Pakowanie.

Pakowanie jest meczace. Ale jednoczesnie ‘oczyszczajace’. Czlowiek wyrzuca rozne rzeczy, ktore mu sie nagromadzily, a o ktorych nawet nie ma pojecia, ze je posiada.

Oczywiscie ciezko jest pozbywac sie rzeczy, ktore sa w pelni ‘sprawne’ i moga byc przydatne. Ale za kazdym razem mysle sobie – wyjezdzajac z Kataru zostawilam 3/4 swoich posesji. Czy pamietam chociaz jedna rzecz, ktorej nie zabralam? Otoz nie, nie pamietam. Ok, pamietam jeden taki zeszyt z mailami od meza, od czasow gdy sie poznalismy. Przygotowal mi taki pewnego roku w prezencie, wydrukowal i wkleil kazdy mail, ktory do siebie wyslalismy od poczatku naszej znajomosci. No, ale to cos innego, i mimo, ze zeszyt pamietam, to za nim nie tesknie. Podobnie jak za wszystkimi innymi rzeczami pozostawionymi w Katarze.

Wiec niedziela minela nam na pakowaniu. Pokoju moich corek. 10 wielkich pudel, do tego tyle samo wyladowalo w koszu. Teraz juz rozumiem, dlaczego kazdemu pracownikowi firmy przeprowadzkowej, ktory przychodzil robic wycene szczeka na podloge opadala gdy tylko przekraczal prog pokoju dzieciecego…

Szczeka.

Boli mnie zab. Od dwoch tygodni, ale ostatnio bardziej niz zwykle. Wiec w koncu poszlam do dentysty. Zawsze jak mam isc, to sie ociagam. Dlatego, ze sie boje. Boje sie tego, ile zaplace.

Nic, tylko byc dentysta w Anglii trzeba. Leczenie kanalowe kosztuje £450 (ok, akurat dentysta znajomy, przyjaciel wrecz, wiec dal mi znizke, ale nie o to chodzi). To takie 2300 zlotych.

Ale kto mial bol zeba to wie, ze czlowiek zrobi wszystko, aby sie go pozbyc.

Niestety, dentysta zarzucil antybiotyk, ale zab wciaz boli.

Jest jeden plus – malo jem, bo szczeka ruszac nie moge. Schudlam juz kilogram. Jak tak dalej pojdzie, to bede biedna i chuda.

Biore te tabletki przeciwbolowe, na noc zawsze sobie dwie wrzucam, ale i tak okolo 3 nad ranem przestaja dzialac i mnie budzi bol.

Jaki z tego wniosek? Najlepiej wyrwac wszystkie zeby i wstawic sobie sztuczna szczeke.

Cud na Wyspie.

Cuda. No mowie Wam, cuda sie dzieja w moim domu.

Jesli czegos potrzeba, to nigdy nic nie ma. Ponczochy by sie przydaly, o kurcze, nie ma ponczoch, same rajtuzy za to. Stroj wiktorianski do szkoly – oczywiscie nic sie nie nadaje. Guzik odpadl, ale zapasowych guzikow nigdzie w calym domu nie ma. Kawalek sznurka? Chyba jak sobie kupie szynke obwiazana i uzyje tego z szynki.

No, ale jesli przychodzi do pakowania, to jakims cudem pudla sie mnoza, i mnoza, jak owsianka z bajki, i jakos konca nie widac. I czlowiek wyciaga nieskonczone ilosci smieci, ktorych nigdy nie uzywa, ale wyrzucic tak jakos szkoda. A liczba pudel rosnie, i rosnie.

Kocica.

Wiecie, co to jest kuguar? Piekny kociak, prawda?

Dzisiaj, przynajmniej w Anglii, slowo kuguar kojarzy sie raczej z kobieta wieku sredniego, ktora lubi mlodszych chlopcow.

Wikipedia podaje, ze “Kuguar (lub puma, kocica, z ang. “cougar”) – dawniej, potoczne określenie kobiety w średnim wieku, która umawia się z młodszymi mężczyznami. Obecnie określenie to oznacza również kobietę atrakcyjną, która ma udane życie seksualne, zawodowe i jest niezależna finansowo. Kobiety umawiające się z młodszymi mężczyznami które w “drapieżny” sposób próbują zaspokoić swój apetyt seksualny, „polując” na dużo młodszych od siebie partnerów.”

