Byłam w sklepie z komputerami. Stał tam sobie cudowny, prześliczny, wielki MAC. Co więcej, obraz z tego MACa widoczny był na olbrzymim ekranie na ścianie.
Pomyślałam sobie, że jakiś film puszczę, albo zdjęcia, żeby było zabawnie w sklepie. Miał to być niewinny psikus.
Kliknęłam na iPhoto, ale nie było tam żadnych zdjęć. Za to wyświetliło się, że są zdjęcia na iPhone niejakiego Chris’a. Widocznie iPhone Chrisa skumał się ze sklepowym komputerem. I zapytanie – chcesz zaimportować 192 zdjęcia? Nie chciałam, ale nie miałam wyjścia, bo inaczej nie mogłabym obejrzeć zdjęć. Kliknęłam więc tak.
Zdjęcia się importowały, oj, co to były za zdjęcia!!! Chris okazał się młodym, przystojnym brunetem, który miał w swoim telefonie zdjęcia takie jak skan paszportu, całująca się para, goły owłosiony tyłek, kolczyk w pępku jakiejś dziewczyny, i oczywiście sporo zdjęć imprezowych….
Gdy skończył się import, MAC zapytał mnie: czy usunąć zdjęcia z telefonu? Chciałam kliknąć nie, ale siłą rozpędu, ponieważ “tak” było podświetlone, kliknęłam tak… i 192 zdjęcia, włączając w to całującą się parę i owłosiony tyłek zostały usunięte z iPhone Chrisa…..
Poczułam się bardzo źle, biedny Chris… pewnie bardzo się zdziwi, gdy odkryje pusty folder na swoim telefonie….