Poradnik oszczednego klienta.

Poniewaz jestem osoba oszczedna, namietnie robie zakupy spozywcze w internecie. Zobaczcie, ile udalo mi sie oszczedzic do tej pory!!!

Najpierw Tesco przyslalo mi kupon na £5. Pomyslalam sobie, ze £5 pokryje koszty dostawy, wiec moge zrobic zakupy z domu i nie bedzie mnie to nic ekstra kosztowalo. A jaka wygoda!! Nie bede musiala latac po sklepie z ciezkim koszykiem i dwojka rozwydrzonych dzieciakow biegajacych od polki do polki jak orangutany i wrzeszczacych jak pawiany. Oszczedze sobie tych wszystkich spojrzen. Bo ludzie patrza na mnie z politowaniem (jak sobie wychowala, tak ma) albo z pogarda (jakze tak mozna, przeciez te dzieci to zwierzeta).

Zakupy zrobilam, dostarczyli, a potem Tesco przyslalo mi kolejny kupon! Wydaj £40 do jutra, a my damy ci £5 na kolejne zakupy.

No ale jak to, przeciez dopiero co wydalam £120, juz nic nie potrzebuje…? Trudno, piec funtow piechota nie chodzi, wiec z ciezkim sercem zalogowalam sie ponownie. W koncu wino sie nie zmarnuje… wodka w zamrazalniku tez powinna byc. Dorzucilam kilka puszek fasoli, zawsze sie moze przydac. Co by tu jeszcze… 10 kilo ziemniakow, czemu nie! Moj dziadek kupowal kartofle na metry, to ja tez moge. On mial piwnice, a ja nie? Nie szkodzi, ja mam kosz na odpadki zywieniawe.

Tesco zlapalo mnie w swoje szpony, i juz nie popuszcza. Kolejna promocja byla po prostu NIE-DO-ODRZUCENIA!!! Wydaj £40, trzy razy, w ciagu miesiaca, a damy ci £20! Dwadziescia funtow! No glupia bylabym, gdybym nie skorzystala, nie?

Zatem szafki mam wypelnione pieciokilogramowymi torbami makaronu, mam zapas pomidorow w puszce na pol roku przynajmniej, no i komu nie przyda sie dodatkowy tunczyk w puszce?

Maraton to byl niezly, ale za to dostalam £20 (do wydania w ciagu tygodnia, oczywiscie) no i gdyby zdarzyla sie jakas tragedia typu wojna lub strajk pracownikow dostarczajacych paliwo do stacji benzynowych, to jestem spozywczo zaopatrzona na kilka miesiecy.

Nie tylko Tesco zorientowalo sie, ze ja taka oszczedna jestem. Groupon (to taka strona, gdzie ludzie kupuja masowo jakis produkt albo usluge, i dzieki temu placa taniej. Polecam!) przyslal mi kupon na £5, do wydania dzisiaj i jutro tylko. Tak za nic. Po prostu.

Od razu polecialam na ich strone, oczywiscie, i zastanawiam sie, na co wydac to piec funtow.

Do wyboru mam min. lozko (£199), kurs dla ksiegowych (£59), telewizor (£230)… na takim lozku moglabym oszczedzic £410 dzieki Groupon, no i oczywiscie dodatkowe £5 tak hojnie mi podarowanych…

Nie potrzebuje lozka? No rzeczywiscie, nie potrzebuje. To moze naszyjnik z perel, za £26? Oczywiscie zaplace tylko £21, bo wykorzystam kupon! Co za okazja! A ze nie nosze perel? No to co, grunt, ze oszczedzilam!

Sekrety handlu oraz moda podomkowa

Wiecie, jak to jest. Jak sobie kobieta ubzdura, to nie ma przebacz.

Kupiłam sobie najdroższy szlafroczek na świecie. Szlafroczek był na wyprzedaży, 70%. Tutaj zdradzę Wam pewien sekret.

Kilka lat temu handlowcy zastosowali sztuczke. Bo w końcu mało kto się połapie, że PLN 4.99 to jest prawie pięć złotych, większość z nas widzi 4 i to zostaje nam w głowie, a za cztery złocisze to przecież okazja. I rzeczywiście, przez kilka lat ludziska sie na to nabierali.

Ale to juz jest passe, mówię Wam. Ktoś mi powiedział, że towary lepiej się sprzedają, gdy w cenie jest siódemka. Zatem – zapamiętajcie sobie moje słowa – niedługo dziewiątki znikną i pojawią się siódemki – zamiast 4.99 cena będzie 5.07.

Aczkolwiek moim zdaniem ten ktoś się pomylił z tą siódemką. Tu nie chodzi o cenę, tu chodzi o procenty. Jak coś ma zniżkę 70% to na mur beton się sprzeda.

Tak jak ten szlafroczek, który ja kupiłam. Szlafroczek był przeceniony z ceny niebotycznie wysokiej na nieprzyzwoicie wysoką. No ale 70%….

Powinnam chyba, gwoli ścisłości, dodać, że szlafroczek tak naprawde jest… sweterkiem. Kaszmirowym… Ale jest biały, długi do ziemi, i nie ma guzików, więc za każdym razem, gdy go zakładam (dwa razy, jak do tej pory), nie mogę oprzeć się wrażeniu, że narzuciłam podomkę.

Wisiała sobie podomka sweterek na drzwiach przez miesiąc, ale w końcu musiałam go założyć, bo moje wrodzone skąpstwo nie pozwoliło mi na takie wyrzucanie pieniędzy w błoto.

Ze sweterkiem są dwa problemy. Po pierwsze z niczym nie wygląda dobrze. Narzućcie sobie biała podomkę na ubranie, to zobaczycie, o czym mówię. Po drugie sweterek jest straszliwie długi, więc mogę go nosić jedynie do baaardzo wysokich obcasów.

Ale nic to, przywdziałam szpilki, biała sukienkę, i wypuściłam się na miasto.

Idę przed siebie, pewna siebie i dumna, bo przecież wyglądam jak gwiazda!!! Wiatr mi włos rozwiewa, poły szlafroka swetra kaszmirowego powiewaja dumnie dookoła moich zgrabnych nóg… zalotnie spoglądam na tego przystojniaka po drugiej stronie ulicy…

Niestety, szpilki założyłam, a szpilki ostre takie, zahaczyły o połę kaszmira, kaszmir zaczął mi się dookoła nóg plątać, omotał moje zgrabne nogi, owinął, jak wąż, który owija się na szyi swojej ofiary, rękoma rozpaczliwie machałam, nie na tego przystojniaka, co to szedł po drugiej stronie ulicy, ale po to, by równowagę jakoś utrzymać, niestety niezbyt skutecznie.

Gdzie ten zajączek, kochanie? Uciekł? Nie udało się złapać? – tak bym powiedziala do Oli w podobnej sytuacji.

Bardzo chciałabym napisać, że wpadłam prosto w umięśnione ramiona przystojniaka, który mnie uratował przed upadkiem, ale niestety, takie historie zdarzają się tylko w filmach, a tu samo życie, więc tylko pozbierałam szczątki swojej godności z chodnika i – kulejąc – pomaszerowałam dalej.

A szlafrok wciąż mi powiewał dookoła moich zgrabnych odrapanych kolan. Bo było za zimno, by kaszmirek zdjąć.

Dla ciekawych, tak oto wygląda bohater tego wpisu (bez białej fikuśnej sukienki również widocznej na zdjęciu).

PIIIPIIII PI PI PIIIIII

Nie ma nic piekniejszego, niz poranek wypelniony trelami ptaszkow….

ALE NIE, KURKA WODNA, O 4 RANO!!!!

Wczoraj pozno poszlam spac, w dodatku wypilam trzy piwa, w koncu Anglia grala i na trzezwo nie dalo sie tego ogladac, wiec rano zmeczona bylam.

A tu uparty cwiergot jakis mi za oknem PIIIPIIII PI PI PIIIIII. I tak w kolko macieju, jakby mu sie plyta zaciela. Chcialam kamieniem rzucic, zeby sie zamknal, ale jakos tak nie mialam w lozku pod reka zadnego kamienia. Swieczka by sie nadala, ale szkoda mi jej bylo, bo £10 kosztowala….

PIIIPIIII PI PI PIIIIII

Spojrzalam na zegarek, tuz po 4 bylo. Wydawalo mi sie, ze to chyba niemozliwe, zle spojrzalam. Ale po szybkiej weryfikacji okazalo sie, ze i owszem, jest tuz po 4 rano….

Glowa mi peka, oczy mnie bola….

A ptaszek idiota radosnie mi oswiadcza, ze PIIIPIIII PI PI PIIIIII. I to w dodatku niezwykle przerazliwie glosno i irytujaco wysoko.

Przekrecilam sie na drugi bok. Przykrylam sobie glowe poduszka. Jaskiem dolozylam. PIIIPIIII PI PI PIIIIII.

A przeciez mieszkam w centrum MIASTA!!! W centrum miasta nie budzi ludzi trel ptakow, szum drzew, i szmer strumyka!! Budza nas samochody, karetki jadace na sygnale, chrobotanie koszy na smieci i pijacy wracajacy do domu nad ranem!! PIIIPIIII PI PI PIIIIII

A idzze ty w cholere, walniety spiewaku.

Tak nas potraktowal…

Ola zostala zaproszona na specjalistyczne badania do szpitala w Warszawie.

Badania te sa standardem w Europie Zachodniej, ale w Polsce sie ich nie wykonuje, poniewaz nie mamy sprzetu. W lipcu i sierpniu przylatuje ekipa z Niemiec, ktora przebada polskie dzieci. Takie, u ktorych ciezko jednoznacznie zdiagnozowac mukowiscydoze. Takie jak Ola.

Nie bylam pewna, czy Ola miala te badania, czy nie. Postanowilam zatem, ze napisze maila do naszego tutejszego lekarza. Jest on dosyc znanym profesorem, wiec zaczelam szukac adresu mailowego w necie. Znalazlam. Wprawdzie nie szpitalny mail, jakis uniwersytecki, ale z braku laku…. w koncu to ta sama osoba.

Maila napisalam. Przeprosilam, ze mu glowe zawracam.

W ciagu godziny mi odpisal! Nie tylko powiedzial, ze oczywiscie, ze nie ma sprawy, ze mozna do niego pisac, ale rowniez doskonale pamietal Ole i jej historie medyczna. Napisal mi, ze rozmawialismy o tych wlasnie badaniach, ze dziecko musi wspolpracowac, ze Ola byla jeszcze za malutka, dlatego tych badan nie miala. Tego samego maila wyslal rowniez do innej lekarki, ktora jest specjalista od tychze badan. Obiecali przejrzec historie medyczna Oli, i zdecydowac, czy mozna juz Oli robic te badania, i czy wniosa one cos nowego do jej diagnozy. Dzieki temu nie bedziesz musiala latac do Polski, zrobimy te badania tutaj – napisal.

Zaoferowal rowniez, ze porozmawia ze specjalistami w Polsce, aby upewnic sie, czy to aby na pewno te same badania.

Jestem bardzo, bardzo mile zaskoczona tym, jak mnie potraktowali. Bardzo bym chciala, aby polscy lekarze mieli podobne podejscie do pacjentow i ich rodzin. Pewnie, niektorzy maja, ale wciaz jest jeszcze wielu, wielu lekarzy, ktorzy traktuja pacjenta jako zlo konieczne.

Chcialabym zaznaczyc, ze sluzba zdrowia w Anglii wcale taka idealna nie jest, oczywiscie. Mamy z Ola szczescie, ze jej szpital jest naprawde swietny pod kazdym wzgledem. Wyjatkowy.

Do polskiej szkoly marsz!

Wreszcie przeczytalam cos pozytywnego o Polsce w angielskich mediach.

Otoz okazuje sie, ze edukacja w Polsce jest swietna!! W Polskich szkolach zmniejsza sie roznica pomiedzy bardzo dobrymi, i bardzi kiepskimi uczniami.

W testach przeprowadzonych przez Programme for International Student Assessment (Pisa) [Program miedzynarodowej oceny studentow] Polska zajela 14 miejsce w czytaniu – wyzej niz Stany Zjednoczone, Szwecja, Francja, Niemcy, czy sama Anglia (25 miejsce. O dziwo, bo angielskie dzieci zacheca sie bardzo do, i uczy sie czytania juz od 4-5 roku zycia). I to pomimo tego, ze nasz budzet na edukacje jest o polowe mniejszy!

Bardzo mnie to cieszy. Ja zawsze uwazalam, ze w polskich szkolach dzieci ucza sie o wiele wiecej niz w angielskich. Poziom jest wyzszy, polskie dzieci zdobywaja wiecej wiedzy ogolnej, no i nie ucza sie tylko o Polsce. W tutejszych szkolach, np., skupiaja sie glownie na historii Anglii.

Pewnie, mozna krytykowac, ze za duzo bezuzytecznych wiadomosci wpaja sie w polskiej szkole. Ale mi na przyklad jest bardzo milo, ze wiem rzeczy, o ktorych przecietny Anglik w zyciu nie slyszal.

Najsmieszniejsze jest to, ze ogladajac np. Milionerow, czesto nie znam odpowiedzi na pytania za £100 czy £1000, ale bez problemu odpowiadam na te za £32000 🙂

A dlaczego?

Ogladamy mecz Anglia-Francja. Pokazuja jednego z pilkarzy angielskich, Rooney, siedzacego na trybunach.

– O, Rooney! mowie.

– A dlaczego Rooney sie NIE BAWI? pyta Zuzia.

 

 

Podejrzewam, ze bylo to dokladne tlumaczenie z angielskiego – doesn’t PLAY.

Ucieczka

Zuzia uciekla dzisiaj z domu.

Poklocilysmy sie sporo.

Po jakims czasie poszlam do kuchni zrobic sobie herbatke. Nie ma to jak herbatka na ukojenie nerwow. Na stole lezal iPod Zuzi, wraz z sluchawkami, bardzo starannie zlozonymi. Wydalo mi sie to troche dziwne, ale nie zaprzatalam sobie tym glowy.

W pewnym momencie slysze trzask drzwi wejsciowych. I widze przez szybke lososiowy plecak Zuzi.

Podbieglam do drzwi, otworzylam. Zuzia, ubrana w plaszczyk, szalik, z plecakiem lososiowym na ramionach maszeruje w strone miasta.

– A gdzie ty sie wybierasz? pytam. Natychmiast wracaj do domu!!

Jak juz wrocila, pytam jej (ciekawa bylam bardzo) co spakowala do plecaka.

– Wode, ksiazke, pieniadze i kocyk – mowi moja corka.

No tak, calkiem niezle.

– I nic do jedzenia? Glodna bedziesz… mowie.

– Mam pieniadze – broni sie Zuzia.

– Kanapke ci zrobic na droge? pytam. Oszczedzisz troche kasy, przynajmniej nie bedziesz musiala dzisiaj wydawac na jedzenie…

Zuzia zdecydowala, ze jednak zostanie w domu.

Wieczorem, gdy emocje juz opadly, i moglysmy sobie z tego pozartowac, pytam Zuzie, gdzie ona chciala isc.

Generalnie planu zadnego nie miala, moze do centrum, po sklepach pochodzic… (niedziela, godzina 17, sklepy juz zamkniete…)

Miala wziac iPoda, ale w koncu zdecydowala, ze go zostawi. Moze dlatego, ze szlaban na iPoda ma, ha ha ha.

– A o ktorej chcialas wrocic do domu? pytam.

– No nie wiem. Zastanawialam sie wlasnie, o ktorej… i czy mnie z powrotem wpuscisz, jak wroce. A co zrobilabys, jakbys zobaczyla, ze mnie nie ma? pyta dziecko.

– Poszlabym do Sansburego i znalazla cie przy polce z cukierkami!

Zuzia sie usmiala z tego. Pewnie mialam racje 😉

– No a jakby cie policja zatrzymala, dlaczego taka mala dziewczynka po ulicy sama chodzi, to co bys powiedziala?

– Ucieklabym! mowi Zuzia.

Wieczorem, gdy Zuzia byla juz w lozku, mowie do niej:

– Nastepnym razem jak bedziesz chciala uciekac z domu to mi powiedz, przynajmniej ci torbe porzadnie spakuje…

– No tak, przyznala Zuzia, kocyk, ktory spakowalam, jest bardzo cienki, pewnie by mi bylo bardzo zimno.

Krolowa byc.

Krolowa Wielkiej Brytani siedzi na tronie juz od 60 lat. Wyobrazacie sobie? W jednej robocie przez tyle lat? Ale Elzbieta postawila sobie za punkt honoru ‘przesiedziec’ Wiktorie – najdluzej panujaca do tej pory krolowa. Brakuje Elzbiecie tylko trzech lat, wiec szanse ma spore, bo wciaz jest dziarska staruszka.

Diamentowa rocznica panowania Elzbiety obchodzona jest hucznie w Anglii przez trzy dni. Ludzie organizuja przyjecia uliczne – ulica jest zamykana dla ruchu, mieszkancy danej ulicy wieszaja dekoracje, wynosza stoly i krzesla, przynosza jedzenie i napoje, i bawia sie przy muzyce.

Sama krolowa tez musi brac udzial w wielu uroczystosciach – dzisiaj jest koncert (jak na razie spiewala Kylie Minogue, Stevie Wonder oraz Elton John), wczoraj byl pokaz koni z roznych stron swiata, min. z Omanu, Meksyku, Rosji, Krolowa dzielnie przez kilka godzin siedziala i wygladala dumnie i powaznie.

Wczoraj tez lodzie plynely Tamiza, Krolowa na jednej z tych lodzi przez kilka godzin stala, staruszka ma 86 lat, a przez trzy czy cztery godziny stala w deszczu i reka machala do ludu. Zaloze sie, ze biedaczka myslala tylko o tym, aby juz byc w swoim palacu z nogami w cieplych kapciach i z kubkiem goracej herbatki z mlekiem.

Oczywiscie wszedzie przewija sie Kate z mezem Williamem.

Dla szaraczkow takich jak ja diamentowy jubileusz krolowej oznacza dlugi weekend – sobota+niedziela, oraz dwa dodatkowe dni wolne od pracy/szkoly – poniedzialek i wtorek.

A ja tak sobie obserwuje te uroczystosci, i z jednej strony jest mi milo, ze w jakis tam sposob moge uczestniczyc w tych historycznych momentach; a z drugiej strony widze, ze Anglicy jednak kochaja swoja Krolowa.

I tak sobie mysle, ze jak dorastalam, to ksiezniczka, krolewna, krolowa, no i krol czy ksiaze, oczywiscie – to wszystko byly jedynie postacie z bajek. Pojecia nie mialam, ze niecale dwa tysiace kilometrow dalej zyje sobie najprawdziwsza na swiecie krolowa, calkiem bliska szaremu tlumowi, jakby nie patrzec…

 

P.s. Wlasnie przemawia Karol, syn Elzbiety. Mowi: “Wasza Wysokosc. Mamusiu…” Lza sie w oku zakrecila. Mi. I zastanawiam sie, czy Karol widzi Elzbiete jako ‘mamusie’? Czy tez moze bardziej jako ‘krolowa matke’?

P.s. 2. Jestem pewna, ze Elzbieta botoks sobie strzela. Niemozliwe, zeby w tym wieku miala takie gladkie czolo!!!