Przed i po, czyli nowe drzwi.

Ten weekend minal mi pod znakiem zlotej raczki. Najpierw wymalowalam balustrady przy schodach, na kolor ciemno szary. Byly w kolorze pomaranczowej sosny. Jak zlapalam wiatru w zagle, postanowilam tez pomalowac drzwi. Drzwi sa piekne, drewiniane, i troche szkoda bylo mi ich farba mazac (dlatego tak dlugo zwlekalam), ale tez byly w kolorze pomaranczowej sosny, ktory mi totalnie gra na nerwach. Idealnym rozwiazaniem byloby starcie lakieru, wypolerowanie drzwi papierem sciernym do golego drewna i uzycie bejcy w kolorze ciemnego orzecha. Ale to za duzo roboty, wiec farba wygrala.

    

Sami ocencie wynik. Ja jeszcze probuje zdecydowac, czy bardziej mi sie podoba nowa wersja, czy nie, ale trzeba przyznac, wyglada elegancko.

A skoro juz taki weekend byl majsterkowiczowy, to postanowilam w koncu George’a powiesic. Pamietacie, jak jakis czas temu tapetowalam kominek? Zanim bedziecie dalej czytac, zobaczcie zdjecia w tamtym wpisie.George to glowa jelenia, ktora kupilam kilka miesiecy temu, i nie moglam sie zebrac do jej powieszenia. Dzisiaj George dumnie pilnuje jadalni.

Ramke dookola Georga kupilam na wyprzedazy, za okolo £2.50, z okropym obrazkiem w srodku. Zuzia mnie przekonywala, zeby tego nie kupowac, bo paskudne, ale ja wiedzialam, ze pewnego dnia moze sie przydac!! 🙂

 

Wyjelam obrzydliwy obrazek, ramke pomalowalam na czarno, i prosze, jak swietnie pasuje!

Ile kosztuje milosc?

W dzisiejszych czasach milosci szuka sie czesto w internecie. Kiedys to byl wstyd i obciach, dzisiaj coraz czesciej sie o tym mowi, i coraz mniej ludzi wstydzi sie szukania partnera na portalach randkowych.

Jednym z najpopularniejszych (mowie tutaj o Anglii) jest match.com. Tysiace ludzi szukajacych partnera/przygody, za darmo mozna poogladac zdjecia, poczytac opisy, i wyslac standardowa wiadomosc. Aby do kogos naprawde napisac, lub aby przeczytac wiadomosci do nas wyslane, nalezy oplacic czlonkostwo. Niedrogie, £12 za miesiac, jesli wykupi sie na 6 miesiecy.

Ok. Ale drazac temat dalej, natchnieta rozmowa z kolezanka i artykulem w gazecie, odkrylam tzw. agencje matrymonialne. Tutaj to juz nie przelewki. Nie ogladamy zadnych zdjec, tylko swatka pokazuje nam opisy potencjalnej randki – ze wysoki, ze zajmuje sie tym, lubi to i tamto, a poszukuje owamtego. W zaleznosci od pakietu, jaki wybierzemy, zostanie nam przedstawionych od 6 do niezliczonej ilosci partnerow. Ale trzeba miec powazne pieniadze – ceny zaczynaja sie od £2000 (tak, dwa tysiace funtow) za rok, za co zostaniemy umowieni na randke z maksymalnie szescioma kandydatami.

Wcale nierzadko zdarzaja sie biura, ktorych ceny zaczynaja sie od 10 tysiecy funtow za rok, az do stu tysiecy funtow!!

Biura maja rozne kryteria. Na przyklad jedno biuro, ktore jest skierowane do panow lubiacych kobiety mlodze od siebie o minimum 8 lat. Przyjmuje ono wylacznie kobiety od 18 do 40 lat, i nie moga miec rozmiaru wiekszego niz 40. Poza tym jesli jest sie po 30, to juz nalezy wykupic najdrozszy pakiet, bo z tanszym to raczej sukcesu taka pani nie odniesie (tak jest napisane na ich stronie), bo konkuruje z mlodszymi od siebie.

Wracajac do portali randkowych, sa takie dla tzw. sugar daddy – gdzie starsi panowie szukaja mlodszych dziewczat, ktorym za towarzystwo i pewnie seks sponsoruja drobne (i wieksze) przyjemnosci.

