Bilecik.

Do Grecji jeszcze wroce, obiecuje, tylko musze notatki przejrzec!

A tymczasem zycie wrocilo do normy.

Intuicja mi podpowiadala, ze dostane mandat. I dostalam. Wiec sama jestem sobie winna. Tak naprawde.

Bo po co parkowalam na podwojnej zoltej linii? Podwojna zolta oznacza zakaz parkowania 24 godziny na dobe.

Moja uliczka, w centrum miasta, waska jest. Samochodow na niej parkuje od liku. Jest to strefa kontrolowanego parkowania. Aby zaparkowac w godzinach 8:30-18:00 trzeba miec pozwolenie. Przed 8:30 i po 18 parkowac moze kazdy. Kontrolerzy, pieszczotliwie przez moja mame nazywani ‘bilecikami’, laza i sprawdzaja. W godzinach dziennych kazdy parkuje porzadnie. Ale wtedy nie ma tez problemu – ludzie sa w pracy.

Problem sie zaczyna od godziny 17, kiedy to mieszkancy wracaja do domow. I niestety, jak sie nie pospiesza, to nie maja gdzie zaparkowac.

A nie maja, bo biuro parkingowe wydaje zbyt wiele pozwolen – po dwa na dom (a ulica przed domem sie nie rozciaga, niestety), a w wielu wypadkach dom podzielony jest na dwa mieszkania, w zwiazku z tym dostaje 4 pozwolenia. Miastu sie to oplaca, bo maja z tego pieniadze. A ze pozwolen jest dwa razy wiecej niz miejsc parkingowych? To nie szkodzi, bo przeciez, wedlug wladz, ludzie nie parkuja caly czas, jest rotacja.

Akurat. Ludziska parkuja gdzie moga, bo wracaja do domu, i nie ma nigdzie miejsca.

Do tej pory nie bylo problemu, o ile wyniesli sie z podwojnej zoltej do 8:30 rano. Ale ostatnio bileciki zaczeli chodzic wczesniej. Wywachali chyba, ze sobie do pensji moga dorobic.

Zatem dzisiaj o 8 rano dostalam mandat.

£70.

To mnie nauczy nie parkowac na podwojnej zoltej. Bilecik z radosci rece zacieral. Miasto sie troche wzbogaci. A problem parkowania w centrum miasta nie zniknie. Jutro ktos inny dostanie mandat, bo wrocil do domu, i nie mial co z samochodem zrobic.

No problem!

Niedziela.

Spalysmy tylko kilka godzin. Nastawilam budzik na 7, bo chcialam odwalic Akropol z rana, zanim pojawia sie tlumy. Nie tylko poszlysmy spac pozno (2 nad ranem) ale stracilysmy tez godzine snu – zmiana czasu z zimowego na letni. Zatem z oczami czerwonymi jak arbuzy i malymi jak lebki od szpilek idziemy zwiedzac Akropolis.

Jedna z zalet podrozowania poza sezonem (w Grecji sezon dopiero sie zaczyna w kwietniu, na wyspach greckich wiele osrodkow jest jeszcze zamknietych do polowy kwietnia) jest to, ze wszystko jest tansze. Druga zaleta, rownie wazna, jest brak tlumow. My mialysmy Akropol niemalze tylko dla siebie – kilkoro ludzi tu, kilkoro tam. Po poludniu bylo ich nieco wiecej, ale to i tak nic w porownaniu z latem – latem podobno czeka sie pare godzin na wejscie na Akropolis.

Obejrzalysmy, po czym okazalo sie, ze zgubilam mape, ktora dostalam w hotelu. Hotel piec minut od Akropolu, wiec wrocilysmy po kolejna mape. Jasmine (recepcjonistka) zjebke mi dala, ze jak ja moglam mape zgubic! Pol zartem pol serio mowila, a potem o mapie mi codziennie przypominala – ale masz mape? pytala. (A to dlatego, ze sezon sie jeszcze nie zaczal – map nie mieli! To samo bylo pozniej, na Santorini, nasz hotel byl ekskluzywny, ale map JESZCZE nie mieli! 🙂 ).

Nie bede Wam opisywala co zwiedzalysmy w Atenach, bo od tego sa przewodniki. Ale napisze Wam, ze na Syntagma Square bylysmy swiadkami jakiegos wielkiego maratonu. A wieczorem demonstracji. Grecy uwielbiaja demonstracje, i co tydzien jakas sie odbywa na Syntagma Square. My mialysmy szescie, i udalo sie nam jedna zobaczyc. Nie wiem, o co im chodzilo, bo po grecku bylo….

Zobaczylysmy tez wartownikow narodowych, ktorzy nosza sukienki. Zrobilam sobie z nim zdjecie, ale dziwnie wyszlo, bo nieco sie krepowalam. Zapytalam go grzecznie, czy moge. Nie odpowiedzial. To stanelam obok niego, i powiedzialam mu, ze jest przystojny. Nawet nie mrugnal!

Po poludniu wybralysmy sie na jarmark staroci. Niezapomniane przezycie. Ciagnie sie kilometrami, w kretych uliczkach, tu i tam. Sprzedaja wszystko – militaria, procelane, ubrania, obrazy, antyki, tanie pamiatki dla turystow, twoje imie po grecku z wyginanego drutu, podrobki torebek i zegarkow. Raj dla zakupocholikow! Rozmawialam z jednym sprzedawca, bo mial dzbany, ktore mi sie podobaly, ale na angielskie wygladaly. Okazalo sie, ze jezdzi do Anglii, na car boot sales kupuje rozne duperele, a potem je sprzedaje na rynku staroci w Atenach. Co za patent!!

