Ino reszte przynies…

MoneyNadeszly wakacje i przylecialysmy do Polski.

Nie bylam w Polsce juz dawno, ostatni raz chyba na wielkanoc dwa lata temu. Polska jako taka sie nie zmienila, przynajmniej na razie nie zauwazylam.

Zmienily sie za to ceny. Zawsze wydawalo mi sie, ze w Polsce jest tanio. Szlam do sklepu, cen nie sprawdzalam, kupowalam jak szlo. Tym razem spotkala mnie nieprzyjemna niespodzianka! W Carrefour kupilam kilka rzeczy, Twoj Styl (ktory nieopatrznie zostawilam w wozku), troche slodyczy, polskiej wedliny, mleko. Wydalam 250 zlotych!! Pozbieralam szczeke z podlogi, zaplacilam, i zaczelam sie zastanawiac – jak ludzie tutaj zyja? Jak ich stac? Ile wynosi pensja? Zarabiaja mniej niz w Anglii, to na pewno, a ceny sa porownywalne! A wiele rzeczy (jak chociazby ekskluzywne kosmetyki czy perfumy) sa wrecz drozsze!!

Pewnie wielu z Was mialo babcie, ktora dala dziecku pieniazka i mowi: Idz, dziecko, kup sobie lizaka, ino reszte przynies…

No coz, ja stalam sie taka babcia. Dalam dzieciom swoim po 2 zlote, myslac, ze jaka to ja hojna jestem. Dzieci poszly do sklepiku, i okazalo sie, ze to moje marne 2 zlote ledwo co na najtanszego loda wystarczy, bo na lepszego to juz nie.

Reszty, dodawac nie musze, nie bylo…

Usmiechniety tata?

– Mama, tata to sie nie usmiacha – oswiadczyla Ola.

– No, nie usmiecha sie – przyznala nieco zaskoczona tym odkryciem Zuzia. Ja przestalam robic to, co akurat robilam, czyli wyciagac wode z zamrazanika 60-cio mililitrowa strzykawka.

– To dlatego, bo tatowie w ogole sie nie usmiechaja – doszla do wniosku Ola.

– A mama sie usmiecha? zapytalam zaciekawiona.

– Tak. Czasami.

Dalo mi to do myslenia. Za malo sie usmiechamy. Za malo jest radosci w naszym zyciu, a za duzo stresow, zmartwien i problemow. Niestety, przenoszonych (nieswiadomie) na dzieci.

Usmiechnij sie. Bez powodu. Do siebie. I do kogos, kto jest obok. 🙂

 

smile

Dziewczyny z kalendarza.

Staram sie chodzic na silownie. Nic w tym nadzwyczajnego, duzo ludzi sie stara.

La fitnessesportaMoja silownia nalezy do miasta. To znaczy wlascicielem nie jest zadna firma, ani osoba prywatna, ale urzad miasta. Silownia jest calkiem ladna, ale poniewaz nalezy do miasta nie cieszy sie wysokim prestizem ani opinia miejsca, w ktorym nalezy byc widywanym. Bogaci biznesmeni i szykowne paniusie chodza do bardziej wytwornych miejsc, takich jak LA Fitness czy prywatny klub Esporta.

Urzad miasta daje znizki studentom i emerytom. Na autobusy, zajecia edukacyjen, i na silownie tez. Oznacza to, ze na mojej silowni 90% czlonkow to emeryci, srednia wieku wynosi chyba z 70 lat, a ja tam jestem najmlodsza. I obok mnie na biezni zazwyczaj posuwa siwy pan w szortach jak do golfa i takowych butach; albo siwa pani w getrach i koszulce. Nie ma miesniakow i przystojniakow, niestety.

Serio, czasami czuje sie jakbym byla na zlocie dla staruszkow. Ale przyznaje, ze podziwiam ich za to, ze im sie chce, za to, ze dbaja o siebie i swoje cialo.

