Zastanawialiscie sie kiedys, jak to jest zyc w swiecie ciemnosci?
Jak czuje sie czlowiek niewidomy? Jak odbiera swiat? Ok, mozna zamknac oczy, i probowac sobie wyobrazic, ale to niezupelnie to samo, bo jesli tylko poczujesz zagrozenie, lub na cos wpadniesz, automatycznie otwierasz oczy.
Dane mi bylo wejsc, nawet jesli w malym tylko stopniu, do swiata osob niewidomych.
Jest w Zurychu, restauracja. Nazywa sie Slepa Krowa, lub po niemiecku Blindekuh. Kelnerzy sa niewidomi, z tego co mi wiadomo, kucharze tez. A w srodku restauracji…. panuje calkowita ciemnosc.
W ‘recepcji’ trzeba zostawic wszystkie rzeczy, ktore emituja swiatlo (telefony, zegarki, itp), rzeczy wartosciowe, oraz wszystko, co mozna upuscic, poniewaz jesli upuscisz cokolwiek, to nie ma mowy, nie odnajdziesz w czelusciach ciemnosci.
Pozniej wybiera sie z karty dania, ktore zostana nam podane. Oprocz standardowego menu jest rowniez opcja ‘calkowita ciemnosc’, czyli menu niespodzianka – przystawka, obiad, oraz deser wybrany przez restauracje. Oczywiscie ja, bedac soba, wybralam ta wlasnie opcje, i nie mialam pojecia, co zostanie mi podane.
Kiedy bylismy juz gotowi, przyszedl po nas nasz kelner – Jean (trzeba koniecznie zapamietac jego imie!!), zupelnie niewidomy. Ustawilismy sie gesiego, rece na ramiona osoby przed nami, i wchodzimy do restauracji, w ktorej nie widac nic.
Pierwsze wrazenie bylo bardzo dziwne. Zupelna ciemnosc, oczy otwarte, ale nie widac nic. Jean zaprowadzil nas do naszego stolika, wymacalam krzeslo, i usiadlam. Pierwsza rzecza, ktora zrobilam, to poszukalam dlonmi gdzie jest noz, widelec, szklanka. Pozniej co jakis czas sprawdzalam, czy wciaz tam sa.
Jean przyniosl nam wode, pozniej wino. Wyzwanie pierwsze – jak nalac plyn do szklanki nie rozlewajac? Adrian, znajomy, ktory mieszka w Zurychu, nalal mi wody. Oddal mi szklanke ktora….. byla wciaz pusta. Ja radzilam sobie w ten sposob, ze do kieliszka (polewalam wino) wkladalam czubek palca. A zeby sprawdzic, czy butelka jest juz pusta, musialam ja do ust przylozyc 😉
Kolejne wyzwanie – jedzenie. Niby latwo trafic widelcem do buzi, ale znalezc jedzenie na talerzu – to juz stanowi pewne wyzwanie. W dodtaku jedzenie po drodze do buzi spada z widelca z powrotem na talerz…. nachylilam sie bardzo nisko nad talerzem, i widelcem niemalze nagarnialam jedzenie do ust. Moglam sobie na to pozwolic, bo nikt mnie nie widzial, ale osoba niewidoma otoczona widzacymi oczami nie moze tak jesc.
No i kiedy wiadomo, czy cos jeszcze na talerzu zostalo? Znow, ja talerz pomacalam, bo mnie nikt nie widzial, ale w towarzystwie widzacym smarowanie lapa po talerzu wywolaloby raczej konsternacje.
Proste rzeczy, o ktorych nie myslimy, a jednak bez oczu urastaja do rangi problemu.
Bez oczu zmienia sie rowniez poczucie smaku. Gdy jadlam przystawke, bylam pewna, ze jem salate z miekkim serem i kawalkami pomaranczy. Okazalo sie, ze jadlam wolowe carpacio z grejfrutem.
Danie glowne – risotto z lososiem okazalo sie risottem z dorada.
A deser…. miala byc manna z papryczkami czili, a byl mus z sera ricotta z figami, pesto mietowo-paprykowym oraz ciastko migdalowe. Ktore zupelnie ‘przeoczylam’ i dopiero na sam koniec, gdy macalam talerz, je znalazlam.
Kolejna sprawa to inni goscie. Slychac ich, wiadomo, ze sa, ale nie wiadomo, jak daleko, czy jak blisko.. nie wiadomo ile osob jest w restauracji, jaka jest duza, ilu jest kelnerow i jak wygladaja.
Ale wiecie, co bylo najdziwniejsze? Ze po jakims czasie zupelnie zapomnialam, ze nie widze! Skupialam sie na smakach i na rozmowie.
Jesli kiedykolwiek bedziecie w Zurychu, goraco polecam to doswiadczenie (trzeba stolik rezerwowac z duzym wyprzedzeniem!). Otwiera ono oczy (!) na to, z jakimi problemami na codzien zmagaja sie osoby niewidome, i jak bardzo bierzemy za pewnik to, ze widzimy, nie zdajac sobie nawet sprawy z tego, jak bardzo oczy ulatwiaja zycie.










