“Albowiem niceśmy nie przynieśli na ten świat, bez pochyby że też wynieść nic nie możemy”
Dzisiaj po raz pierwszy wzielam udzial w angielskim pogrzebie. Po raz pierwszy rowniez bylam w krematorium. Tutaj kremacja jest chyba czestsza niz pogrzeb tradycyjny.
Kaplica byla duza. Z jednej strony jest poczekalnia, gdzie gromadzi sie rodzina i przyjaciele zmarlego. Zaskoczylo mnie, jaka radosna atmosfera panowala w poczekalni. Nikt nie byl smutny, nikt nie plakal, ludzie gawedzili wesolo i wybuchy smiechu slychac bylo z kazdego kata sali.
Gdy przyjechala limuzyna z trumna, wszyscy wyszli na zewnatrz, i kontynuowali pogawedki. Zona zmarlego, ubrana w szara bluzke i czarne spodnie, rozmawiala z ludzmi, ale nigdy bym sie nie domyslila, ze to jest swieza wdowa – smiala sie, rozmawiala, generalnie wygladalo to jak slub niemalze. Wytlumaczono mi, ze dla ludzi tutaj pogrzeb to jest swietowanie zycia zmarlego – milych wspomnien z nim zwiazanych, dobrych rzeczy, ktore zrobil… ale ja mysle rowniez, ze ma to zwiazek z konserwatywna natura Anglikow, ktorzy sa bardzo powsciagliwi w wyrazaniu swoich emocji. W koncu nie wypada szlochac przed tymi calymi tlumami…
Pozniej zaproszono wszystkich do kaplicy – duza, z wielkimi oknami. Pieknie udekorowana. Trumne wniesli synowie zmarlego. Postawili z boku, na piedestale. Rodzina usiadla z przodu, pozostali goscie z tylu. Na lawkach rozlozone broszurki – zdjecie zmarlego, modlitwy, hymny spiewane. Zaproszenie na stype.
Ceremonia zupelnie nie przypomina tej polskiej. Nie ma pompatycznej muzyki. Sa za to przemowienia – zabawne! Pastorka czytala wspomnienia rodziny i przyjaciol zmarlego – jak brat chodzil z nim do sklepu, jako dzieciak osmioletni, i kradl slodycze. Jak siostra wyzerala z nim frytki zakupione w restauracji, przyniesione do domu, i matka byla wsciekla, bo frytek bylo malo… jak podszczypywal kuzynke w tylek, zeby ja zdenerwowac….
Modlitwa byla krotka – tylko Ojcze Nasz. Potem – piosenka. Sluchalam, i chociaz nie znalam osobiscie tego mezczyzny, to z oczu mi lzy plynely.
A pozniej, pozniej zaslonka sie zasunela i zaslonila trumne. To taki odpowiednik pierwszej garstki ziemi rzuconej na trumne. Zonie-wdowie z oczu lzy plynely. Pociagala nosem. Trumna zostala odtransportowana. Do pieca. I tyle. Dziekujemy. Do widzenia. Zbieramy datki na hospicjum, w ktorym przebywal zmarly.
Stypa odbywala sie w restauracji nalezacej do klubu golfowego. Bylo wino, bylo jedzenie, byly ciasta. I znow, nikt nie plakal. Ludzie gawedzili, i smieli sie.
Ale teraz siedze w domu, slucham piosenki z pogrzebu, i mysle sobie, jaki to okropny wieczor musi byc dla tej biednej kobiety… jaki pusty musi wydawac jej sie dom. Jakie puste musi wydawac jej sie zycie, po czterdziestu latach spedzonych z kims, kogo juz nie ma.. 😦
Oto piosenka, ktora zakonczyla ceremonie pogrzebowa….