniczny, sie znaczy, telefon.

Wylaczylam od razu, i do ryzu wlozylam. Nie do calego pojemnika z ryzem, odsypalam do torebki. Po 24 godzinach probowalam telefon wlaczyc, niestety, zdechl. Nic. Zero. Nada.

Zabralam do naprawy, po wstepnych ogledzinach dowiedzialam sie, ze minimum £100, a jesli ekran nie dziala rowniez, co sie okaze pozniej, to po kosztach bedzie £170. Telefon warty moze £400. A juz wlozylam w naprawe okolo £300 (ekran, i inne takie pierdoly). No i co tu czlowieku zrobic, naprawic trzeba… a back up tez nie byl zrobiony od kilku miesiecy…

Takie  gowno.

Czy jest roznica? Makijazowo

A  skoro juz o makijazu mowa, to napisze o eksperymencie, ktory dzisiaj zrobilam.

Otoz wybor tuszu do powiek jest ogromny, tanie i drogie, z dziesiatkami roznych szczoteczek do wyboru,  grubych, chudych, zakreconych i prostych, ‘szczotkowatych’ i plastikowych…. i zawsze sie slyszy, ze to szczoteczka sprawia roznice, nie tusz.

Wiec zrobilam eksperyment z dwoma maskarami, ktore obecnie mam, Monsieru Big Lancome, ktora ma wlosiata szczoteczke, i Volume Million Lashes L’Oreal, ktora ma plastikowa szczoteczke.

Najpierw pomalowalam kazde oko inna maskara.

Nie przerazajcie sie smoczym spojrzeniem 😀 Roznicy naprawde nie widac.

Nastepnego dnia zamienilam szczoteczki w obu tuszach.

I wiecie co? Nie ma absolutnie zadnej roznicy!! Zadnej. Zapytalam nawet Zuzie, czy ktores rzesy wygladaja inaczej. Nie, powiedziala.

Wiec czy warto wydawac £20 na maskare, skoro taki sam efekt mozna uzyskac wydajac £5?

Chociaz, zupelnie subiektywnie, uwielbiam ta Monsieur Big, i – zupelnie subiektywnie – wydaje mi sie, ze jednak bardziej pogrubia i wydluza rzesy… szkoda tylko, ze tego w zyciu nie widac gdy sie porownuje z inna maskara 😀

 

50 odcieni czerwieni

Milosc do szminek chyba mam po mamie. Moja mama z domu nie wyjdzie nie pomalowawszy sobie ust. Nawet ze smieciami nie wyjdze bez szminki. Kiedy bylam mlodsza pamietam nieustajace poszukiwania  mojej mamy idealnego odcienia pomadki. Mnie sie wydawalo, ze one wszystkie takie same, ale mama mowila: nie. Ten mi nie pasuje. Ten tez nie.

Teraz juz ja rozumiem. Juz wiem, ze czerwien moze miec 50 i wiecej odcieni.

Na punkcie czerwonych szminek to mam fiola, i mam ich calkiem spora kolekcje. Moje ulubione sa z firmy YSL, bo sie dobrze trzymaja, pieknie nakladaja i ust nie wysuszaja (pierwsze 5 od lewej), Chanel, bo ma swietne kolory, mam jedna Mac, ktora ma cudowne opakowanie, a ktorej czerwien wybiela zeby (tak, tak!), to ta ostatnia po prawej, niestety juz niedostepna, pewnie byla to jakas limitowana kolekcja.

Kilka lat temu moja przyjaciolka Martucha dala mi w prezencie szminke. Firma Gosh, w zyciu bym nie pomyslala, aby ich szminke kupic.

Dopasowala ta szminke tak, ze lepiej nie mogla – idealny kolor, i trzyma sie na ustach caly dzien! Doslownie! Sniadanie, obiad, kolacja, i szminke musze wieczorem zmywac razem z maskara!!

