Wlaczylam radio ZET, pierwsze co slysze, to Koko, ha ha ha.
Ale ja nie o tym. Ja o tym, ze wczoraj pierwszy raz w zyciu pojechalam do Londynu. Samochodem! Do tej pory balam sie. Waskie ulice, wszedzie korki, jednostronny ruch w wielu miejscach, zakaz wjazdu tu i tam. Kolezanka raz pojechala, i jeden samochod bok jej zarysowal, a drugi urwal lusterko boczne.
No i w dodatku trzeba placic tzw. congestion charge. Jest to oplata za wjazd do Londynu samochodem, zostala wprowadzona w 2003 roku w celu ograniczenia liczby pojazdow prywatnych w centrum Londynu. Miala zachecac do uzywania transportu publicznego. Oplata wynosi £10 za kazdy dzien, obowiazuje od poniedzialku do piatku w godzinach 7:00-18:00.
Wczoraj byla niedziela, wiec oplata nie obowiazywala. No i pomyslalam sobie, ze ruch bedzie mniejszy w niedziele niz w tygodniu, poza tym mam doswiadczenie w prowadzeniu samochodu w dosyc szalonych miejscach (Warszawa, Nowy Jork, i przede wszystkim DOHA!!) wiec zaryzykowalam. Do odwaznych swiat nalezy!
Poszlo w miare gladko, chociaz kilka razy skrecalam z prawego pasa w lewo. Ale samochod caly. No i nie wiem, czy doswiadczenie kiedykolwiek powtorze 🙂
Do Londynu jechalam na parapetowke. Na przyjeciu rozmawialam z pewnym panem. I pan ten zapytal mnie, czy pisanie bloga daje mi jakies korzysci. Niekoniecznie materialne.
Zastanowilam sie nad odpowiedzia, i doszlam do wniosku ze i owszem daje. Materialnych zadnych. Satysfakcje z tego, ze mam wielu wiernych czytelnikow – ogromna. Poczucie, ze gdzies tam po swiecie jest wiele osob, ktore przezywaja ze mna wzloty i przede wszystkim upadki, ktore dobrze mi zycza i mnie pocieszaja. Mile zaskoczenie gdy po rocznej przerwie zaczynam znow pisac, i okazuje sie, ze wiele osob wciaz tutaj zagladalo, majac nadzieje, ze znow bede pisala.
Ale przede wszystkim, najwieksza korzyscia, jaka mam z tego bloga, sa ludzie. Ludzie, ktorych poznalam dzieki Mazusom, teraz Olzusom.
Czytelnicy!!
Wieloletnie przyjaznie, z ktorych niektore przetrwaly do dzisiaj, niektore, niestety, rozpadly sie przez glupoty.
Znajomi internetowi, ktorych nigdy nie poznalam, ale z ktorym pisze prywatne maile, calkiem regularnie.
Przelotne znajomosci, takie na jedno spotkanie. W Polsce, w Anglii, w Katarze. Swiat jest maly. Bardzo maly. Gospodynia wczorajszej prywatki byla dziewczyna, ktora poznalam w Katarze. Dwa razy chyba tylko. Pozniej ona wyjechala, do Niemiec, do Polski.. teraz, po pieciu latach, obie jestesmy w Anglii. Wiec sie spotkalysmy! Mamy juz prowizoryczne plany na nastepne spotkania, a jakze!
Tak, bezwstydnie czerpie korzysci z mojego bloga. I mam zamiar kontynuowac 🙂