Jest taki jeden sklep, ktory absolutnie uwielbiam. Anthropologie. Wystroj tego sklepu, wystawy, sa zawsze magiczne. I bardzo ciekawe. Chodze tam dla inspiracji. Maja przepiekne rzeczy, zupelnie inne, a swieczki pachna cudownie. Ponizej kilka zdjec z mojej ostatniej wycieczki do Anthropologie.
Ananasy to prawdziwe owoce, pomalowane na rozowo. Genialne!
Wystawa z korkow od butelek.
Wiecej zdjec z tego sklepu mozecie znalezc tutaj, jesli macie ochote sobie poogladac.
Sluchalam dzisiaj w Radio Zet o tym, jak to kobiety daly sie naciagnac. Daly sie naciagnac, ze naciaganie sobie skory na twarzy (oraz wszystkie inne zabiegi odmladzajace typu botox i co tam jeszcze) je ulepszy. Daly sie naciagnac, bo kobiety na zdjeciach w magazynach wygladaja cudnie i mlodo, bo celebryci sie naciagaja i wygladaja pieknie, bo bombarduja nas nierealne wizerunki kobiet zewszad.
Ze kosmetyczki i lekarze medycyny estetycznej wmawiaja nam, ze jak sie wybotoksujemy i naciagniemy to bedziemy lepsza wersja samej siebie.
Sluchalam tak, i sobie myslalam: co za propaganda! Chce wygladac pieknie. Nie dlatego, bo Kate Moss ma 45 lat a wyglada na 30. Nie dlatego, bo modelka z okladki Cosmopolitan twarz ma gladka i piekna. Che wygladac pieknie dla siebie. Jesli ktos chce chodzic sobie w dresie, i bez makijazu, to jego sprawa, mi nic do tego. Ale jesli ja chce sobie twarz zrobic, i sie wymalowac, i zalozyc szpilki, to nie dlatego, bo sie dalam ‘naciagnac’, tylko dlatego, ze mi sie to podoba, i ja chce tak wygladac. Dla siebie. Chce miec gladka twarz, bo nie lubie zmarszczek. I tyle. Po prostu. Nie dorabiajmy ideologii tam, gdzie jej nie ma, myslalam sobie.
Oczywiscie jest kwestia presji mediow socjanlych typu Instagram na mlode osoby – nastolatki nie chca odstawac i widzac takich Kardashianow chca wygladac podobnie i miec podobny styl zycia. Ale program nie byl o nastolatkach, tylko o doroslych kobietach. Uwazam, ze dorosle kobiety maja mozgi, i potrafia ich uzywac. Tym bardziej ze teraz otwarcie sie mowi, i kazdy chyba juz wie, ze modelki w magazynach sa mocno wyretuszowane.
Kolezanka z pracy odchodzila wczoraj na emeryture. Kanapeczki, ciasteczka, herbatka…. przed odejsciem chciala sie jeszcz przysluzyc, i postanowila, ze pozbedzie sie faksu, ktorego nikt nigdy nie uzywa. Od lat. Mlodziez dzisiaj to chyba juz nie wie, co to w ogole faks jest….
Faks jest w malym biurze, ktore przylega do biura glownego. Slysze w pewnym momencie bang, bang, wali cos w sciane.
– Nie stresujesz sie az tak bardzo, ze glowa w sciane walisz? pytam zartobliwie.
– Nieee, tylko kabel od faksu odrywam (kabel byl przypiety metalowymi zszywkami do sciany).
Po 10 minutach nagle nie ma internetu. Pytam, czy czasem nie odlaczyla.
Kolezanka nagle zrobila sie biala jak sciana.
– O Jezu, o Jezu, o Jezu, o Jezu – zaczela jeczec…
Patrze na kolezanke, a ona w jednej dloni trzyma kabel i rozlacznik telefoniczny. W drugiej nozczki.
Po dluzszym dochodzeniu, i po tym, jak juz sie uspokoila na tyle, ze mogla mowic, udalo mi sie z niej wydobyc, ze zaczynajac od faksu ciagnela kablel, idacy po scianie, az doszla do rozlacznika, do ktorego faks byl wpiety. Kabel za rozlacznikiem sie dalej gdzies ciagnal. A ze kolezanka nie mogla odlaczyc kabla od faksu, a dalej za rozlacznik sie dostac nie mogla, bo staly tam szafki z dokumentami, to zlapala za nozyczki, i ciach, ciach, kabel odciela….
