Rysowac, nie rysowac.

“South Park” zrobil odcinek w ktorym pojawia sie Mohamet. A raczej jego portret, narysowany.

Wiadomo, Muzulmanie sa super ekstra przewrazliwieni na temat swojej religii. Bron cie Boze (czy tez powinnam powiedziec bron cie Mahomecie) zartowac sobie z czegokolwiek zwiazanego z Islamem.

No to ocenzurowano odcinek z Mahometem.

W odpowiedzi na facebooku zalozono strone “Narysuj sobie Mohameta”.

Na co oczywiscie zalozono kolejna strone: “Zakazcie rysowania Mahometa”.

Co mi przypomina klotnie przedszkolakow:

– Pokaze ci jezyk.

– nie pokazuj mi jezyka!

– bede pokazywal jezyk.

– to ja ci tez pokaze jezyk.

– to ja powiem pani i pani ci nie pozwoli.

A wracajac do Mahometa, mysle, ze ktos zaraz zalozy strone na facebook: zakazcie zakazywania rysowania Mahometa.

Ide porysowac. Narysuje Kubusia Puchatka. Przynajmniej sie nikt nie doczepi.

Urokow ciag dalszy

Jesli myslicie, ze zmyslam, to sie mylicie.

Jesli myslicie, ze pisze scenariusz kiepskiego serialu, to sie mylicie.

Jesli myslicie, ze opisuje kiepski serial, to sie mylicie.

Ale dosyc tego mylenia. Posluchajcie…

Rano zawiozlam dzieci do szkoly, i pojechalam na francuski. A ze mialam godzine do “zmarnowania” pomyslalam, ze porobie pare zdjec. Wyciagam aparat, wlaczam, a tutaj…..

“Obiektyw nie dziala. Uruchom ponownie”.

Nie dalo rady. Uruchamianie, baterie, nic nie podzialalo. Aparat fotograficzny sie zepsul. To byla godzina 8 rano.

Po francuskim ide do samochodu. Godzina 11. Ha ha ha. Kto zgadnie?

FLAK.

Cholerny, plaski jak deska flak.

Kolezanka z francuskiego pozyczyla mi lewarek. Ja polecialam do “szkoly” pozyczyc faceta do zmiany kola. Jak to dobrze, ze dzien wczesniej kupilam nowe zapasowe….!

Facet przyszedl (Hindus. Tez mlody, ale starszy niz Kanadyjczyk). Sie trudzil, mordowal. Nie da rady, w koncu mowi, lewarek za maly.

Polecial do pobliskiego domu pozyczyc wiekszy lewarek. Przytaszczyl lewarek i drugiego Hindusa.

Probuje, sapie, meczy sie. Nie da rady, mowi, lewarek za duzy. Potrzebujemy sredniego.

Dolaczyl do nas kolejny facet, Palestynczyk. Brat jednej z kolezanek z kursu.

(Tuwim prorok jaki, czy co?)

Oj, przydałby się ktoś na przyczepkę!
Pocą się, sapią, stękają srogo,
kreca i kreca, podniesc auta nie mogą!

Zatrzymalam kobiete w Pajero (ja tez mam Pajero) – jej lewarek bedzie musial pasowac do mojego auta, nie?

Ale nie pasowal, bo jej Pajero mialo troje drzwi, moje piecioro. Jakie te lewarki temperamentne!

Dwie godziny minely. Upal 45 stopni. Sie wszyscy pocimy.

W koncu, po dwoch godzinach, przy pomocy trzech lewarkow, kilku cegiel i stosu desek udalo sie!!! Podniesli auto, i nawet zmienili kolo!

Zalozyli moje nowe zapasowe, i NIESPODZIANKA!! W sklepie z oponami zrobili mnie w konia, sprzedali mi opone, ktora nie tylko nadaje sie do natychmiastowej wymiany, ale wrecz jest niebezpiecznie na niej jezdzic!!

