Cyganom sie nie ufa. Tak mi kazdy mowil.
Wpadla jeden taki do mnie do ogrodu. Nawet nie wiedzialam, ze to Cygan. Wygladal na Anglika. Takiego zulowatego troche. Ale absolutnie nie na Cygana. Ale byl Cyganem, bo moj sasiad tak powiedzial. Rowniez dziewczyna Cygana na pytanie, skad pochodzi, odpowiedziala:
– Moja matka handlowala wisiorkami i kwiatuszkami… i z kart wrozyla…. wiec chyba jest we mnie troche Cyganki…
Zatem ten Cygan wpadl do ogrodu, popatrzyl na moje przerosniete trzewa (zdjecia wrzuce moze jutro), i mowi tak:
– Pracuje u Twojej sasiadki, tam (wskazuje na tyl domu). Sasiadka chcialaby troche wiecej slonca w swoim ogrodzie, wiec ja moglbym te galezie przyciac tu, i tu, pieknie je wyrownac, zrobic Ci cudny zywoplot….
– I ona za to zaplaci? pytam zdumiona poswieceniem sasiadki – wszystko, byle tylko miec wiecej slonca?
– A nie, to ty musisz zaplacic.
– Ile?
– £150. I wszystkie smieci tez wywioze.
Cena wydala mi sie rozsadna, bo krzaki naprawde wielkie – z piec metrow moze na wysokosc? Zgodzilam sie. Dwoch znajomych mnie ostrzegalo – tylko nie plac im, dopoki wszystkiego nie skoncza!
Cygan przyprowadzil brata, i we dwoje wzieli sie do roboty.
Po obcieciu kilku galezi Cygan mowi:
– Potrzebuje troche kasy, zeby za wysypisko zaplacic.
– Absolutnie nie. Nie zaplace Ci, dopoki nie skonczycie.
Po pieciu minutach dyskusji niechetnie ustapil.
Po godzinie przyjechala kobieta, w ciazy, z dwojka dzieci. Zaczela sie awanturowac pod moim domem. Domyslilam sie, ze to dziewczyna Cygana byla. Z chlopakiem sie klocila. Drugi Cygan prosi o telefon – bo do zony musi zadzwonic, zeby wieksza pile przywiozla. A co, swojego telefonu nie masz? Nie mial przy sobie. Ciezarna Cyganka swoim zaczela machac, ze bateria jej siadla, wiec nie moze swojego telefonu pozyczyc.
Pelna podejrzen sie zrobilam, i nie bardzo chcialam im dawac swoj telefon komorkowy. Dalam mu stacjonarny.
Galezie obcinali. Beznadziejnie. Moje drzewa wygladaja jakby wielki sztorm je zniszczyl. “Przeciez tylko £150 zaplacilas!” skwitowal Cygan moj niesmialy komentarz, ze one ladnie raczej nie wygladaja. Potlukli mi doniczki. Polamali kwiatki. W koncu zaczeli zbierac to, co scieli. Zebrali polowe, a ze juz pozno bylo, powiedzieli, ze rano przyjada. Oczywiscie poprosili o pieniadze, zeby ‘za wysypisko zaplacic’. (Dla wyjasnienia – znajomi mnie zapewnili pozniej, ze oni te galezie wywala gdzies w lesie, i tyle beda moje galezie wysypisko widzialy).
Dalam im £100.
Rano przyjechali. Zgarneli wiekszosc smieci. Ja musialam isc. Zostal im jeszcze jeden wielki pien u sasiada. Taki na dwa metry wysoki, moze wiecej. Duzy. Cyganka domaga sie zaplaty. Ja patrze niepewnie na ten pien. Ona zaczyna sie wydzierac, ze wiekszosc juz mi zabrali, ze oni u sasiadki pracuja, a ja wciaz im nie wierze.
Musialam isc.
Dalam im reszte pieniedzy, myslac sobie, ze przeciez zostal im tylko jeden pien. Reszte zabrali, no przeciez chyba nie zostawia juz tego jednego, nie beda az tacy nieslowni?
Musialam isc. Dalam im pieniadze. Wrocilam. Pien wciaz lezy. Trzy dni pozniej. Cygan moich telefonow nie odbiera.
Nie wiem, co teraz zrobie, bo nie mam pily elektrycznej. A pien jest gruby. Nie wiem, czy dam rade reczna pila piciac, i zataszczyc do samochodu, zeby na wysypisko wywiezc.
Cyganom sie nie ufa. Tak mi kazdy mowil. Byc moze kazdy mial racje…