
2004 vs 2010
24 lipca 2004 roku napisalam tak:
“Trzy tygodnie temu powiedziano nam, ze jedziemy do Kataru, na Srodkowym Wschodzie. Powiedziano nam rowniez, ze jedziemy juz teraz. Zatem Matt, moj maz, wyjezdza juz w ta niedziele. My (tzn. ja i nasza corka, Zuzia) zostajemy w Warszawie do polowy sierpnia.”
Szesc lat pozniej, i wszystko sie zmienilo. Nie ma meza, jest dodatkowe dziecko (ja to widze w ten sposob: zamienilam meza na Ole. Calkiem niezla zamiana, uwazam). Katar rowniez sie zmienil bardzo. Stal sie bardziej cywilizowany. Mniej absurdalny.
Te szesc lat dalo mi wiele doswiadczen i bardzo mnie zmienilo. Czy zaluje? Trudno powiedziec. Chyba nie.
Byly Mazusy w Katarze, teraz nie ma juz ani Mazusow, ani Kataru. To znaczy Katar zostaje, ale bez nas.
Tym samym nadszedl kres tego bloga.
Mysle, ze spelnil on swoja poczatkowa funkcje – informowal bliskich i znajomych krolika o tym, co sie u nas dzieje.
Ale nie tylko. Zupelnie nieoczekiwanie stal sie zrodlem informacji dla tych, ktorzy przyjechali/rozwazali przylot do Kataru (pamietam ja nie mialam pojecia, czego tutaj oczekiwac. Ubrania kupowalam przed wylotem z Polski, bo nie wiedzialam, czy tutaj mozna kupic). Pozwolil mi tez poznac swietnych ludzi. Dostarczal inspiracji i przyjemnosci z lektury (wiem, bo mi powiedziano).
Chcialabym bardzo podziekowac tym z Was, ktorzy byli ze mna od samego poczatku. I tym, ktorzy dolaczyli po drodze i juz zostali. Oraz tym, ktorzy zajrzeli tylko na chwile. Za to, ze chcialo sie Wam czytac to, co pisze. Za Wasze cieple komentarze. Za podtrzymywanie mnie na duchu, gdy tego potrzebowalam.
Blog sie skonczyl, “but life still goes on” (Freddie Mercury). Zatem byc moze znow sie kiedys gdzies spotkamy… bo pewnie bede dalej pisala. Byc moze nie na tym blogu, byc moze na nowym. A moze i tego zaczne niejako od poczatku? Nie wiem….
Ide sie pakowac. W koncu juz za kilka dni bede ogladala Katar po raz ostatni w zyciu.