Zuzylam cala, potem kupilam dwie nowe. Gdy juz sie konczyly, chcialam dokupic, ale sie okazalo, ze Gosh wycofal ten model z produkcji. Zaczelam szukac po internecie. Znalazlam 2 na eBay. Kupilam. Ostatnio juz mi malo ich zostalo, wiec znow zaczelam poszukiwania. Znalazlam w jakims hiszpanskim sklepie internetowym. Chcialm 5, ale mieli tylko 3. Obawiam sie, ze wyczerpalam juz zapasy Gosh na moja ulubiona szminke.

I co ja teraz zrobie, jak mi sie skoncza?

A tak swoja droga, dlaczego firmy wycofuja produkty ze sprzedazy? Jakie sa produkty, ktore Wy uwielbialyscie, ale zostaly wycofane?

Moja mama na przyklad uwielbia perfumy Gloria Cacharel, wycofane juz dawno temu ze sprzedazy. Osiagaja szalone ceny na allegro….

Wiesz, jakie sa chlopy

Mam nowych sasiadow, ktorzy w ogole sie do mnie nie odzywaja. Dziwni tacy jacys. On wyglada nieciekawie, ona taka normalna kobieta, mlodsza ode mnie troche, maja dziecko 8 letnie.

Myslalam sobie, ze moze po angielsku nie mowia, i dlatego…? Ale jak wytlumaczyc, ze gdy ja mowie ‘hello’, ona odpowiada, jednym slowem, ale zawsze, a on nigdy nie odpowiedzial. Co wiecej, udaje, ze mnie nie widzi (a nawet plota porzadnego pomiedzy domami nie ma, wiec stoimy od siebie o 2 metry).

Pewnego dnia, gdy sprzatalam ogrodek, sasiadka cos tam zagadala. I od slowa do slowa, rozgadala sie porzadnie! Od tego dnia rozmawiamy sobie od czasu do czasu. Ale nigdy gdy jej maz jest w poblizu. Moze udaje przed nim, ze nie mowi po angielsku? Kto wie.

Dowiedzialam sie, ze sa z Bulgarii. Ze uwaza, iz Anglicy maja dziwne jedzenie (frytki polane octem…) Ona zostawila w Bulgarii starsza corke, ktora nie chciala przyleciec do Anglii. Pracowala kiedys na myjni samochodowej, bylo ciezko. Dostala prace w recepcji silowni w eleganckim hotelu, ale nie podobalo im sie gdy musiala brac dni wolne, gdy jej synek mial na przyklad ferie. Wiec zmienila prace i teraz sprzata owa silownie i hotel nocami. Zaczyna o 20:00, konczy o 4 rano. Nie jest latwo, jest ciagle zmeczona i jej zegar biologiczny jest totalnie rozwalony, ale przynajmniej moze synka ze szkoly odbierac.

– Rano sobie troche odespac mozesz chociaz – mowie.

– Tak, ale nie dlugo, bo mnie stary budzi o 6.

– Co takiego? – mowie z niedowierzaniem. Po co Cie budzi?

– Zebym mu sniadanie przygotowala, i skreta zrobila….

– A sam sobie nie moze zrobic?

– No wiesz jakie chlopy sa….

No nie wiem. Wlasnie nie wiem, bo w glowie mi sie nie miesci, ze ona po nocnej zmianie, a on ja budzi po 2 godzinach po to, aby mu skreta zrobila…

Ale nic sie nie odezwalam. Bo pomyslalam sobie, ze w Polsce pewnie tez jest sporo takich rodzin, gdzie kobieta musi uslugiwac calej rodzinie. Ze taki jest bardziej popularny i tradycyjny model rodziny. Ze rodziny, gdzie obydwoje dziela obowiazki po rowno sa uwazane za ‘nowoczesne’ rodziny, i w wielu srodowiskach sa wciaz rzadkoscia.

Byc moze dlatego wlasnie kobiety z Europy wschodniej ciesza sie powodzeniem u mezczyzn z zachodu, bo maja opinie opiekunek, troskliwych pan domu, uslugujacych, gotujacych, prasujacych, i co tam jeszcze, a nie wyemancypowanych kobiet ktore domagaja sie rownouprawnienia…

I nie ma w tym nic zlego, jesli tak ludziom odpowiada, lub jesli jedna osoba pracuje a druga nie, ale jesli ona pracuje na noc, a on ja budzi po 2 godzinach snu, zeby mu skreta zrobila, to ja bardzo przepraszam,  powinna mu kark skrecic.

6 faktow o whiskey

Bedac w Szkocji poszlismy do destylarni whiskey, a jakze! Dowiedzialam sie kilku ciekawych rzeczy o whiskey.

  1. Do zrobienia whiskey potrzebne sa tylko 3 skladniki. Woda, jeczmien, i drozdze.
  2. Wiskey jest zrobiona z piwa! No, niezupelnie, ale pierwszym efektem fermentowania jeczmienia i drozdzy jest piwo wlasnie. Podobno.
  3. Na wplyw whiskey ma najwiekszy wplyw beczka, w ktorej whiskey dojrzewa. Sa rozne beczki, robione z roznego drewna, i o roznych rozmiarach. Rozmiar beczki oraz rozprezanie i kurczenie sie drewna, z ktorego jest zrobiona, ma bardzo duzy wplyw na smak koncowy produktu.
  4. Destylarnia wydaje sie swietnym miejscem pracy. Wrecz przeciwnie! Smierdzi tam strasznie, albo sfermentowanym mlekiem, albo (w kolejnych etapach) samymi oparami mozna sie opic!
  5. Do whiskey nalezy dodac 2 krople wody. I rzeeczywiscie zmienia to smak! Dali nam do skosztowania lyka whiskey, a pozniej kazali do tej samej whiskey dodac doslownie 2 krople wody – mierzone pepitka. Gdybym nie sprobowala, to w zyciu nie uwierzylabym, jak bardzo zmieni to smak trunku!
  6. Aby whiskey mogla byc nazwana tzw. ‘single malt’ (Whiskey slodowa, jak mi podpowiada slownik) musze byc spelnione nastepujace warunki:
  • Musi pochodzic z jednej destylarni
  • Musi byc zrobiona ze slodowego jeczmienia
  • W Szkocj
  • Musi dojrzewac w drewnianych beczkach
  • Przez minimum 3 lata i 1 dzien (najczesciej jednak 5 lat).

W destylarni kupilam sobie buteleczke whiskey robionej na miejscu. Nevis Dew, dojrzewala 12 lat. Kosztowala £28.

Po powrocie do domu postanowilam zrobic cos, co bardzo lubie – testowanie w ciemno!

W jednej lampce mialam Nevis Dew za £28, w drugiej tania Famous Grouse, ktora mozna kupic za £15 lub taniej.

Zapewniam Was, czuc roznice, i bez wahania wybralam Nevis Dew. Kilka lat temu rowniez zrobilam test z tania i droga whiskey, i ta droga byla o wiele bardziej delikatna w smaku. W zwiazku z tym wysnulam wniosek – na whiskey nie ma co oszczedzac!

 

 

Pokoje hotelowe

Lubie hotele. Jest cos przyjemnego w tych czystych, bialych recznikach, lozku codziennie poscielonym, miniaturowych szmaponach i mydelkach, tej elegancji, ktorej czesto nie ma w domu. Lubie, kiedy osoba, ktora sprzata, robi male rzeczy, ktore sprawiaja wiele przyjemnosci – gdy na przyklad skladaja moja pizame w kostke, i klada pod poduszka. Maly gest, a bardzo cieszy.

Lubie hotelowe sniadania – zwykly tost z dzemem jest bardziej wyrafinowany niz w domowych warunkach, zielona herbata, chociaz pewnie gorsza od tej, ktora pijam w domu, lepiej smakuje, a jajka, no coz, kiedy jadam jajka na sniadanie w domu, nigdy! Po kazdych wakacjach postanawiam sobie, ze bede robila hotelowe sniadania – tost, marmolada, mleko, maselko, jajka, pomidorki… jakos nie wychodzi. Bo jednak sniadanie w hotelu jest inne od tego w domu. No i w hotelu mamy czas… w domu kazdy sie spieszy, do szkoly, do pracy.

