Wczoraj wieczorem poszlam na randke. Nie bardzo chcialam, ale poszlam, z roznych wzgledow. Siedze sobie z delikwentem, piwo pije, rozmowa sie ladnie klei, ale chlopak chyba srednio w moim typie…
Siedzielismy przy wielkim stole w pubie, obok nas siedzialy trzy gracje, ladne nawet, chociaz troszke za duzo makijazu mialy. Gdy moj fagas poszedl po piwo, gracje zagadaly do mnie: Podoba on Ci sie?
No nieee wiem, mowie, taki sobie jest.
Na randce jestescie?
Na randce.
Pierwszej?
Pierwszej.
Wdalysmy sie w krotka, przelotna rozmowe. Dziewczyny byly dosyc mlode, 29, 28 i 32 lata. Byly zaskoczone moim wiekiem (albo bardzo mile, po prostu). Zadna z nich nie miala chlopaka, i wlasnie wypuscily sie na lowy.
Powiedzialy mi, ze jestem za sliczna dla mojego randkowicza. I zaprosily mnie, zebym – jak sie juz go pozbede – dolaczyla do nich w nocnym klubie.
Zrobilo mi sie milo, bo w koncu ktos docenil moja urode (ha ha ha). Niestety, zadnych meskich spojrzen nie przyciagnelam. Mysle, ze po przekroczeniu pewnego wieku mezczyzni po prostu przestaja Cie zauwazac. Robisz sie dla nich jak powietrze. Szanse na to, ze dostarczysz im potomka maleja, a wiadomo, samiec musi zapladniac, potomstwo robic, zeby zwiekszyc szanse na przedluzenie swojego rodu.