Postanowienia

Nowy rok, nowe postanowienia, nowa ja! Podejrzewam, ze kazdy mial jakies noworoczne postanowienie, przynajmniej raz w zyciu. Niektorzy co roku cos sobie postanawiaja. Najczesciej jest tak, ze w 2016 w koncu zrobia to, czego nie dokonali w 2015, po tym, jak tego nie zrobili w 2014, jak to wczesniej zaplanowali w 2013.

Tak, moi drodzy. Podobno do 15 sytcznia okolo 90% wszystkich noworocznych postanowien zostaje zlamanych. A jakie sa najbardziej popularne? Oczywiscie w zaleznosci od tego, gdzie czytamy, ale najczesciej pojawiaja sie:

1. Schudnac

2. Rzucic palenie

3. Cwiczyc

4. Pic mniej

5. Spedzac wiecej czasu z rodzina

Ja dotrzymalam jednego noworocznego postanowienia – zeby zadnych postanowien nie robic. Udalo sie wytrzymac wiele lat. Latwo nie bylo, ale dalam rade. W tym roku sie zalamalam. Postanawiam, ze schudne, bo bede mniej jesc i wiecej cwiczyc. Przypieczetuje to postanowienie czekolada, jedzona na kanapie.

Postanawiam rowniez, ze czas spedzony z rodzina jest niczym niezastapiony. W zwiazku z tym bede dzieci do ojca czesciej wysylac.

Lamka wina uczcze postanowienie, ze bede mniej pic. Moze dwoma lampkami. Albo trzema.

A jakie sa Wasze postanowienia? Albo, jesli ich nie robicie, to jakie byloby? Albo, dlaczego nie robicie noworocznych postanowien?

No to na zdrowie! Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku. Oby byl lepszy niz 2015. O wiele lepszy.

Boze Narodzenie otwarcie.

Najgorsze Boze Narodzenie przytrafilo mi sie piec lat temu. W lipcu 2010 roku wyladowalam w Anglii, z dwojka dzieci i dwoma walizkami. Nie znalam tutaj nikogo. Oczywiscie w ciagu piecu miesiecy nie poznalam nikogo na tyle dobrze, aby z nimi spedzac Swieta. Ustalajac z ojcem dzieci co robimy zgodzilam sie, aby on mial dzieci od 25 grudnia. Naiwnie myslalam, ze byc moze maz (wciaz jeszcze oficjanie) i jego rodzina zaprosza mnie, chociaz na godzine, zebym nie byla sama. Bo wiedzieli, ze nikogo nie znam. A nikt nie powinien byc sam tego dnia. O naiwnosci ty moja. Ojciec dzieci zebral do samochodu z samego poranka, a ja zostalam w domu. Sama. Wtedy wypilam cala butelke wodki. Szybko. Pijana totalnie  poszlam szukac papierosow (pomimo, ze nie pale, ale jakos tak mnie naszlo…) w lokalnym Tesco (zamkniete, oczywiscie), na stacji benzynowej (tez zamknieta), w jakims barze moze… nic nie bylo otwarte. Ludzi na ulicach tez nie bylo. Wrocilam do domu, bez papierosa, i usnelam na kanapie.

Na drugi dzien obudzilam sie, z olbrzymim kacem, ale za to z zacietoscia, ktora pozwolila mi dokumentnie zapoznac sie z angielskim prawem rozwodowym – dowiedzialam sie wtedy, ze moge sie rozwiezc po szesciu miesiacach mieszkania w Anglii (a nie po roku, jak mnie poinformowal prawnik). W styczniu zlozylam wniosek o rozwod.

To byly najgorsze Swieta w moim zyciu.

W tym roku Swieta z kolei sa najsmutniejsze. Patrze na zdjecia z zeszlego roku, na cudowne chwile, ktore dzielilysmy ze wspanialym czlowiekiem, ktorego juz nie ma. Wiedzialam, ze bedzie mi smutno. Ale nie myslalam, ze bedzie mi az tak zle.

Nigdy nie lubilam Swiat. Ok, moze jako dziecko, ale pozniej juz nie. Glownie ze wzgledow logistycznych – rodzina rozsiana po calym swiecie, ciezko zorganizowac jakis sensowny podzial wizyt. Nie wyglada mi na to, ze w najblizszym czasie Swieta polubie. Byc moze w przyszlym roku zrobie to, co sprawdzalo sie najlepiej do tej pory  – wyjade do cieplych krajow.

Balwany!

Kto lubi snieg? Ja nie. Najwspanialsze Swieta zawsze mialam w cieplych klimatach, ze sloncem, a nie sniegiem. Prosze bardzo, mozecie mnie zlinczowac. Nie lubie zimy, nie lubie zimna, nie lubie sniegu. I tak, jak najbardziej, pochodze z Polski (bo to standardowy komentarz, gdy mowie, ze nie lubie zimy, to: Ale przeciez Ty jestes z Polski!! – bo w Polsce zimy epokowe, ze sniegiem i niedzwiedziami polarnymi. Ok, moze nie az tak bardzo, ale w porownaniu z tutejszymi 10 stopniami, temperatury polskie typu -10 to powazna sprawa).

Osobiscie od sniegu zdecydowanie wole biala czekolade. W sumie bialej nie lubie tak bardzo, ale balwany czarne byc nie moga, wiec jest biala czekolada.