Czy Wy tez bierzecie z hoteli szampony i mydla? Ja zawsze, za kazdym razem! Mam kolekcje kilku wielkich toreb wypelnionych hotelowymi produktami w tej chwili, zupelnie ich nie potrzebuje, i nie mam kiedy ich uzywac, jednak nie moge sie powstrzymac, i codziennie chowam do walizki nowe mydelka i odzywki i szampony i balsamy do ciala…

Spakowalam sie wlasnie, moje szkockie wakacje maja sie ku koncowi, jutro rano wracamy do Anglii…. Pokoje hotelowe sa puste. Puste jak przyjezdzamy, i puste jak wyjezdzamy. Gdy pierwszy raz wchodzimy do pokoju hotelowego, jest on czysty, elegancki, przestrzenny, cudownie ‘ogarniety’. Gdy przed wyjazdem zbieramy swoje rzeczy, zapakowujemy je do walizek, i gdy juz nic naszego w pokoju nie ma, tylko schludne walizki i torebka, pokoj hotelowy znow wydaje sie pusty. Ale jakos tak inaczej. Tak smutno. Tak… golo. Tak troche bezosobowo pusty, a nie elegancko pusty…

 

Bingo!

Na wieczorna rozrywke bardzo czekalam. Bo bylo BINGO!! Bingo jest rozrywka ulubiona przez starszych ludzi, podejrzewam, ze glownie wsrod pan. Nawet jest powodem zartow na ten temat. Wiec cieszylam sie na to doswiadczenie.

Kupilysmy dwa bilety, £5 kazdy, kazdy dajacy prawo w trzech grach.

Uprzejma starsza pani, ktora dzisiaj poznalam (w innym autobusie przyjechala) tlumaczyla mi na czym gra polega.

Trzeba wykreslac numery, i jak bedziesz miala caly rzad, to krzycz Bingo. Tylko szybko krzycz, bo jak wyczytaja nastepny numer, to juz przepadlo, nie bedzie sie liczylo. Liczby sa ulozone w taki to sposob, przekreslaj raz, zeby mozna bylo liczby odczytac na koniec. Obserwuj uwaznie, zebys nic nie przegapila… – wyjasnia zasady i daje porady.

Rozpoczela sie gra. Wygrany otrzyma £10. Wykreslam te numery, wykreslam. Mam juz 2 rzedy, w ktorych tylko 1 numeru mi brakuje. Ktos inny krzyczy Bingo. Cholera!

Pani obok ma ze mnie niezla rozrywke, smieje sie z moich reakcji i komentarzy, ktore nieswiadomie robie pod nosem.

Czy ty tutaj pracujesz? pyta. Nie miescilo jej sie w glowie, ze ktos mlody moze jezdzic na wakacje atuobusem.

Nie, przyjechalam z tymi ludzmi – wskazuje na grupe panow i pan z naszego autobusu, z ktorymi sie zaprzyjaznilysmy.

Zabawna jestes, mowi.

Ok, ciesze sie 🙂

Druga gra. Wygrana – £25. Znow wykreslam numery, mam 3 rzedy, gdzie mi brakuje 1 numeru.

BINGO! Wykrzykuje ktos z drugiego konca sali. Cholera!

Trzecia gra. Wygrana – £66. Spore pieniadze juz, ale trzema miec ‘full house’, czyli wszystkie liczby w ‘kwadracie’ wykreslone.

Padaja liczby, typowo, kazda w innym ‘kwadracie’. W koncu mam 2 kwadraty, gdzie mi brakuje po jednej liczbie. 50 i 37.

49. 70. 3. 37

BINGO! Wyprulam sie jak glupia, lamiac przy tym olowek!

Cala sala zaczela smiac, nie mogli przestac, bo chyba nie widzieli jeszcze tak podekscytowanej siksy 🙂

Wygralam! Wygralam w swoje pierwsze w zyciu Bingo, i to wcale nie mala nagrode! 😀

Po bingo byly tance. Wyobrazcie sobie: duza sala, pod scianami siedza staruszki i staruszkowie, morze siwych glow, lasek, ram Zimmermana… niektorzy podsypiaja, inni spiewaja razem ze spiewakiem grajacym na organach, jeszcze inni bujaja sie delikatnie do rytmu….

