Gdyby ktos wybieral sie na zachod Angii, koniecznie nalezy wybrac sie do Kornwalii. Jest to przecudowny zakatek Anglii, z widokami zapierajacymi dech w piersi.
Podczas tego weekendu udalo mi sie ‘zaliczyc’ kilka atrakcji.
Land’s End jest najbardziej wysunietym na zachod kawalkiem ladu w Anglii. Jest rowniez niezwykle ‘uturystyczniona’ atrakcja, z drogim parkingiem, turystycznymi jadlodajniami i innymi “atrakcjami”. Proponowalabym sobie darowac. W zamian wybierzcie sie do Cape Cornwall, ktore znajduje sie okolo 10 kilometrow od Land’s End. Cape Cornwall podejrzewam wyglada teraz tak, jak Land’s End wygladal 40 lat temu. Przyroda, piekne morze, malo ludzi. I z daleka widac Land’s End.


Lizard Point jest kawalkiem Anglii najbardziej wysunietym na poludnie, i zdecydowanie polecam. Zakochalam sie. Nie mam zdjec gdyz podczas tej wizyty nie udalo mi sie pojechac na Lizard Point.
Kolejna atrakcja jest St Michael’s Mount w miasteczku Marazion. Gora z zamkiem znajduje sie na ‘wyspie’. Poczas odplywu mozna przejsc na gore na pieszo, gdy jest przyplyw kursuje lodka.


Atrakcja, ktora mnie niesamowicie zauroczyla jest Minack Theatre. Jest to teatr na swiezym powietrzu, wybudowany na zboczach gory, z widokami na morze. Aktorzy graja na scenie, widownia siedzi na skalach na stoku i oglada sztuke. Ale nie tylko. Mozna sobie przyniesc piknik, wino, albo cos cieplego.. Jest tez kawiarnia, w ktorej mozna kupic proste posilki czy gorace napoje. Najwazniejsza porada, jaka moge Wam dac – ubierzcie sie bardzo, bardzo cieplo. I wezcie sobie koc. Albo dwa. Chociaz dzien byl goracy, wytrzaslam sie porzadnie, zwlaszcza po zachodzie skonca, bo wiatr od morza niestety jest zimny.

Wizyta w Kornwalii nie moze obyc sie bez tzw. cream tea, czyli podwieczorku skladajacego sie ze slodkich buleczek, tzw. scones, dzemu, gestej smietany zwanej ‘clotted cream’, i herbatki. Clotted cream robi sie podgrzewajac tluste krowie mleko w kapieli wodnej, ktore pozniej zostawia sie w plytkim naczyniu do wystygniecia. Kornwalia slynie ze swojej smietanki i jest z niej bardzo dumna.
Jako ciekawostke dodam, ze w sasiadujacym z Kornwalia Devon rowniez podaje sie ‘cream tea’. Obydwa ksiestwa nalegaja, ze ‘cream tea’ pochodzi wlasnie od nich, ze to oni zaczeli ten zwyczaj.
Jak jest naprawde, nie wiem. Ale wiem, ze ‘cream tea’ jada sie inaczej w obydwu ksiestwach. W Kornwalii na buleczke naklada sie najpierw dzem, a pozniej smietanke – ‘bo my sie jej nie wstydzimy’ – twierdza Kornwalijczycy. W Devon z kolei najpierw idzie smietanka, a dzem na wierzchu. Bo smietanka jest jak maslo, a przeciez nie naklada sie masla na dzem, przekonuja Devonczycy. Sprobowalam i tak, i tak. Z dzemem na wierzchu smakuje bardziej slodko. Ale i tak wole ze smietanka na wierzchu. Moze dlatego, bo tak zjadlam swoja pierwsza ‘cream tea’, kilka lat temu po przyjezdzie do Anglii.

Kilka dodatkowych zdjec znajduje sie tutaj.
Dzwonek przymocowany do sciany w taki sposob, aby trudno bylo go ukrasc.