EuroDisney

Do Francji jechalismy z UK pociagiem. Na stacji bylismy dwie godziny wczesniej (bo siostra Matt'a zle sprawdzila godzine odjazdu). Dojechalismy okolo 13, i od razu wio, do parku.

Kto byl w Disney, wie. Kto nie byl, zadne slowa tego nie opisza. Dzikie tlumy, upierdliwa, wpadajaca w ucho muzyczka, Myszki Miki, Pluta, i tym podobne wszedzie…. no i kolejki, kolejki, kolejki. Na najbardziej popularne jazdy mozna czekac w kolejce nawet i dwie godziny!!!

Na szczescie my mieszkalismy w jednym z hoteli nalezacych do osrodka, zatem wieczorem moglismy zostac dwie godziny dluzej (po zamknieciu parku). Niby nieduzo, dwie godziny, jednak pozwolily nam one zaliczyc bez czekania najbardziej oblegane atrakcje (rollercoastery).

Jednak najwiecej atrakcji miala chyba Zuzia. Przezyla swoj maly horror. Najpierw wsadzilismy ja na przejazdzke zwana "NEMO". Od metra wzrostu, nemo, no musi sie nadac.

Nadalo sie, a jakze. Zupelnie nie to, czego sie spodziewalismy. Od razu okazalo sie, ze to szybki rollercoaster, ze wjezdza w totalne ciemnosci, ze jedzie bardzo szybko, i ze zakreca do gory nogami, na boki, itp itd. Zuza z przerazenia wyla, nie zapominajcie, ze ma tylko piec lat i nigdy na czyms takim nie byla. Chyba przestala lubic Nemo.

Potem nam nie wierzyla juz w niczym, i na zadne jazdy nie chciala chodzic.

Z trudem udalo sie nam odzyskac jej zaufanie.

Do czasu, gdy zabralismy ja na pociag, ktory jezdzil po Dzikim Zachodzie. "Bedzie wolno, Zuzia, nie boj sie,  zobacz, male dzieci na to ida". I naprawde w to wierzylam….

Pociag okazal sie kolejnym rollercoasterem, szybkim, w ciemnosciach, i z plomieniami!!! Ale Zuzia zniosla to bardzo dzielnie. W nagrode kupilismy jej zdjecie (jak wszyscy mamy przerazone miny, zjezdzajac w dol z predkoscia blyskawicy).

Najfajniejsze chyba byly jednak popisy kaskaderow. Z motocyklami i samochodami. Pokazywali jak sie kreci sceny akcji w filmach. Niesamowite widowisko, kierowcy mieli do perfekcji opanowana technike (np.samochody przejezdzaly obok siebie w odleglosci centymetrow doslownie, hamowaly tuz naprzeciwko siebie, wjezdzaly na ciezarowke….) . A jeden z nich byl TAAAAAAKI przystojny.

Chociaz Disney byl swietny, pod koniec trzeciego dnia mialam juz serdecznie dosyc. Bylam bardzo, bardzo zmeczona, plecy mnie bolaly od stania w kolejkach i noszenia Oli (Oli sie wszystko podobalo. Glosno, ciemno, jej nie przeszkadzalo). 

Postaram sie wkrotce kilka zdjec pokazac. 

Kurz, kurz,zakurzony caly swiat

Albo przynajmniej nasza willa. Wrocilismy wczoraj w nocy, a dzisiaj caly dzien sprzatam, sprzatam, i sprzatam…. juz jest 20:30 a tu konca nie widac.

Zatem zasiadlam na kanapie z kieliszkiem bialego wina, i reszte odkurzania zostawiam na jutro (a kurzu wszedzie tak na 5 milimetrow minimum).

Jutro trzeba bedzie kupic buty dla Zuzi (w niedziele idzie do szkoly), no  i dokonczyc to nieszczesne sprzatanie…..

Gdy juz sie nieco ogarne, napisze jak bylo w Disney parku…. a bylo super. Zwlaszcza dla biednej Zuzi, ktora doswiadczyla wrazen ekstremalnych….. 🙂

Przed Paryzem

Ostatnio sie troche zaniedbuje, ale juz niedlugo wracam do Kataru, to nadrobie….

Wczoraj wybralismy sie odwiedzic kolege Matt'a. Piec godzin jazdy samochodem w jedna strone, kolacja i nocleg u kolegi, a rano w samochod i z powrotem piec godzin.

Kolega dom ma przecudny, warty okolo 600 tysiecy funtow. Sypialnia dla  gosci, na przyklad, ma kilkumetrowy taras…a widoki sa po prostu przecudowne… a w lazience dla gosci byl np. balsam do ciala Balenciaga….

Jutro o 6 rano jedziemy do Disneylandu pod Paryzem. Wracamy we wtorek w nocy, a w czwartek rano wylatujemy do Kataru. Takze kilka nastepnych dni bedzie dosyc napietych 🙂

 Zatem odezwe sie juz z Kataru, najprawdopodobniej…