Dom lub znicz olimpijski.

Rzeczy warte sa tylko tyle, ile ktos jest chetny za nie zaplacic.

eBay zostal zalany olimpijskimi zniczami.Tymi, ktore przeniosa olimpijski ogien przez Wielka Brytanie.

Osoba niosaca znicz moze go kupic za promocyjna cene £300.

Wiele osob zdecydowalo sie wystawic znicze na aukcje internetowe. Osobiscie im sie nie dziwie, znicze osiagaja ceny astronomiczne – ludziska licytuja jak glupie i nierzadko pochodnia olimpijska osiaga cene £150,000 (STO PIECDZIESIAT TYSIECY FUNTOW, to ponad 800 tysiecy zlotych!).

Kto nie wierzy, niech spojrzy sobie tutaj.

Kupic mozna rowniez zdjecia znicza – nic w tym dziwnego nie byloby, gdyby nie cena – £20,000. Nie wiem, czy ktos toto kupuje, jesli tak, to zalowac tylko glupoty.

Oczywiscie, znalaz sie tez zartownis, ktory wystawil latarke olimpijska (gra slow: torch to latarka, no i jest olympic torch). Oczywiscie, za £150,000 🙂

Angielskie majtki

Jakis czas temu byl program w telewizji. Mary Portas chciala szyc angielskie gacie.

Mary Portas to taka pani z pomaranczowymi wlosami, w wieku 52 lat, ktora robi programy telewizyjne, glownie w dziedzinie handlu.

Program, o ktorym mowie, dotyczyl szycia majtek, w 100% angielskich. Marysia Portas wkurzyla sie, bo ubrania sa produkowane w Chinach i w Europie wschodniej, no i tak przeciez byc nie moze, bo majtki mozna produkowac w Anglii, wzmacniajac tym samym lokalny rynek. Gacie mialy byc wykrawane w Anglii, mialy byc robione z angielskich materialow (wlaczajac w to angielska koronke), szyte w Anglii, przez angielskich pracownikow.

Program pokazywal, jak Marysia zatrudniala pracownikow. Anglicy z nizin spolecznych. Ludzie, ktorzy nie pracowali od 7, 10, 20 lat. Chlopiec, pietnastoletni (tak, 15!), ktory ma 4-letniego syna!!! Miales jakies dobre wzorce? Pyta go Mary. Nie, nie mialem, odpowiada dzieciak, bo moi rodzice nigdy nie pracowali. No to jak sie utrzymywali? dziwi sie pani Portas. No, z zasilkow, oczywiscie. A ty kiedys pracowales? Nie, nigdy.

Potem rozmowa kwalifikacyjna z laska, ktora sie bardzo burzy: Jak to? Ja mam przy maszynie siedziec i szyc? Czy Ty jestes szalona? Panienka dwadziescia pare lat, dwojka dzieci, chyba w zyciu pracy nie zaznala.

Nie wiem, jaki byl wynik koncowy eksperymentu z gaciami w 100% angielskimi. Nie obejrzalam programu do konca. Za bardzo sie zdenerwowalam.

Troche tym, ze Mary ma nierealne pomysly. Wyprodukowanie majtek w Chinach kosztuje 5 pensow. Zrobienie tych samych w Anglii – 2 funty. Handel to prosta matematyka – cena-koszt=zysk. I tyle.

Ale glownie zdenerwowalam sie tym, ze na Polakow sie jedzie, ze prace zabieraja, ze bezrobocie w Anglii rosnie przez Polakow wlasnie, ale nikt nie zauwaza – OFICJALNIE, bo kazdy normalny Anglik doskonale to wie  – ze pewien gatunek Anglikow od pokolen jedzie na zasilkach, ochoty zadnej pracowac nie ma, i pracowac nigdy nie bedzie – bo im sie to po prostu nie oplaca. Gdyby zaczeli pracowac, straciliby darmowy dom, zasilek na tamto i na sramto. Zarobiliby mniej, niz dostaja w zasilkach. I trudno im sie dziwic, skoro rzad daje, to czemu nie brac…

Jedna pani w wiadomosciach powiedziala tak:

– Ja chcialabym pracowac, bardzo bym chciala. Ale mi sie to nie oplaca – bo zarobie mniej, niz teraz dostaje od rzadu, a w dodatku bede musiala zaplacic za opieke nad dziecmi. Dlatego tez do pracy nie pojde.

I trudno jej sie dziwic, tak naprawde.

No i znow zboczylam na drazliwy temat…

Cpun i manicure

Postanowilam dzisiaj, ze sie dopieszcze. Odkad przyjechalam do Anglii bardzo rzadko pozwalam sobie na przyjemnosci. Masaz? Kosmetyczka? A co to jest? Wypady do restauracji tylko sporadycznie. Wakacje? Nie wspominajmy nawet. Buty kupuje juz tylko raz na miesiac*.

Postanowilam, ze wybiore sie na manicure, bo moje paznokcie wolaly o pomste do nieba. Sama nie bardzo potrafie o nie zadbac. Nie jestem szczesliwa posiadaczka zdrowych, ladnych paznokci, z ktorymi nic nie trzeba robic. Moje paznokcie rozdwajaja sie kosmicznie, maja brzydki ksztalt, do tego czerwone rece… tragedia.**

Manicure dla biedakow, za £13, wykonywany przez Wietnamki czy Filipinki, zadna rewelacja, ale w porownaniu z tym, co bylo – super.

Rozpislam sie o manicure, a chcialam o cpunie. Wracajac do domu widze samochod – jedzie, nagle sie zatrzymuje. Slysze rozpaczliwy trzask skrzyni biegow gdy kierowca, wciaz szybko jadac do przodu – wrzuca bieg wsteczny. Potem wjezdza – tylem – na chodnik. Prosto w plot z cegly. Nieporuszony daje do przodu, troche do tylu, i parkuje w poprzek chodnika. Potem wysiada. Pan w wieku okolo siedemdziesieciu paru lat! Myslalam, ze on ze starosci tak zle jezdzi. Ale zmienilam zdanie, jak zobaczylam, ze staruszek dziarsko pomaszerowal prosto do sklepu z haszyszem….

 

* To mialo byc smieszne ironiczne, ale dla tych, ktorzy nie zalapali – sprostowanie – oczywiscie, ze nie. To znaczy nie czesciej, o wiele rzadziej, dla jasnosci!

** Jesli ktos zna jakies sposoby na wzmocnienie paznokci, to poprosze. Uprzedzam, ze stosowalam wiele rzeczy – maczanie w oleju, kremy, zele, masci i specjalne lakiery, biore witaminy, ale nic nie dziala. Rozdwajaja sie okrutnie, do polowy paznokcia zlazi wierzchnia warstwa.

Z przyzwyczajenia zrobilam z siebie glupka.

Wyszlo slonce, wiec w koncu wybralam sie do B&Q – to taki tutejszy Leroy merlin – kupic ziemie i donice -juz od dawna nalezala sie temu biednemu drzewku przeprowadzka. W zeszlym roku – z braku odpowiedniej ilosci doniczek – wsadzilam to drzewko razem z paprocia. Paproc silna, wielka sie rozrosla, a biedne drzewko ostatnimi silami zycia sie trzyma.

Zaladowalam wozek, przy kasie wyciagam portfel, a tam karty nie ma! Jak to ja, zaczelam panikowac, i myslec na glos. Nie mam karty, bede musiala jechac do domu 😦 nie, zaraz, zaraz, mam karte kredytowa. O cholera, ale nie mam telefonu, w ktorym jest zapisany pin do karty, a na pamiec pinu, oczywiscie, nie znam. Moze bedzie na podpis? Nie bedzie? O kurcze, no trudno, musze pojechac do domu po karte…

W tym momencie ekspedientka, mlodziutka dziewczyna, ze stoickim spokojem pyta:

– A gotowki Ci nie wystarczy?

Spalilam raka jak nie wiem co. Z portfela odwaznie wygladaja dwudziestofuntowe banknoty. Z piec minimum.

Brawo dla mnie za glupote!

