No problem!

Niedziela.

Spalysmy tylko kilka godzin. Nastawilam budzik na 7, bo chcialam odwalic Akropol z rana, zanim pojawia sie tlumy. Nie tylko poszlysmy spac pozno (2 nad ranem) ale stracilysmy tez godzine snu – zmiana czasu z zimowego na letni. Zatem z oczami czerwonymi jak arbuzy i malymi jak lebki od szpilek idziemy zwiedzac Akropolis.

Jedna z zalet podrozowania poza sezonem (w Grecji sezon dopiero sie zaczyna w kwietniu, na wyspach greckich wiele osrodkow jest jeszcze zamknietych do polowy kwietnia) jest to, ze wszystko jest tansze. Druga zaleta, rownie wazna, jest brak tlumow. My mialysmy Akropol niemalze tylko dla siebie – kilkoro ludzi tu, kilkoro tam. Po poludniu bylo ich nieco wiecej, ale to i tak nic w porownaniu z latem – latem podobno czeka sie pare godzin na wejscie na Akropolis.

Obejrzalysmy, po czym okazalo sie, ze zgubilam mape, ktora dostalam w hotelu. Hotel piec minut od Akropolu, wiec wrocilysmy po kolejna mape. Jasmine (recepcjonistka) zjebke mi dala, ze jak ja moglam mape zgubic! Pol zartem pol serio mowila, a potem o mapie mi codziennie przypominala – ale masz mape? pytala. (A to dlatego, ze sezon sie jeszcze nie zaczal – map nie mieli! To samo bylo pozniej, na Santorini, nasz hotel byl ekskluzywny, ale map JESZCZE nie mieli! 🙂 ).

Nie bede Wam opisywala co zwiedzalysmy w Atenach, bo od tego sa przewodniki. Ale napisze Wam, ze na Syntagma Square bylysmy swiadkami jakiegos wielkiego maratonu. A wieczorem demonstracji. Grecy uwielbiaja demonstracje, i co tydzien jakas sie odbywa na Syntagma Square. My mialysmy szescie, i udalo sie nam jedna zobaczyc. Nie wiem, o co im chodzilo, bo po grecku bylo….

Zobaczylysmy tez wartownikow narodowych, ktorzy nosza sukienki. Zrobilam sobie z nim zdjecie, ale dziwnie wyszlo, bo nieco sie krepowalam. Zapytalam go grzecznie, czy moge. Nie odpowiedzial. To stanelam obok niego, i powiedzialam mu, ze jest przystojny. Nawet nie mrugnal!

Po poludniu wybralysmy sie na jarmark staroci. Niezapomniane przezycie. Ciagnie sie kilometrami, w kretych uliczkach, tu i tam. Sprzedaja wszystko – militaria, procelane, ubrania, obrazy, antyki, tanie pamiatki dla turystow, twoje imie po grecku z wyginanego drutu, podrobki torebek i zegarkow. Raj dla zakupocholikow! Rozmawialam z jednym sprzedawca, bo mial dzbany, ktore mi sie podobaly, ale na angielskie wygladaly. Okazalo sie, ze jezdzi do Anglii, na car boot sales kupuje rozne duperele, a potem je sprzedaje na rynku staroci w Atenach. Co za patent!!

Mnostwo ulicznych klaunow, tancerzy i innych ‘artystow’. Co kilka krokow stoi pan ze stojakiem, i jakimis biletami na tym stojaku. Zapytalam kelnerke w restauracji, w ktorej zatrzymalysmy sie na lunch, co to takiego te bilety. Pokazala mi swoj – co sobote kupuje. Bilet na loterie, z wydrukowanymi juz cyframi. Od lat kupuje, mowi, co sobote. Nigdy jeszcze nic nie wygralam – dodala, i rozesmiala sie z calego serca. Grecy maja bardzo pozytywne nastawienie do rzeczy. Wszystko tutaj jest ‘NO PROBLEM’.

Leave a comment

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.