Wciaz w Anglii

Siedzimy wciaz w Agnlii, chomik miewa sie swietnie, nie wie, ze czeka go kolejna podroz w majtkach 🙂

Czekamy na wizyty w szpitalu, jedna bedzie pod koniec wrzesnia, druga na poczatku pazdziernika.

Ola bedzie miala zrobiona bronchoskopie – czyli wsadza jej rurki w pluca i beda ogladac co sie tam dzieje. Oby sie dobrze dzialo.

Bedzie miala tez zrobiony potencjal chlorkow w nosie (badanie dla mukolinkow) oraz tomografie klatki piersiowej. Ciekawe, co jej tam powychodzi.

A pogoda, o dziwo, w Anglii ladna, nie pada 😀 😀

Sie pochwale

Sie pochwale swoja starsza pociecha.

Zapisalam ja do szkoly dla dzieci polskich mieszkajacych za granica. Polega to na tym, ze dziecko uczy sie w domu, w okerslonych terminach pisze prace kontrolne, ktore sa wysylane do szkoly, sprawdzane przez nauczycieli, i ocena jest wysylana z powrotem do rodzicow. Raz w roku, latem, odbywaja sie egzaminy w Warszawie, i na podstawie tego egzaminu dziecko otrzymuje swiadectwo i promocje do nastepnej klasy.

Zuzia zrobila pierwszy test spiewajaco – w koncu wg angielskiego systemu chodzi do 3 klasy i szlaczki to juz dawno umiala rysowac, liczy tez prawie lepiej ode mnie.

Ale dalam jej tez – tak z ciekawosci – test z angielskiego dla 1 klasy gimnazjum. I wiecie, ze robi to spiewajaco? Bez zadnego problemu! Z wieksza nawet latwoscia niz czytanie polskich bajek. Cos niesamowitego, patrzec na nia, jak plynnie robi to, co dzieciom jednojezycznym przychodzi z takim trudem (ja mialam dwadziescia pare lat gdy sie nauczylam).

Dlatego jesli ktos sie waha, czy jego dziecko jest za male na drugi jezyk, podpowiadam: na pewno nie jest.

Szmugiel

 

Wiernym moim Czytelnikom nie musze przypominac, ze u mnie zadna podroz przebiec normalnie nie moze.

O nadbagazu nie wspomne, bo to to akurat dwa razy do roku sie odbywa. (Tym razem mialam 40 kilogramow lekow!!). Dzisiaj mam dla Was cos o wiele bardziej interesujacego.

Otoz.

Zuzia dostala od Babci chomika. Postanowilysmy, ze tego chomika zabierzemy do Kataru, bo dzieci lubia zwierzatka, w Katarze chomikow – o ile mi wiadomo – nie ma.

Ale jak to zrobic? Upewnilam sie, ze Zuzia nie ma na sobie nic metalowego – zdjela nawet lancuszek (zeby nie piszczalo przy bramce). W plecak zapakowalam klatke dla chomika, a chomika na czas przeswietlenia schowalysmy do sloiczka (z dziurkami). Sloiczek powedrowal w rajtuzy Zuzi, pomiedzy nogi.

Pojechal z nami tez rowerek – w bagazu by sie nie zmiescil, wiec zabralam go ze soba “jako wozek” do oddania przy samolocie.

Panowie przy bramce przeswietlajacej bagaze mowia:

– trzeba nadac, nie zmiesci sie do przeswietlenia.

– Moze sie zmiesci? probuje niesmialo.

– Prosze probowac, ale mowie pani, ze sie nie zmiesci. (trwalo to jakies 4 minuty).

Nie zmiescil sie, i kazali mi nadac na bagaz – nadwymiarowy.

Poszlam tam, i znow z panem rozmawiam – czy nie daloby rady do samolotu tego rowerka, bo mi dziecko nie bedzie szlo (akurat!). Nie da rady, bo bedzie numer nadany, procedury, i sie nie bedzie zgadzalo.

Po kilku minutach rozmowy pan jednak rowerek przeswietlil, nakleil naklejke, i mi go dal. Na samolot!

Zdziwilam sie troche, ale ok, fajnie.

Wracam do bramki, celnik sie pyta:

– A kto pania z tym wypuscil?

– A tamten pan, mowie.

– No to pani przechodzi, mowi celnik.

– Jacek, czys ty z ta pania pil? (odzywa sie inna celniczka, stojaca obok). Ja tego bez przeswietlenia nie puszcze.

No i kolejny celnik zabral rowerek i osobiscie poszedl przeswietlac.

A w tym czasie Zuzia przechodzi przez bramke i O ZGROZO!!! PISZCZY!!! A co najgorsze, celniczka Zuzie od razu maca!

Oczywiscie wyczula cos pomiedzy nogami. Zawolala mnie, i pyta, co to jest.

– Sloiczek? – mowie z glupia mina. W glowie juz mialam wizje aresztowania, egzekucji chomika, dom dziecka…

– Na siusiu? Metalowy? pyta pani celniczka.

– Nie metalowy…. bakam.

– Ja to musze zobaczyc. Prosze na osobista rewizje.

Zuzia caly czas stala nieporuszona, nawet sie nie zaczerwienila, tylko wyszeptala: mama, moze ja go teraz do torby przeloze? Szmuglerka jedna.

Poszlysmy na osobista. Pani ja maca, i kaze Zuzi kiecke zadrzec. Zuzia zadziera. Pani ponownie pyta, co to za sloiczek. Wyjscia nie mialam, i zaczerwieniona jak burak mowie: Chomik….

Zuzia wyciaga sloik spomiedzy nog.

Ale sie zaczely smiac (dwie byly celniczki). Powiedzialy, ze w zyciu im sie cos takiego nie przytrafilo. Smialy sie i smialy. Kazaly Zuzi wsadzic chomiczka do klatki i tylko go w Londynie nie pokazywac na granicy.

Teraz jeszcze czeka nas granica w Londynie, moga nie miec poczucia humoru….