Dominacja truskawek

Obiecuje, ze Meksyk opisze. Jak tylko bede miala chwilke na zlapanie oddechu. Jak na razie mam przyslowiowy meksyk w domu.

Od powrotu nie mialam nawet czasu na chwile usiasc. W sypialni pranie wciaz sie pietrzy pod sufit. Dom ledwo tylko z kurzu ogarniety. Lodowka pusta.

A wielka to zasluga dzialki. Otoz zamowilam nasiona, truskawki, ziemniaki i inne takie przez internet. Obiecali, ze przysla jak wroce z wakacji. W polowie wakacji dostaje maila, z radosna informacja, ze PACZKA JEST W DRODZE!! Spanikowana pisze do sklepu, ze obiecali po wakacjach wyslac.

Ok, nie ma sprawy. Odwolaja kuriera, wysla w polowie kwietnia.

Wracam z wakacji, i co? Przed drzwiami wielka torba. Pelna truskawek. 30 krzakow. Krzaki sa bez ziemi, takie z golymi korzeniami, wiec trzeba je wsadzic jak najszybciej. Z tydzien juz pod drzwiami staly te truskawki, wiec musialam je zasadzic, nie ma przebacz.

Poza tym odkrylam, ze posrod trawy i chwastow (ktore wczoraj w pocie czola przez 3 godziny wyrywalam) mam kolejnych okolo 20 krzakow truskawek, o ktorych zapomnialam, bo byly pod chwastami. Jesli oni mi wysla te obiecane 30 krzakow w polowie kwietnia, to chyba w kobialki bede zbierala i przy trasie M25 sprzedawala te truskawki.

Taki ze mnie ogrodnik. Chrzan zajal mi o wiele wiecej miejsca niz myslalam. Szparagi jeszcze wiecej. Truskawki zdominowaly mi dzialke jak Polacy Anglie.

Ziemi juz mi brakuje, gdzie ja te pomidory i kartofle, ktore przychodza w kwietniu, wsadze? No gdzie, ja sie pytam?

A jutro do Polski lece, na taki szybki, przelotny, krotki weekend. No meksyk, normalnie, nie ma kiedy usiasc!