Jest u mnie w mieście cmentarz centrum handlowe.
Centrum to marne, nic tam nie było. Aż do niedawna, kiedy to doświadczona grupa handlowa postanowiła przejąć nasze centrum, i zrobić z niego cud natury.
Przyznaję, świetną robotę wykonali. Pojawiły się znane marki, oświetlenie jak w Londynie, centrum wypiękniało. No i mój 75 letni sąsiad nachwalić sie nie może kawiarni Costa – nie tyle go cieszy, że Costa się otworzyła, ile fakt, że “ladies” siedzą na podwyższeniu, i jak wchodzi się do centrum to widać, co mają pod spódniczkami.
Jakiś czas temu przed jednym ze sklepów stało dwóch młodych, przystojnych, umięśnionych, cudownych……………. (itd, itp) chłopaków. W bardzo skąpych slipkach. Coś jak na tym zdjęciu, ale nieco mniej konserwatywnie (to znaczy bardziej rozebranych).
Zastanawiałam się, o co chodzi…Czyżby burdel otworzyli?
Okazało się, że to nowy sklep, Hollister dla Abercrombie and Fitch.
Po dwóch miesiącach odważyłam się wejść. Poczułam się jak w klubie nocnym. Nie tylko głośna muzyka, ekrany z obrazami imitującymi morze (wydaje się, że jesteś w pomieszczeniu, wyglądasz przez okno, i widzisz szumiące morze…), ale w sklepie było po prostu ciemno. Oświetlone były jedynie wybrane rzeczy… gdybym chciała coś tam kupić, nie byłabym w stanie obejrzeć tego dokładnie. A przed przymierzalnią był napis: “Ubranie poza tą linią jest opcjonalne” 🙂
Zdecydowanie sklep się wyróżnia. Jest inny.
Szkoda tylko, że mięśniaki sprzed sklepu zniknęły…..
A jaki najbardziej oryginalny sklep Wy widzieliście?
xxx