Zatem po poludniu pojechalam do sklepu, zrobilam raban, dostalam nowa opone (czy ta jest dobra? Nie wiem). Kazalam przebita zalatac.

A teraz sie zastanawiam: czy ja wpadne w alkoholizm? Co sie zepsuje jutro?

I tak sobie tez mysle: uwazajcie, czego sobie zyczycie, bo ja ostatnio narzekalam, ze zywot nudny wiode.

Nie bede narzekala…

Bilans ostatnich dwoch miesiecy:

Popsula sie klimatyzacja w duzym pokoju (trzeba bylo nowa kupic).

Popsula sie klimatyzacja w samochodzie. Trzeba bylo naprawic.

Popsul sie telewizor (naprawa-4000QR, nowy kosztuje 2000. Nie naprawiam. Nie kupuje).

Skonczyl sie abonament na satelitarna.

Popsul sie saturator do wody.

Popsula sie trampolina.

Popsul sie kredens (nie ma sensu kupowac kredensu) po tym, jak sie Zuzia na drzwiczkach bujala.

Popsulo sie nadkole w samochodzie.

Popsula sie klawiatura od laptopa. Nie dziala znak zapytania, plus i rowna sie, oraz wielkie u.

Popsul sie ekran mojego laptopa – dzisiaj zaczely na nim wyskakiwac – jak krosty przy ospie – szare plamy,  z minuty na minute coraz wiecej. Laptop ma dwa lata, wiem, bo dokladnie w marcu 2008 roku go kupilam, po tym, jak stary latal po calym pokoju i w koncu wyladowal w kaktusach. Rozbity na miazge.

Mam dosyc. Ja tez sie dzisiaj zepsuje. Wypije cala butelke wina. I nie obchodzi mnie, ze jutro mam swoj francuski, gimnastyke Oli i balet Zuzi. Nie obchodzi mnie tez (przynajmniej do jutra) ze Zuzia sie zbuntowala, i nie bedzie odrabiala pracy domowej. Gdzie to wino (znak zapytania x5).

Na koncu swiata z rozdarta opona

Wczoraj sama pojechalam do warsztatu (sama znalazlam!!) i kazalam dodac gazu do klimatyzacji. Bylam z siebie bardzo dumna, sama sobie radze, ha!

Wybralam sie dzisiaj z dziecmi do Sealine Beach resort – taki osrodek, z basenem, plaza, jadlodajnia. Oddalony od Doha o mniej wiecej 40 minut (jazdy samochodem).

Bylysmy juz prawie na miejscu, w pewnym momencie slysze przerazliwy dzwiek. Matko Boska, przejechalam kogos, mysle sobie, i ciagne tego kogos pod podwoziem!!!

Ale na ulicy nic nie ma (wypadlby jakbym przejechala, nie?) a halas jest.

Zjechalam na pobocze. Patrze, i oczom nie wierze. Nie wiem, jak to sie stalo. Cale nadkole polamane, pogiete, i wbite w kolo. Kolo rozdarte, jakies druty z niego wystaja. No ni hu hu, nie pojade dalej na czyms takim (moze jutro zdjecie wrzuce, dzis jestem zbyt wyczerpana).

Patrze blagalnie na przejezdzajace samochody. Nic. Nikt sie nie zatrzymuje.

Co robic??? Co robic???

Desperacko przeszukuje telefon. Jest, jest numer do firmy holowniczej. Bedzie kosztowalo kupe kasy z powrotem do Doha, ale jakie mam wyjscie??

Dupa. Numer nie dziala. Innego nie mam.

Co robic, co robic???

Dzwonie do sasiadki. Sasiadki maz organizuje kierowce, ktory po mnie przyjedzie. A co z autem, mam tak zostawic? No zostawic, odholuje sie potem.

Nagle zatrzymuje sie cos. Mlody chlopaszek (jak sie okazalo, Kanadyjczyk).

– Wszystko w porzadku? pyta.

– Nie w porzadku, chyba, mowie, prawie ze lzami w oczach.