A skoro juz o ciele mowa, juz nie musze sie zastanawiac jak wyglada to nalezace do 70 letniej kobiety. Juz nie musze sobie wyobrazac, czy piersi sa bardzo wiszace i pomarszczone. Juz nie musze sie glowic, czy owlosienie lonowe tez siwieje czy nie. Nie musze, bo widze na wlasne oczy, niemalze codziennie. Dziarskie staruszki z mojej silowni bez krępacji lecą na golasa pod prysznic, a potem na golasa stoja przed lustrem i susza sobie wlosy.

A ja do tej pory myslalam, ze to tylko faceci fujarkami swoimi wywijaja w przebieralni i udaja, ze nie patrza, podczas gdy tak naprawde caly czas porownuja, czy aby czasem ich nie jest najmniejszy…

Zbieraj punkty, konsumencie.

Dziecko, wez ta karte do Tesco, nabija Ci punkty, i wez tez te kupony, to znizke dostane na maslo – mowila mi kiedys, rok czy dwa lata temu, mama, jak na zakupy sie wybieralam w moim polskim miescie.

I nie zapomnij torby wziac, bo za reklamowke bedziesz musiala zaplacic – dodawala.

A ja sie buntowalam. Co to ja jestem, biedota jakas, zeby z kuponami do supermarketu latac? Toreb tez nosila nie bede, bo mi sie nie chce.

Przeniesmy sie do terazniejszosci. Moj portfel peka od kart lojalnosciowych – takich, na ktorych sie zapisuje punkty za zakupy. Do Sainsbury (supermarket), do Tesco (supermarket), do Boots (drogeria). W kolejnej przegrodce znienawidzone kupony – 50 dodatkowych punktow jesli kupisz dwa litry mleka; podwojne punkty przy zakupie powyzej £50….

Oczywiscie za uzywanie wlasnych toreb rowniez dostaje sie dodatkowe punkty, wiec lepiej reklamowek nie uzywac. Pomijajac fakt, ze jesli uzywasz reklamowek, to patrza na ciebie jak na morderce i truciciela srodowiska.

Ale najdziwniejsze jest to, ze w Polsce uzywanie kuponow i kart lojalnosciowych w supermarketach kojarzylo mi sie z bieda. Tutaj uzywa ich kazdy i podajac karte debetowa od razu podaje sie tez i karte lojalnosciowa….

A za zgromadzone punkty kupie sobie butelke wina, a co!

Szmatlandy

Skoro juz o tanich zakupach mowa, wspomniec trzeba tzw. charity shops. Najblizszy polski odpowiednik to pewnie bylby szmatland lub second hand (to nie za bardzo polskie, ale chyba sie przyjelo?).

Zasada dzialania jest jednak inna.

Sa to sklepy dobroczynne.

Ludzie przynosza do owych sklepow (i oddaja za darmo) swoje stare ubrania, buty, duperelki z domu (figurki, ramki na zdjecia, podstawki do jajek), niektore z owych sklepow przyjmuja tez meble.

Rzeczy te sa wystawiane na sprzedaz, a zysk jest przeznaczony na okreslony cel dobroczynny – walke z rakiem, dzieci, osoby starsze.

W sklepach tych pracuja przewaznie – za darmo – wolontariusze. Glownie osoby starsze.

Przyznaje, w Polsce nie lubie szmatlandow. Tutaj tez nie za bardzo, ale jest kilka fajnych sklepow, gdzie zawsze mozna cos znalezc. Mieszkam w dosyc bogatej czesci Anglii, i widac to po szmatlandach – rzeczy oddawane do nich sa dobrych firm i w swietnym stanie. Wiadomo, bogaci ludzie je oddaja.

Poza tym mozna kupic ksiazki i plyty CD i DVD za bezcen – ksiazka za £2 to juz drogawa ksiazka.

Zgadnijcie, kto jest wielkim fanem sklepow dobroczynnych? 🙂Charity shops UK

Gdzie spotkac rodaka.

Jesli ktokolwiek mieszka w Anglii i zateskni mu sie za polskim towarzystwem, nie znajdzie lepszego miejsca na spotkanie rzeszy rodakow niz tzw. car boot sale, czyli wyprzedaz z samochodu.