Do tego tuz po wyjsciu ze sklepu przypomnialam sobie, ze karte mam, jak najbardziej przy sobie, w kieszeni bluzy – wczoraj jadac na silownie nie chcialam brac calego portfela wiec karte wlozylam do kieszeni…

A wszystko przez to, ze zawsze place wszedzie karta, i tak juz sie przyzwyczailam…

Szesc lat temu…

Szesc lat temu moje zycie zmienilo sie na zawsze. Byl stres, byly dwie operacje, moja i Oli, byly niekonczace sie wizyty u lekarzy. Urodzila sie Ola.

Kto ciekawy, niech spojrzy na wpisy z maja 2006 roku. Ja spojrzalam. Lza mi sie w oku zakrecila… A teraz mam w domu szescioletnia, paskudnie niegrzeczna i rozbrajajaco czarujaca Ole. Ole z charakterkiem wiekszym od Azji. Ole, ktora robi co chce, ubiera sie zgodnie ze swoja wlasna fantazja, i nie przejmuje sie opinia innych.

Londyn, globalna wioska, i przyjaznie.

Wlaczylam radio ZET, pierwsze co slysze, to Koko, ha ha ha.

Ale ja nie o tym. Ja o tym, ze wczoraj pierwszy raz w zyciu pojechalam do Londynu. Samochodem! Do tej pory balam sie. Waskie ulice, wszedzie korki, jednostronny ruch w wielu miejscach, zakaz wjazdu tu i tam. Kolezanka raz pojechala, i jeden samochod bok jej zarysowal, a drugi urwal lusterko boczne.

No i w dodatku trzeba placic tzw. congestion charge. Jest to oplata za wjazd do Londynu samochodem, zostala wprowadzona w 2003 roku w celu ograniczenia liczby pojazdow prywatnych w centrum Londynu. Miala zachecac do uzywania transportu publicznego. Oplata wynosi £10 za kazdy dzien, obowiazuje od poniedzialku do piatku w godzinach 7:00-18:00.

Wczoraj byla niedziela, wiec oplata nie obowiazywala. No i pomyslalam sobie, ze ruch bedzie mniejszy w niedziele niz w tygodniu, poza tym mam doswiadczenie w prowadzeniu samochodu w dosyc szalonych miejscach (Warszawa, Nowy Jork, i przede wszystkim DOHA!!) wiec zaryzykowalam. Do odwaznych swiat nalezy!

Poszlo w miare gladko, chociaz kilka razy skrecalam z prawego pasa w lewo. Ale samochod caly. No i nie wiem, czy doswiadczenie kiedykolwiek powtorze 🙂

Do Londynu jechalam na parapetowke. Na przyjeciu rozmawialam z pewnym panem. I pan ten zapytal mnie, czy pisanie bloga daje mi jakies korzysci. Niekoniecznie materialne.

Zastanowilam sie nad odpowiedzia, i doszlam do wniosku ze i owszem daje. Materialnych zadnych. Satysfakcje z tego, ze mam wielu wiernych czytelnikow – ogromna. Poczucie, ze gdzies tam po swiecie jest wiele osob, ktore przezywaja ze mna wzloty i przede wszystkim upadki, ktore dobrze mi zycza i mnie pocieszaja. Mile zaskoczenie gdy po rocznej przerwie zaczynam znow pisac, i okazuje sie, ze wiele osob wciaz tutaj zagladalo, majac nadzieje, ze znow bede pisala.

Ale przede wszystkim, najwieksza korzyscia, jaka mam z tego bloga, sa ludzie. Ludzie, ktorych poznalam dzieki Mazusom, teraz Olzusom.

Czytelnicy!!

Wieloletnie przyjaznie, z ktorych niektore przetrwaly do dzisiaj, niektore, niestety, rozpadly sie przez glupoty.

Znajomi internetowi, ktorych nigdy nie poznalam, ale z ktorym pisze prywatne maile, calkiem regularnie.

Przelotne znajomosci, takie na jedno spotkanie. W Polsce, w Anglii, w Katarze. Swiat jest maly. Bardzo maly. Gospodynia wczorajszej prywatki byla dziewczyna, ktora poznalam w Katarze. Dwa razy chyba tylko. Pozniej ona wyjechala, do Niemiec, do Polski.. teraz, po pieciu latach, obie jestesmy w Anglii. Wiec sie spotkalysmy! Mamy juz prowizoryczne plany na nastepne spotkania, a jakze!

