Mamusia przywiozla….

Przyjechala mamusia!!!!

Przywiozla ze soba jedno dziecko, kilogramy kielbasy, trzy twarozki, kilogram pomidorow, kilka butelek wodki i spirytusu (na nalewki, w Anglii sie nie kupi), mnostwo slodyczy, jaja, sandalki (bo a moze bedziesz w nich chodzila?), kozaki dla Oli (bo moze bedzie rozmiar pasowal?), trzy ksiazki kucharskie (ty lubusz gotowac), kilka kwiatkow, z tego jeden moze z metr bedzie mial, no i worek kartofli (lub raczej poszwe od koldry pelna kartofli). Nie moge zapomniec o dwoch kilogramach swinskiej skory, bo ja lubie tzw. crackling (chrupiace takie jest, jak sie pieczen robi ze skora).

Kochana, nie? 😀

Nastepnym razem jak bedzie pytala: Ale dziecko, co ci przywiezc? to chyba bede musiala kompletna liste zrobic, bo inaczej znow dostane worek kartofli 😀

A juz za kilka dni jedziemy wszyscy razem na tygodniowe wakacje do Devon. Juz sie nie moge doczekac. Bedziemy jedli babeczki z dzemem i smietanka, popijali herbatke, patrzyli na morze, dzieciaki beda sie pluskac w basenie…. kto przyspieszy czas?

x

Wiza

Postanowilam, ze poprosze rzad amerykanski o laskawe prawo do odwiedzenia ichniejszego kraju.

Na stronie konsulatu w Londynie wyczytalam, ze najpierw nalezy zlozyc wniosek.

We wniosku pytaja o rozmaite rzeczy, oczywiste, takie jak nazwisko, date urodzenia, numer paszportu.

Nieco mniej oczywiste, jak na przyklad stan cywilny, wszystkie dane osobowe malzonka, wlacznie z data slubu i data rozwodu, jesli malzonka sie juz nie posiada, z kim sie ma zamiar podrozowac (dokladne dane) i kto placi za podroz. O pensje tez pytaja.

No i pytania, ktore teoretycznie maja sens, ale w praktyce sa totalnie bezsensowne. Bo kto by sie na przyklad dobrowolnie przyznal, ze:

  • Ma syfilis albo trad? (Ok, trad moze i widoczny jest….)
  • Po wyladowaniu w kraju Washingtona bedzie uprawial prostytucje lub pral pieniadze
  • Jest szpiegiem (ha ha ha, juz to widze, szpieg, ktory karnie wypelnia wniosek wizowy w internecie i pokornie sie przyznaje, ze i owszem, jest szpiegiem kubanskim….)
  • Jest terrorysta i ma zamiar uprawiac terroryzm po przylocie do U.S.
  • Zatrudnial mlodocianych zeby z nich zolnierzy zrobic….
  • Torturowal
  • Zmuszal kobiete do aborcji, albo mezczyzne do sterylizacji
  • Glosowal nielegalnie w Stanach

Pytaja rowniez, czy sie czlowieku pozbyles obywatelstwa amerykanskiego, aby nie placic podatkow w Stanach (Jesli ma sie amerykanski paszport, to podatki sie placi wujkowi Samowi bez wzgledu na to, gdzie sie mieszka. Co wiecej, jesli sie nie placi, to sa olbrzymie kary, znajomy, ktory od 20 lat w Stanach mie mieszkal, musial zaplacic kilkadziesiat tysiecy dolarow… Rowniez warto wiedziec, ze posiadacze paszportu amerykanskiego nie moga swobodnie otwierac kont w bankach europejskich, bo rzad amerykanski naklada ogromne ograniczenia i utrudnienia dla bankow, i banki nie chca sie do tego mieszac).

Kiedy juz (uczciwie i szczerze) odpowiedzialam na wszystkie pytania, wyslalam wniosek. Teraz pozostalo mi tylko zaplacic £100 za przyjemnosc wyslania wniosku – wiza, jesli sie ja otrzyma, jest za darmo. Placi sie ‘tylko’ oplate administracyjna. Ktora i tak trzeba poniesc, nawet, jesli sie wizy nie otrzyma. No i dodatkowe £18 za ewentualne odeslanie mojego paszportu do domu, z promesa w srodku.

