Zachcialo mi sie dzialki. Tak bedzie fajnie uprawiac truskawki, ziemniaki, ogorki… Mam wspomnienia z dziecinstwa, kiedy to mialam 6 czy 7 lat, i mieszkalam w domku dziadka i babci. Dziadek mial maly ogrodek z kwiatkami przed domem. Za domem mial olbrzymia grusze, pod ktora siedzielismy czesto na kocu, i kolezanka babci, w sekrecie przed moja mama, malowala mi usta szminka… to ci dopiero byla frajda! Potem byly komorki, buda psa, gdzie rezydowal Reksio, kurnik, klatki dla krolikow, wychodek (nie bylo toalety w domu!), w ktorym bylo tysiace pajakow, a potem byl olbrzymi ogrod, w ktorym dziadek i babcia uprawiali rozmaite warzywa i owoce – truskawki, porzeczki, agrest, warzyw nie pamietam, bo mnie mniej interesowaly, ale chyba pomidory na pewno byly. Ale owoce byly przepyszne. I niebezpieczne! Nigdy nie zapomne jak mi matka dupe stlukla, bo pewnego dnia zadarlam sukienke, sliczna, niedzielna, taka do kosciola, granatowa gore miala, i kremowa spodniczke, i do tejze kremowej spodniczki nakladlam jezyn (lub malin?)… sukienka sie nie doprala, i wiecej jej nie widzialam. Tylek bolal przez kilka dni.
Ale odbiegam od tematu. Kierowana tymi wspomnieniami pomyslalam sobie, ze bedzie tak fajnie uprawiac dzialke razem z dziecmi, grzadki kopac, zrywac truskawki…
Pchana ta sielankowa wizja zlozylam wniosek o przyznanie mi dzialki. Po czym o tym zapomnialam.
Po dwoch latach otrzymalam maila.
Ze jest dzialka, moge obejrzec, moge brac.
Nie moglam nie wziac, czekajac na nia dwa lata.
W Anglii, jesli kilka (bodajze 6) osob poprosi urzad miasta o dzialke, urzad miasta jest zobowiazany dzialki dostarczyc – i to jest problem urzedu, zeby znalezc na nie miejsce. Byc moze dlatego dzialki tutaj nie sa tak wielkie, jak w Polsce, gdzie ludzie sobie domki letnie na dzialkach stawiaja. Moja dzialka (grzadka raczej) ma okolo 12m dlugosci.
Poszlam obejrzec swoj kawalek ziemi. Zachwaszczony troche byl, troche truskawek zapuszczonych na nim bylo, i wielki krzak malin na koncu.
Zabralam dzieci w sobote, i do roboty sie zabralysmy. Wygladalo to tak, ze ja kopalam i chwasty wyrywalam, pies latal po truskawkach i je deptal, Ola zrywala maliny i je jadla, a Zuzia stala naburmuszona i obrazona na caly swiat, pelnoetatowe zajecie wiekszosci nastolatek. I to by bylo na tyle, jesli chodzi o rodzinna sielanke w weekend, urocze widoczki wspolnego uprawiania dynii i cukini….
A oto moja dzialka. Skopany kawalek na pierwszym planie to moja robota (zapomnialam zrobic zdjecie “przed”), ale byl porosniety trawa. W tyle krzak malin, i Ola, ktora je zbiera do doniczki.