Pozbawiajac tym samym calego biura internetu. I odlaczajac serwer….
Oczywiscie o pracy juz mowy nie bylo – niesamowite jak dzisiejsze biura silnie polegaja na internecie, bez internetu nie mozna zrobic juz nic!
Wiec wypilysmy herbatke, zjadlysmy kanapeczki i ciasteczka, a kolezanka na emeryture odeszla w wielkim stylu – tego dnia na pewno nikt szybko nie zapomni…
A my w biurze zadzwonilysmy do naszej firmy IT, ktora bedzie musiala szkody naprawic… Kolezanka zaoferowala, ze zaplaci za szkody wyrzadzone, ale szefowa wszystko przyjela z lekkim sercem, stwierdzajac:
Bylam wczoraj w szpitalu. Lekarz pierwszego kontaktu mnie skierowal, bo moj poziom cholesterolu kwalifikuje sie na specjalistyczne leczenie.
Gdy lekarz wykryl, ze mam bardzo wysoki cholesterol (313 mg/dL) nie za bardzo sie zmartwila, stwierdzila, ze przy niedoczynnosci tarczycy (ktora ja mam) to normalne, i ze zobaczymy jak bede brala hormony na tarczyce, czy mi sie cholesterol poprawi.
Nie poprawil sie. Wiec skierowala mnie do szpitala do specjalistycznej klinki. Poszlam 3 miesiace temu. Powiedzieli mi, ze u mnie to genetyczne (moja Mama tez ma i zawsze bardzo wysoko cholesterol miala), i zaproponowali mi statyny. Powiedzialam, ze moze ja sprobuje jeszcze przez jakis czas zdrowiej sie odzywiac, chociaz moja dieta jest wcale niezla. Przez 3 miesiace jadlam o wiele mniej masla i swojej ulubionej kielbasy.
Poziom cholesterolu pozostal niezmieniony, niestety. 😦 Wiec stalo sie. Bede brala statyny. Duzo sie naczytalam o efektach ubocznych, wiec troche sie boje. Ale co robic, trzeba chyba sprobowac… Chociaz wcale nie wiem, czy ryzyko zawalu u mnie jest podwyzszone, pomimo cholesterolu.
Czy macie jakies doswiadczenie ze statynami? Porady? Ostrzezenia?
Zegarek nastawilam na 5:20, to mi da wystarczajaco czasu aby sobie pocwiczyc, pozniej prysznic, makijaz, do pracy sie wyszykowac i rozpoczac dzien z wielka energia! Super!
Po calej nocy dziwacznych snow obudzilam sie przed 5, myslac o tej silowni.
Wycignelam telefon, i zaczelam ogladac cwiczenia, ktore bede dzisiaj rano robila.
Te troche za trudne.
Te za nudne.
Te za trudne. Te tez. I te.
Ok, te trudnawe, ale dam rade!
O 5:45 wyszlam z lozka, poszlam twarz umyc i zakladac lycre (getry chyba z lycra sa, nie?).
Myje twarz, i mysle sobie:
Cieple lozko, czy lycra i pot…. kolderka… czy lycra i pot….? Herbatka…. czy lycra i pot…?
Wstepujac na wage juz wiedzialam. Przeciez w koncu od wczoraj tylko 100 gram utylam, to na pewno woda mi sie zatrzymala w organizmie. A skoro nie utylam, to i nie ma co sie meczyc na silowni.
O 5:55 lezalam sobie w lozeczku, z kubkiem cieplej herbaty.
Nienawidze weekendow. Kiedys bardzo lubilam. Lubilam spedzac czas z dziecmi. Teraz nienawidze, i chcialabym zniknac.
Mlode nie chca juz ze mna nic robic. Jak zaproponuje spacer, to obydwie sie krzywia, i absolutnie nie. Jak chce je zabrac na dzien nad morze, to obydwie sie wydzieraja, ze nie beda nigdzie jechac. Jak zabralam je raz na weekend nad morze, to skonczylo sie na tym, ze zaczely mnie wyzywac i zadna sie do mnie nie odzywala. “Swinia” to chyba najdelikatniejszy epitet, ktorym mnie moje corki obdarzaja.
