Takie refleksje nad przemijaniem czasu

Wiele razy myslalam juz, aby zaprzestac pisania Mazusow. Mialo byc o Katarze, i w sumie wiele juz napisalam… aby dalej pisac, musialabym sie powtarzac, bo opisalam juz tak duzo…. poza tym powstaly nowe blogi dotyczace tego miejsca…..

Ale za kazdym razem gdy chcialam sie juz poddac, myslalam o tych wszystkich wiernych Czytelnikach, ktorzy sa ze mna przez tyle juz czasu, i chce im sie napisac komentarz, i chce im sie czytac to, co ja tutaj wypisuje…

Za kazdym razem mowilam sobie: dawaj, jeszcze troche, nie mozesz zawiesc tych ludzi (bo sama zawsze czuje sie zawiedziona, gdy blog, ktory lubie, znika…).

Dzisiaj zobaczylam ta strone, sa na niej Mazusy, Mazusy sa w czolowce najdluzej istniejacych blogow … Nawet nie zdawalam sobie sprawy z tego, ze pisze bloga od samego poczatku istnienia bloxa… Zaczelam pisac gdy mialam wyjechac do Kataru… rok 2004… cztery lata, mniej lub bardziej, ale jednak regularnie…

Obudzily mi sie wspomnienia… to bylo tak dawno, a jednak tak niedawno… jak szczesliwi bylismy wtedy z Mattem, jaka Zuzia byla malutka, jak rodzila sie Ola, jak poznawalam Katar, jak mnie szokowalo to, co teraz wydaje mi sie normalne… jak poznalam wielu swietnych ludzi, dzieki Mazusom wlasnie….

I mam tylko nadzieje, ze starczy mi sil, aby kontynuowac.. aby dalej pisac. Nie moge obiecac. Ale postaram sie. Potrzeba mi tylko sily, sily, sily….

Zupelnie inny sposob

Wreszcie bede na biezaco z moimi ulubionymi blogami!

Odkrylam cos, co istnieje od dawna, cos, o czym wiedzialam od dawna, ale jakos nigdy nie chcialo mi sie tego zbadac doglebniej, cos, co zawsze uwazalam za bezuzyteczne dla mnie.

RSS FEED!!!!

Pomysl przetestowania tego podrzucil mi jeden z Czytelnikow (w komentarzach gdy pytalam o zdjecia, czy zamieszczac w nowych wpisach czy do starych dodawac; przepraszam, nie pamietam teraz kto to byl).

Zaczelam testowac, i to jest totalnie super!!!

Na jednej stronie mam wszystkie swoje ulubione blogi, i naglowki z wpisow, nowe wpisy podswietlone, klikam na naglowek, i voila! Czytam co nowego!

Oszczedza mi to cala mase czasu – glownie z braku ktorego nie moglam regularnie sledzic blogow…. A teraz moge! Hura! 

Mezczyzni to psy

Otoz wczoraj doszlam do wniosku, ze mezczyzni sa jak psy. Taki pies, zobaczy kosc. Wcale nie ma na nia ochoty, nie podoba mu sie ta kosc, jest najedzony bo sie gdzie indziej najadl, i absolutnie nie ma ochoty zjesc tej kosci.

Jednak gdy inny pies sie koscia zainteresuje, to wtedy ten pierwszy pies warczy i gryzie. Nie da.

Z facetami tak samo. Moj maz-nie maz ma mnie totalnie w dupie (i w sumie juz z wzajemnoscia), malzenstwo jest tylko na papierze w tej chwili, a jednak wczoraj (wyszlismy razem do baru na imieniny Magdy) gdy jeden taki kolega poprosil mnie o numer telefonu to sie maz-nie maz uniosl strasznie i zaczal szarpac z tym biednym chlopakiem robiac scene i widowisko, po ktorym musielismy wyjsc.

I tak sie zastanawiam dlaczego? Po co? Pijany byl w sztok, to fakt, ale zachowal sie jak dziecko – moja zabawka, chociaz sie nia nie bawie, to nikt inny sie tez nie pobawi.

Zagram Wam na nerwach

Ok, dzisiaj zagram na nerwach wiekszosci zmotoryzowanych Polakow.

Jako ze paliwo kosztuje tutaj okolo 50 groszy za litr (!!!) nigdy nie interesowalo mnie, ile zzera moj samochod (Mitsubishi Pajero, z napedem na cztery kola, takie terenowe).

Wiem tylko tyle, ze co tydzien musze zatankowac,  a tankuje za 60-65 riali.

Ale w koncu, po prawie czterech latach postanowilam sprawe zbadac dokladnie, i polskim sposobem zmierzylam zuzycie paliwa na 100 kilometrow. Zatankowalam do pelna, i dawaj.

Wyszlo mi, ze auto moje pali ponad 20 litrow na 100 kilometrow!!!!

No, chyba, ze sie walnelam w obliczeniach, a jesli tak, to tutaj oto dane:

przejechalam 330 kilometrow.

zatankowalam 73 litry.

za 60 riali, ha ha ha. 

 

Drugie urodziny Oli

8 maja Ola miala drugie urodziny… Jak ten czas leci… jak dzis pamietam moje przeboje w szpitalach – gdy odkryli, ze Ola ma pozwezane jelita; gdy nie chcieli mnie przyjac do szpitala; gdy juz bylam w szpitalu (w duzym stopniu dzieki wysilkom i znajomosciom Magdy) i z dnia na dzien przekladali mi operacje…..

A pozniej operacja Oli i pelne napiecia oczekiwanie, czy wszystko bedzie dobrze…. czekanie na pierwsza kupe…. fizyczny bol gdy widzialam Ole pod kroplowkami, z wenflonami, pocietym brzuchem, i rurkami wystajacymi z niemalze kazdej czesci jej malutkiego cialka. 

Pamietam do dzisiaj wszystkie cieple slowa otuchy, ktore otrzymalam od Was, moich wiernych Czytelnikow. Od Was, ktorzy jestescie przy mnie zarowno w ciagu tych dobrych, jak i tych zlych momentow w moim zyciu….

A teraz… dwa lata pozniej…. Niespodzianka mialo byc zdjecie Oli gdy sie urodzila i zdjecie Oli dzisiaj… ale w zwiazku z roztrzaskanym laptopem nie mam dostepu (w tej chwili, mam nadzieje) do starych zdjec….

Zatem bedzie zdjecie Oli z pazdziernika 2006 (5 miesiecy) i zdjecie Oli w dniu jej drugich urodzin.

 

Tak bylo: 

 

Tak jest: