Wiele razy myslalam juz, aby zaprzestac pisania Mazusow. Mialo byc o Katarze, i w sumie wiele juz napisalam… aby dalej pisac, musialabym sie powtarzac, bo opisalam juz tak duzo…. poza tym powstaly nowe blogi dotyczace tego miejsca…..
Ale za kazdym razem gdy chcialam sie juz poddac, myslalam o tych wszystkich wiernych Czytelnikach, ktorzy sa ze mna przez tyle juz czasu, i chce im sie napisac komentarz, i chce im sie czytac to, co ja tutaj wypisuje…
Za kazdym razem mowilam sobie: dawaj, jeszcze troche, nie mozesz zawiesc tych ludzi (bo sama zawsze czuje sie zawiedziona, gdy blog, ktory lubie, znika…).
Dzisiaj zobaczylam ta strone, sa na niej Mazusy, Mazusy sa w czolowce najdluzej istniejacych blogow … Nawet nie zdawalam sobie sprawy z tego, ze pisze bloga od samego poczatku istnienia bloxa… Zaczelam pisac gdy mialam wyjechac do Kataru… rok 2004… cztery lata, mniej lub bardziej, ale jednak regularnie…
Obudzily mi sie wspomnienia… to bylo tak dawno, a jednak tak niedawno… jak szczesliwi bylismy wtedy z Mattem, jaka Zuzia byla malutka, jak rodzila sie Ola, jak poznawalam Katar, jak mnie szokowalo to, co teraz wydaje mi sie normalne… jak poznalam wielu swietnych ludzi, dzieki Mazusom wlasnie….
I mam tylko nadzieje, ze starczy mi sil, aby kontynuowac.. aby dalej pisac. Nie moge obiecac. Ale postaram sie. Potrzeba mi tylko sily, sily, sily….