A jak siedzimy w domu, to od samego rana Olka pyskuje, z Zuzia roznie bywa. Albo siedza cale dnie na telefonie, a jak kaze odlozyc, to kolejna awantura, wyzywania, i trzaskanie drzwiami. Ciezko to opisac bez wchodzenia w szczegoly i glebsze tlo sytuacji, ale w weekendy w domu jest tak nieznosnie, ze az mi sie nie chce tu byc.
Mam zal do nich. Za to, ze odzywaja sie do mnie tak, jak sie odzywaja. Za to, ze traktuja mnie tak, jak traktuja. Za to, ze maja wymagania, i zadnego docenienia dla tego, co dla nich robie od 16 lat. Za brak szacunku i przyjecie pozycji ze do mnie, poniewaz ze mna mieszkaja, moga powiedziec co im slina na jezyk przyniesie, i moga sie zachowywac jak tylko im sie podoba. Przykro mi jak patrze na inne dzieci, ktore swoich rodzicow traktuja z miloscia. Pewnie, w kazdym domu sa problemy. Tylko moje dzieci uwazaja swoje chamstwo w stosunku do mnie za stan normalny. Oczywiscie nie musze dodawac, ze w stosunku do swojego ojca prezentuja zupelnie inne podejscie. Zaloze sie, ze nigdy nie uslyszal od nich ‘ty swinio’. Zaloze sie, ze nigdy mu srodkowego palca nie pokazaly. Bo z tata nie mieszkaja, wiec tata to bardziej jak obca osoba (no, nie obca, ale spoza domu), wiec trzeba sie zachowywac z kultura. Bo moje dzieci sa bardzo kulturalne poza domem. Mowia dzien dobry i do widzenia, maja nienaganne maniery, i sa niezwykle mile. Potrafia sie kontrolowac. Tylko w domu bez hamulcow zadnych.
Dlatego nienawidze weekendow.
P.s. update: Dziekuje za Wasze komentarze, czytam je i jest mi latwiej, pozwalaja mi perspektywe zlapac, i nawet troche mniej nie lubie tych swoich dzieci (znaczy sie troche bardziej je lubie, chociaz do lubienia to mi daleko, pomimo, ze je kocham). xxx
Zuzia zostala zaproszona do Uniwersytetu w Cambridge na dzien wykladow z inzynierii. Tego dnia przyjechaly do Cambridge dzieci z calej Anglii, a Zuzia jako jedyna ze swojej szkoly sie dostala, jestem z niej bardzo dumna!
Parking w Cambridge jest bardzo drogi (najtanszy, jaki mi sie udalo znalezc od 9 do 16 wynosil £25!!!), dlatego warto jest skorzystac z tzw. ‘park and ride’, czyli zaparkuj i pojedz autobusem. Cambridge ma 5 parkingow na obrzezach miasta, z kazdego co 10 minut odjezdza autobus, ktory dowozi Cie do centrum. Bilet powrotny kosztuje £4. Wiecej informacji na tej stronie.
Zuzia siedziala caly dzien na wykladach, a ja zwiedzalam sobie to przepiekne miasteczko. Nigdy jeszcze nie bylam!
Cambridge jest cudowne, uniwersytet i college dominuja centrum. Stare budynki, pieknie zdobione. Miasto przecina rzeka Cam, i jedna z rzeczy, ktore koniecznie trzeba zrobic w Cambridge to wybrac sie na przejazdzke lodka. ‘Rejs’ trwa 45 minut, a sprzedawcy biletow zaczepiaja turystow i oferuja znizki – bilet kosztuje £20, ale od razu na poczatku zaoferowali mi studencka stawke, £15. Kolezanka podzielila sie swietna porada – wez bilet, na ktorym jest cena znizkowa, i jesli kolejny sprzedawca Cie zatrzyma, to powiedz: juz mam za £15, mozesz mi lepsza cene zaoferowac? Jej udalo sie zaplacic £20 za 3 osoby!