Nagle na parkiecie pojawila sie mloda para. Wygladali, jakby byli na miesiacu miodowym. I tak sobie pomyslalam: wyobraz sobie, ze przyjezdzasz na swoj miesiac miodowy do Szkocji, aby zdobyc Ben Nevis, wykupujesz pokoj w ladnym hotelu, i ladujesz w takim miejscu, wsrod staruszkow… Rozsmieszylo mnie to bardzo. Moze mi sie jutro uda dowiedziec nieco wiecej jaka jest ich historia…

Maskara w Glencoe

Dzisiejsza Szkocja powitala nas – po raz pierwszy – szarym niebem i mzawka. Ale wycieczka musi sie odbyc.

Pierwszy przystanek – dolina Glen (Glencoe), i slynne ‘Trzy siostry’ – czyli trzy gory, nazwane Faith, Hope and Charity (Wiara, Nadzieja i Milosc).

To tutaj wlasnie 13 lutego 1692 roku odbyla sie Masakra w Glencoe, jedna z najbardziej nieslawnych masakr w historii Szkocji. Historia jest przepiekna, aczkolwiek bardzo smutna.

13 lutego 1692 r. Klan MacDonald z Glencoe został zamordowany podczas snu przez kapitana Roberta Campbella i jego ludzi. Dzień jest zapisany w szkockiej historii, nie tylko z powodu liczby ludzi, którzy stracili życie, ale dlatego, że mężczyźni cieszyli się gościnnością swoich ofiar przez 12 dni poprzedzających masakrę.

Dolina Glencoe (region w Higlhand, czyli gorach Szkocji) był domem dla klanu MacDonald (lub MacIains, tak jak byli bardziej znani) od początku XIV wieku.

Ludzie z regionu Highland byli niegdyś większością ludności Szkocji, społeczeństwem wojskowym, które w dużej mierze pomogło w ustanowieniu i utrzymaniu monarchii. To społeczeństwo, plemienne i feudalne, nie mogło się zmienić, aby sprostać zmieniającemu się światu, ani nie chciało ”

Ludzie z Highland byli uważani przez Szkotow z Lowland (nizin..) za przeszkodę na drodze do pełnej unii politycznej między Anglią a Szkocją. Wielu wierzyło, że nalezy zmiazdzyc ducha niepodleglosci gorali.

Klan MacDonald nie zgadzał się z klanem Campbell, ktory to coraz bardziej popieral rzad. Szkocja pelna jest krwawych historii, i walk pomiedzy klanami, klan MacDonald byl niezwykle porywczy i wojowniczy, a szczegolne niesnaski mial wlasnie z klanem Cambpell.

Tak w skrocie, gorale stanowili zagrozenie dla nowego rezimu krola William of Orange, wiec nakazano im podpisac przysiege na wiernosc krolowi – pod grozba najwiekszej kary. Data ostateczna byl 1 stycznia 1692 roku.

Niektóre klany były już związane inną przysięgą złożoną Jamesowi Stuartowi, obalonemu królowi przebywajacemu we Francji. Z przysiegi tej zostali zwolnieni dopiero 28 grudnia, kilka dni przed terminem ostatecznym na zlozenie nowej przysiegi.

W wyniku roznych politycznych spiskow, osobistych niesnasek, checi zemsty i klod rzucanych pod nogi, klan MacDonald nie zdazyl zlozyc przysiegi na czas. Kiedy szef klanu w koncu zlozyl (spozniona) przysiege, oczywiscie nie zostala ona przyjeta.

I wydano rozkazy aby klan wyeliminowac, z korzeniami.

Do Glencoe (tak, gdzie MacDonaldowie mieszkali) mialy przyjechac trzy kampanie zolnierzy, ale dojechala tylko jedna. Dwie pozostale tlumaczyly to, ze nie dojechaly, zla pogoda (wiadomo, zima w Szkocji, snieg i tak dalej). Niektórzy historycy uważają, że był to świadomy akt sprzeciwu, aby uniknąć zaangażowania w okrucieństwo.

Zolnerze przyjechali 12 dni przed masakrka, a klan MacDonalds, zgodznie z kodem Szkockiej goscinnosci, zaprosil zolnierzy pod swoje dachy, gdzie dali im nocleg i wyzywienie.