A mowie o tych balwanach:

20151220_12.34.44

Balwany maja glowy wypelnione skittles (groszkami kolorowymi), wiec miejmy nadzieje, ze jak mu sie glowe rozlupie (brzmi brutalnie!) to groszki sie rozsypia kolorowym dywanem.

O oto jak powstaly balwany (przy pomocy mojej i Oli):

1. Roztopilysmy biala czekolade. Wczesniej kupilam gumowe okragle foremki, takie jak w tym linku. Lyzeczka posmarowalysmy foremki czekolada. Gdy zastygla, druga warstwa. Porada: koncowa warstwa czekolady powinna byc dosyc gruba, bo inaczej puste polowki czekoladowe beda pekaly.

2. Po wyjeciu czekoladowych ‘miseczek’ z foremek wypelnilysmy jedna polowke groszkami, pozniej druga polowka przykrylysmy, i skleilysmy polowki roztopiona biala czekolada (paluchem wystarczy posmarowac, i sie skleja).

3. Na papierze do pieczenia roztopiona czekolada narysowalysmy roztopiona dolna czesc balwana, polozylysmy na niej ‘glowe’, z patyczkow czekoladowych zrobilysmy rece, z groszkow guziki, a kapelusz (tez sklejony roztopiona czekolada) powstal z ciastek czekoladowych oreo i z czekoladowych guzikow.

I tyle. Czasochlonne, ale dosyc latwe i niedrogie, a ile przy tym zabawy!

Wideo z instrukcjami tutaj.

Jak wygladal Jezus

Gdy slyszysz slowo ‘Jezus’, to jaki obrazek pojawia Ci sie w glowie? Zaloze sie, ze cos w tym stylu:

 

 

Jesus

 

Taki europejsko wygladajacy mlody mezczyzna, z niebieskimi oczami i calkiem przystojnie wygladajacy….

A tymczasem.

Plec brzydka z rejonow Galilei (teraz polnocny Izrael) w czasach, gdy Jezus chodzil po ziemi, w ogole tak nie wygladala.

W 2002 roku Richard Neave, ekspert of rekonstrukcji twarzy, stworzyl trojwymiarowy model typowego mezczyzny zyjacego w czasach i okolicach Jezusa.

A wygladal on tak:

 

CV-bIU4VEAAT54b

No i co Wy na ten temat sadzicie? Moja pierwsza mysl byla taka: No rzeczywiscie, przeciez to ma sens! Ale domyslam sie rowniez, ze Polakom trudno byloby czcic Jezusa, gdyby taki Jego wizerunek mieli w glowach. Oczywiscie mozemy sobie wyobrazic, ze Maryja rowniez wygladala nieco inaczej niz sie nam wydaje…

Dla spragnionych wiedzy i szczegolow, artykul oryginalny jest tutaj (po angielsku).

Zyc trzeba

Moj pies jest nieco zmieszany ostatnio. Nie bardzo rozumie, dlaczego jego pani wyrobila sobie nawyk wieczornego szlochania na kanapie. Psisko stara sie jak moze naprawic to, czego nie rozumie. Wlazi na kolana, lize mnie po twarzy, patrzy miloscie i czeka na polecenie – co mam zrobic, zeby Ci bylo lepiej? stara sie pytac.

Zrobic nic nie mozesz, piesku. Chociaz wydaje sie to niemozliwe, a jednak. Swiat sie kreci jak sie krecil, slonce wschodzi codziennie, codziennie dzieci jada do szkoly, ja do pracy, jemy sniadania, obiady, i kolacje. Ludzie sie smieja, dzieci sie bawia, wszystko jest dokladnie takie samo. Tylko ze nie jest. I nigdy juz nie bedzie. Ludzie gdy odchodza, pozostawiaja po sobie pustke, ktora trudno jest wypelnic.

Ale rano znow trzeba wstac.

Czasami trzeba pojechac z dzieckiem do szpitala. No wlasnie. Podziele sie z Wami najnowszym rozwojem wypadkow w zyciu Oli.

Tak w skrocie dla tych, ktorzy nie wiedza.

Ola ma pierwotna dyskineze rzesek (po angielsku primary ciliary dyskinesia, lub w skrocie PCD) – rzadka chorobe genetyczna, ktora jest bardzo podobna do mukowiscydozy – atakuje pluca. Dla zainteresowanych choroba w przyjazny sposob jest opisana przez pewna mame.

Do tej pory robila codziennie inhalacje, cwiczenia na pluca, i generalnie byla zdrowa.

Ale podczas ostatniej wizyty w szpitalu okazalo sie, ze w plucach i w nosie wyhodowala sobie paskudna bakterie zwana pseudomonas. Pseudomonas (paleczka roby blekitnej, jaka piekna nazwa dla paskudnej bakteriii) jest niezwykle odporna na antybiotyki, za to swietnie sie rozprzestrzenia i mnozy jak szalona. No i wyczytalam, ze ‘dramatyczna sytuacja wystepuje u pacjentow z muko, czesto zakazonych tak odpornymi szczepami, ze pomoc im jest zupelnie niemozliwa’.

Ale staramy sie walczyc z pseudomonas. Ola robi teraz trzy inhalacje dziennie, przy czym dwie z nich sa z antybiotyku atakujacego bakterie. Do tego przyjmuje antybiotyki doustnie – dwa rodzaje, oraz bierze srodek ze sterydami i jeszcze jeden taki na rozszerzenie oskrzeli.

Tak, Swiat sie kreci jak sie krecil, codzienne problemy nie chca magicznie zniknac i trzeba sie z nimi zmagac, zyc trzeba.