Glownym celem turystycznym w Cambridge jest zwiedznie budynkow uniwersyteckich. Placi sie drobna oplate za wejscie (okolo £5 za budynek). Najwieksza atrakcja jest King’s College Chapel. Osobiscie goraco polecam wejscie do wiezy w St. Mary’s. Wstep kosztuje £4, maja ulotki po polsku, i ze szczytu wiezy widac caly Cambridge z gory! Wiele z moich zdjec ponizej zostalo zrobionych wlasnie z tej wiezy.
W Cambridge mozna zaplacic £20-£15 (lub mniej, jesli dobrze sie targujecie!) za przewodnika, ktory oprowadzi nas po calym miescie, i opowie ciekawe historie na temat budynkow i slynnych studentow/mieszkancow Cambridge. Ja wdalam sie w dluga pogawedke z jednym przewodnikiem. Powiedzial mi, ze bardzo duzo jest chinskich turystow. Rzeczywiscie, wszedzie widzialam cale hordy Chinczykow, rowniez znaki sa po angielsku i po chinsku 🙂
Ciekawa atrakcja jest Corpus Clock. Jest to zegar, ktorego tarcza jest pokryta 24 karatowym zlotem, nie ma wskazowek, czas jest pokazywany za pomoca swiatelek ledowych. Na zegarze siedzi potwornie, przerazajaco wygladajace zwierze, ktore wydaje sie ‘zjadac’ czas (“polyka” pojawiajace sie na zegarze sekundy).
Zegar dokladny czas pokazuje jedynie co 5 minut, bo wiekszosc czasu swiatelka pokazujace czas albo sie ‘zawieszaja’, zatrzymuja sie, cofaja, potem pedza, by nadgonic ‘stracony’ czas…. Wedlug John Taylor (ktory sponsorowal budowe zegara) takie chaotyczne dzialanie zegara odzwierciedla nieregularnosc zycia na ziemi.
Po dlugim spacerze wzdluz rzeki warto zatrzymac sie w tradycyjnym angielskim pubie na lunch i zimne piwo lub ale.
Zdecydowanie polecam wycieczke do Cambridge, jednodniowy wypad z Londynu jest bardzo latwo zorganizowac, a jeden dzien wystarczy w zupelnosci aby zasmakowac tego starego miasta.
Obraz w galerii
Lodki gotowe na turystow
CHinskie napisy na znakach
Wszedzie pelno jest rowerzystow
Moje kochane dziecko…
Corpus Clock
Schody w wiezy St. Mary’s
Chyba mi sie przez przypadek to zdjecie zrobilo, ale fajnie wyszlo, wiec zamieszczam 🙂
Kolegium Gonville and Caius College
Budynki Old Schools
Po prawej budynek Senate House, na wprost Old Schools
Po prawej stronie, te dwie wieze, to kaplica King’s College
Slyszeliscie o tzw. bucket list? Czyli o liscie rzeczy, ktore koniecznie chcecie zrobic w tym zyciu?
Ja oficjalnie takiej listy nie mam. Marzen, takich na ktore moge miec wplyw, tez tak naprawde nie. Bo marzeniem jest, aby moje dzieci byly zdrowe i szczesliwe.
Albo chcialabym pilotem zostac, ale juz raczej mi sie nie uda, bo za stara jestem, wiec nawet jakbym podjela kroki w tym kierunku, to i tak nic by z tego nie wyszlo. Ach, zawsze rowniez chcialam pojechac na wycieczke dookola swiata. Teraz jest trudno, bo dzieci, i praca. Ale kto wie, byc moze jak na emeryture odejde, i bedzie mnie stac, wtedy sie wybiore. Zaluje, ze nie zrobilam tego zanim zaczelam dorosle zycie…. moim ‘gap year’ (czyli taka wlasnie przerwa) byl rok w Nowym Jorku, po collegu a przed uniwersytetem.
Kiedys, dawno temu, jak bylam mloda i odwazna, bardzo chcialam skoczyc z bungee. Nigdy mi sie nie udalo, a teraz to juz bym sie bala i juz nie chce skakac z zadnego bungee. Jeszcze moglabym sie zabic. 😀
Na liscie moich marzen przewaznie bywaly wakacje w roznych miejscach, i systematycznie je spelnialam w miare mozliwosci. Rzeczy typu jazda konna nad brzegiem oceanu (zrobilam, w Meksyku), albo aby zanurzyc sie w kazdym z pieciu oceanow (troche nie jestem pewna, w ktorych sie nurzalam, ale troche morz i oceanow tez zaliczylam), podroz do dzungli (byla w Malezji i w Peru)….
