Czy tesknie?

Czy juz tesknisz za dziecmi? Takie pytanie bardzo czesto slysze od znajomych, kiedy mowie im, ze dzieci sa wlasnie u taty.

Czy tesknie?

Za ciaglymi klotniami? To nie moje skarpetki leza na podlodze!! Zejdz mi z drogi! Nie, nie oddam Ci tej ksiazki! Nie, nie tesknie.

Za ciaglym ‘Mamoooooooo!!’? Mamooo, ona mnie bije! Mamooo, glodna jestem! Mamooo, moge cukierka? Nie, nie tesknie.

Za cialgym balaganem? Okruchami chleba na stole, brudnymi ubraniami na podlodze, pasta do zebow na zlewie, blotem na dywanie? Nie, nie tesknie.

A moze za halasem i krzykami? Nie, tez nie tesknie.

Odpoczywam.

Posprzatam w domu, i mam porzadek. Tam, gdzie poloze, tam lezy. A jak nie poloze, to nie lezy.

Nie musze gotowac.

Nie musze jezdzic do szkoly, na tenisa, do zuchow i na pianino.

Znacie to? Wyjechali na wakacje wszyscy nasi podopieczni, gdy nie ma dzieci w domu to jestesmy niegrzeczni?

No wlasnie. Jak nie ma dzieci, to przestaje byc samotna, zalatana matka, a staje sie soba. Na tych kilka dni staje sie Sylwia.

I tylko czasami, czasami, gdy jest tak cicho i tak pusto to dociera do mnie, ze moze jednak troche tesknie.

Za mala lapka ufnie wlozona w moja dlon.

Za usciskiem na dobranoc

Za naszymi rozmowami przy obiedzie na tematy wyciagane ze sloika

Za liscikiem: mamusiu, I’m so so so so sorry rze znuf biwam niegzecna (co sie tlumaczy na ‘przepraszam, ze bylam niegrzeczna’)

I za standarodwym ‘Kocham cie!’ i buziakiem gdy wyskakuja z samochodu przed szkola.

Bo jak sie ma dzieci, to zawsze sie ma kogos, kto nas kocha 😉

 

UPDATE: Dzieci wrocily wczoraj. Czy moga juz z powrotem pojechac do taty?

Weselnie

Ludzie biora slub z roznych powodow. Czasami z milosci. Tak tez sie zdarza. Czasami z rozsadku – bo moze juz wypada? Czasami po pijanemu, zwlaszcza w Vegas. Albo pod presja rodziny.

Jeden moj znajomy powiedzial, ze mysli, iz sluby i wesela to smutne okazje. Dlaczego? Bo ludzie zazwyczaj placza na slubie. Taki zartownis.

Uwielbiam wesela. Moglabym co tydzien chodzic. Niestety w moim wieku tych wesel juz coraz mniej. W ciagu najblizszych kilku tygodni mam az dwa. Obydwa nieco niezwykle.

W srode ide na wesele, ktore bedzie nieco slodko gorzkie. On i ona. Jeden pies, jedno dziecko, roczek wlasnie dzisiaj swietuje. I jeden rak. Dwa tygodnie temu oglosili zareczyny. Na drugi dzien zaprosili gosci na slub. Wlasnie dowiedzieli sie, ze jego szanse na to, ze dozyje do Bozego Narodzenia sa zerowe. Wiec biora slub. I tylko prosza, zeby nikt nie ubral sie w kolor purpurowy, bo oddzial szpitalny, gdzie on walczy z rakiem, jest w kolorze purpurowym.

A za kilka tygodni ide na slub kolezanki. Jako swiadkowa. Kolezanka ma meza, od dwudziestu lat ma tego meza. Ale wlasnie przypadkowo, przy zalatwianiu roznych formalnosci w Polsce, okazalo sie, ze moja zamezna kolezanka jest wciaz……………. panienka! Ktos kiedys przy slubie konkordatowym, ktory brali, popelnil jakis blad, i tyle! Wiec kolezanka musi teraz szybko slub brac, zeby mogla formalnosci zalatwiac, bo wszystkie dokumenty ma na nazwisko meza, a w Polsce figuruje jako panna z nazwiskiem swojego ojca 🙂

Taki bigos.

 

Pan od historii

– Mamusiu! Nie moge sie doczekac az bedzie wywiadowka! – wykrzyknelo z nienacka moje 13 letnie dziecko przy obiedzie.

– Serio? A to dlaczego? zapytalam zdziwiona. Ok, dostaja lody po wywiadowce zazwyczaj, ale bez przesady.

– Bo spotkasz mojego pana od historii. I jestem pewna, ze Ci sie spodoba. A jak zaczniesz z nim wychodzic (okreslenie moich dzieci na ‘chodzenie z chlopakiem’) to wtedy bede miala same dobre oceny z historii!!

Oczywiscie, dziecko. A teraz siadaj do ksiazki i sie ucz 🙂