
Â
Wiernym moim Czytelnikom nie musze przypominac, ze u mnie zadna podroz przebiec normalnie nie moze.
O nadbagazu nie wspomne, bo to to akurat dwa razy do roku sie odbywa. (Tym razem mialam 40 kilogramow lekow!!). Dzisiaj mam dla Was cos o wiele bardziej interesujacego.
Otoz.
Zuzia dostala od Babci chomika. Postanowilysmy, ze tego chomika zabierzemy do Kataru, bo dzieci lubia zwierzatka, w Katarze chomikow – o ile mi wiadomo – nie ma.
Ale jak to zrobic? Upewnilam sie, ze Zuzia nie ma na sobie nic metalowego – zdjela nawet lancuszek (zeby nie piszczalo przy bramce). W plecak zapakowalam klatke dla chomika, a chomika na czas przeswietlenia schowalysmy do sloiczka (z dziurkami). Sloiczek powedrowal w rajtuzy Zuzi, pomiedzy nogi.
Pojechal z nami tez rowerek – w bagazu by sie nie zmiescil, wiec zabralam go ze soba “jako wozek” do oddania przy samolocie.
Panowie przy bramce przeswietlajacej bagaze mowia:
– trzeba nadac, nie zmiesci sie do przeswietlenia.
– Moze sie zmiesci? probuje niesmialo.
– Prosze probowac, ale mowie pani, ze sie nie zmiesci. (trwalo to jakies 4 minuty).
Nie zmiescil sie, i kazali mi nadac na bagaz – nadwymiarowy.
Poszlam tam, i znow z panem rozmawiam – czy nie daloby rady do samolotu tego rowerka, bo mi dziecko nie bedzie szlo (akurat!). Nie da rady, bo bedzie numer nadany, procedury, i sie nie bedzie zgadzalo.
Po kilku minutach rozmowy pan jednak rowerek przeswietlil, nakleil naklejke, i mi go dal. Na samolot!
Zdziwilam sie troche, ale ok, fajnie.
Wracam do bramki, celnik sie pyta:
– A kto pania z tym wypuscil?
– A tamten pan, mowie.
– No to pani przechodzi, mowi celnik.
– Jacek, czys ty z ta pania pil? (odzywa sie inna celniczka, stojaca obok). Ja tego bez przeswietlenia nie puszcze.
No i kolejny celnik zabral rowerek i osobiscie poszedl przeswietlac.
A w tym czasie Zuzia przechodzi przez bramke i O ZGROZO!!! PISZCZY!!! A co najgorsze, celniczka Zuzie od razu maca!
Oczywiscie wyczula cos pomiedzy nogami. Zawolala mnie, i pyta, co to jest.
– Sloiczek? – mowie z glupia mina. W glowie juz mialam wizje aresztowania, egzekucji chomika, dom dziecka…
– Na siusiu? Metalowy? pyta pani celniczka.
– Nie metalowy…. bakam.
– Ja to musze zobaczyc. Prosze na osobista rewizje.
Zuzia caly czas stala nieporuszona, nawet sie nie zaczerwienila, tylko wyszeptala: mama, moze ja go teraz do torby przeloze? Szmuglerka jedna.
Poszlysmy na osobista. Pani ja maca, i kaze Zuzi kiecke zadrzec. Zuzia zadziera. Pani ponownie pyta, co to za sloiczek. Wyjscia nie mialam, i zaczerwieniona jak burak mowie: Chomik….
Zuzia wyciaga sloik spomiedzy nog.
Ale sie zaczely smiac (dwie byly celniczki). Powiedzialy, ze w zyciu im sie cos takiego nie przytrafilo. Smialy sie i smialy. Kazaly Zuzi wsadzic chomiczka do klatki i tylko go w Londynie nie pokazywac na granicy.
Teraz jeszcze czeka nas granica w Londynie, moga nie miec poczucia humoru….