Zatem myslalam zawsze, ze nie mam listy jako takiej.
Az tutaj nagle dzisiaj rano, szukajac rzeczy, ktore mozna robic na Kubie, oswiecilo mnie – przeciez zawsze, od wielu lat, chcialam nauczyc sie nurkowac!!! Pierwszy raz nurkowalam w Malezji, i sie zakochalam. Pozniej jeszcze nurkowalam na Kajmanach. Ale zawsze z instruktorem, niezbyt gleboko.
I zawsze chcialam zrobic kurs PADI. Dlaczego nie zrobilam? Nie wiem, bo nie zaplanowalam!
Wiec wrzucam oficjalnie kurs nurkowania PADI na swoja liste. Teraz juz bede musiala to zaplanowac i zrobic!
Usiadlam dzisiaj, i uporzadkowalam wpisy z kategorii “Podroze”. Podzielilam je na kraje. Sporo tego bylo, a przeciez nie wszystkie swoje wycieczki tutaj opisywalam (szkoda, niestety). Rowniez szkoda, ze zdjecia sie nie wyslwietlaja…. 😦
Spojrzcie na menu na gorze strony, obok ‘Home’ i ‘Contact’ jest zakladka podroze.
Zgodnie z obietnica dana Kika_73 wrzucam instrukcje jak przeniesc bloga z Blox.pl na WordPress.com
Zaloguj sie do swojego bloxa, a nastepnie na gorze kliknij na ‘Konto’ –> Ustawienia konta Gazeta
2. Zostaniesz przeniesiony na taka strone. Kliknij na ‘Uslugi’
3. Z tej strony kliknij ‘Pobierz’, ktore bedzie obok nazwy bloxa.
4. Pobierz plik, ktory zapisze sie jako zip. Nalezy potem prawym przyciskiem kliknac, i wszystkie pliki ‘rozladowac’. Beda tam 3 pliki:
a).Folder resources, czyli wszystkie zdjecia z bloga.
b). text dokument zwany blog – sa to wszystkie wpisy w formie tekstu.
c). xml dokument zwany ‘wordpress’, to ten plik bedzie nam potrzebny do eksportu
5. I to tyle. Teraz musisz sobie zalozyc konto w WordPress, jesli jeszcze takiego nie masz. Potrzebny bedzie adres email. Zapytaja Cie jak chcesz aby Twoja strona sie nazywala – nazwa bloga. Krotki opis, o czym bedzie, oraz jak pewnie sie czujesz w tworzeniu strony.
6. Zapytaja Cie, jaki adres chcesz stronie nadac. Wyglada na to, ze domena .home.blog jest darmowa, za wszsytko inne trzeba placic. Wiec ja mam olzusy.home.blog.
7. Mozna miec strone za darmo, lub placic – sa rozne pakiety. To wybierasz w nastepnym kroku.
8. I juz mamy bloga! Tak to wyglada:
9. Teraz trzeba przeniesc naszego bloxa na wordpress. Po lewej stronie na panelu jest link ‘Import’. Kliknij tam, i pojawi Ci sie okno z roznymi mozliwosciami do wyboru. Kliknij na WordPress.
10. Przeciagnij plik c o ktorym mowilam w punkcie 4 (‘wordpress’) to okienka.
11. Plik sie zaladuje, co moze zajac troche czasu, w zaleznosci od tego, jak duzy byl Twoj blog, ile bylo zdjec itd. Kliknij Done, i juz.
Po lewej stronie na panelu kliknij ‘View site’ aby obejrzec swoja nowa strone. Tak jak pisalam wczesniej, niestety zdjecia sie kiepsko kopiuja, wielka szkoda. Ale caly tekst, wpisy, daty – wszystko jest. A, komentarze rowniez sie nie kopiuja.
Wyglad bloga mozecie zmienic klikajac na Customise–> Themes.
Mam nadzieje, ze wszystko jasno opisalam, jesli macie pytania, pytajcie smialo!