Albo strona seekingagreement.com, zalozona dla panow z dochodem powyzej £170.000 rocznie, skierowana do mlodych studentek (wiekszosc z uniwersytetu Cambridge!!). Wiadomo, studia sa drogie (do £9000 rocznie, do tego zakwaterowanie, wyzywienie…), przecietny student zaczyna dorosle zycie z kilkunastotysiecznym dlugiem. Studentki, zakladajac konto na seekingagreement.com zgadzaja sie na to, ze za swoje towarzystwo i czulosci beda obsypywane prezentami, wycieczkami, randkami z szampanem, a czasami rowniez regularna gotowka co miesiac. Podobno przecietna studentka korzystajaca z portalu dostaje okolo £5000 miesiecznie za swoje ‘uslugi’. Calkiem niezle.

Kolejna interesujaca strona jest whatsyourprice.com (jaka jest twoja cena). Tutaj mezczyzni licytuja, ile sa gotowi zaplacic za randke z dana pania. Jesli pani sie zgadza na cene, dochodzi do randki. Czyzby nowoczesna forma prostytucji?

No i na koniec aplikacja na iPhone – Tinder. Logujemy sie uzywajac konta facebook, i potem to juz wystarczy patrzec na zdjecia chlopakow (dziewczyn) i palcem ich przeciagac w lewo, jesli nam nie odpowiada wyglad, lub w prawo, jesli sie nam podoba. W ciagu minuty mozna nawet i 60 kandydatow obejrzec 🙂 Jesli dwoje ludzi nawzajem sie ‘przesunie’ w prawo, to moga do siebie napisac wiadomosc. Aplikacja darmowa.

Jakie to wszystko inne od tradycyjnego poznawania ludzi, w pracy, w kawiarni, w bibliotece…..

3 godziny i 1 minuta

Z teczka wypelniona roznorakimi dokumentami, potwierdzajacymi moje przywiazanie do kraju herbaciarzy (wlacznie z aktem wlasnosci domu i wyciagami z konta), porannym pociagiem wybralam sie do Londynu, na spotkanie z konsulem, ktory zdecyduje, czy stanowie zagrozenie dla ziemi amerykanskiej, czy tez mozna mnie tam wpuscic i wize dac.

Spotkanie bylo umowione na godzine 10. Wyobrazilam sobie pokoik, w nim kilka osob, czekajacych na rozmowe… Gdy juz wiedzialam, ze sie spoznie o kilka minut, zaczelam ukladac sobie w glowie jak sie wytlumacze (ze stacje metra mi sie poplataly? Pociag sie opoznil….). Och, ja naiwna! Przyznawanie wizy to hurtownia, a nie kameralne spotkania.

Ambasade widzialam juz z daleka – bo stala przed nia kolejka, okolo 10 metrowa (a moze dluzsza?), ludzi, czekajacych na wejscie na swoje spotkanie.

Wrecz dwie kolejki, nie tylko jedna. Najpierw stoi sie w jednej, gdzie pani (zujaca gume) sprawdza, czy mamy dokumenty, i odhacza nas na liscie. Potem w drugiej kolejce sie stoi, zeby wejsc do ambasady. Ale, jak na Anglie przystalo, parasole byly oferowane 🙂

Po 45 minutach stania, kolejnym sprawdzeniu dokumentow, przeswietleniu torebki i obmacania wykrywaczem metalu, wpuszczono mnie do ambasady.

Tam, w recepcji, odebralam numerek (357), i musialam czekac az nadejdzie moja kolej. Numerki pokazywaly sie na tablicy, i nie byly po kolei, wiec nawet nie mozna sobie bylo ksiazki poczytac, bo trzeba sie bylo gapic na tablice. Gdy pojawilo sie magiczne 357 (po godzinie) podeszlam do okienka, pobrano mi odciski palcow, i znow musialam usiasc i czekac, na rozmowe.

Minela godzina w poczekalni pelnej ludzi (setki, setki, a nie kilka osob) znow pojawil sie moj numerek, i poszlam do konsula.

