Pytanie na sniadanie – czy raczej powiedzialabys (powiedzialbys?) komus, ile masz lat, czy ile wazysz?
Oficjalnie oswiadczam, ze do diet sie nie na-da-je.
Po trzech tygodniach odmawiania sobie wszystkiego – czekolady (tylko pol tabliczki, a nie cala, jak zazwyczaj), wina (dwie, a nie cztery lampki, ok, moze dwa razy wieksze, ale tylko dwie. A tak w ogole to wiecie, ile wino ma kalorii? Serio, myslalby kto, ze ze sloniny jest zrobione), kielbasy (kielbasy w ogole nie wpisywalam do aplikacji po zjedzeniu, wiec sie nie liczy), po trzech tygodniach wyrzeczen, zlego humoru, i permanentnego glodu (okropne uczucie, gdy sie czlowiek budzi glodny…. Albo gdy o 15 nie zjadl jeszcze dwoch lunchow, tragedia!), gdy sie okazalo, ze waze dokladnie tyle samo, co trzy tygodnie wczesniej, i ani grama mniej, zdecydowalam, ze koniec.
Do diet sie nie nadaje.
Wiec aby to uczcic wypilam butelke wina, zjadlam paczke czipsow, czekolade, doprawilam kanapka z maslem, kielbasa, przegryzlam Prince Polo, aby sie odslodzic musialam kilka orzeszkow solonych dorzucic. I obejrzalam film.
No, czuje sie dobrze.
To bylo wczoraj. A dzisiaj rano… wazylam tyle samo.
Wracajac do mojego pytania – ja nie mam problemu z ujawnieniem swojego wieku, ale nikt nie wie, ile waze!

Mozna tez bielizne wsadzic do tzw. airing cupboard, czyli szafki, w ktorej schowana jest kapsula z goraca woda. Wybaczcie profesjonalne slownictwo, ha ha ha.
Juz czas!!! Pomyslalam pewnego dnia, gdy wyciagnelam kiecke, ktora rok temu byla na mnie za duza, i moglam ja zakladac nie odpinajac suwaka, a teraz nie moglam sie w niej dopiac.
Odkrylam!! Odkrylam mleko zsiadle!