Chlopak podszedl, obejrzal, zaczal wyciagac narzedzia – mial wszystko – lewarek, srubokrety, obazki, kombinerki, no full wypas. Wode nawet mial dla dzieci moich (ja nie mialam).

Mimo, ze mial biala koszule, polozyl sie na ziemi. Caly sie ubrudzil. Kurzem i smarem.

Zmienil kolo. Wyrwal i odkrecil nadkole. Doprowadzil moje auto do stanu uzywalnosci.

Pozniej, gdy okazalo sie, ze kolo zapasowe to totalny flak, pojechal pozyczyc pompe z powietrzem. Wrocil, napompowali mi kolo.

Nie chcial za to nic. Ani jednego riala.

Zakochalam sie w nim. Od razu. Czytalam gdzies o takim eksperymencie, ze w momentach krytycznych postrzegamy osoby odrebnej plci za bardziej atrakcyjne. On mi sie wydal bardzo atrakcyjny – za to, ze sie zatrzymal. Za to, ze wiedzial co zrobic. Za to, ze ze stoickim spokojem wykonal cala brudna robote. Za to, ze zrobil to za dziekuje i za usmiech, nie oczekujac zadnej rekompensaty ani nawet wdziecznosci.

Juz zapomnialam, ze tacy mezczyzni istnieja.

Teraz mnie tylko czeka naprawa w warsztacie. Mysle, ze bedzie kosztowala kilka tysiecy. Minimum.

Katar wykupil Harrodsa

Palec pod budke

Bo za minutke

Zamykam budke,

Kto zna super luksusowy sklep zwany ?

Otoz al Fayed sprzedal Harrods Katarowi. Katar ma albo sile przebicia, albo duzo pieniedzy (albo jedno i drugie, Harrods “poszedl” za 2.5 biliona dolarow), poniewaz Fayed zarzekal sie, ze Harrodsa nie sprzeda. A sprzedal.

Katar za wszelka cene stara sie zaistniec na mapie swiata, w roznych dziedzinach, i trzeba przyznac, robi to skutecznie.

Slynne Muzeum Sztuki Islamskiej, gaz, maja juz siec Sainsbury, teraz Harrods..

Szkoda, ze jako mieszkanka Kataru z szescioletnim stazem nie dostane 70% znizki w sklepie H….

Zbyt wyzywajaca

W czwartek nie wpuscili mnie do klubu. Nie mowie tutaj o klubie brydzowym, czy dla samotnych matek. Nie. Nie wpuscili mnie do klubu nocnego.

Bo moja sukienka byla za krotka. Sukienka taka:

Z tym, ze modelka jest ode mnie o wiele wyzsza, wiec mi ta sukienka siega okolo 10cm przed kolano.

O 20 centymetrow za krotka, wynika z tego, bo wedlug nowych regulacji, kolana musza byc zakryte.

Tylko po co w takim razie otwierac kluby, w ktorych podaje sie alkohol, skoro nie pozwala sie ubierac w to, na co goscie maja ochote? Czyje uczucia to obraza? Muzulmanie do klubow nie chodza, tudziez chodzic nie powinni, a jesli juz sie wybieraja, to znaczy ze akceptuja atmosfere i specyfike tego miejsca – krotke sukienki, odkryte plecy, alkohol i wyzywajace tance. Zgadzam sie, na ulicy, w centrach handlowych, tam, gdzie chodza rodziny, Muzulmanie itd. niech sobie dyktuja w co mamy sie ubierac. Moge zakrywac kolana, moge zakrywac ramiona.

Ale w klubie?

A Katar chcialby dobre z obu swiatow – pieniadze za alkohol (wcale nie male) i konserwatywny ubior.

Dodam jeszcze, ze panienki ubrane w “druga skore” (ubranie tak przylegajace do ciala, ze widac bylo przedzialek w cipie) mogly wejsc bez problemu. To te moje odsloniete kolana byly zbyt wyzywajace.