Bardzo przystojny pan, z usmiechem na ustach zadal mi tylko trzy pytania: po co chce jechac do Stanow? Czy pracuje? Jak dlugo mieszkam w Anglii? Zajelo to minute mniej wiecej, wiec niewiele czasu mialam, zeby ochlonac z podziwiania jego urody, gdy uslyszalam: wiza jest przyznana, paszport zostanie odeslany w ciagu 3 do 5 dni roboczych (za dodatkowe £20)

I to juz? Tyle?

Tak. Tyle.

No to super. Wybralam sie na zakupy, bo nie ma to jak Oxford Street, a skoro juz jestem w Londynie, to trzeba zrobic z tego uzytek, no nie?

Urodzin ciag dalszy

A wieczorem, kolejna niespodzianka!!

Kolejne sto lat, obiad kilka bukietow kwiatow, i trzydaniowy obiad ugotowany przez dziecko moje wlasne – bruschetta z sardynkami i pomidorami, chilli con carne, a na deser ciasto z rabarbarem i bezowa czapeczka. Pychota!!!

A wieczorem relaks z lampka szampana. Na zdrowie!

 

 

No i najlepsza wirtualna kartka urodzinowa. Ciacha, mhmmmmm!



Kolejne urodziny

Wszystkiego najlepszego stara Olzusowo, nadeszly kolejne urodziny, jak co roku w sierpniu…

Musze przyznac, ze bardzo mile w tym roku. W towarzystwie dzieci, mamy, i siostrzenca.

Rano wrocilam z Tesco, a tutaj rodzina wystrojona jak do kosciola, nawet pies mial rozowa kokarde przewiazana na szyi.

Zaspiewali sto lat, i dali mi piekne prezenty. Pozniej poszlismy do restauracji na lunch.

A dzisiaj dziecko mi gotuje trzydaniowy obiad – przystawka (bruschetta z sardynkami i pomidorami), chilli con carne na danie glowne, oraz placek z rabarbarem na deser.

No czyz nie jestem najbardziej rozpieszczona jubilatka?

Jak lojalnosc nie poplaca.

Dostalam list od firmy ubezpieczeniowej. Ze konczy sie moje OC i AC, ze automatycznie mi odnowia, ze bedzie mnie to kosztowalo £452 na rok, jesli zaplace z gory.

Zajrzalam na strone ubezpieczeniowa owej firmy, wpisalam swoje dane aby uzyskac nowa oferte. Zakres ubezpieczenia taki sam – ochrona prawna, samochod zastepczy, ubezpieczenie pelne.

Ale wiecej jezdze niz w zeszlym roku, wiec o tysiac mil podnioslam roczny limit. Do tego dostalam 3 punkty karne za przekroczenie predkosci, wiec do tego tez sie przyznalam. Obydwa czynniki powinny podniesc mi stawke.

A co sie okazalo? Dla nowego klienta cena Direct Line (firmy ubezpieczeniowej) to £407! £35 taniej, pomimo, ze potencjalnie jestem klientem wyzszego ryzyka (wiecej jezdze i predkosc przekraczam).

Zadzwonilam do Direct Line, i po pol godzinie wisznia na linii wysokoplatnej (wiecie, nie 0700, ale w tym stylu) i podawania swoich danych po raz kolejny moja polisa zostala odnowiona, a cena z internetu zostala uhonorowana.

A ja sie pytam, dlaczego nie mozna od razu lojalnemu klientowi dac takiej samej ceny? Dlaczego trzeba liczyc na to, ze nie bedzie mu sie chcialo sprawdzic, i byc moze uda sie z niego wyciagnac dodatkowe kilka funtow?

Nieladnie, oj nieladnie!

xx

Guma do zucia

W 2004 Singapur zakazal totlnie gumy do zucia. Wstrzymano wszelaki import, zucie stalo sie nielegalne.

W Anglii nie zakazali, i dzieki temu guma do zucia przyklejona jest do chodnikow, do przystankow, pod stolami i tak dalej.

Na przystankach sa plakaty, pokazujace pracownika urzedu miasta (nie w garniturze, w stroju sprzatacza), ktory mozolnie obskubuje przystanek z bialych kropek.

A miasto Kingston upon Thames wpadlo na swietny sposob – mniej drastyczny, niz Singapur, a miejmy nadzieje, rownie skuteczny. Na przejsciach dla pieszych (byc moze rowniez na przystankach?) rozwiesilo tablice, na ktorych mozna przykleic swoja wyzuta gume.

Korzystalibyscie?

xx