Nie powinnam ogladac telewizji. W ogole nie powinnam. Powinna byc zakazana w naszym domu. Bo daje mi glupie pomysly. Bardzo glupie nawet.
Jak na przyklad wtedy, kiedy obejrzalam program kulinarny, i postanowilam chleb piec. Tak sie latwo wydawalo, jak w telewizji rzucili make na stol, zagnietli ciasto, podrzucili do gory kilka razy, i z piekarnika wyjeli piekny, rumiany bochen… ja zaczelam ‘pieczenie’ o 19, do pierwszej nad ranem nad tym chlebem siedzialam…. jak juz skonczylam, to go mialam serdecznie dosyc.
Albo jak postanowilam dzialka sie zajmowac, bo to takie zdrowe, czas rodzinny, swieze powietrze, wizje cudnych kalarepek i porow z ziemi wyrastajacych mialam… a tymczasem mam psa, ktory ujada, bo nie znosi byc przywiazany do palika na grzadce u sasiada, mam dzieci, ktore co weekend placza: ale mamusiuuuu, naprawde musimy???? i mam mase chwastow, marne rzodkiewki nadzarte przez slimaki i marchewki wielkosci olowka z IKEA.
Moj ostatni genialny pomysl narodzil sie po obejrzeniu programu o inwestowaniu na gieldzie. Dzisiaj, w dobie internetu, to takie latwe, otwiera sie konto, i mozna kupowac i sprzedawac.
Wiec otworzylam konto, i zaczela sie moja kariera maklerska.
Najpierw spojrzalam na euro, jakos tak w gore szlo pieknie i szybko, wiec postanowilam kupic tanio, sprzedac drogo, wiadomo, gielda tak sie wlasnie kreci. Klikam, a tu nic sie nie dzieje. Wiec znow klikam na cos tam, i znow, nic sie nie dzieje… Nie wiem, jakim cudem, okazalo sie, ze mam w swoim portfolio cala mase euro, ktore po kilku godzinach warte bylo £-4000 (tak, minus 4 tysiace).
Kolejna rzecza, ktora przyciagnela moja uwage byl jen japonski, bo lecial bardzo w gore, albo bardzo w dol. Wydedukowalam sobie, ze jak duzo na niego wydam, a potem sprzedam, to moge duzo zarobic w krotkim czasie.
Ale teraz juz bylam madra, i sie dowiedzialam, ze jak jest napisane ‘long’ przy moich euro, to nie dlatego, ze na dlugo je kupilam, ale dlatego, ze je po prostu kupilam (i w przyszlosci moge/musze sprzedac). A jak jest napisane ‘short’, to oznacza to, ze je sprzedalam. Chodzi o to, ze mozna sprzedac akcje czy walute, ktorej sie jeszcze nie ma, ale potem trzeba ja ‘odkupic’, majac nadzieje, ze stanieje (czyli najpierw sprzedaje sie drogo, a pozniej tanio kupuje).
Jako ze jen drozal, to go kupilam BARDZO duzo. Ile, to nie jestem pewna, bo nie rozumialam tych numerkow. Po pol godzinie zarobilam £200. Swietnie, pomyslalam! Sprzedalam tego jena zanim zaczal taniec.
A ze zaczal taniec, to go sprzedalam ponownie, tego, ktorego jeszcze nie mialam, (bo jak bedzie dalej tanial, to go kupie za przyslowiowe grosze). Niestety. Z jakiegos powodu moj jen zaczal drozec. Po kilku godzinach mialam juz £10 tysiecy w plecy. Wieczorem dochodzilo juz do £40 tysiecy. Jakim cudem, nie mam pojecia, przeciez nie wydalam az tyle na tego jena!!
Nastepnego dnia dlug moj zmalal do £20 tysiecy. Sprzedalam tego nieszczesnego jena, bo wiecej juz nie chcialam na nim stracic, a ze cena szla w dol troche, to ‘sprzedalam’ mase jenow, ktorych jeszcze nie mialam. Oczywiscie mozecie sie domyslic, ze szczescia nie mialam. To bylo wczoraj. Dzisiaj mam juz £23,000 w plecy.
Pokupowalam jeszcze jakies inne akcje, na kazdej z nich jestem stratna…
A kiedy juz mi platforma, na ktorej mam konto nie pozwolila zadnych akcji kupowac, zadzwonilam do znajomego, ktory sie na tym zna. Uswiadomil mi, ze jade na kredycie, i ze mam 600% kredytu na minusie!!
O Jezu drogi, ale sie wkopalam!
A oto i moje portfolio…. zalosc i rozpacz, a nie portfolio…

Chwala Bogu, ze to tylko wirtualne pieniadze…
Ale mysle sobie, ze na razie jeszcze nie zaryzykuje prawdziwych i milionerka w tym roku jeszcze nie bede….