Anglicy uwielbiaja kupowac. W zwiazku z tym domy maja zawalone pierdolkami, bibelotami, ksiazkami, maszynami do chleba i popkornu, wazonikami, ubraniami i nie wiadomo czym jeszcze. Problem polega na tym, ze domy sa male i w koncu nie ma gdzie tego trzymac.

Co robic? Mozna sprzedac na eBay. Mozna oddac na cele charytatywne. Mozna tez zapakowac do bagaznika przenosny stol, domowe rupiecie, i pojechac na wyprzedaz z nadzieja, ze nasze smieci beda skarbami dla kogos innego.

Wyprzedaze odbywaja sie w niedziele, od maja do wrzesnia/pazdziernika. Chyba, ze pada. Sprzedajacy placa £10 za auto, kupujacy placa £1 za wjazd.

Niedaleko od mojego domu jest bardzo duza wyprzedaz samochodowa. Setki aut i tysiace kupujacych.

Zatem rano, zamiast do kosciola, zapakowalam dzieci i matke wlasna i pojechalysmy na gielde.

Znalezc mozna tutaj wszystko. Garnki i talerze, gry, zabawki, ksiazki, ogrzewacze do ogrodu, antyki, meble, lampy, ubrania, czesci do rowerow i samochodow, kwiatki, telefony, wszystko. I wszystko za przyslowiowe grosze. Za dyche mozna sobie tyle nakupowac, ze w bagazniku sie nie zmiesci.

Wydawaloby sie, ze ogladanie starych garnkow ma swoje limity. Ale gdziez tam, nie dla mojej Mamy! Ona czuje sie na takiej wyprzedazy jak ryba w wodzie, i byle tylko jej nie wyciagac! Po trzech godzinach, kiedy slonce grzeje, pot sie leje, dwadziescia siedem zabawek (gdzie ja to upchne???) ciazy na ramieniu moja Mama stwierdzila w koncu: dobra, mozemy wracac. Tylko poczekajcie, jeszcze chwilke, jeszcze tylko w ta alejke wejde sobie i popatrze…

A wracajac do Polakow – niemalze co drugi kupujacy to Polak byl; polski mieszal sie na rowni z angielskim. Wiec jesli chcecie poznac rodakow – jazda na “gielde z bagaznika”!

Car boot sale

Car boot sale

Car boot sale

Car boot sale

Czy jestes transwestyta?

Postanowilam wyslac swoj zyciorys do jednej z firm, ktora akurat poszukuje pracownika. Nie jest to jakas ambitna pozycja, ale tez i nie mam wielkich nadziei na jakakolwiek odpowiedz. Nie o to jednak chodzi.

Chodzi o to, ze po wyslaniu swojej aplikacji otrzymalam odpowiedz. Ze podczas gdy moje zycie na kawalku papieru A4 toruje sobie droge do biurka odpowiedniej osoby ja powinnam wypelnic i odeslac zalaczony dokument.

A w dokumencie tym pytaja mnie o plec. No dobra, moge im napisac, ze jestem kobieta. Jestem ladna i inteligentna kobieta, i jestem z tego dumna, nie ma sie czego wstydzic.

Pytanie drugie nieco mnie zbilo z tropu. Czy w chwili obecnej mam ta sama plec co mialam jak mi lekarz akt urodzenia wypisywal.

Kolejne pytanie – czy utozsamiam sie ze swoja plcia? Czy nie jestem czasem transwestyta?

Nie jestem. Utozsamiam sie. Ale co ma piernik do wiatraka? Czy gdybym miala ukrytego siusiaka nie moglabym wykonywac swoich obowiazkow rownie dobrze? Ja wiem, kobiety potrafia wykonywac wiele rzeczy na raz a faceci nie, ale nie przesadzajmy!

Kolejne pytania to juz jak bulka z maslem byly – kolor skory, narodowosc, wiek i czy moge pracowac w Anglii (moge?).

Firma tlumaczy to tym, ze propaguja rownouprawnienie i formularz ten pomaga im monitorowac owoz rownouprawnienie. Nie wiem. Nie znam sie. Nie wiem, czy to jest norma, czy tez nie.

Czy Wy spotkaliscie sie z dziwacznymi pytaniami podczas rozmow o prace?