13 lutego klan zostal zmasakrowany, zginelo 38 członków klanu. Niektórym udało się uciec w góry, jednakze nie przetrwali z powodu ekstremalnych warunkow pogodowych. Uwaza sie, ze niektore rodziny zostaly ostrzezone przez co bardziej milosiernych zolnierzy, i tym udalo sie uciec z domow i gdzies schronic.

Wydarzenia wstrząsnęły krajem i stały się potężnym elementem antyrządowej propagandy dla jakobitów w Edynburgu. W 1695 r. Zauważono, że inni, którzy spóźnili się z przysięgą, zostali usprawiedliwieni, i tylko MacDonaldowie mieli zostac „wykorzenieni”

Teksty opublikowane od czasu masakry dowodzą, że Campbellowie nie mogą być w pełni odpowiedzialni za tragedię, ponieważ wypelniali oni tylko rozkazy z obawy przed wlasna smiercia, ale do tej pory znaki ‘No Campbells” pojawiaja sie w Higlands.

Bardziej szczegolowy opis maskary i wydarzen mozecie sobie przeczytac tutaj.

Piosenka o maskarze (ze slowami) tutaj. Tez bardzo smutna.


Pozniej pojechalismy dalej, do miasteczka Oban, ktore bylo o wiele bardziej interesujace niz Inverness. Oban jest zwane Szkocka Stolica Owocow Morza, i nie bez powodu! Swiezo wylowione owoce morza sa szeroko dostepne. Zatrzymalysmy sie w nadbrzeznym baraku na olbrzymi talerz pelen owocow morza – kraby, raki, krewetki, osmiornice, losos, sledz, czego tam nie bylo! Super swieze, super proste, super pyszne!

 

Tradycyjny szkocki obiad

Dzisiaj na obiad odwazylam sie zjesc tradycyjne szkockie haggis, serwowane z neepstatties.

Troche sie balam, bo popularna opinia jest taka, ze haggis sa obrzydliwe, i nikt, poza Szkotami, tego nie je. Ale sprobowac musialam, w koncu zjadlam swinke morska, to i haggis mi nie straszne.

Wiec jak zobaczylam na menu “haggis, neeps and tatties” musialam zamowic.

Co ta jest haggis? OSTRZEZENIE: jesli macie zamiar kiedys sprobowac haggis, omincie nastepny paragraf, i przeczytajcie go dopiero po tym, jak zjecie to danie. Zeby sie nie zniechecic….


Haggis to tradycyjny szkocki wyrob garmazeryjny, robiony z baranich podrobow – serca, nerek, i watroby, wymieszanych z cebula, owsianka, smalcem, rosolem i przyprawami. Jest to wszystko pozniej wsadzane w zoladek barani, i gotowane.


Czytajac taki opis trudno sie dziwic, ze Anglicy nie moga sie przemoc, aby to jesc – podrobow tutaj prawie nikt nie je. Ale ja z Polski na weselnych flakach wychowana, wiec haggis mi nie straszne, pomyslalam.

Nie wiedzialam co to sa neeps and tatties, ale jak sie okazuje, neeps to brukiew lub rzepa, tluczone, a tatties to po prostu ziemniaki tluczone. Podejrzewam ze slowa pochodza od turnip (rzepa po angielsku) and potatoes, potatties, nie wiem?

Haggis serwuje sie przewaznie z gestym, smietanowym sosem z whiskey, a jakze!

Jak smakuja haggis? Trudno mi opisac smak, ale sa dosyc pikantne, z konsystencja nieco kaszankowata. I musze powiedziec, ze sa przepyszne!!! Goraco polecam, koniecznie musicie sprobowac, jesli bedziecie w Szkocji.

Ponizej moj obiad. Po spojrzeniu na zdjecia w google doszlam do wniosku, ze wersja mi zaserwowana jest nieco mniej hardcorowa, bo haggis czesto sa serwowane jako kielbasa we flaku, co wyglada mniej apetycznie niz to, co ponizej.

Jak wyglada, tak wyglada, smakuje cudownie. Polecam!