Tak, bezwstydnie czerpie korzysci z mojego bloga. I mam zamiar kontynuowac 🙂

Koko koko?

Przez przypadek zupelnie, jak to zwykle u mnie bywa, dowiedzialam sie o piosence Koko Euro Spoko. No to zaczelam grzebac po polskich mediach internetowych, zeby sie dowiedziec wiecej. Okazuje sie, ze Koko zyje cala Polska. Ze kazdy ma jakies gorace uczucia co do tej piosenki, wiekszosc negatywne. Krytykuja dziennikarze, internauci, artysci.

Posluchalam raz, i juz znalam na pamiec niemalze. Koko koko euro spoko, pilka leci gdzies wysoko, czy jakos tak. Wsiowo? No pewnie, ze wsiowo. Durnie? A jakze!

Ale co z tego? Czy “oficjalna piosenka na Euro” jest o wiele lepsza? Takie samo badziewie, tyle ze bez poczucia humoru. Laska kreci tylkiem (czy owa Oceana to gwiazda jakas w Polsce? Pewnie tak) i spiewa o niekonczacym sie lecie na tle plaz – zdecydowanie nie warszawskich. A ja pytam ponownie, i co z tego? Moim zdaniem pioseneczka jak disco polo, tyle ze po angielsku. Loo ooo oo, je je je.

A wracajac do Koko, byc moze warto popatrzyc na nasze polskie babcie z przymruzeniem oka, i podejsc z dystansem do tego wszystkiego? Inne narody potrafia sie z siebie smiac, dlaczego my nie mozemy? Ja osobiscie, gdybym w klubie uslyszala Koko, to po ogarnieciu sie z poczatkowego szoku zaczelabym do tego tanczyc. A co, dlaczego nie!

Znalazlam na stronach gazeta.pl teledysk na Eurowizje Rosji, tez babuszki spiewaja. Sami zobaczcie, nasze w porownaniu z tamtymi to gwiazdy! (wysluchawszy dochodze do wniosku, ze Rosjanie dla jaj wybrali ta piosenke, bo jakze inaczej??)

A skoro juz o Eurowizji, to posluchajcie piosenki, z ktora Anglia wystartuje. Tez beznadzieja, moim zdaniem, w dodatku smetna:

Jak to Angole nie potrafia ucelowac.

PANIKA! Susza! Susza okropna. Wprowadzono zakaz uzywania szlaufa – ogrodki trzeba konewka podlewac. Radio i gazety az pekaja od porad jak to oszczedzac mozna wode – zakrecac przy myciu zebow, brac prysznic, ba, ustawic sobie klepsydre pod prysznicem i nie przekraczac wyznaczonego czasu… kapac sie z sasiadem, a jakze.

Lokalny dostawca wody reklamy puszcza non stop – oszczedzajmy wode, bo SUSZA! Nie ma wiadomosci porannych czy wieczornych, zeby o suszy nie trabiono.

A tu nagle zaczal padac deszcz. Pada i pada, leje od tygodni, dzien w dzien. No i susza zamienila sie w POWODZ!! Oj, rany, rany, to sie dopiero narobilo!

Wiadomosci nagonke robia na dostawce wody, ze wprowadzil zakaz uzywania szlaufa, a teraz sobie z powodziami nie radzi, i ze rzeki wylewaja i pojemniki na wode (te dostawcy) przepelnione. Dostawca sie broni, ze to wcale nie jest prawda, bo wlasnie ze sobie radzi, a zakaz szlaufa jest konieczny…

Podobno Polacy to narod narzekajacy. Ale mowie Wam, jesli chodzi o narzekanie na pogode, to nikt Anglikom nie dorowna! Jak jest slonce, to zle, bo za goraco, i susza. Deszczu im sie wtedy chce. Jak jest deszcz, to tez niedobrze, bo pada i pada, i slonca wcale nie ma. No i powodz. Jak zima bez sniegu, to narzekaja, ze co to za zima, taka bura i ponura. A jak spadnie snieg, to caly kraj zamiera, bo zaspy sniezne (w wysokosci 2cm) paralizuja ruch na ulicach…