OK. TERAZ JESTEM W KAMBODZY, ALE NIE MIALAM DOSTEPU DO NETU, ZATEM INFORMACJE PONIZEJ NIECO STAREΒ (Z 15 MARCA). Zdjecia obiecuje po podrozy wkleje.
15 marzec, sobota.
Udalo mi sie zrealizowac caly plan na dzisiaj, hura!Rano taksowka pojechalysmy do dzielnicy Bangkoku Siam, a dokladniej do centrum handlowego Siam Paragon. W podziemiach centrum znajduje sie Ocean World, czyli oceanarium.
Jak zwykle byla cala masa ludzi usmiechajacych sie do moich dzieci. W pewnym momencie doszlo do tego, ze glowna atrakcja oceanarium byla Zuzia i Ola, bo turysci sie skupili dookola, podziwiali, usmiechali sie, glaskali… czulam sie jakbym malpki w ZOO wystawiala. A jeden turysta z Hong Kongu (ktory bardzo lubil dzieci) dal Zuzi 100 baht (okolo 10 zlotych)!! Zuzia kupila sobie za to pozniej album do zdjec, bedzie miala pamiatke.
Oceanarium fajne (byla min. przejazdzka lodzia ze szklanym dnem, rekiny, pingwiny..), ale to w Hong Kongu bylo o wiele lepsze.
No i film o zyciu w oceanie, ktory nam pokazali, byl NIESAMOWITY!!Β Byl to film czterowymiarowy, z efektami specjalnymi, takimi jak psikanie woda czy powietrzem po buziach czy nogach. Zuzia siedziala przerazona, a Ola zakryla sobie oczy moimi dlonmi i tak przesiedziala caly film. Wazne, ze mama dobrze sie bawila π
Po oceanarium byl czas na rozrywki dla mamusi, czytaj ZAKUPY!!!!
Siam Paragon to centrum handlowe typowe dla krajow azjatyckich, pelno tam znanych projektantow, same najwieksze nazwiska (Dior, Ferragamo, Cavalli….). Ciuchy super, ale co z tego, skoro w samych malutkich rozmiarach… znalezc M-ke graniczylo z cudem, a L-ki nie widzialam nigdzie. Wiadomo, Azjatki sa tycie, tyciutenkie.
Konia z rzedem temu, kto zgadnie, co sobie kupilam π
Czas na lunch. Przed lunchem kupilam takie jakies suszone rybki, co to jest to nie wiem, ale maciupkie, panierowane, i chyba w glebokim oleju smazone. W calosci, z lebkiem i ogonem. Bardzo dobre. I kupilam rowniez kawalki wieprzowiny, smazone, nieco slodkawe. Tez pychota.Lunch to oczywiscie tajska kuchnia, ryz smazony z wieprzowina, plaskie kluski z wieprzowina (ok, wiem, monotonna jestem z ta wieprzowina, ale musicie mi wybaczyc, wyposzczona jestem!!!),i salatka z zielonej papai z krewetkami, w sosie ostro-slodko-kwasnym. Bardzo, bardzo dobra. Calosc za 330 baht!!! (33 zlote).
W tej restauracji stal sie maly wypadek; mianowicie Ola i Zuzia szalaly, i jakims cudem na Ole przewrocila sie szklana lada. Dobrze, ze sie nie potlukla na drobne kawaleczki. Na pierwszy rzut oka wygladalo, ze Oli nic sie nie stalo, ale wieczorem zauwazylam, ze nie moze na ta noge stawac, bo ja boli. Nie jest zlamana, ale cos jest nie tak. Poobserwuje ja, i byc moze bede musiala z nia isc do lekarza…. oby to nie bylo nic zlego, w koncu pojutrze lece do Kambodzy!!!
Po lunchu wybralam sie na spacer po okolicach Siam. Co mnie zaciekawilo to to, ze tuz przed centrum handlowym (albo gdziekolwiek na ulicy) sa ustawione swiatynie (pokaze na zdjeciu, jak to wyglada) a ludzie dookola sie modla, pala kadzidla…. Tak, na ulicy, tuz przy przystanku, na przyklad…. Spacer to Pchetchaburi Road, z licznymi rynkami i slynna Pantip Plaza (raj dla fanow techniki; niestety, nie weszlam do srodka).
Po spacerze wsiadlysmy najpierw w Skytrain – rodzaj pociagu jezdzacego po miescie, a pozniej w metro, aby dojechac na przedstawienie kulturalne.W pociagu okazalo sie, ze zgubilam mape!!!! Wyobrazcie sobie, jestem w obcym kraju, miescie, w pociagu, z dwojka dzieci, jade gdzies tam, i zgubilam mape! Jestem jak bez oczu, bez reki, nie wiem! Prawie ze spanikowalam! Nie wiedzialam, na jakiej stacji mam wysiasc, aby isc do metra. Nie wiedzialam na jakiej stacji mam wysiasc, aby dotrzec tam, gdzie chcialam!! Zapytalam kogos w pociagu. Poradzili mi. Jak sie okazalo, dobrze. Ale swoje przezylam!
Przedstawienie kosztowalo 1500 baht i bylo calkiem fajne, zupelnie jak w teatrze. Zreszta, scena Siam Niramit (tego teatru) otrzymala wpis do ksiegi Guinessa jako najwyzsza scena na swiecie! Niestety, nie pozwolili robic zdjec (zabierali aparaty przed wejsciem!!).
Powrot do hotelu, piwko kupione w 7Eleven (to ulubiony azjatycki supermarket), i wpis do dziennika z podrozy po Tajlandii…..