Nastepnie (rowniez przez internet) umowilam sie na spotkanie z konsulem. I teraz tylko musze pozbierac wszystkie dokumenty, ktore przekonaja rzad amerykanski, ze nie mam zamiaru nielegalnie pizzy u nich serwowac. A jesli ich nie przekonam, to pewnie juz nigdy wizy nie dostane, bo, oczywiscie, jednym z pytan bylo: czy kiedykolwiek odmowiono ci wizy do U.S.A.

Upakarzajace doswiadczenie? Jak najbardziej. Jest wybor? Nie ma.

O postepie poinformuje w sierpniu, bo dopiero wtedy pojade do Londynu rzesami trzepac i wyciagi z konta prezentowac.

Krolewska herbatka

Wybralam sie wczoraj do Palacu Kensington na popoludniowa herbatke w stylu krolewskim. Popoludniowa herbatka, czyli afternoon tea, to piekne, porcelanowe filizanki, dzbanuszek dobrej herbaty, mini kanapeczki, babeczki z dzemem i smietanka, oraz ciasteczka. Wszystko pieknie podane, na bialym obrusie, owiane zapachem luksusu i lepszego zycia.

Powszechnie wiadomo, ze Anglicy o piatej pija herbate. To niezupelnie prawda, niewiele osob pija herbate o piatej, wielu Anglikow w ogole nie pija herbaty, bo wola kawe. Albo ciemne piwo.

Skad sie wziela ta wyjatkowo brytyjska tradycja picia herbaty po poludniu? Otoz w poczatkach XIX wieku jadalo sie dwa posilki dziennie – sniadanie, i kolacje, okolo 20. Nic dziwnego, ze pewna hrabianka, o imieniu Anna, czula maly glodek w godzinach popoludniowych. Prosila wiec sluzbe o przynoszenie kanapek i ciasteczek do jej buduaru. I herbaty, oczywiscie.

Wkrotce zaczela zapraszac do siebie przyjaciolki, na plotki, przy herbacie.

Zwyczaj przyjal sie bardzo szbyko, psiapsiolki podchwycily, u siebie w domach zastosowaly, i herbatka popoludniowa zataczala coraz szersze kregi.

Gdy nastala era edwardianska, na poczatku XX wieku, ludzie mnej goscili sie w domach, ale za to ekskluzywne hotele i centra handlowe (Ritz i Fortnum and Mason, na przyklad) przejely paleczke, i zaczely serwowac herbate o 16.

Zwyczaj pijania popoludniowej herbaty niestety prawie zupelnie zaniknal z nastaniem I i II wojny swiatowej, herbata byla ‘na kartki’ do lat 50 dwudziestego wieku. A pozniej, pozniej zaczely sie otwierac kawiarnie, i Anglicy przerzucili sie z picia herbaty na picie latte, espresso, i americano. Herbatka o piatej po poludniu stala sie li i jedynie atrakcja turystyczna.

Ale historia lubi sie powtarzac, i picie popoludniowej herbaty znow staje sie modne. Nie tyle jako posilek popoludniowy, ale bardziej jako okazja do spotkania sie z przyjaciolmi, lub jako doswiadczenie – kazdy poczuje sie nieco krolewsko, gdy bedzie popijal herbate z cienutenkiej porcelany.

Cena takiej przyjemnosci to £20 w gore, w londynskim Ritz nalezy sie liczyc z kosztem od £49 w gore (za osobe). I trzeba robic rezerwacje z wielkim wyprzedzeniem! Prosze nie liczyc na przejedzenie sie. xx

Afternoon tea

Swiat oszalal.

Ze ludzie wydaja majatki na suknie od Armaniego, to wie kazdy. Madre to lub glupie, nie bedziemy dyskutowac. Troche glupie, pewnie, ale jakbym miala tyle kasy, to tez bym chciala miec suknie od Armaniego. A co.

