Weekend w Kent

Wybralysmy sie na weekend do Kent. Niedaleko White Cliffs of Dover (Biale Klify w Dover) – z Dover odchodza promy do Francji. W pewnym momencie dostalam wiadomosc na telefonie: witamy we Francji (pomimo, ze wciaz bylysmy w Anglii – pewnie telefon odebral sygnal z masztu we Francji).

Pogoda dopisala, na szczescie. Kamienista plaza, zeberka w nadmorskiej knajpce, prowadzonej przez Polke (mieli Tyskie w ofercie – pierwszy raz widzialam polskie piwo w restauracji – w sklepach z latwoscia mozna dostac, moja stacja benzynowa ma kilka rodzajow polskiego piwa, ale w restauracji jeszcze nigdy nie widzialam….)

Pare zdjec tutaj.

Szukanie pracy jest jak Tinder.

Wlasnie sie dowiedzialam, ze stracilam prace. Moja szefowa odchodzi na emeryture, a poniewaz jestem zatrudniona bezposrednio przez nia, i moja praca zwiazana jest bezposrednio z nia, wiec i moj etat tez sie konczy.

Mam 3 do 6 miesiecy na znalezienie czegos innego. Zaczelam sie rozgladac, i nasuwa mi sie tylko jedna mysl.

Szukanie pracy jest jak szukanie randki na Tinderze.

Na poczatku wszystko jest ekscytujace, i mozliwosci wydaja sie nieograniczone.

Po kilku dniach pojawiaja sie wciaz to samo i to samo.

Po kilku wstepnych kontaktach jestesmy pelni nadziei, ze tym razem byc moze cos z tego bedzie, ze to wyglada obiecujaco….

A pozniej jednak okazuje sie/ dochodzimy do wniosku, ze jednak znow nic z tego nie bedzie.

Tylko mam nadzieje, ze szukanie pracy bedzie bardziej owocne od szukania partnera na Tinderze 😀