Po pierwsze, dzis sa imieniny mojej mamy. Zyczenia rano byly, prezenty tez byly. Moze restauracja wieczorem?
A zaraz jedziemy do Warszawy. Wynajelam mieszkanie na miesiac. Wprawdzie na Mokotowie, a szpital jest na Woli, ale nie szkodzi, wazne ze jest.
Dojazd do szpitala zajmie mi okolo 40 minut. I tak o wiele mniej niz z rodzinnego miasteczka gdzie mieszka moja mama 🙂Â
Jade ja, dziewczynki, i moja mama. Moglabym pojechac sama, ale nie zostawilabym Zuzi na tyle czasu.
Juz sie spakowalysmy. W mieszkaniu nie ma poscieli, nie ma talerzy, garnkow, wiec to wszystko musialysmy zapakowac. A mama ma Matiza. Moja walizka (jedna, ha ha ha) jest wielkosci calego tylu tego malutkiego matizka. Swoja droga dobrze, ze ten bagaz na lotnisku sie zgubil, bo w zyciu bysmy sie nie zapakowaly. Nawet z nadprzyrodzonymi zdolnosciami mojej matki do osiagania nieosiagalnego.
First of all, today is my mum's nameday. We wished her all the best, we gave her presents… maybe we'll go to a restaurant in the evening?
And in an hour we're going to Warsaw. I rented a flat for a month in there. The flat is far from the hospital, but it doesn't matter, it's still closer than my mum's flat in a town that is far from Warsaw.
I'm going with the girls, and my mum. I could go on my own, but I couldn't leave Zuzia for so long.
We're all packed. In the flat there is no bedsheets, no plates, pots, so we had to pack it all. And my mum has a small car. One of my suitcases is the size of the whole back of this car. By the way, it turned out good that my luggage got lost at the airport when I arrived to Poland, because there is no way we could put my two suitcases into my mum's small car. Even with my mum's abilities do do undoable.Â