Ale przypadek, ktory za chwile opisze, przechodzi wszelkie pojecie!! Sukienka na eBay w tej chwili kosztuje £170,100.00. Sto siedemdziesiat tysiecy, i jeszcze sto funtow. Myslicie, ze to jakas antyczna, na przyklad, suknia krolowej Wiktorii… Albo czysty jedwab, cale jego masy… Albo super suknia slubna…

Otoz nie. Sukienka ta zrobiona jest z ……..

GUMEK.

Dzieciaki szaleja na punkcie tzw. Loom Bands, czyli malych, kolorowych gumek, ktore sie razem splata, i robi bransoletki itd. Takie jak ta:

A ktos wpadl na pomysl, zeby zrobic z gumek sukienke, wstawil na eBay za £50, i w tej chwili jest 137 ofert, cena z kosmosu (mozna za to mieszkanie kupic, albo i dom w jakiejs tanszej czesci Anglii), a do konca aukcji jeszcze prawie 3 dni.

Nie jest to jedyna sukienka tego typu na eBay. Ludziska wzieli i zaczeli kopiowac pomysl, i wierzcie mi lub nie, ceny sa w granicach kilku tysiecy, a jedna sie dzisiaj sprzedala za £17,000 (siedemnascie tysiecy funtow).

No i kto mi powie, o co tutaj chodzi?????

Jesli chcecie policytowac, oto link do aukcji. A eBay przyjaznie zacheca: zalicytuj teraz, zebys zlapal okazje.

Powodzenia.

A tutaj mama, ktora wystawila sukienka na eBay, opisuje, jak byla w szoku, kiedy sukienka zaczela osiagac kosmiczne ceny. Gumki kosztowaly £47 (cena startowa £50), corka spedzila 45 godzin na ‘szyciu’ sukienki, i podobno suknia jest bardzo ciezka.

Dzialka

Zachcialo mi sie dzialki. Tak bedzie fajnie uprawiac truskawki, ziemniaki, ogorki… Mam wspomnienia z dziecinstwa, kiedy to mialam 6 czy 7 lat, i mieszkalam w domku dziadka i babci. Dziadek mial maly ogrodek z kwiatkami przed domem. Za domem mial olbrzymia grusze, pod ktora siedzielismy czesto na kocu, i kolezanka babci, w sekrecie przed moja mama, malowala mi usta szminka… to ci dopiero byla frajda! Potem byly komorki, buda psa, gdzie rezydowal Reksio, kurnik, klatki dla krolikow, wychodek (nie bylo toalety w domu!), w ktorym bylo tysiace pajakow, a potem byl olbrzymi ogrod, w ktorym dziadek i babcia uprawiali rozmaite warzywa i owoce – truskawki, porzeczki, agrest, warzyw nie pamietam, bo mnie mniej interesowaly, ale chyba pomidory na pewno byly. Ale owoce byly przepyszne. I niebezpieczne! Nigdy nie zapomne jak mi matka dupe stlukla, bo pewnego dnia zadarlam sukienke, sliczna, niedzielna, taka do kosciola, granatowa gore miala, i kremowa spodniczke, i do tejze kremowej spodniczki nakladlam jezyn (lub malin?)… sukienka sie nie doprala, i wiecej jej nie widzialam. Tylek bolal przez kilka dni.

Ale odbiegam od tematu. Kierowana tymi wspomnieniami pomyslalam sobie, ze bedzie tak fajnie uprawiac dzialke razem z dziecmi, grzadki kopac, zrywac truskawki…

Pchana ta sielankowa wizja zlozylam wniosek o przyznanie mi dzialki. Po czym o tym zapomnialam.

Po dwoch latach otrzymalam maila.

Ze jest dzialka, moge obejrzec, moge brac.

Nie moglam nie wziac, czekajac na nia dwa lata.

W Anglii, jesli kilka (bodajze 6) osob poprosi urzad miasta o dzialke, urzad miasta jest zobowiazany dzialki dostarczyc – i to jest problem urzedu, zeby znalezc na nie miejsce. Byc moze dlatego dzialki tutaj nie sa tak wielkie, jak w Polsce, gdzie ludzie sobie domki letnie na dzialkach stawiaja. Moja dzialka (grzadka raczej) ma okolo 12m dlugosci.

Poszlam obejrzec swoj kawalek ziemi. Zachwaszczony troche byl, troche truskawek zapuszczonych na nim bylo, i wielki krzak malin na koncu.