Wiele kobiet lubi mlodszych chlopcow, do najslynniejszych naleza Kim Cattrall (slynna Samantha s Seksu w wielkim miescie), Halle Berry, Demi Moore, no i oczywiscie Madonna.

A dlaczego ja o tym. Bo punkt widzenia zalezy, jak zawsze, od punktu siedzenia. 

Rozmawialam z dwoma moimi kolezankami. Jedna mlodsza ode mnie o 15 lat. Druga starsza o 10. No i ta mlodsza goraco mnie zacheca:

– Ty bylabys swietnym kuguarem, jestes sliczna, i atrakcyjna, wez sobie mlodego chlopczyka do zabawy.

Na co ta starsza:

– Nie, ty jestes o wiele za mloda na to, aby Cie nazywac kuguarem!

A co Wy o tym sadzicie? Nie, nie o tym, czy ja jestem za mloda czy w sam raz na bycie starsza kocica 🙂 Co sadzicie o tym fenomenie spolecznym.

Wczorajszej nocy umarlismy.

Wczoraj postanowilam umrzec.

 

I do tego sporo za to zaplacic.

Jest tutaj niedaleko taki park rozrywki. Co roku organizuja w nim ‘Noce strachu’, w okolicach Halloween, oczywiscie.

Obejrzalam sobie to wideo, i pomyslalam: Kurcze, fajnie bedzie cos takiego przezyc! No zobaczcie i sami powiedzcie, czy nie? Do tego znajoma opowiadala, ze jak byla w zeszlym roku, to kolezanka ze strachu jej sukienke podarla.

Zaplacilam £50 za osobe, i z drzeniem serca wybralam sie do parku rozrywki.

The Passing (nazwa atrakcji) okazalo sie raczej smieszne, niz straszne. Zalozyli nam czarne worki na glowy (z siatka na oczy, zebysmy mogli cokolwiek widziec; po pieciu minutach para z moich ust zmoczyla caly worek i tak sobie myslalam – siekawe, kto sie slinil w tej torbie przede mna…?), i wpuscili do ciemnego tunelu. Wiekszosc drogi musielismy pokonywac w zupelnej ciemnosci, od czasu do czasu wyskakiwal aktor pomalowany ‘krwia’ aby nas przestraszyc. Czasami zza sciany niespodziewanie wyskakiwal ‘morderca’. Najsmieszniejsze jednak bylo to, gdy w pewnym momencie, oczywiscie w zupelnych ciemnosciach, objal mnie czule jakis nastoletni pryszczaty chlopaczyna, i ze strachem czule wyszeptal: Baska, nie boisz sie?

Postanowilam wyprobowac rowniez inne atrakcje, skoro juz tyle zaplacone. Nastepny byl Asylum, czyli dom wariatow. Po czterdziestominutowym oczekiwaniu w kolejce w koncu dotarlismy.

Tym razem trzymalismy sie za ramiona, i lancuszkiem szlismy przez tunel. Caly czas blyskalo swiatlo (jak lampa blyskowa), a dookola nas chodzili ‘wariaci’, wymalowani odpowiednio i w bialych kaftanach. Zachodzili niespodziewanie od tylu, glaskali po karku, albo robili “bu!”. Przede mna byla pani, ktora bez przerwy histerycznie zasmiewala sie jak hiena. Mysle, ze spokojnie moglaby zastapic muzyke, jaka leciala z glosnikow.

Dwie atrakcje, i dwie godziny zlecialy, zostala nam jeszcze godzinka przed zamknieciem parku, wiec wybralam rollercoaster. Godzina czekania (standardowo), i dawaj, jedziemy! Bylo super, nie powiem, ze nie, nawet raz nie krzyknelam ze strachu. Ale jak wysiadlam, to swiat mi wirowal. Isc nie moglam, bo mi sie nogi plataly. Chyba cos mam z blednikiem, bo nie dla mnie takie jazdy. Bogu dziekowalam, ze obiadu nie zjadlam, bo mnie mdlilo przez kilka godzin pozniej.

Jako ze zamarzlam na kosc, postanowilam, ze juz wystarczy, wracam do domu. Nastepnym razem odwiedze park rozrywki po to, aby podrzucic moje nastoletnie corki i ich kolezanki, niech one sie bawia a ja wypije w domu herbate. Taka jestem stara.