No a roznica jest taka….
Polska.
Kupilam bryczesy. Dwiescie zlotych kosztowaly. Pewnie, ze nie zaden to Armani, ale taniocha tez nie. Po pieciu dniach na koniu bryczesy sie przetarly. Na pupie sie przetarly.
To poszlam spodnie reklamowac.
Po dlugiej dyskusji pan mi powiedzial, ze przyjma reklamacje, maja 14 dni na ustosunkowanie sie do niej (nawet mi przeczytal odpowiedni fragment regulaminu), a po 14 dniach dadza mi znac, czy zwroca pieniadze, czy moze wymienia towar. Bo oni te spodnie do producenta wysylaja, i jesli producent wady nie uzna, to oni tez jej nie uznaja. Tylko ze ja nie chce drugiej pary takich samych spodni, ktore maja felerny material, i sie przecieraja po pieciu dniach. Chociaz moze zacerowane dostane, kto wie….?
Dyskusji jednak nie bylo. 14 dni, producent, i czekac.
Anglia.
Kupilam kozaki. Piekne na obcasie, nie jakies tam super drogie, zwyczajnie. Cala zime przechodzilam. Zima juz na ukonczeniu, a tu mi sie obcas urwal. Poszlam do szewca, szewc mowi, ze nie naprawi, taka konstrukcja buta i nie da rady. Do sklepu isc, poradzil mi. Moze tam odesla do naprawy.
Poszlam do sklepu, z rachunkiem (za buty rachunki zawsze trzymam, taki sentyment). Od razu oddano mi pieniadze za buty. Bez zadnej dyskusji, tlumaczenia, nalegania. Buty sie zepsuly po jednym sezonie, a nie powinny, wiec oni mi pieniadze oddadza, a sami juz dalej ta sprawe pociagna.
I tutaj, moi Panstwo, najbardziej widac jak daleko Polska jeszcze jest w tyle jesli chodzi o traktowanie konsumenta.
A ja chcialabym reklamowac proces reklamacji w Polsce.