Zabralam dzieci w sobote, i do roboty sie zabralysmy. Wygladalo to tak, ze ja kopalam i chwasty wyrywalam, pies latal po truskawkach i je deptal, Ola zrywala maliny i je jadla, a Zuzia stala naburmuszona i obrazona na caly swiat, pelnoetatowe zajecie wiekszosci nastolatek. I to by bylo na tyle, jesli chodzi o rodzinna sielanke w weekend, urocze widoczki wspolnego uprawiania dynii i cukini….

A oto moja dzialka. Skopany kawalek na pierwszym planie to moja robota (zapomnialam zrobic zdjecie “przed”), ale byl porosniety trawa. W tyle krzak malin, i Ola, ktora je zbiera do doniczki.

Piegus ma rok!

3 lipca Piegus mial swoje pierwsze urodziny! Mial byc tort, czapeczki, gwizdki i tak dalej, ale sie nie zorganizowalam, wiec Piegus dostal tylko kawalek kielbasy. No i dobrze. Na spacer tez poszedl.

W ciagu tego roku nauczylam go wielu sztuczek – lezec, siad, zdechl pies, idz spac (zawija sie w kocyk, i lezy, jak mu spiewam aaa, kotki dwa… i wstaje, jak mowie ‘pobudka’), przynosi pilota do telewizora i buty, zdejmuje skarpetki, zebrze i sie czolga.

No i przede wszystkim jest najukochanszym psem na swiecie!! Rano czeka przy schodach az zejdziemy na sniadanie, mokrym jezorem wylizuje nam twarz, ogonem z radosci sciany obija i kocha nas, bez wzgledu na wszystko.

A skoro juz o psach mowa, to tutaj, w Anglii, sterylizuje sie wszystkie psy. Chyba, ze sa hodowane na rozrod. Ale jesli nie, to tak jest latwiej. Pies za sukami nie gania, suka nie ma cieczki, psy sa grzeczniejsze, do ludzi bardziej przywiazane.

A gdy mowie znajomym, ze nie mam zamiaru kstrowac Piegusa, to sie dziwia. Dlaczego nie? Toz to nienaturalne. A moim zdaniem, sterylizacja jest nienaturalna.

Kiedy mieszkalam w Polsce, dawno, dawno temu, nie bylo takiego zwyczaju. Ale czasy sie zmieniaja. Byc moze teraz Polacy tez kastruja swoje psy?

A oto Piegus, kiedy mial dwa miesiace, jak go kupilysmy, i dzisiaj, kiedy ma rok…  (i pozwala sie przebierac 😉 )

 

 

Miasto milionerow

Zurych, podobnie jak wiekszosc Szwajcarii, jest miastem milionerow. Super drogie samochody co chwila przejezdzaja obok, olbrzymie domy, od torebek Prady i Louis Vuitton mozna dostac oczoplasu!

Ale Zurych to nie tylko pieniadze. To rowniez przepiekne jezioro, po ktorym mozna poplywac sobie lodka, saczac Aperol Spritz (drink skladajacy sie z apperitifu zwanego Aperol, o wsciekle pomaranczowym kolorze, oraz z prosecco, czyli musujacego wina. Bardzo pyszny drink, zdradziecko lekki, ktory szybko uderza do glowy!!!).

aperol spritz

 

To rowniez piekne stare miasto.

I sztuka.

Zurich oper fur alle

Rowniez dziwne bary. Odwiedzilismy bar, w ktorym butelka wina (kupowana na wynos) kosztuje tyle, co w sklepie, na scianach wisi porno sztuka, a w kacie na gitarze pobrzekuje francuz, spiewajacy hiszpanskie piosenki.

porno bar

Zurych jest bardzo drogi. Ale warto sie wybrac, poniewaz ma w sobie cos, co przyciaga. Byc moze jest to atmosfera, byc moze niezwykle czyste ulice. Albo czekolada, najlepsza na swiecie! Nie sadze, zeby to byly prywatne banki (przynajmniej nie dla wiekszosci z nas 🙂 ).  Albo danie narodowe – ziemniaki z twarogiem.