Mnostwo ulicznych klaunow, tancerzy i innych ‘artystow’. Co kilka krokow stoi pan ze stojakiem, i jakimis biletami na tym stojaku. Zapytalam kelnerke w restauracji, w ktorej zatrzymalysmy sie na lunch, co to takiego te bilety. Pokazala mi swoj – co sobote kupuje. Bilet na loterie, z wydrukowanymi juz cyframi. Od lat kupuje, mowi, co sobote. Nigdy jeszcze nic nie wygralam – dodala, i rozesmiala sie z calego serca. Grecy maja bardzo pozytywne nastawienie do rzeczy. Wszystko tutaj jest ‘NO PROBLEM’.

Acropolis House z gornoplukiem.

Dzisiaj na szybko kilka zdjec z naszego hotelu w Atenach, a kolejny wpis juz jutro. Przepraszam za jakosc i kierunek zdjec, ale sa jeszcze nie obrobione. Zdjecia, sie znaczy.

Gornopluk, ktorego Ola nie umiala obslugiwac.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

A gdzie sie splukuje?

Po dlugim i meczacym locie (z przesiadka w Monachium, bo bylo taniej) o polnocy wyladowalysmy w Atenach! Do hotelu mialysmy jechac taksowka (stala oplata z lotniska do centrum 35 euro), ale i tak juz przekroczylam budzet na wakacje, zanim jeszcze wakacje sie zaczely, wiec znalazlam tansza opcje – autobus. 5 euro, i dowozi nas do centrum, skad juz tylko 5 minut spacerkiem do hotelu. A ze juz po polnocy? No trudno, jak sie nie ma, to sie chodzi, a mi nigdy odwagi nie brakowalo.

Zatem wyladowalysmy, kupilam bilet na autobus, dojechalysmy do centrum (godzina), i dziarsko zaczelysmy maszerowac. Godzina 1 rano. Zero dzieci na ulicach. Ja, jak zawsze inna, ciagne walizke i dwojke maluchow za soba. Ale ulice za to pelne ludzi, ulice zakorkowane, zupelnie jak w Warszawie w poludnie! Pozniej zauwazylam, ze Ateny ida spac dopiero nad ranem. Grecy obiad jedza o 22, potem drinki i tance. Zdziwienie moje wielkie spowodowal fakt, ze facet z wozka przenosnego sprzedaje rogale z sezamem o 1 w nocy!

Bez wiekszych problemow (google maps!) dotarlysmy do hoteliku naszego. Po drodze ktos zapytal, czy potrzebujemy pomocy, i wskazal nam wlasciwa droge do hotelu. Ola stwierdzila: Ale oni tutaj sa mili! Hotel nazywa sie Acropolis House hotel. W recepcji siedzial staruszek, ktory na nasz widok wyciagnal olbrzymia, staroswiecka ksiege, do ktorej wpisal nasze nazwiska i numery paszportow. Nie umknela mojej uwadze kartka z napisem, ze wszelkie platnosci prosimy w gotowce, bo kart nie przyjmujemy. Jak sie pozniej okazalo, w calym hotelu czlowiek czul sie jakby przyjechal odwiedzic swojego dziadka. Staruszek wskazal nam schody, i powiedzial, ze nasz pokoj jest na 3 pietrze. Windy nie bylo (czy ktos widzial kiedykolwiek winde w domu u dziadka?), wiec zaciagnelysmy nasze walizki, po waskich, kretych schodach, na to trzecie pietro. A w pokoju staroswieckie przelaczniki do swiatla, masywne, rzezbione szafy z poprzedniej epoki, koronkowe serwetki i dywanik.

Ola poszla do toalety. Po chwili mnie wola: Mamooooo! Ale jak sie tutaj splukuje? Dziecko w zyciu gornopluka nie widzialo, a ten dodatkowo mial lancuszek schowany za zaslonka prysznica. Stylowa, w niebieskie delfiny. Pod kolor niebieskich kafelkow, a jakze.

Klimatyzacja nie dziala, nie ma cieplej wody, slychac kazde trzasniecie drzwiami, kazdy krok (a pamietacie? spac tutaj chodzi sie pozno), ale za to widok z okna – powalajacy! Akropol oswietlony, cudowny, zapierajacy dech w piersiach! A z drugiej strony balkon z widokiem na atenskie dachy, na ktorych suszy sie pranie oraz rosna drzewa cytrynowe i pomaranczowe. Westchnelam sobie z ulga, zakrylam uszy poduszka, i poszlam spac.

P.s. Jesli wybieracie sie do Aten, to jednak goraco polecam Acropolis house. Moze i staroswiecki, moze i bez luksusow, ale za to 5 minut od Akropolu, w samym centrum Aten (my wszedzie chodzilysmy na pieszo, i nigdzie nie bylo dalej niz 30 minut), czysty, ma przystepne ceny, i niesamowita, rodzinna atmosfere. Staruszek z recepcji, Jasmine, ktora jest w recepcji w ciagu dnia, kucharki – bardzo mili i pomocni. A panie, ktore sprzataja, sa w tym swietne – codziennie byl pokoj wydmuchany.